SHLOMO SAND I JEGO WIZJA NARODU

            Bardzo ostatnio modny i ceniony izraelski naukowiec z uniwersytetu w Tel Awiwie dokonał znamiennego wyznania. „Ponieważ źle znoszę fakt, że prawo izraelskie narzuca mi przynależność do jakiejs fikcyjnej wspólnoty etnicznej, a jeszcze gorzej konieczność prezentowania się reszcie świata jako członek klubu wybranych, przeto oświadczam, że chcę podać się do dymisji i przestać uważać siebie za Żyda”. To stwierdzenie podwójnie znamienne: jak na dzisiaj rewolucyjne, a jak na dawne czasy niemożliwe. Przecież jeszcze dziewiętnastowieczny niemiecko-żydowski intelektualista Heinrich Heine, który przeszedł z judaizmu na luteranizm doświadczył tego, że „Żydem nigdy nie można przestać być”.

            Sprawa, która od zarania ludzkości przyprawia mieszkańców Ziemi o ból głowy, to również pytanie o to, czy to my, ludzie jesteśmy początkiem i końcem ziemskiej cywilizacji, czy też na odwrót, stanowimy tylko jej wypełnienie. A wtedy powstaje pytanie czym ona właściwie jest, skoro ona sama w jakiś sposób ludzkość tworzy i pozwala ludziom dokonywać autoanalizy, lecz jej właściwa treść powstaje gdzieś w innej przestrzeni, od ludzi niezależnej. Jest to też główną zagadkę naszego istnienia, której jednak wciąż nie potrafimy nie tylko rozwikłać, ale nawet jasno sformułować.

            Pytanie o treść własnego istnienia zawsze dręczyło ludzkość, a opinie na ten temat były kanwą wszystkich prądów filozoficznych. Od starożytności minęło jednak kilka tysiącleci, a my wciąż jesteśmy w tym samym miejscu i pozostajemy z tego samego rodzaju brakiem odpowiedzi na kluczowe pytania. Ludzkość zresztą długo nie potrafila zdefiniować samego problemu cywilizacji jako wielkiego związku ludzi, który daje się badać i obserwować, jest jednak przez nich samych zupełnie niekontrolowany. Warto więc przypomnieć, że pionierem badań nad tym zjawiskiem był Feliks Koneczny, jeden z pierwszych, który postawił sobie za zadanie odpowiedzieć na ważne pytania, tyle, że użył jako badawczego materiału tworu, który zdefiniował jako cywilizację żydowską. Jędrzej Giertych w przedmowie do książki Konecznego zauważył, że zdaniem autora, tę cywilizację cechuje swoista kulturowa samowola i bardzo personalny oraz religijny charakter władzy państwowej a także wszelkiej innej władzy. Przejawia się to silną odpornością na zmiany i wpływy kultur odmiennych. Wedle niego, judaizm  jest nie tylko jedną z najstarszych form organizacji ludzi w społeczeństwo, ale też i najbardziej dziwacznym, ponieważ nie ceni wspólnoty terytorialnej, która jest podstawą każdej innej cywilizacji. To, co uderza najbardziej, to – inaczej niż ma to miejsce w innych przypadkach – brak przywiązania do terytorium oraz rodzaj intelektualnej elitarności. W rezultacie Żydzi, gdziekolwiek się nie osiedlają oczekują specjalnego statusu dającego im wyższą wartość niż ludzności miejscowej. To główne źródło konfliktów i zasadnicza przyczyna nagminnego antysemityzmu. Szkoda, że w ogromnej większości publikacji tej kwestii się nie dostrzega, koncentrując sie jedynie na negatywnym aspekcie moralnym samego zjawiska. Ta interpretacyjna różnica jest tak wielka, że nawet Huntington, inaczej niż Koneczny, nie potrafił zjawiska żydowskości włączyć w system wielkich światowych tworów kulturowych. Zakładał tylko, że judaizm cechuje taki sam rodzaj ciągłości jak inne, tyle, że sięga on głębiej w przeszłość, bo aż do początków pierwszego tysiaclecia p.n.e., lecz nie dającej mu prawa do bycia pełną cywiulizacją. Uznając zjawiski za jedno z najstarszych tworów kulturowych, za najmłodszy uznał Rosję, której państwowość została ukształtowana przez wpływ systemu utworzonego przez Dżyngis-chana i jego następców. Pierwotne źródło problemu dostrzegał jednak wcale nie w Europie, ale we wschodnioeuropejskich kulturach związanych niegdyś z koczowniczymi Pieczyngami i Połowcami, pomimo że rosyjskie życie cerkiewne miało charakter bizantyński i wpływ tego ostatniego na nowożytną państwowość rosyjską przychodził także i z Niemiec, co prowadziło do zanikania pierwiastków łacińskich. Koneczny był również zdania, że wpływy turańskie pochodzące od Połowców i Pieczyngów obecne były też i w starej Rusi Kijowskiej, a później stały się dziedzictwem jej najnowszej i najbardziej odmiennej postaci, czyli Rosji. Nie miał jednak wątpliwości co do ciągłości judaizmu mającego korzeniami sięgać odległej starożytności. Tymczasem, dzisiaj, ta ciągłość jest wbrew „oficjalnej” jego historii podważana nie tylko przez ośrodki kierujące się antysemityzmem, ale także przez czysto żydowskie oraz izraelskie źródła i analizy.

Oficjalna propaganda Izraela stara się to wszystko ukrywać za zasłoną antysemityzmu i przez wiele lat to się udawało.  Jeszcze w połowie ubiegłego stulecia pojawiła się bowiem książka Artura Koestlera, Anglika o żydowsko-węgierskich korzeniach zatytułowana The Thirteen Tribe (Trzynaste plemię, 1976) kwestionująca tradycyjne podejście do problemu. Teza autora była na tyle rewolucyjna, że ortodoksyjne środowiska żydowskie potraktowały ją jako głęboko wrogą propagandę. Bieg czasu pozwolił jednak na potwierdzenie domniemań Koestlera, że oto starożytne żydowskie cechy przetrwały na terenie Palestyny jedynie w genach ludności arabskiej, która jest dzisiejszym spadkobiercą dawnych mieszkańców i która przeszła na islam półtora tysiąca lat temu. Żydowska, lecz powierzchowna kultura przetrwałs tylko w nienaturalnych dla niej warunkach koczownictwa i tylko  w dwóch regionach Europy. Na zachodzie – wśród przybyłej z północy Sahary żydowskiej ludności średniowiecznej Hiszpanii, a na wschodzie – pośród potomków równie niesemickich Chazarów zamieszkujących tereny nadwołżańskie, którzy przeszli na judaizm jeszcze w końcu I tysiąclecia. Pierwsi byli odnogą koczowniczych Berberów, którzy przyjęli judaizm przed najazdem arabskim, drudzy – równie koczowniczych mieszkańców pogranicza Azji i Europy. To tłumaczy zjawisko, które inaczej nie ma uzasadnienia. Starożytni Izraelici byli przecież ludnością osiadłą, nie zaś koczowniczą. Posiadali własną ojczyznę w postaci terytorium Judei i Izraela. Antyrzymskie powstania jakie tam wybuchały odnosiły się zawsze do tego samego miejsca na ziemi, trwale zasiedlonego przez ludność używającą najpierw języka hebrajskiego, potem – aramejskiego. Jak wiadomo, cechą wszystkich późniejszych odnóg judaizmu była jednak ruchliwość i nie tylko brak własnego terytorium narodowego, ale również rodzaj niechęci do zwartego i wspólnotowego osadnictwa oraz zastąpienie hebrajszczyzny językami miejscowymi. Tym sposobem, Żydzi przestali posiadać własną ojczyznę, stając się przysłowiowymi wiecznymi tułaczami.To również tłumaczy rodzaj genetycznej niechęci do zawodów rolniczych zastępowany przez takie, które pozwalają na ruch i zmianę miejsca zamieszkania w następstwie determinująej odmienność narodowego rachunku ekonomiczno-społecznego.

                Koestler powstawił tezę – która, jeśli byłaby obowiązująca – pozbawiłaby judaizm „praw do ojczyzny”, ponieważ – pod względem genetycznym – dawni bliskowschodni Żydzi, to dzisiejsi Palestyńczycy, nie zaś Izraelczycy, którzy historycznie pochodzą ze wschodniej, zupełnie niesemickiej części Europy. Autor lansuje przy tym tezę, że ich początkiem nie jest dawny Izrael, lecz są potomkami turkojęzycznych Chazarów mieszkających kiedyś nad Morzem Czarnym i Kaspijskim, którzy po przejściu na judaizm przesuwali się pod azjatyckim naciskiem w kierunku dzisiejszej wschodniej części Europy (idzie głównie o Ukrainę, Polskę, Białoruś, Litwę, Wegry i północną część terenów niemieckich. Imperium Chazarskie upadło pod ciosami napływajacych kolejnych ludów koczowniczych, a to co z niego miało pozostać, to tylko aszkenazyjscy żydzi. Do pewnego stopnia potwierdzają to badania genetyczne. 12 procent Aszkenazyjczyków jest genetycznym echem średniowiecznych Chazarów. Wbrew pozorom, to dużo, skoro ponad tysiąc lat ludnościowego mieszania we wschodniej Europie tego śladu nie zatarło.

Rozumowanie Koestlera nie uzyskało aprobaty żydowsko-izraelskich czynników kształtujących w tej przestrzeni obowiązujący pogląd. Jednak kilka lat temu, w sukurs Koestlerowi przyszedł Shlomo Sand, profesor uniwersytetu w Tel Awiwie w książce o znamiennym tytule The Invention of the Jewish People (tytuł polski: Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski?)

        Sand uważa, że ci którzy atakowali rozumowanie Koestlera czynili tak nie ze względów merytorycznych, lecz tchórzliwie ideologicznych. „Nikt przecież – zauważa – nie zagląda pod kamienie w poszukiwaniu skorpiona, tak samo nie pragnie atakowania własnego oblicza oraz etnosu związanego z ambicjami terytorialnymi”. Dodaje przy tym, że nie oponuje się przecież tezie dominującej w świecie arabskim, że jeśli idzie o teorię Koestlera, to prowadzi ona do konstatacji, że skoro Żydzi aszkenazyjscy są genetycznymi spadkobiercami Chazarów, to ich przodkowie byli pochodzenia tureckiego bez żadnych semickich korzeni. Przedstawiciel Arabii Saudyjskiej w ONZ dowodził nawet, że teoria Koestlera w swojej istocie podważa samo prawo Izraela do istnienia, skoro jego dzisiejsi mieszkańcy nie mają prawdziwie semickich korzeni. Kontrargumentem jest jednak to, że wydarzenia sprzed ponad tysiąca lat nie mają specjalnego związku ze współczesnością, tyle że jest to argumetn obustronny.

Kiedy zatem powstał naród żydowski? Cztery tysiące lat temu, czy też tak naprawdę wyszedł spod pióra żydowskich historyków dopiero w XIX w., którzy – wykorzystując tradycję biblijną  – odtworzyli dzieje na wpół azjatyckiego ludu po to, by ukształtować wizję starożytności narodu, który tak naprawdę nigdy nie istniał? Shlomo Sand zabiera nas więc w podróż przez “długą” historię Żydów. Czy mieszkańcy Judei zostali wypędzeni po zburzeniu Drugiej Świątyni w 70 r. n.e., czy jest to tylko chrześcijański mit, który przeniknął do żydowskiej tradycji? Autor pokazuje, jak od XIX wieku czas biblijny zaczął być traktowany przez pierwszych syjonistów jako czas historyczny a także niedawny czas narodzin narodu, bo dopiero w końcu XIX wieku. Książka Sanda nie jest kroniką wydarzeń, ale przede wszystkim krytyką obowiązujących w tej kwestii dogmatów. Autor powołuje się na pytania zadane przez historyka Marcela Detienne’a: jak “odnacjonalizować” historie narodowe? Próbuje też wskazać co było w tej historii faktem, a co tylko projekcją w przeszłość współczesnych narodowych marzeń. Dodajmy, że tego rodzaju marzenia stoją u podstaw formowania się każdego narodu, a sam nacjonalizm to w znacznie większym stopniu przestrzeń mitów niż faktów.

Shlomo Sand zaczyna swoje rozumowanie od stwierdzenia, że właściwie nie ma dowodów na to, że Żydzi zostali kiedykolwiek wygnani z terytorium, do którego dzisiaj roszczą pretensje. Prawda, że świątynia jerozolimska została zburzona świadomie i z zimna krwią, ale masowe wygnanie ludności z terytorium Judei nigdy nie miało miejsca, chociażby ze względów technicznych. Nawet cała rzymska flota nie wystarczyłaby do jej transportu na tereny Hiszpanii czy Italii. Dowodzi, że wygnanie nigdy nie miało miejsca i że trzeba prześledzić nie tyle domniemane trasy emigracyjne, ile procesy masowych konwersji na judaizm. Twierdzi, że miliony Żydów zamieszkałych wokół morskiego basenu, to nie tyle rezultat migracji „oryginalnych Żydów, ile konwersji części ludności z rzymskiego pogaństwa na judaizm. Proces zatrzymał się w chwili, gdy okazało się, że chrześcijańska wizja Boga jest dla mieszkańców regionu bardziej atrakcyjna i zrozumiała niż przejście na restrykcyjny w tej kwestii i nieeuropejski judaizm. Sand dowodzi, że główną cechą judaizmu była – do czasu pojawienia się chrześcijaństwa – jego siła nawracania wynikająca z atrakcyjności wielobóstwa dla dotychczasowych pogan. Jego istotą była więc nie tyle starożytna tradycja egipskiej niewoli i ucieczki, ale procesy masowej konwersji na jedynobóstwo. Paradoks polega na tym, że judaizm w jego oryginalnej formie nie przetrwał, roztapiając się w śródziemnomorskiej rzymskości. To, co przetrwało, to sama zmiana wiary i masowe konwersje na judaizm dokonywane przez Chazarów w regionie kaukaskim i plemion berberyjskich w północnej Afryce. Pierwsze zapoczątkowały rozwój wschodnioeuropejskiego judaizmu aszkenazyjskiego, drugie – sefardyjskiego w północnej Afryce i Hiszpanii. Pierwszy używał germańskiego jidisz, drugi – romańskiego sefaradim.  Ich cechą było to, że miały bardzo niewiele wspólnego ze starożytnym jerozolimskim oryginałem. To tłumaczy bezsporny fakt jego zanikania  w obszarze dawnego Rzymu i gwałtowny rozwój w Europie wschodniej i arabskiej Hiszpanii.

Sand dowodzi, że dzisiejsi Żydzi mieszkający w Izraelu, wbrew powszechnej opinii, to nie ci, którzy doznali rzymskiego wygnania po rewolcie Bar Kochby. Rzymianie pozwolili bowiem większości z nich wciąż mieszkać w Palestynie odcinając jedynie od ruin jerozolimskiej świątyni. Mit o wygnaniu miałby być rozpowszechniany przez wczesnych chrześcijan w celu podcięcia podstawy judaizmu i skłonienia jego wyznawców do przejścia na chrześcijaństwo. Jednak w rezultacie arabskich podbojów, większość miejscowych Żydów przeszła na islam a nie na chrześcijanstwo i jest dzisiaj wiernymi jego wyznawcami jako izraelscy Palestyńczycy.

Mit o rzekomym istnieniu narodu żydowskiego Sand przypisuje judaistycznym środowiskom zlokalizowanym w Niemczech. „W pewnym okresie XIX wieku – powiada – żydowscy intelektualiści z Niemiec mieli wpływ na ludowe odczuwanie germańskiego nacjonalizmu. (…) a niemiecko-żydowski historyk Heinrich Gratz rozpoczął pisanie o judaizmie jako historii narodu, a nie wędrownego ludu”. Przedtem uważano, że cechą żydowskiej wspólnotowości była tylko religia, teraz zaczęto poszukiwać wspólnoty etnicznej i narodowej. To żadne nowum w historii Europy, a szczególną tego cechą jest tylko ponad dwustuletnie opóźnienie w budowaniu narodu w porównaniu z resztą Europy. Naród izraelski, to nie tylko pojęcie nowe, ale również wciąż bardziej teoretyczne, niż faktyczne.

Sand zwraca uwagę na to, że przez ponad tysiąc lat przed uformowaniem się syjonizmu pojęcie żydowskiej ojczyzny jako Ziemi Obiecanej było tylko modlitewną ideą, a nie pragnieniem zamieszkania w konkretnym miejscu. Nawet przeciwnie, judaizm zabraniał osiedlania się w Palestynie przed nadejściem Mesjasza.

            W londyńskim The Financial Times historyk Tony Judt stwierdza, że książka Shlomo Sanda ma wyjątkowy charakter, ponieważ normalizuje żydowską historię traktując ją jako podobną w swej istocie do historii innych narodów. Książka – powiada – reprezentuje od dawna oczekiwane rozumowanie rozpraszające narodowe i religijne mity pozwalając Izraelowi stawać się krajem podobnym do innych, a samym Żydom zostać Izraelitami lub wtopić się w otoczenie, czyli stać się narodem takim jak inne etniczne populacje świata.


One thought on “SHLOMO SAND I JEGO WIZJA NARODU

  1. Warto wspomnieć także o innych niesemickich Żydach, chociażby czarnoskórych Felaszach nie mających łatwego życia także w Izraelu – co jeszcze dodatkowo wzbogaca genetyczną mozaikę współczesnych wyznawców judaizmu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *