SUKCES TUSKA, ALE CZYJA KLĘSKA? CZYLI IMMUNIZOWANI NA ROZUM

            Polacy od czasów powstania Rzeczypospolitej zadziwiają resztę Europy poziomem swarliwości, sprawiającym wrażenie cechy trwale związanej z polskością, tyle, że w tym ujęciu jest ona pozbawiona jakiejkolwiej pozytywnej wartości. Nie bez przyczyny Francuzi wymyślili sekwencję „pijany jak Polak”, co miało oznaczać nie tylko stan nietrzeźwości, ale również rodzaj umysłowej dewiacji. Inne powiedzenie stwierdza, że kiedy spotyka się ze sobą dwóch Polaków z pewnością „pojawią się trzy poglądy”.  Ostatni wyczyn premier Szydło i europejska masakra jej stanowiska ujawnia tylko zadziwiającą trwałość podejścia, w którym totalną klęskę usiłuje się przemienić w cnotę przegranej w imię idei wyższego rzędu. Do tego, ta klęska przychodzi na własne życzenie, nie z powodu obiektywnego zrządzenia losu. Pojawiła się przy tym informacja o tym, że do Prezydenta wpłynęły już petycje wnioskujące o ogłoszenie samobójczego referendum w sprawie opuszczenia przez Polskę Unii Europejskiej. Trudno, żeby reszta Europy oceniała to wszystko jako zjawiska normalne, a nie wynik umysłowego pomylenia z poplątaniem. Jakie może być tego źródło? Sama tylko bezrozumność? A może za tym wszystkim kryją się jakieś procesy, których nie rozumieją nawet sami rzekomi autorzy wydarzeń?   Continue reading


JEDZĄ, PIJĄ, LULKI PALĄ, CZYLI KTO TU JEST „PANEM”, KTO „CHAMEM”?

                Idee nie są bytem odrębnym i samoistnym. Nie mają ciała, kończyn ani mózgu. Istnieją na tyle, na ile pozwala im ludzka świadomość. Trwają w umysłach ludzi i są przekazywane od jednej osoby do drugiej drogą pozamaterialną, to znaczy w procesie intelektualnej percepcji, a nie fizycznego przemieszczania. Bez istnienia samych ludzi, idee nie mają podstaw istnienia. Społeczeństwa są zresztą pod tym względem niejednakowe. Jedne idee, jak ma to miejsce w przypadku świata zachodniego, mogą krążyć i ewoluować w miarę swobodnie, drugie – jak dogmaty islamu nie mogą tego czynić bez religijnego imprimatur.  Dlatego też świat zachodni ze swej istoty posiada silniejszą warstwę społeczną o inteligencko-intelektualnym charakterze, ponieważ częścią jego tożsamości jest prawo do samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków i głoszenia poglądów. W przestrzeni islamu samodzielne myślenie jest to nie tylko niedoceniane, ale wręcz uważane za grzeszne. Nie jest przypadkiem, że egipski noblista zdobył w nie tak dawnych wyborach powszechnych zaledwie jeden procent głosów i został z łatwością wyeliminowany przez Mohammada Mursi, członka ortodoksyjnego Bractwa Muzułmańskiego, choć było wiadomo, że ten ostatni nie nadaje się do zarządzania nowoczesnym państwem i z tej przyczyny spędza dziś czas na więziennym spacerniaku. Również i Polska jest pod tym względem szczególna, ponieważ istnienie w jej tradycji warstwy inteligencji jako wiodącej siły narodu przez dziesięciolecia uważane było za najważniejszą cechę kraju. Okazało się to jednak w końcu fikcją i nie dającym się sprawdzić mitem. Dzisiaj, widać najzupełniej wyraźnie, że tak zwana inteligencja prawdziwą społeczną siłą nie jest i tak naprawdę nigdy nią nie była, korzystała tylko z ociężałości reszty. Za nią drzemała zupełnie inna siła, która daje o sobie znać obecnie. Ludzie, jeszcze niedawno uznawani za wybitnych i godnych przykładu dla reszty zniknęli lub mówią całkiem od rzeczy zastępowani przez postacie zupełnie bezbarwne, nie mające wiele do zakomunikowania. Za to ci pierwsi wydają się tracić poczucie własnej tożsamości intelektualnej. W ostatnim sejmowym wystąpieniu, prezes Kaczyński deklarował głośne przekonanie, że to on reprezentuje panów, a opozycja – chamów. Role się więc tylko odwróciły, istota w niczym się nie zmieniła.   Continue reading


O MIĘDZYMORZU RAZ JESZCZE

Dającej się dziś zauważyć modzie na rozważania o powstaniu nowej potęgi w postaci Międzymorza towarzyszy wyraźne rozchwianie Unii Europejskiej. Dotyczy przede wszystkim jej wschodniej, najmłodszej części, ponieważ Europa Wschodnia nie jest tylko pojęciem geograficznym, ale i historycznym, a i do pewnego stopnia kulturowo-politycznym. Do połowy XVIII stulecia albo nie używano tego pojęcia wcale, albo też za wschodnią, pograniczną część kontynentu uważana była Rzeczpospolita Polski i Litwy oraz wegierski styk z tureckimi posiadłościami na Bałkanach. Reszta dzisiejszej Europy znajdowała się poza jej uznanymi wtedy granicami, podobnie jak Rosję uważano za kraj azjatycki. Późniejsza zmiana oceny położenia regionu jest następstwem gwałtownie rosnącej pozycji tej ostatniej i powiększającego się autorytetu rosyjskich carów pośród europejskich monarchów. Rzecz jednak w tym, że towarzyskie układy pomiędzy monarchami nie zmieniają geograficznego położenia krajów, ani też ich cech kulturowych. Continue reading


ROSJA ȔBER ALLES, CZYLI WIEDŹMA NA MIOTLE

Szybko zmieniający się obraz dzisiejszego świata napawa jednych obawą o przyszłość, innych zachwyca głębokością przemian. Istotnie, wydarzenia pędzą z niebywałą prędkością i trudno się zorientować jaki przybierają kierunek.  Nie wszyscy są przy tym w stanie dokonać ich projekcji w przyszłość i określić, czy będzie to „nowy, wspaniały świat”, czy też równie wspaniałe gruzowisko. Najbardziej uzależniona od wizji własnej roli w świecie wydaje się być Rosja. Czy słusznie? Jak zauważył kiedyś Henry Kissinger: „w toku licznych kryzysów, racjonalne rozwiązanie wydawało się często w zasięgu Rosji dużo łatwiejsze, niż ostatecznie się okazywało”. Continue reading


GRA W BAMBUKO, CZYLI ANGLIA DLA ANGLIKÓW, A POLSKA DLA NIEMCÓW?

            Dla wielu Europejczyków, Unia Europejska, to nie tylko byt nadzwyczaj nowatorski, ale również i taki, który wydaje się być trwałym i w jakimś stopniu już „udomowionym”. Tym przekonaniem zachwiewa nieco wiadomość, że oto u samych jej źródeł utkwił pewien rodzaj tajemniczości, skoro motywacje twórców jej flagi i powszechnie znanego symbolu w postaci kręgu dwunastu gwiazd mają, jak się okazuje, nie ujawnione publicznie konotacje religijne. Ta symbolika jest odzwierciedleniem niepełnej jasności, co do tego, jaka właściwie tradycja jest dla historii Unii najważniejsza – zewnętrzna tylko forma zjawiska unifikacji europejskich krajów, czy też ukryta pod jej powierzchnią jakiegoś rodzaju religijna misja? Tajemnicza jest też przyczyna umieszczenia na niej emblematu z dwunastoma gwiazdami, ponieważ daleko nie odpowiada to liczbie państw członkowskich. W gruncie rzeczy, jej symbolika może być uznana zarówo za ilustrację wieloznaczności idei powstawania samej unijnej konstrukcji, jak też i za efekt swoistej mitologizacji problemu. Autor projektu, Arsène Heitz przyznał, że tworząc unijny emblemat inspirował się fragmentem Apokalipsy św. Jana, ostatniej księgi Nowego Testamentu, zawierającej proroctwo dotyczące czasów dla ludzkości ostatecznych, które wedle przepowiedni mają zakończyć się zniszczeniem jej samej i świata, a dla ludzi Sądem Ostatecznym. Inspiracja, inspiracją, ale dlaczego europejską integrację skojarzył z tak apokaliptyczną wizją? Continue reading


NIEMIECKA „MITTELEUROPA” I DZISIEJSZA SPRAWA POLSKA.

„Powiedz mi gdzie jest Europa Środkowa,
a powiem ci kim jesteś”

(Jaques Rupnik)

Europa przed rozbiorami (1687)

Europa po rozbiorach Polski (1795)

 

Przez niektóre wypowiedzi przedstawicieli rządzącej partii przewija się jakby mimochodem teza, że realną alternatywą wobec Unii Europejskiej byłoby polskie przywództwo wschodniego regionu Europy nieostro określanego mianem Międzymorza. Być może też i za tym kryje się przyczyna nagłego złagodzenia stosunku Warszawy do łukaszenkowej Białorusi, jak też i milcząca nadzieja, że Zachód sprawi zawód Ukrainie i pozostawi ją na łaskę losu, powodując, że ratunku przed Rosją będzie mogła szukać już tylko w jakiegoś rodzaju rozwiązaniu regionalnym. Rzecz w tym, że pojęcie niesie też nieodparte skojarzenia z niegdysiejszą niemiecką ideą imperialną, znaną pod określeniem Mitteleuropy. Teoretycznie, obydwa słowa – Międzymorze i Mitteleuropa – posiadają to samo geograficzne znaczenie i oznaczają środkową część Europy. Jednak w istocie, niosą zupełnie odmienne przesłanie polityczne. Mitteleuropa była koncepcją zarówno antypolską jak i antyrosyjską, Międzymorze jest myślą głównie antyrosyjską, w mniejszym tylko stopniu antyniemiecką. Co się z nią da zrobić dzisiaj? Continue reading


NASZA DEBATA O NAS, CZYLI „SŁUCHAĆ HADKO!”

Ukazało się polskie wydanie książki Marka Chodakiewicza zatytułowanej „Międzymorze”. Idzie o obszar rozłożony pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym. To jednak inna definicja pojęcia niż ta, jaka funkcjonowała w okresie międzywojennym, kiedy  polityczni optymiści widzieli je jako wspólnotę rozłożoną od Finlandii i krajów bałtyckich na północy, po Bułgarię i Grecję na południu. Książka może być potraktowana jako wydarzenie nie tylko wydawnicze, ale również i polityczne, choćby z tej przyczyny, że jest to pierwsze poważne opracowanie zagadnienia traktowanego dotąd hasłowo, za którym właściwie nigdy nie pojawiła się głębsza treść. Continue reading


CZY TO JUŻ KONIEC EUROPY, KTÓRĄ ZNAMY?

Zdrowy rozsądek to jedyna rzecz, na którą nie można
liczyć, (…) a racjonalnie myślący ludzie nie są zdolni
do przewidywania przyszłości. (…) Ich działania są
zdeterminowane przez okoliczności.
(G. Friedman)

Odwieczną cechą Europy jest jej problem z dokładnym zakreśleniem granic. Dwa stulecia temu, jeszcze w czasach istnienia wielkich imperiów kolonialnych miał on także charakter globalny, a Europa była pojęciem światowym, bo poszerzanym o posiadłości zamorskie metropoliii. Za kraje europejskie z pełnymi prawami do tego miana uważano wtedy tylko te, które posiadały kolonie w egzotycznych regionach tropiku. Zarówno zjednoczone w 1860 roku Włochy, jak i Niemcy powstałe jako podmiot o stulecie później, za swój punkt europejskiego honoru uznały więc zdobycie tego rodzaju posiadłości z tego co jeszcze pozostało w świecie do zajęcia. Niemcy zajęli więc mało atrakcyjny tropikalny Kamerun, pustynną Namibię, wschodnioafrykańską Tanganikę i dalekowschodnie wyspy Pacyfiku w przekonaniu, że zdobywają tym samą prawo do bycia uznanym za część wykwintnego grona światowych potęg. Włochom pozostało znacznie mniej – całkiem pustynna Libia i fragment Somalii. Kraje Europy wschodniej nie tylko nie uzyskały tego rodzaju legitymacji, nie weszły w skład najlepszego towarzystwa, stając się same obiektem parakolonialnej agresji. W tym kontekście należy też widzieć polskie przedwojenne starania o uzyskanie kolonii w ramach portugalskich włości w Afryce. Kiedy jednak poszerzanie imperium kolonialnego okazało się dla Niemców niemożliwe, ich agresywność skierowała się na Europę wschodnią usiłując uznać ją za region – podobnie jak afrykańskie kolonie – zamieszkany przez podludzi nie zasługujących na partnerskie traktowanie. Tyle, że najważniejszą cechą samej Europy, która zwraca uwagę uważnego obserwatora wcale nie jest jej jednolitość, lecz coś całkiem przeciwnego – lokalność, objawiająca się w różnych miejscach w postaci poczucia przejściowości i pograniczności własnej tożsamości. Przez cały wiek XIX, za prawdziwie europejskie uważane były tylko najbardziej rozwinięte kraje kontynentu – Anglia, Niderlandy, Francja, zachodnia część Niemiec i północne Włochy. Reszta, traktowana była czy to z lekceważeniem, czy wręcz jako obiekt potencjalnej eksploatacji. Gdzie więc wtedy podziewała się Europa w jej dzisiejszych granicach? Prawdę mówiąc, nie wiemy tego do dzisiaj, tak jak wciąż nie jesteśmy i pewni jej prawdziwych granic. Continue reading


DONALD TRUMP TO TYLKO ETYKIETA. ISTOTA SPORU JEST GŁĘBSZA

trump            U podstaw wielu wydarzeń, których znaczenia czasem nie rozumiemy i które nas z tej przyczyny irytują, leży mało widoczna i prozaiczna kwestia znana, jak długa i szeroka jest historia świata. To falowo i regularnie rozwijające się zjawisko skrywanej „nadreprezentacji” czegoś w czymś lub kogoś w jakiejś instytucji, czyli instytucjonalna nierównowaga – etniczna, religijna czy też płci w dostępie do korzyści. To mało widoczne, bo jest też skomplikowanym zjawiskiem, jak i wstydliwie skrywanym, ujawniającym się jednak w rozmaity sposób. Doskonale je widać w świecie Zachodu i do pewnego stopnia jest ono nawet źródłem jego sukcesu, lecz także pogłębiających się problemów. Nadreprezentacja staje się źródłem sukcesu poprzez mechanizm kumulacji korzyści, a z nim bogactwa, wpływów i ekonomiczno-społecznego postępu. Rzecz w tym, że budzi również silne emocje graniczące z nienawiścią do osób zwanych ludźmi sukcesu ze strony środowisk w sukcesie pominiętych. Używamy słowa „zwanych”, ponieważ każdy sukces nie jest kategorią obiektywną i ma zawsze dwa oblicza –  korzyść jednych jest zwykle stratą innych, jedni więc problem widzą tak, a inni zupełnie inaczej. Węzeł próbuje rozwiązać świat islamu przez rozstrzygnięcia w sferze moralnej, lekceważąc konsekwencje społeczno-ekonomiczne w uznaniu, że dążenie do indywidualnego sukcesu to jeden z najcięższych grzechów, a pragnienie równości i skromności, to na odwrót – największa cnota. Tyle, że z tej właśnie przyczyny przegrywa z resztą świata wyścig społeczno-gospodarczy. Czy jest z tego rodzaju pętli jakieś rozsądne wyjście? Continue reading


AMERYKAŃSKIE WYBORY: FAŁSZYWE LAMENTY, CZY ZWYCZAJNOŚĆ INTERESÓW?

ameryka            „Ameryka jest chora!” woła polska gazeta w dniu amerykańskich wyborów prezydenckich. Zastanawiające, że rozliczne choroby tego kraju wydawcy dostrzegli dopiero wtedy, gdy realne stało się wyborcze zwycięstwo kandydata uznawanego wcześniej za niepoważnego i bez szans na wygraną. Tymczasem, Donald Trump uzyskał w nich zwycięstwo nie tylko jednoznaczne, ale i miażdżące. Rankiem tego samego dnia media zastanawiały się, jak daleko Hillary Clinton pozostawi go za sobą. Faktyczny wynik stał się przyczyną prawdziwie sądnego dnia. Continue reading