DONALD TRUMP TO TYLKO ETYKIETA. ISTOTA SPORU JEST GŁĘBSZA

trump            U podstaw wielu wydarzeń, których znaczenia czasem nie rozumiemy i które nas z tej przyczyny irytują, leży mało widoczna i prozaiczna kwestia znana, jak długa i szeroka jest historia świata. To falowo i regularnie rozwijające się zjawisko skrywanej „nadreprezentacji” czegoś w czymś lub kogoś w jakiejś instytucji, czyli instytucjonalna nierównowaga – etniczna, religijna czy też płci w dostępie do korzyści. To mało widoczne, bo jest też skomplikowanym zjawiskiem, jak i wstydliwie skrywanym, ujawniającym się jednak w rozmaity sposób. Doskonale je widać w świecie Zachodu i do pewnego stopnia jest ono nawet źródłem jego sukcesu, lecz także pogłębiających się problemów. Nadreprezentacja staje się źródłem sukcesu poprzez mechanizm kumulacji korzyści, a z nim bogactwa, wpływów i ekonomiczno-społecznego postępu. Rzecz w tym, że budzi również silne emocje graniczące z nienawiścią do osób zwanych ludźmi sukcesu ze strony środowisk w sukcesie pominiętych. Używamy słowa „zwanych”, ponieważ każdy sukces nie jest kategorią obiektywną i ma zawsze dwa oblicza –  korzyść jednych jest zwykle stratą innych, jedni więc problem widzą tak, a inni zupełnie inaczej. Węzeł próbuje rozwiązać świat islamu przez rozstrzygnięcia w sferze moralnej, lekceważąc konsekwencje społeczno-ekonomiczne w uznaniu, że dążenie do indywidualnego sukcesu to jeden z najcięższych grzechów, a pragnienie równości i skromności, to na odwrót – największa cnota. Tyle, że z tej właśnie przyczyny przegrywa z resztą świata wyścig społeczno-gospodarczy. Czy jest z tego rodzaju pętli jakieś rozsądne wyjście? Continue reading


AMERYKAŃSKIE WYBORY: FAŁSZYWE LAMENTY, CZY ZWYCZAJNOŚĆ INTERESÓW?

ameryka            „Ameryka jest chora!” woła polska gazeta w dniu amerykańskich wyborów prezydenckich. Zastanawiające, że rozliczne choroby tego kraju wydawcy dostrzegli dopiero wtedy, gdy realne stało się wyborcze zwycięstwo kandydata uznawanego wcześniej za niepoważnego i bez szans na wygraną. Tymczasem, Donald Trump uzyskał w nich zwycięstwo nie tylko jednoznaczne, ale i miażdżące. Rankiem tego samego dnia media zastanawiały się, jak daleko Hillary Clinton pozostawi go za sobą. Faktyczny wynik stał się przyczyną prawdziwie sądnego dnia. Continue reading


PUSTE ROSYJSKIE GROŹBY, CZYLI PIĘĆ WIEKÓW NIEMOŻNOŚCI

grozby            Rosja znowu stara się pokazać światu, że wciąż jest potęgą zagrażającą jego całej reszcie. Na ile jednak to tylko wrażenie, na ile zaś polityczny fakt wynikający z tego, że historyczną istotą Rosji zawsze była jej siła militarna, nigdy gospodarcza, czy intelektualna. Nawet jej literatura, aczkolwiek przez wielu uznawana za wielką, miała tylko lokalny, wcale nie globalny charakter. Tyle, że w czasach dawniejszych, przez wzgląd na ogrom posiadanego terytorium i brak silnych sąsiadów, którzy mogliby jej zagrozić, dawało to krajowi mocarstwową pozycję. Po raz pierwszy, ta utrwalona rola załamała się w rezultacie wojny rosyjsko-japońskiej, kiedy to wskutek kompromitacji organizacyjnej struktur państwa, Rosja utraciła całą Mandżurię oraz mocarstwowe okno na Pacyfik w postaci Portu Artura. Drugi raz, podobnie silną pozycję globalną uzyskała za czasów Związku Sowieckiego, kiedy to jej wojskowe bazy rozmieszczone były po całym świecie.  Utraciła ją jednak rankiem 8 grudnia 1991 roku, gdy ludzkość dowiedziała się, że nie ma już więcej imperialnego Sowieckiego Związku, a powstały w jego miejsce twór jest czymś pokojowym i podobnym do innych europejskich krajów. Prezydent z nagła nieistniejącego Związku Sowieckiego, Michaił Gorbaczow, podał się do dymisji i zniknął z politycznej sceny. Niewielu jednak zrozumiało prawdziwą wymowę wydarzenia. Jednym z tych, który ją pojął był Władimir Putin, dawny funkcjonariusz KGB, w momencie wydarzenia dobrze ustawiony urzędnik petersburskiego magistratu. Doszedł najwyraźniej do wniosku, że Rosja stoi przed realną alternatywą: może być tylko albo imperialną potęgą, albo też nie liczyć się wcale. Należy więc rozpocząć kolejną falę wyścigu zbrojeń nawet za cenę gospodarczej upadłości po to by utrzymać odwieczną opinię o wrodzonej krajowi agresywności. Paradoks polegał bowiem na tym, że jeśli zabrakłoby dla niej w świecie miejsca, to gdzie miałaby się podziać sama Rosja? Continue reading


SĄDOWNICTWO ALLA POLACCA, CZYLI ZE SPRAWIEDLIWOŚCIĄ NA BAKIER

sprawiedliwoscKoncepcję podziału władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą przypisuje się francuskiemu filozofowi, Charles Louis de Secondat, baronowi de La Brède et de Montesquieu, to do tego jeszcze prawnikowi, wolnomyślicielowi i pisarzowi. Punktem wyjścia jego rozumowania była idea prawa naturalnego. Wychodził z założenia, że sam system prawny służy temu, by poskromić ludzkie instynkty odziedziczone po zwierzęcych przodkach. W rezultacie długotwałego procesu historycznego miałby on być odbiciem wielu czynników, takich jak rodzaj państwa, klimat, religia, obyczaje, historia, formy gospodarowania oraz zasady rządzenia. W tym kontekście wyodrębnił trzy jego formy organizacyjne:

  • despotia, w której istotą rządzenia jest strach;
  • monarchia, gdzie rządy odwołują się do honoru wyższego rzędu ustanawianego przez górne warstwy społeczne z monarchą na czele;
  • republika, której demokratyczny ustrój wywodzi się z cnót mających źródło w samej istocie człowieczeństwa.

Continue reading


BOGOBOJNA CZYSTOŚĆ. CZY JESTEŚMY MNIEJ WARCI NIŻ NASZA ZYGOTA?

invitro            Szykuje się w Polsce seksualna kontrewolucja. Będziemy oto świadkami uchwalania prawa, które tę naturalną cechę ludzi podda karaniu i to w bardzo szczególny sposób. Nie tyle nawet więzieniem (chociaż i to nie jest wykluczone), ile koniecznością posiadania przez kobiety niechcianych dzieci. Jakie jest źródło tego rodzaju zamiarów, skoro wiemy ponad wszelką wątpliwość, że prowadzą do krzywdzenia ludzi i to zarówno dorosłych, jak i same dzieci? Co tkwi w mrocznej wyobraźni prawodawców pragnących przekształcić kobietę w bezosobowy inkubator rozrodczości, przy czym zamiar nie jest poparty żadną argumentacją naukową, lecz tylko ideologicznym lub religijnym przekonaniem bogobojnych prawodawców? W rezultacie, w możliwym w tej sytuacji trójkącie: gwałciciel-kobieta-zygota, najsilniejszą pozycję będzie teraz mieć ta ostatnia, najsłabszą zaś ofiara, czyli kobieta. To dziwne pojmowanie Bożej Sprawiedliwości, nawet wtedy, jeśli głosiciele tego rodzaju idei sądzą, że wzorują się na innych religiach nie podlegających tak silnym wpływom świeckości jak zachodnie chrześcijaństwo. Niektórym imponuje, że oto wzorują się na „męskiej sile” muzułmanów w stosunku do ich kobiet, gdzie w obliczu prawa, mężczyzna ma pozycję wielokrotnie od nich silniejszą. Ale w omawianej przestrzeni, nawet to porównanie nie wytrzymuje krytyki, skoro rodzimi prawodawcy najwidoczniej nie wiedzą o tym, że kobieta w świecie islamu ma pod wieloma względami zabezpieczone podstawowe prawa, na przykład samodzielność decyzji o aborcji i nie potrzeba do tego ani sądów, ani nawet specjalnego ustawodawstwa. Przerywanie ciąży nie jest tam zalecane, ale dopuszcza się tak szeroko wyjątki, że dla polskich prawodawców są one zapewne niepojęte. Continue reading


MIĘDZYMORZE, CZYLI „RACJA JEST JAK DUPA, KAŻDY MA SWOJĄ”

ktoredyJak zauważa Grzegorz Talar „koncepcja Międzymorza spotyka się z bardzo gorącym odbiorem czytelników. Począwszy od reakcji skrajnie pozytywnych, skończywszy na wyzwiskach i komentarzach o całkowitym braku realizmu, właściwie wszyscy wypowiadający się w temacie mają przeświadczenie o swojej racji. Nic tylko zacytować Józefa Piłsudskiego – “Racja jest jak dupa, każdy ma swoją”. Podobnie rzecz się ma z Międzymorzem”. Przyczyną takiej reakcji jest to, że Międzymorze, to pojęcie najzupełniej umowne, lecz wyśmiewane nie z powodu jego umowności. Powstało z potrzeby nadania geograficznemu regionowi nowego, bardziej przyjaznego miana, które nie niosłoby skojarzeń z niemieckim określeniem Mitteleuropa. Ta ostatnia nazwa – z pozoru tylko geograficzna (Europa Środkowa) – faktycznie wyrażała jednak imperialne zamiary, tyle, że postrzegane z niemieckiego punktu widzenia. W swoim zakresie, oddawała nie tylko podejście polityków niemieckich, ale i rosyjskich, że oto sam region nie ma wystarczających znamion samodzielności, by pozwolić mu na istnienie wedle własnego uznania. Warto pamiętać, że określenie w tym znaczeniu, nabrało negatywnego posmaku wraz z odrodzeniem się w regionie lokalnych państwowości. Miejsce późniejszego Międzymorza zajmowała granica rosyjsko-pruska i rosyjsko-austriacka. Nie było dla niego przestrzeni przez całe stulecie, chociaż ona sama wcale nie była pogardzana nawet wtedy, gdy w środku Europy wciąż istniały dwa pokaźnych rozmiarów państwa w postaci Rzeczypospolitej Obojga Narodów oraz Królestwa Wegier. Continue reading


 CZY„EUROPA CENTRALNA”, LEŻY W JEJ CENTRUM? CZYLI O ZWODNICZOŚCI OKREŚLEŃ

Jaka jest istota naszej „środkowoeuropejskości”?
Grossgliederung_Europas[1]
06-03[1]

            Z punktu widzenia tytułowego pytania istotne jest to, że obszar, który na dzisiejszych mapach jest częścią Europy środkowej i wschodniej ciągnie się daleko za Ural – aż po Sachalin i Kamczatkę. Jest przy tym podzielony na części podlegające wpływom zachodnioeuropejskim, albo rosyjskim. Niektórzy politolodzy byli nawet przekonanie, że powstanie jednolitej przestrzeni gospodarczej i kulturowej, rozciągającej się od Portugalii po Pacyfik to tylko kwestia czasu. Rzecz jednak w specyfice narodzin wielkich kultur. W okresie najważniejszym dla ich krzepnięcia (XIII w. n.e.), na obszarze środkowej części Europy nie istniało jeszcze nic godnego uwagi. Pytanie więc o to, której z sąsiednich wielkich kultur jest echem, nie jest bezzasadne, skoro nie istnieją znamiona jej oryginalności. Częścią tego obszaru dzielącą z nim skomplikowane zakręty wydarzeń, był również ten fragment Europy, który znalazł się pomiędzy wschodnią granicą Zachodu, czyli Niemcami a zachodnimi rubieżami Rosji. Wielu badaczy nie uznaje tej ostatniej za część europejskiej tradycji, lecz za spadek po imperium mongolskim. Natomiast do regionu znajdującego się pomiędzy Rosją a zachodnią Europą przylgnęło kiedyś niemieckie określenie „Mitteleuropa”, kładące nacisk na pośredniość i „środkowość” jej przestrzeni oraz kulturową niesamodzielność, a także brak wyrazistej tożsamości. Continue reading


QUAM DIU EUROPAE? CZY EUROPA ISTNIEJE NAPRAWDĘ, CZY TO TYLKO MIT?

Przestrzen EuropejskaEuropa, to nie zwyczajne określenie geograficzne, lecz pojęcie, które ma w sobie coś z fantasmagorii. Powszechne jest obracanie nim jako czymś w rodzaju oczywistości, ale kiedy dochodzi do definicji samej istoty, rzecz zamienia się w konsternację. Na przykład w Polsce, poparcie dla uczestnictwa w Unii sięga osiemdziesięciu procent, pomimo tego, że niemal cała historia kraju wiązała go ze środkowo-wschodnią częścią kontynentu, a nie z zachodnią. Warto też przypomnieć historię mody i ubiorów – zachodnich i rosyjskich, by dostrzec w tej przestrzeni podobieństwa polskiej tradycji raczej do tych ze wschodu, nie zaś do surdutów i fraków europejskich elegantów. Dzisiaj, nikt nie ma wątpliwości, że ubiorem, w którym warto się pokazywać, jest ten utrzymany w zachodniej konwencji – garnitur, a w uroczystych chwilach – surdut, czy nawet frak. Jednak w Polsce, tradycyjny strój szlacheckiego eleganta – kontusz, żupan, spodnie i wysokie buty – wciąż uznawane są za swojskie i wcale nie traktuje się ich za dowód ulegania wpływom wschodnim. Polacy przy tym uważają siebie za rasowych ludzi Zachodu, a nie Wschodu. Niektórym nasuwa się nawet przypuszczenie, że przyszła Unia Europejska może sprowadzić się do dwóch odrębnych zrzeszeń krajów – zachodniej piętnastki i reszty, którą w czasach Piłsudskiego nazywano Międzymorzem. To ta część kontynentu, która rozłożona pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym była zawsze bardziej geograficznym buforem pomiędzy odmiennymi kulturami, aniżeli samodzielną kokstrukcją. Na tego rodzaju wizję przyszłości moi proeuropejscy znajomi reagują nerwowo i każą „wypluwać te słowa”. Czy to jednak wystarczy, by powstrzymać historię od kierowania się jej własną, autorską logiką, nie zaś oczekiwaniami uczestników? Continue reading


PROMENADE DES ANGLAIS, CZYLI KLĘSKA INTELIGENCKIEJ MULTIKULTI.

MultikultiE            Na kolejny atak islamistów na zupełnie przypadkowych ludzi europejska minister spraw zagranicznych zareagowała płaczem. Roniąc łzy wezwała regionalnych przywódców do współpracy dla rozwiązania plagi terroryzmu. Uczyniła to jednak w dość szczególny, żeby nie rzec, mało praktyczny, sposób. „Jesteśmy zjednoczeni nie tylko cierpieniem, ale także reagowaniem na te akty i zapobieganiem radykalizacji” – mówiła szefowa unijnej dyplomacji i nie kryjąc poczucia bezradności. „Bycie tu razem – mówiła przez łzy – to najmocniejsze przesłanie siły i przyjaźni między naszymi ludźmi i dowód, że możemy pokonać tych, którzy chcą nas podzielić. Tu skończę, zrozumcie to. Dziś jest trudny dzień” – dodała drżącym głosem, a włoski minister spraw zagranicznych wyprowadził płaczącą z sali. Continue reading


ZAMACH W NICEI. CENA PRZEWAGI MULTIKULTI NAD ZWYCZAJNOŚCIĄ?

Nicea

Zjawisko kulturowego dogmatyzmu istniało zawsze i sprowadzało się do syndromu opinii o sobie i innych wyrobionej nie na podstawie rzetelnej analizy intelektualnej, ale miłych uchu obiegowych schematów. Takim schematem było europejsko-liberalne przekonanie o tym, że w gruncie rzeczy ludzie wszystkich kultur są potencjalnie jednakowi, a ich odmienne ukształtowanie, to tylko krótkotrwały efekt wpływów otoczenia, który zanika zaraz po tym, jak zmienia się ich społeczne otoczenie. Takiego zdania był sam Arystoteles, który jeszcze w greckiej starożytności uznawał, że człowiek rodzi się jako rodzaj pustego bukłaku, który ulega wypełnieniu przez otoczenie i jest na tyle plastyczny, że ulega zmianom wraz z jego ewolucją. Historia ludzkości nie potwierdziła jednak tego przekonania, pozostawiając nas w świadomości istnienia jakiegoś rodzaju kulturowego chaosu. Ustabilizował globalny wymiar myślenia dopiero Samuel Huntington wraz ze swoim dogmatem, podzielanym wcześniej przez Feliksa Konecznego, że człowiek w gruncie rzeczy żyje w niewoli swej kultury, a możliwość samodzielnego manewru dla jednostki jest bardzo ograniczona. Continue reading