CNOTA SWOJSKOŚCI, CZYLI RZECZPOSPOLITA OBOJGA TOŻSAMOŚCI

Zawodowy politykPrzyszło nam żyć w przedziwnym kraju. Z pewnością nie ma w nim akceptacji dla zamordyzmu, ale też ludzie nie oczekują oferty sprawnej demokracji. Mieszkańcom wystarczy, że „jest jakoś”. A jak? Cóż, powiadają, dzisiaj „jest jakoś”, to poczekajmy, zobaczymy! Demonstracje wspierające swobodę działania Trybunału Konstytucyjnego są sympatyczne, otwarte i nawet wesołe, tyle, że – jak dotąd – nie pociągają za sobą większości na tyle, żeby cokolwiek mogło ulec zmianie. Z kolei rządzący, pragnący wprowadzić w życie jakiś nowy ustrój mają nastroje raczej ponure niż wesołe, ale też większościowym wsparciem pochwalić się nie mogą, starając się tylko odgadywać głębię myśli i zamierzeń swojego przywódcy. Tym sposobem wpadają w pułapkę sprzeczności w rodzaju niechcianej i w gruncie rzeczy niezamierzonej konfrontacji Polaków z cywilizowaną częścią Europy. Powiedzielibyśmy: pat! Ale, to pat właściwie czego? Jak zdefiniować jego aktorów i zarysować wizję przyszłości ludziom, za którymi mogłaby pójść większość? Continue reading

SEKS, ISLAM I DEMOKRACJA. JAK TO ROBI TUREK Z TURKIEM I CZEMU MU TO NIE WYCHODZI?

islam_russia

Miłym zaskoczeniem jest żywa reakcja internautów na spojrzenie wobec współczesnego świata, które prezentuję w tekstach. Otrzymałem bardzo wiele interesujących komentarzy, ciekawych uwag i rad. Wszystkim serdecznie dziękuję i wyrażam żal, że nie mogę zrobić tego bezpośrednio, lecz reżim cotygodniowych tekstów jest zbyt absorbujący i nie pozostawia wiele wolnego czasu. Żywość reakcji internautów jest dla mnie bodźcem, by utrzymać częstotliwość i starać się o utrzymanie poziomu postów.

Tytuł zmierza do wywołania erotycznych skojarzeń, albowiem wydarzenia, jakie mają miejsce obecnie w Iraku skłaniają do nowego spojrzenia na cywilizacyjny fenomen islamu. Po analizie tego fenomenu, jako systemu społeczno-gospodarczego, a nie zwyczajowego odbicia rzekomo gorącej wiary muzułmanów w Koran i Allacha, wyłania się pewien klucz, który ułatwi, być może, jego zrozumienie oraz wrodzoną mu siłę oporu wobec reszty świata i dokonujących się globalnych przemian. Ten klucz, co może zaskakiwać, wydaje się jednak tkwić w przestrzeni muzułmańskiego odczuwania seksualności, a wcale nie w głębi jego religijności. Continue reading

AFERA PODSŁUCHOWA, CZYLI „QUAM DIU ETIAM FUROR ISTE TUUS NOS ELUDET?”

„Quo usque tandem abutere, Catilina, patientia nostra? Quam diu etiam furor iste tuus nos eludet?”. Posłowie do polskiego Sejmu są posłami z tej również przyczyny, że nie potrafią używać języków obcych, a z całą pewnością nie znają łaciny, ani historii początków naszej cywilizacji. Nie znają zapewne również i tytułowej, najbardziej politycznej frazy wszechczasów, użytej przed ponad dwudziestu wiekami przez sławnego retora, kiedy piastował w starożytnym Rzymie zaszczytny urząd konsula. „Dokąd to, Katylino będziesz nadużywał naszej cierpliwości? Jak długo będziesz nas wikłał w twoje szaleństwo?” Tymi słowy, Cyceron oskarżał malwersanta Katylinę, przyjaciela Juliusza Cezara, o próbę zamachu stanu. Godzi się dzisiaj pytanie powtórzyć. Jak długo, Wysokie Izby i Panowie Posłowie, będziecie wyborców traktować, jak durni? Pozostaje mieć nadzieję, że już niedługo. Continue reading

IRAK: TRZY MATRYCE, TRZY SPOŁECZEŃSTWA, CZYLI JAKA JEST CENA FIKCJI?

Zachodnia polityka względem świata islamu, to kosztowne i długotrwałe nieporozumienie. Jeszcze nie tak dawno, w czasie tzw. arabskiej wiosny Europa sądziła, że jest przejawem zrozumiałej tęsknoty regionu za demokratycznym ustrojem. Dla europejskiej mentalności, ustrój demokratyczny jest czymś, czego nie warto zastępować niczym innym. Odchodzący z Iraku Amerykanie pozostawili ten kraj w rękach władz wybranych w pierwszych (i zapewne ostatnich) powszechnych wyborach. W Afganistanie poszli natomiast na kompromis tak głęboki, że podkopali sens całej misji. Zgodzili się mianowicie, aby wpisano do konstytucji zasadę, że podstawą jego „demokratycznego ustroju” jest Koran. To śmieszne, jako że zarówno sam Koran, jak i cała arabska tradycja polityczna nie ma nic wspólnego z zachodnim rozumieniem treści pojęcia „demokracja”, a w arabszczyźnie – języku Koranu, słowo nie występuje wcale. Continue reading

ERDOGANÓW DWÓCH, CZYLI POMIĘDZY AZJĄ I EUROPĄ

Wprowadzenie do internetu nazwiska dzisiejszego premiera Turcji wprawia w zakłopotanie. Jako pierwszy wcale nie pojawia się on sam, Tayyip Erdogan, lecz – Atalay, noszący to samo nazwisko „Erdogan”, popularny w Niemczech aktor, syn tureckiego imigranta z mieszanego małżeństwa, mający za sobą studia aktorskie w Hochschule für Musik und Dartstellende Kunst w Hanowerze. Jest doskonale znany niemieckiej publiczności z popularnego serialu „Kobra – oddział specjalny”. Ten pierwszy – Tayyip Erdogan, Turek pełnej krwi i obecny premier tureckiego rządu jest również tam znany, choćby z powodu niedawnej wizyty w Berlinie, kiedy to wyraził irytację, że Unia Europejska nie wykazuje zapału do przyjęcia jego kraju w poczet swoich członków. Ta sytuacja ilustruje dwoistość „kwestii tureckiej” – największego liczebnie narodu pretendującego do członkostwa w Unii i jednocześnie największej muzułmańskiej społeczności imigranckiej w Europie. Premier Erdogan jest z zawodu ekonomistą i absolwentem Uniwersytetu Marmara w Istambule, a od ponad dziesięciu lat szefem tureckiego rządu. Jego partia ma w krajowym parlamencie kwalifikowaną większość, pozwalającą mu niemal na wszystko. Jest osobą charyzmatyczną, jego sukcesy w dziesięcioletnim rządzeniu krajem nie ulegają wątpliwości, tak jak im nie ulega islamski kurs, który obiera ku zaniepokojeniu zeuropeizowanej części mieszkańców. Niedawno, nakazał wyrzucić z pracy 60 dziennikarzy za to, że relacjonowali nielegalny wedle niego wiec, przedtem usunął ze służby kilustet policjantów za, jego zdaniem, zbyt nieśmiałe pacyfikowanie antyrządowej manifestacji. A jednak obserwatorzy twierdzą, że nadal ma szanse na wygranie kolejnych wyborów, a jego partia na zdobycie kwalifikowanej większości. Continue reading

LIBIA, LIBIA, LIBIAAA! DEMOKRACJA CZY ARABESKA?

Od dzisiaj świat ma nową ulubienicę. To Libia po upadku Kadafiego. Pomimo szybkiego i dość nieoczekiwanego sukcesu powstańców, oceny co do przyszłości są nieco ostrożniejsze, niż formułowane jeszcze nie tak dawno dla Egiptu, Tunezji, czy też chwiejnego oczekiwania wobec stale gotującej się Syrii. Obserwatorzy zastanawiają się nad szansami wprowadzenia w regionie demokratycznego sposobu rządzenia oraz nad samym tempem jego powstawania. W przeciwieństwie do wielu komentatorów – arabistów i znawców regionu – nie czuję przy tej okazji ani szczególnej radości, ani podstaw do nadmiernego optymizmu. Zajmuję się sprawami islamu trochę mimochodem – jako były archeolog, troszkę (również były) orientalista i zawodowy ekonomista, ale także naukowiec analizujący współczesne stosunki międzynarodowe, a nie jako uczony w języku, kulturze i muzułmańskich obyczajach. Prawdziwi orientaliści, arabiści i byli ambasadorzy czują się w tego rodzaju komentarzu jak ryby w wodzie, ale mam wrażenie, że świat cały, to jednak lepszy punkt obserwacyjny, niż jego mały kawałek. W okresie nazywanym globalizacją, analiza miejscowa, wyrywkowa i regionalna nie może być owocna. W dzisiejszym świecie nie ma miejsca na wydarzenia lokalne. Wszystkie łączą się ze wszystkimi. Zachodni komentatorzy, w oczekiwaniu na potok wydarzeń w Libii, przybliżających ją do demokracji typu zachodniego, popełniają ten sam błąd, jaki popełnili (to już fakt dokonany) w ocenie źródeł kryzysu, którym sami jesteśmy rzekomo niespodzianie dotknięci. To błąd eurocentrycznego widzenia świata i eurocentrycznego sposobu o nim myślenia. Starałem się zilustrować jego istotę w poprzednim blogu, zadając pytanie: „gdzie dokładnie jest ten kryzys”? Continue reading

GDZIE RZYM, GDZIE KRYM? GDZIE GRECJA, GDZIE MAROKO?

Krym jest bliżej Rzymu, niż Maroko Grecji, jakim więc sposobem można budować paralelę między tymi określeniami i dostrzegać jakieś podobieństwo między Republiką Grecji – kolebką demokracji i od trzydziestu już lat członkiem Unii Europejskiej, a Królestwem Maroka – będącym częścią światowej wspólnoty muzułmanów od tysiąca czterystu lat? Okazuje się, że można, jeśli dostrzeże się pewną, łączącą je nić, która niezauważona pojawiła się właśnie jako medialna informacja.
Tajemnica tkwi w samym sposobie rozumienia słowa „demokracja”. Nawet dziecko wie, że słowo brzmi pięknie i że pochodzi ze starożytnej Grecji oraz oznacza „władzę ludu”. Cała Europa i jej pacholę w postaci cywilizacji Zachodu ma przyswojone pojęcie demokracji jako najwyższej świętości i niezbywalnego prawa ludzi. Wiara w uniwersalność demokracji rozumianej na kształt zachodniej zachwiała się jednak wraz z amerykańską przygodą z Irakiem i Afganistanem. W obydwu krajach zaprowadzono demokrację pod czujnym okiem amerykańskich ekspertów. W obydwu, szybko jednak eksperci od demokracji zostali zmuszeni do uznania, że „czarne jest białe”, a „białe jest czarne”. Iracki rząd w Bagdadzie, wybrany w „demokratycznych wyborach” sponsorowanych przez Amerykanów ma bowiem za nic prawa obywatelskie. Kazamaty dawnego satrapy obalonego w imię demokracji są nadal wypełnione politycznymi przeciwnikami. Continue reading

O JAKIEJ DEMOKRACJI MARZĄ MUZUŁMANIE?

O tym, że o niej marzą dowiadujemy się od Akbara Ahmeda, profesora na wydziale studiów islamskich w American University w Waszyngtonie („Muzułmanie marzą o demokracji”, Polityka z 2.04.2011). W tym samym numerze tygodnika jego redaktor zadaje pytanie o przyszłość demokracji w świecie islamu Michaelowi Scheuerowi – amerykańskiemu historykowi i analitykowi politycznemu: „Nie wierzy pan w demokrację na Bliskim Wschodzie?” – „Tymi, którzy w to wierzą” – brzmi odpowiedź – „ kierują pobożne życzenia. (…) Nie ma powodu sądzić, by w krajach arabskich powstała w przewidywalnej przyszłości świecka demokracja. Główną przeszkodą jest brak rozdziału Kościoła od państwa”. Komu zatem uwierzyć? Jeden i drugi profesor jest fachowcem w swojej dziedzinie, tyle że dziedziny inne, pomimo podobieństwa skojarzeń. Być specjalistą od islamu, wcale nie oznacza być specjalistą od zagadnień Bliskiego Wschodu. Chłodna analiza podpowiada, że jest inaczej a nawet wręcz przeciwnie: im głębiej religijny profesjonalista zgłębia tajemnice Objawienia, tym mniej rozumie jego społeczne konsekwencje. Continue reading

ARABSKIE „PRZEBUDZENIE”, CZYLI O TYM JAK DŻINN WYCHYLIŁ SIĘ Z BUTELKI.

„Do Europy dociera arabskie przebudzenie” – donosi wczorajszy Financial Times i deklaruje w podtytule, że oznacza to, iż „liderzy Unii dostaną drugą szansę, by odpowiednio zareagować na rewolucje w Afryce Północnej”. Gazeta ma jednak kłopot ze sformułowaniem tezy, w jaki mianowicie sposób ci liderzy mają na ten fenomen reagować. Najwyraźniej redakcja nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za wróżenie z fusów i nie zniża się do próby przewidzenia jak te wypadki mogą potoczyć się dalej. Kłopot jest tym większy, że libijscy powstańcy, okrzyknięci „przeciwnikami dyktatora” ( w domyśle i niesłusznie – „demokratycznymi”), znaleźli się w rejteradzie i dzisiaj kontrolują już tylko Cyrenajkę, stojąc w obliczu możliwości ostatecznej kontrofensywy familii Kaddafich. „Na piątkowym szczycie” – czytamy w gazecie – „unijni liderzy dostaną drugą szansę. Będą dyskutowali nad propozycjami partnerstwa dla demokracji i prosperity z południowym basenem Morza Śródziemnego”. Rzecz jednak w tym, że Europa nie ma w południowej części basenu Morza Śródziemnego ani jednego prawdziwego partnera do debaty o przyszłości jego prosperity, na której zresztą wydaje się bardziej zależeć Europie, niż samym mieszkańcom tej części akwenu. Jej elity miotają się pomiędzy próbami podtrzymania dyktatorskich, ale niereligijnych reżimów, a poszukiwaniem w arabskich rewoltach jakichś zwiastunów demokracji i bezpodstawnym marzeniem o rychłej europeizacji Bliskiego Wschodu. Continue reading