SEKS, ISLAM I DEMOKRACJA. JAK TO ROBI TUREK Z TURKIEM I CZEMU MU TO NIE WYCHODZI?

islam_russia

Miłym zaskoczeniem jest żywa reakcja internautów na spojrzenie wobec współczesnego świata, które prezentuję w tekstach. Otrzymałem bardzo wiele interesujących komentarzy, ciekawych uwag i rad. Wszystkim serdecznie dziękuję i wyrażam żal, że nie mogę zrobić tego bezpośrednio, lecz reżim cotygodniowych tekstów jest zbyt absorbujący i nie pozostawia wiele wolnego czasu. Żywość reakcji internautów jest dla mnie bodźcem, by utrzymać częstotliwość i starać się o utrzymanie poziomu postów.

Tytuł zmierza do wywołania erotycznych skojarzeń, albowiem wydarzenia, jakie mają miejsce obecnie w Iraku skłaniają do nowego spojrzenia na cywilizacyjny fenomen islamu. Po analizie tego fenomenu, jako systemu społeczno-gospodarczego, a nie zwyczajowego odbicia rzekomo gorącej wiary muzułmanów w Koran i Allacha, wyłania się pewien klucz, który ułatwi, być może, jego zrozumienie oraz wrodzoną mu siłę oporu wobec reszty świata i dokonujących się globalnych przemian. Ten klucz, co może zaskakiwać, wydaje się jednak tkwić w przestrzeni muzułmańskiego odczuwania seksualności, a wcale nie w głębi jego religijności. Zastanowienie się nad relacjami pomiędzy męską i kobiecą częścią jego społeczeństwa prowadzi do wniosku o wybitnie jednostronnej, chociaż głęboko i wstydliwie skrywanej dominacji seksualnych marzeń, pokus i kompleksów w życiu społecznym muzułmanów. Daje to efekt nie tylko w postaci zupełnie różnego obrazu świata oglądanego oczami każdej z płci, ale tworzy też węzeł daleko trudniejszy do rozwiązania niż ten z Gordony, rozcięty kiedyś mieczem Aleksandra Wielkiego. Trudno uwierzyć, że może istnieć system, na który składa się półtora miliarda żywych istot z dumnego ze swych osiągnieć gatunku ‘homo sapiens’, ale stał się ukrytym niewolnikiem prostacko pojmowanej erotyki w tak dalekim stopniu, że w jej obronie jest skłonny do wojny z całym światem w przekonaniu, że bronić niczym przecież niezagrożoną cnotę muzułmańskich kobiet. Niezagrożoną, bo i ustalona tam zasada doboru partnerów w procesie płodzenia dzieci nie prowadzi, jak ma to miejsce w innych regionach świata, do stałego „pięknienia płci pięknej”, ale przeciwnie – do kultywowania brzydoty. Najpierw jednak, kilka uwag wyjaśniających.

Istnieją w dzisiejszym świecie dwa prawdziwie zapalne regiony. To Rosja oraz świat islamu. Swoistą cechą obu, jest brak „kulturowej inteligencji”, to jest nieistnienie w ich przestrzeni mechanizmu pozwalającego na sprawną adaptację do toczących się wokół przemian. Obydwa pragną, by przemiany ich samych nie dotyczyły wcale i akceptują tylko to, co uznawano tam dotąd za najtrwalsze i najważniejsze. To odczucie nietypowe, ponieważ wiekszość społeczeństw świata pragnie zmian na lepsze i chce wzorować się na sukcesach innych. Jednak te dwa systemy społeczne, chociaż tak od siebie odmienne, są podobne w tym znaczeniu, że żadnych prawdziwych zmian u siebie nie tolerują, ani ich nie pragną. Nie znaczy to, że nie oczekują wyższego poziomu i bardziej komfortowego życia, ale to pragnienie w żaden sposób nie prowadzi do zmian. Oczekują, że albo komfort pojawi się jakoś sam, albo też źródłem braku zmian na lepsze okaże się nieuczciwość innych, otwierając drogę do uzasadnionej agresywności w stawianych światu zewnętrznemu żądaniach. Obydwa systemy uważają się przy tym nie tylko za światowe centra polityczne, ale również za uniwersalne wzorce. Obydwa tkwią w tragicznym błędzie, myląc własną stagnację z pozorami osiągnięcia doskonałości. Obydwa jednak czynią to na odmienny sposób i zupełnie inne są w obu przypadkach tego zjawiska przyczyny. Rosją zajmowaliśmy się dość gruntownie w poprzednich rozważaniach. Sprawa rozwija się tam zresztą dalej w podobny, jak dotąd, sposób, podążając tylko w zupełnie niezrozumiałym dla reszty świata kierunku. Z tej przyczyny będziemy do tematu jeszcze wracali. Dla Rosji, tym niezmiennym elementem kulturowym, którego nie warto się wyzbywać za żadną cenę, jest umiejętność wywoływania strachu u sąsiadów. Jeśli ci ostatni przestają się bać, Rosjanie odczuwają to jako Okres Smuty – ponure poczucie wielkiego we własnym przekonaniu narodu, że oto nikt się z nim nie liczy. A to dla Rosjan odczucie nie do zniesienia. Warto byłoby zadać pytanie psychologom o to, w jakiej sferze ludzkiej natury mieścić się może nie tylko oczekiwanie, ale i pożądanie odczuwania strachu przez innych? Przecież obsesja, nawet ta o imperialnym wymiarze, jest raczej materią psychologii niż polityki.

Drugim obszarem świata tkwiącym w pożądanej przezeń niezmienności jest przestrzeń islamu, błędnie uważanego w naszej części globu za problem raczej egzotyczny i w gruncie rzeczy nas niedotyczący. Zainteresowanym zagadnieniem polecam wydaną niedawno moją książkę, odpowiadającą na wiele ważnych pytań, zatytułowaną „Islam jako system społeczno-gospodarczy”. Z oczywistych przyczyn nie ma w niej jeszcze mowy o dramatycznym konflikcie, który ma dzisiaj miejsce na pograniczu syryjsko-irackim, ale jej treść wyjaśnia zarówno istotę samego systemu, jak i mechanizm niespodzianego zwycięstwa islamistów w Turcji. Czyni to przy tym nie na podstawie doniesień dziennikarskich, tekstów religijnych i opinii uczonych mułłów, ale w wyniku obserwacji i analizy zachodzących tam społecznych procesów. Przed rokiem, nie przewidywano możliwości tak szybkiego przesunięcia się Bliskiego Wschodu ku fundamentalizmowi. Zjawisko pojawiło się nagle, jak prawdziwy deus ex machina, że z miejsca postawiło w stan alertu Europę i Stany Zjednoczone, pozostające jeszcze nie tak dawno w przekonaniu, że to już region stabilny, a jego bezpieczeństwo nie wymaga żadnego specjalnego traktowania i że nic światu stamtąd nie grozi. Okazuje się, że to ocena sporządzona znacznie na wyrost.

Obydwa przypadki – Rosji i świata muzułmanów, to odmienne i niezwiązane ze sobą obszary zapalne, ale oba mają też pewne cechy wspólne. Po pierwsze, są to ogromne przestrzenie. Rosja rozciąga się od Ukrainy i Białorusi po Kamczatkę, a buntujące się kraje islamu – od Atlantyku aż po Indie. Różnią się jednak wewnętrzną strukturą. Rosja, to jednolite państwo o stosunkowo rzadkim zaludnieniu i słabych perspektywach na strukturalną ewolucję. Mieszka tam nie więcej niż 140 milionów ludzi, w większości ateistów z głębokiej euroazjatyckiej prowincji, z których jedna piąta nie jest zresztą Rosjanami. Świat islamu przeciwnie, wyrósł tuż obok antycznej tradycji śródziemnomorskiej, składa się aż z pięćdziesięciu osobnych państw i liczy sobie półtora miliarda gorliwie modlących się muzułmanów. Rosja jest groźna, bo jest jednorodną i wojowniczą siłą polityczną, opartą na złudnym poczuciu narodowej wyjątkowości. Zagrożenie ze strony islamu ma źródło nie w jego sile militarnej i nie w nacjonalizmie, którego tam właściwie nie ma, lecz w specyficznej wszechstronności jego społecznej struktury, będącej również swego rodzaju uniwersalną ideologią, a nie tylko wiarą w Allacha. Do Rosji upodabnia go przekonanie o niewypełnionej misji nawracania innych. To, co je również łączy i czyni groźnymi dla reszty świata, to kulturowa frustracja, czyli poczucie głębokiej nierównowagi pomiędzy zrodzonymi kiedyś ambicjami a rzeczywistymi możliwościami w obliczu szybko zmieniającej się reszty świata. Dotyczy to zarówno sfery idei, jak i gospodarki oraz samej polityki. Marzeniem Rosjanina jest przekształcenie rozmiarów jego kraju w źródło światowej omnipotencji. Tak myśleli carowie przed stu laty domniemując, że skoro panują nad wielkim terytorium, to ich przeznaczeniem jest jego stałe powiększanie, aż do opanowania wszystkich lądów i wielkich miast całej ziemi. Nie deprymował ich brak logicznej argumentacji na rzecz tego przekonania, a przy wrodzonej Rosjanom pogardzie dla Boga i religijnej etyki, wystarczała sama tylko wiara w rzekomą misję, która miałaby wynikać z oczywistej świętości Moskwy i jej przeznaczenia. Muzułmanie, własną omnipotencję postrzegają jednak nie tyle w przestrzeni politycznej, ile w obszarze pojmowania relacji między Bogiem a ludźmi oraz w sferze organizacji ich społeczeństwa. Obydwa regiony odczuwają frustrację z powodu barier w realizacji tych pobożnych założeń, aczkolwiek każdy czyni to na inny sposób. W Rosji, frustracja ma źródło w wygasaniu imperialnych sił, ale bez wygaszania jej imperialnych ambicji. W świecie islamu, bierze się ze zderzenia głębokiego przekonania o własnej wyjątkowości oraz niepodważalności muzułmańskich racji w obliczu ich stanowczego odrzucania przez resztę świata. Dla jego rozwiniętej części, islam staje się wyjątkowo obcy, jeśli religie i ideologie pojmuje się w kategoriach jakiegoś rodzaju służebności wobec ludzi, a nie wobec ponadczasowej Prawdy Oczywistej.

Nie tak dawno, Amerykanie opuścili Irak, pozostawiając sprzęt bojowy lokalnej armii. Opuścili, ponieważ Barack Obama wygrał wybory pod hasłem sprzeciwu wobec bliskowschodniej interwencji poprzednika i zapragnął być konsekwentny, jako urzędujący prezydent. Dzisiaj, nikt nie kwestionuje faktu, że do Iraku Saddama Husajna, Amerykanie weszli zbyt lekkomyślnie, ale też świat spogląda w ich stronę z nadzieją, że nie dopuszczą jednak do przejęcia kraju i jego naftowych zasobów przez nowopowstały twór ortodoksyjnych muzułmanów. Ten, pojawił się niespodziewanie jak ‘deus ex machina’ ale też odnosi błyskotliwe zwycięstwa nad resztkami irackiej armii rządowej, jeszcze niedawno uzbrojonej po zęby w amerykańską broń. Warto zadać sobie pytanie o to, jaka jest właściwie przyczyna sukcesów tego tajemniczego organizmu, nazywanego teraz Państwem Islamskim i jakie ma ono szanse na trwałe zwycięstwo? Jakie też z tego wyniknąć mogą konsekwencje dla samego Zachodu?

Powszechnym błędem jest używanie w stosunku do świata islamu – z pominięciem niezbędnego komentarza i wyjaśnienia – tych samych pojęć, powszechnie używanych na Zachodzie, ale uznawanych za niewymagające wyjaśniania w relacji do Bliskiego Wschodu, nie tylko takich, jak „demokracja”, „republika”, „wolność”, czy „ortodoksja”, ale także takich, jak „miłość”, „seks”, czy „erotyka”. W świecie islamu nabierają one tak odmiennego znaczenia, że prowadzą wprost do dramatycznych błędów w ocenie panującej tam sytuacji. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że konfrontacja Zachodu ze światem islamu, to nie tylko zwyczajne w naszych czasach zetknięcie odmiennych cywilizacji. To również konfrontacja cywilizacji wzajemnie przeciwnych, absolutnie niezdolnych do zgodnego współistnienia. Istotą Zachodu jest tolerowanie odmiennych wierzeń, kultów religijnych, odmienności ludzkich poglądów i codziennego postępowania. Istotą islamu jest tego odwrotność – nietolerancja, nazywana tam prawdziwą wiarą w Jedynego Boga. Jego świat jest zróżnicowany tylko stopniem tej nietolerancji, ale nie samą jej istotą – od nietolerancji łagodnej w rodzaju muzułmańskiej Malezji, zmuszonej własną strukturą społeczną do akceptowania innych wyznań – po wspomniany przed chwilą Kalifat Syrii i Iraku, pozbawiony jakiejkolwiek tolerancji dla kogokolwiek i czegokolwiek. Kalifat toleruje tylko samego siebie, czyli islam w najbardziej ortodoksyjnej postaci. Europejczycy nazwaliby ten rodzaj wiary nieusprawiedliwioną niczym ortodoksją, muzułmanie odpowiedzieliby na to, że islam od czasów Mahometa był tylko jeden i chęć powrotu do jego interpretacji z tamtych czasów, to nie żadna ortodoksja, a tylko powrót do prawdziwych źródeł. Odświeżanie, to przecież nie ortodoksja, ale tylko oczyszczanie z błędów nawarstwianych wraz z biegiem czasu.

Jakie jest źródło trwałości społecznego systemu, który – inaczej niż miało to miejsce w Europie – nie przeżywał znaczących faz własnej ewolucji? W świecie islamu nie było starożytności, nie było średniowiecza, niczym specjalnym nie różni się też od przeszłości nowożytność. Islam nie przeżywał żadnego okresu na podobieństwo europejskiego Odrodzenia, czy Oświecenia. Był i jest jeden, zawsze niezmienny na kształt mekkańskiego kamienia Kaaby. Tego rodzaju teza jest często przez muzułmańskich uczonych powtarzana, jednak nie jest przyjmowana przez zachodnich komentatorów za dobrą monetę, bo ci ostatni nie mogą pojąć czyjegoś przekonania, że świat się nie zmienia wcale, zmieniać się nie powinien, a ludzie żadnych zmian nie potrzebują, bo i jedynym trwałym mechanizmem jest tych zmian brak. Według oficjalnej nauki islamu, jego rozwój zatrzymał się wraz ze śmiercią Proroka w 632 roku, czyli piętnaście stuleci temu. Potem, gdy Go zabrakło, nikt już nie miał wpływu na samego Allacha, a uczonym w piśmie pozostawało tylko bierne wyjaśnianie i doskonalenie interpretacji uczynionych przez Mahometa. Dla człowieka Zachodu, to pogląd tak niepojęty, że zupełnie niezrozumiały. W jego przestrzeni kulturowej, na najwyższym piedestale społecznych pojęć była zawsze „zmiana”, „postęp”, „ewolucja”, „rewolucja”, a na najniższym – „stagnacja”, „zacofanie”, „społeczny bezruch”. Trudno jest ludziom Zachodu pojąć, jakim to sposobem dla wiernego islamu te ostatnie pojęcia są bliższe serca i umysłu, niż ideały europejskiego Odrodzenia, Oświecenia, czy też współczesnej ery eksplozji wiedzy i nauki. Jeśli przyjmiemy, że człowiek, niezależnie od systemu, w jakim żyje, nie jest tylko bezinteresowną istotą, będzie to też oznaczać, że pojęcie „ludzki interes” ma w świecie Zachodu zupełnie inne znaczenie, niż to, które panuje w przestrzeni islamu. Prowadząc rozumowanie w tym kierunku, możemy dojść do wniosku, że europeizacja Indii, Chin czy Azji Południowo-Wschodniej, sprowadzała się do akceptacji tego, czym jest zainteresowany człowiek Zachodu, dążący do powodzenia w życiu, mierzonego poziomem zamożności i szczęścia osobistego. Prowadzi to jednak także do innego wniosku, tego mianowicie, że mieszkańcy Rosji oraz prawowierni muzułmanie posługują się innymi miarami życiowego powodzenia. Rosjanom, jak zauważyliśmy wcześniej, wystarcza poczucie, że inne narody ich szanują z tej tylko przyczyny, że się ich panicznie boją. Czego od świata oczekują muzułmanie? Nie zamierzam wygłaszać wykładu na temat odmiennych priorytetów przyświecających muzułmanom w porównaniu z ludźmi żyjącymi w świecie zachodnim. Dla ilustracji zagadnienia posłużę się jednak przykładem, który, mam nadzieję, ułatwi uświadomienie istoty zagadnienia. Bezsensowne wojny wybuchały najczęściej z tej przyczyny, że przeciwnicy wzajemnie, ale błędnie, domyślali się tego, jaka jest ścieżka rozumowania potencjalnego nieprzyjaciela. Błędnie, bo potrafili podkładać własne myśli, nie będąc w stanie ustawić swojej wyobraźni w matrycy parametrów myślenia strony przeciwnej.

Administrator strony www.polskaiswiat.com zwrócił uwagę, że czytelnikami zamieszczanych tekstów są w przeważnej mierze wykształceni młodzi mężczyźni, znajdujący się w przedziale wiekowym pomiędzy dziewiętnastym a trzydziestym pierwszym rokiem życia. Inaczej mówiąc, to ludzie znajdujący się w pełni „prokreacyjnych mocy”. O kobietach w podobnej sytuacji mówiło się kiedyś „panny na wydaniu”, aby podkreślić prawdziwą oś zainteresowania światem tej grupy wiekowej. Co może być priorytetem młodych, nieźle wykształconych mężczyzn? Odpowiedź na pytanie wszyscy znają. Okres młodości, to przygotowywanie się do zawodu i intensywna edukacja, odbywająca się zwykle pod czujnym okiem rodziców. Ale czy tylko? A może ważniejsze jest zdobywanie czegoś, co umyka ich kontroli, a mianowicie poznanie świata doświadczeń erotycznych? Amok towarzyszący tym czynnościom pozostawia ślad nie tylko w miłosnych wierszach i erotycznych wspomnieniach, ale przekształca się też w doświadczenie, służące ważnemu celowi biologicznemu – optymalnemu doborowi parterów. Ci, są zwykle nieświadomi tego, że ich emocjami również kieruje biologiczna natura, poddająca im rozwiązania i decyzje prowadzące do optymalizacji biologicznej strony prokreacji. Podlegamy prawom natury wszyscy i niezależnie od tego, czy odczuwamy pragnienie posiadania potomstwa, czy też w naszej własnej świadomości ta myśl nie istnieje wcale. To naturze jakoś na tym zależy, a naszymi pogladami się niespecjalnie przejmuje. Wbrew przy tym tradycjonalistom, skrzętnie ukrywającym swoją prawdziwą naturę i głęboko skrywane marzenia, większa częstotliwość kontaktów seksualnych, to również i większe doświadczenie, statystycznie lepsza możliwość dokonania wyboru skutkującego potencjalnie zdrowszym potomstwem. Wiek incjacji seksualnej stale się przy tym obniża, ale alarm podnoszony przez obrońców moralności nie zdaje się na nic. W coraz bardziej wolnym świecie, wolna miłość ludzi jest zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. Czy młody, będący w pełni biologicznych sił człowiek, wychowany w społeczeństwie typu zachodniego, wolny od obsesji biorących się z barier i niemożności społecznych oraz obyczajowych, jest w stanie zrozumieć swojego rówieśnika, młodego muzułmanina? Jak mozna zrozumieć człowieka żyjącego w diametralnie odmiennych warunkach, w świecie otaczających go tak silnych tabu, że uniemożliwiających ich lekceważenie? Czy wiecie, jaki jest przeciętny wiek inicjacji seksualnej w kraju tradycyjnego islamu? Odpowiedź może zaskoczyć niejednego: to trzydzieści pięć lat! Prawie czterdziestka. Fizyczna inicjacja jest uzależniona od tego, kiedy młody mężczyzna jest w stanie zebrać kwotę „mahru”, nazywanego błędnie „posagiem”, będącym faktycznie mieszanką „wykupnego” za pannę młodą z jej własną polisą ubezpieczeniową w przypadku, gdy mąż (mężczyna może to zrobić w każdej chwili) zażąda rozwodu. Dopiero wtedy, jurny muzułmanin może legalnie i z aprobatą jego systemu społecznego po raz pierwszy ujrzeć na własne oczy wdzięki żywej kobiety. W tradycyjnym społeczeństwie muzułmańskim, stosunki przedmałżeńskie są praktycznie niemożliwe, dziewczyna niespuszczana z oka, a pornografia i inne stymulatory surowo zabronione. Nawet dokonany na kobiecie gwałt, grozi ukamienowaniem jej, a nie sprawcy gwałtu, ponieważ to ona przyniosła nie tylko wstyd rodzinie, ale i przestała by „czystym towarem”. W czasie podróży po muzułmańskiej północnej Afryce, zainteresowałem się tego rodzaju sytuacją i zagadnąłem miejscowego przewodnika, co dzieje się, kiedy ujrzawszy po raz pierwszy swoją wybrankę, przyszły mąż uzna, że mu się wcale nie podoba i zamierza szukać kolejnej kandydatki. Arab spojrzał ze zdziwieniem i skwitował: „może reklamować, ale tylko poważne wady, wtedy, kiedy nie ma ręki, nogi, albo oka, w innych przypadkach tego nie zrobić nie może”. Zdziwiłem się szczerze. „A to dlatego” – kończył – „że po tylu latach abstynencji jest tak napalony, że zmienić zdania nie jest w stanie, pozostając z jedną tylko myślą: zostać z nią wreszcie sam na sam”. Sprawę bagatelizuje również strona internetowa www.muzulmanie.com.: „Seks z Muzułmanką wcale nie jest trudny, choć rządzi się swoimi prawami. Do spełnienia jest praktycznie tylko jeden warunek – trzeba, żeby ona była twoją żoną, a ty Muzułmaninem”. Zapomnijcie, czytelnicy, o muzułmankach, a muzułmanki niech zapomną o przedmałżeńskich przygodach. Wolnego seksu w ich świecie nie było, nie ma i długo jeszcze nie będzie. Co istotne, warunkiem „udanego seksu dobranej pary” wcale nie musi być wiążące ludzi uczucie, atrakcyjność partnerów, zapach, czy jakis rodzaj ‘ars amandi’. Spełnione muszą być tylko warunki formalne: istnienie małżeńskiego związku i wyznawanie przez męskiego partnera mahometanizmu. Czy jednak tak drastyczne wyhamowanie naturalnego ludzkiego popędu może nie prowadzić do głębokich i negatywnych skutków społecznych? Istotnie, prowadzi. Seks oto nie jest w tym świecie uznawany za naturalne następstwo popędu płciowego, ale za przynależną mężczyźnie realizację jego „konstytucyjnego” prawa do kobiety. Przynajmniej jednej. I tyle. Problem w tym, że tego rodzaju założenie ma dwie konsekwencje: prawo do seksu ze „swoją kobietą” (lub „swoimi” – prawo dopuszcza cztery małżonki i niegraniczoną liczbę konkubin), oznacza stanowczy i natchmiastowo i najsurowiej karalny brak możliwości do intymnych kontaktów z innymi kobietami, czyli „czyimiś”. Nie jest to traktowane jako zwykła niemoralność, ale bezpodstawne naruszenie prawa własności do kobiety, która należy do kogoś innego. Dla kobiet wolnych, w tym systemie miejsca nie ma, wszystkie są systemowo czyjeś – ojca, brata, męża. Jeśli są „niczyje”, oznacza tylko, że są prostytutkami, a takich kobiet żadne prawo nie chroni. Oznacza to również, że seks, w przeciwieństwie do jego miejsca w świecie Zachodu, ma w świecie islamu całkowicie przypadkowy związek z emocjami wyższego rzędu. Staje się realizacją prawa do eksploatacji kobiety, a nie samego tylko erotycznego popędu, czy miłosnego uniesienia. Z tej sytuacji rodzi się powszechna pogarda mężczyzn, wyrażana bez skrupułów w relacjach z kobietami, jako do istot niższego gatunku, które w tym systemie mogą pełnić jedynie rolę instrumentalną, nigdy samodzielną. Inaczej mówiąc, świat muzułmanów w pełni świadomie odmawia prawa do aktywności gospodarczej, intelektualnej, czy artystycznej całej połowie populacji. Rodzi to nie tylko wymierne straty. Zbudowanie takiej konstrukcji wymagało od systemu poddania się swoistej i wrodzonej mu dewiacji. Czy system, w którego konstrukcję wbudowana jest seksualna dewiacja może być konkurencyjny dla świata zewnętrznego? Odpowiedź negatywna nasuwa się sama.

Podstawą do muzułmańskiego poczucia sprawiedliwości równoznacznego z równością i jednakowością traktowania wszystkich mężczyzn, są dwa elementy systemowe: „zakat”, czyli żelazny obowiązek dofinansowania biedniejszych przez zamożniejszych, oraz równie żelazne prawo każdego mężczyzny do małżeństwa, czyli prawo do posiadania przynajmniej jednej kobiety. Wydaje się, że wszystkie problemy, jakie współczesny świat ma z islamem sprowadzają się do niemożności dokonania w jego systemie głębszych reform w obu wymienionych przestrzeniach. Naruszenie każdego z nich groziłoby muzułmaninowi utratą trzeciego jego prawa, to jest „prawa do honoru”. Mężczyzna będący w nędzy oraz nieposiadający ani jednej kobiety, w powszechnej społecznej opinii jest pozbawiony honoru. A dla muzułmańskiego mężczyzny, pozbawienie honoru jest tożsame z fizyczną śmiercią. Trudno się dziwić, że tak rozumianego honoru muzułmanie bronią i bronić będą. W konsekwencji, każda próba uwolnienia kobiet jest tam traktowana jak zamach na honor mężczyzn. Tego próbował dokonać przed kilkudziesięciu laty ojciec nowoczesnego państwa tureckiego – Kemal Pasza Atatürk. Wydawało się, że postawił na swoim i Turcję uczynił nowoczesną republiką na wzór zachodni. Jednak ostatnie wydarzenia związane z wyborami prezydenckimi zdają się temu przeczyć. Nowo wybrany prezydent, uzyskał sukces już w pierwszej turze, na podstawie haseł głoszących konieczność „nowej ery”, czyli powrotu do islamskiej tradycji, również w kwestii nadmiernej według niego swobody uzyskanej przez tureckie kobiety. Powiało dodatkowo chłodem, gdy wicepremier jego rządu publicznie skarcił Turczynki za to, że zbyt często śmieją się nieobyczajnie, to jest zbyt szeroko. Śmiech kobiety ukazujący biel zębów, wicepremier uznał nie tylko za nieobyczajny, ale i za nieprzyzwoity, nie skrywając tego, że Turcja „nowej ery” takiego śmiechu ustawowo zakaże. Kemal Pasza, dumnie nazwany Ojcem Turków przewraca się zapewne w grobie. Był przekonany, że dokonał zmian nieodwracalnych. Okazuje się jednak, że cywilizacyjna matryca islamu przywiązała się tak bardzo do urzędowego panowania jednej płci nad drugą, że jest gotowa zerwać z całą swoją europejską tradycją, by zaspokoić chuć najbardziej zacofanej i niewykształconej części społeczeństwa. Nie wróży to dobrze światu islamu, nie wróży też dobrze i reszcie świata.

Jest zastanawiające, że kultura islamu nie zaznała okresu podobnego do europejskiego Odrodzenia. Na naszym kontynencie uznano kiedyś, że Średniowiecze z jego kostyczną religijnością i obowiązkiem manifestowania pobożności, było krokiem wstecz w stosunku do okresu poprzedniego, kiedy adorowano piękno sztuki i możliwości ludzkiego intelektu zrodzone w greckiej starożytności. W świecie islamu na piękno nie ma miejsca, a ludzki intelekt jest tam niczym wobec Intelektu Bożego. Jego istotą jest „huzun”, wieczny smutek mający źródło w ludzkiej niedoskonałości i przekonaniu, że nawet najpobożniejsi nie są w stanie zrozumieć nieprzeniknioności Allacha. Europa epoki Odrodzenia, to świadomość powrotu do helleńskiej radości i korzystania z rozlicznych wolności: tworzenia piękna, zrozumienia otaczającego świata oraz marzeń o osiąganiu doskonałości. Turcja Erdogana tę tradycję zdaje się właśnie odrzucać w dążeniu do odrodzenia muzułmańskiego poczucia nicości człowieka wobec Boga i niemożności kierowania się jego własną wolą. A muzułmański Bóg wolnymi kobietami sie brzydzi. Ceni tylko te, które poddają się w pełni tradycyjnemu systemowi. Tego, do czego prowadzi taki stan ducha, doświadcza właśnie północny Irak, opanowany przez tyleż pobożnych, co pozbawionych człowieczeństwa wojowników Allacha. Mordowanie inaczej myślących i porywanie ich kobiet staje się tam pobożnym obowiązkiem, prowadzącym wprost do Raju. Tyle, że to Raj przeznaczony tylko dla swoich i tak samo myślących, a kobiety nie mają doń wstępu inaczej, jak tylko w postaci niewolnic. Dla człowieka Zachodu, to Raj zupełnie nieciekawy. Niewiele jest pomysłów bardziej sprzecznych z europejską tradycją humanizmu.


7 thoughts on “SEKS, ISLAM I DEMOKRACJA. JAK TO ROBI TUREK Z TURKIEM I CZEMU MU TO NIE WYCHODZI?

  1. Jesli można – niezbyt dobrze się czyta ten kolor czcionki – proponuję pozostać przy pełnej czerni, szczególnie że u mnie np. plskie znaki są w czerni (a reszta szara).

  2. Świetny tekst. Również zauważyłem, że islamski fanatyzm jest w dużej mierze wynikiem obyczajów seksualnych w krajach muzułmańskich. Wyobraźmy sobie 30 letniego prawiczka, nigdy nie widział nagiej kobiety, nie dotykał, nie całował a w głowie cały czas huczą myśli o 72 dziewicach. Żywa bomba gotowa.

  3. świetny tekst.
    Chciałabym jedynie zauważyć że “zakat” to nie całkiem “„”żelazny obowiązek dofinansowania biedniejszych przez zamożniejszych.” Pieniądze z zakatu mogą iść także na pomoc dla tych którzy chcą zmienić swoją religię na Islam, na propagandę Islamu i na ” fī sabīlillāh” czyli na pomoc dla tych którzy działają na chwałę Allaha. A “działać na chwałę Allaha” znaczy też walczyć na chwałę Allaha czyli pomagać tym którzy walczą z niewiernymi.

  4. Panie Profesorze,
    kto był wydawcą Pana książki “Islam. Świat tłumionych emocji”? Piszę niejako obok tematu, któremu poświęcił Pan wpis, ale zauważyłam (chcąc przeczytać tę książkę), że ani Biblioteka Narodowa ani żadna z bibliotek naukowych zrzeszonych w katalogu NUKAT jej nie posiada. Oznacza to, że wydawca nie wywiązał się z ustawowego obowiązku przesłania egzemplarzy bibliotecznych… Wielka szkoda, duże niedopatrzenie. Nie tylko dlatego, że bardzo chciałabym tę książkę przeczytać 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *