MAMY PROBLEM Z DEMOKRACJĄ, CZY TEŻ ONA MA PROBLEM Z NAMI?

            Walter Chełstowski z Komitetu Obrony Demokracji sformułował radykalną sentencję: „Większość Polaków, to głupcy. Rozumni jesteśmy tylko my!”. Możnaby uznać, że wyczerpuje to właściwie debatę nad tak zwaną „kwestią Polską”. Jest w naszej historii tradycja, która uważa lud za głupców, a jedynie inteligentów za uprawnionych do reprezentowania narodu. Dla tych ostatnich, to oczywistość, dla pierwszych kamień obrazy, szczególnie, jeśli rzecz sprowadza się do tradycyjnego podziału narodu na „panów” i „chamów”. Kto w tej kwestii ma rację? Zastanawia jednak, co autor słów miał na myśli używając słowa „demokracja” oraz kim są ci „my”, jeśli nie określa kim są „oni”, choć też uważa ich za Polaków? Oryginalnie, demokracja, to „władza ludu”, ale skoro reszta ludzi poza samymi „demokratami” jest tak nierozumna, że aż głupia, to do władzy się nie nadaje. Nadajemy się do niej tylko „my”. Problem w tym, jak wyłonić tych „my” w ramach większościowej i demokratycznej procedury, skoro ci „oni”, czyli wyborcy, to głupcy nie potrafiący odróżnić „nas” od głupców? Rzecz tylko z pozoru zatrąca o nonsens błędnego koła, że oto głupcy nie są w stanie demokratycznie wybrać rozumnych, bo są za głupi, lecz aby ich jakoś wyłonić muszą najpierw zmądrzeć. Tyle, że jeśli przestaną być głupcami i staną się rozumni, to będą do rządów nadawali się sami, bez pomocy „rozumnych” (czyli właściwie kogo?). Trudno o większy nonsens, lecz warto wiedzieć, że tak wygląda istota polskiej polityki od wielu pokoleń. Więcej, była istotą budowy unikalnego w skali europejskiej pojęcia inteligencji, występującego tylko na terenach dawnej Rzeczypospolitej i mającego symbolizować awans „inteligentnego” polsko-żydowskiego mieszczaństwa w miejsce dawnej „średnio inteligentnej” dworkowej szlachty. Element żydowskiego źródła inteligencji odegrał w tym nie tylko ważną role, ale stał się dominujący, skoro inteligencja „szlachecko-dworkowa” nie gustowała w życiu miejskim, za to miejska nie posiadała szlacheckich korzeni. Tak jak w Pierwszej Rzeczypospolitej władza niejako „z natury rzeczy” należała się herbowej szlachcie, tak po jej upadku stała się monopolem nowej jej odmiany, której społeczne pochodzenie było jak najbardziej nuworyszowskie i wcale nie osadzone w dawnej tradycji. Wrodzoną cechą nuworysza jest „podpinanie się” pod inne, w jego mniemaniu lepsze warstwy społeczne. Tak powstała społeczna warstwa poza Polską nieznana, która znacznie na wyrost przybrała nazwę „inteligencja”, czyli warstwy niejako zawodowo związanej z myśleniem.  Rzecz w tym, że na dziesiątki lat stała się też na terenach polskich intelektualnie i politycznie dominująca, ale udział w niej nie był skutkiem twórczego myślenia, lecz międzyludzkich układów. Nie jest przypadkiem, że i dzisiaj w najbardziej wpływowych stacjach telewizyjnych dominują komentatorzy tacy jak Aleksander Smolar, Ryszard Sznepf, Andrzej Morozowski czy Adam Michnik, czyli osoby nie kryjące poczucia polskości dopiero w pierwszym pokoleniu. Wydaje się, że zaczyna się to jednak zmieniać i wywołuje ogromne zamieszanie, nie tylko intelektualne. Grupa społeczna reprezentująca tak zwaną inteligencję uzurpowała sobie bowiem prawo do monopolu na interpretację poglądów innych warstw społecznych. Zjawisko stało się wyjątkowe i na tyle trwałe, by sprawić wrażenie stałej cechy kulturowej przyrodzonej samej istocie polskości. Rzecz  w tym, że inne grupy Polaków też zaczynają sobie przypominać fundamenty demokracji zbudowanej przed ponad dwoma stuleciami przez Monteskiusza, czyli naturalność prawa bycia reprezentowanym przez wszystkie warstwy społeczne, nie tylko te górne. Rzecz się zatem komplikuje. Continue reading

FRONTALNE ZDERZENIE CZY POWOLNA UKŁADANKA?

„Łatwo poddać się pokusie,
świadomie zatracić i wylądować
wśród kłamców – w masie bezdennej
głupoty, interesownej obojętności i
bezwstydnego dbania o własny interes”.

(Yizar Smilanski)

            Świat zmienia się niepostrzeżenie i to wcale nie z powodu jego własnych usterek, lecz z krótkości ludzkiego życia. Na mapie świata obowiązującej w 1898 roku dominowały barwy mocarstw kolonialnych, które – jak się wydawało już na zawsze – podzieliły go pomiędzy siebie. Jego współczesny obraz jest jednak zupełnie inny i zdominowany nie przez narody, lecz wielkie kompleksy kulturowe, których istnienie z samymi narodami nie ma bezpośredniego związku. Co się zmieniło? Prawdziwe zmiany i głębsze tendencje ujawniają się dopoiero w wymiarze ponadpokoleniowym, co w praktyce uniemożliwia świadome dostosowanie się społeczeństw do długofalowych trendów. Sprawia też, że i sama ludzkość, będąc w gruncie rzeczy treścią dziejów świata, na codzień nie ma na nie jednak wpływu. Jest to szczególnie widoczne na przykładzie ludów, których historia w sposób niezrozumiały dla nich samych zmierza ku samozagładzie. Najbardziej spektakularne przykłady tego zjawiska przynosi historia judaizmu, rosyjskość ale i islam. Dlaczego Niemcy znienawidzili Żydów, chociaż w ich kraju było ich niewielu? Czyżby więc to, że judaizm miał zostać zmasakrowany jako kultura miało wynikać z obsesji jednego tylko człowieka? A co z islamem, przynajmniej w zakresie stale rosnącej liczebności, święcącym globalny sukces. W połowie stulecia ma być już nieodwołalnie największą kulturą świata. Tyle, że nie wiemy co jest naprawdę nieodwołalne? Historia jest pod tym względem nauczycielką przewrotną. Niezłomna do niedawna potęga Rosji załamuje się na naszych oczach, a wspomniany judaizm – z najbardziej dawniej dynamicznej kultury europejskiej – prawie przestaje istnieć przekształcając się w echo dawnej świetności. Niektórzy (np. Huntington) uznali go nawet za niegodny umieszczenia w szeregu współczesnych cywilizacji świata a w opisie wielkich tworów kulturowych nie odnajdujemy go wcale. Continue reading

CO SIĘ WŁAŚCIWIE DZIEJE W PAŃSTWIE POLSKIM?

            W 1997 roku Narodowy Bank Ukrainy puścił w obieg monetę przedstawiającą kozackiego bohatera ludowego z czasów powstania Chmielnickiego – Mamaja grającego na kobzie i palącego fajkę przy butelce miejscowej okowity. To, że za jego plecami ma właśnie miejsce wieszanie Żydów pojmanych w szlacheckich majątkach, wygląda raczej na pochwałę antysemityzmu, nie zaś na jego odrzucenie. Na monecie nie umieszczono jednak informacji o jego krwawym antysemityzmie, a napis głosi tylkko, że oto „Kozak Mamaj, Rycerz Wolności i Honoru”. Continue reading

SHLOMO SAND I JEGO WIZJA NARODU

            Bardzo ostatnio modny i ceniony izraelski naukowiec z uniwersytetu w Tel Awiwie dokonał znamiennego wyznania. „Ponieważ źle znoszę fakt, że prawo izraelskie narzuca mi przynależność do jakiejs fikcyjnej wspólnoty etnicznej, a jeszcze gorzej konieczność prezentowania się reszcie świata jako członek klubu wybranych, przeto oświadczam, że chcę podać się do dymisji i przestać uważać siebie za Żyda”. To stwierdzenie podwójnie znamienne: jak na dzisiaj rewolucyjne, a jak na dawne czasy niemożliwe. Przecież jeszcze dziewiętnastowieczny niemiecko-żydowski intelektualista Heinrich Heine, który przeszedł z judaizmu na luteranizm doświadczył tego, że „Żydem nigdy nie można przestać być”. Continue reading

CZY CHINY ZDOMINUJĄ PRZYSZŁY ŚWIAT?

            Globalna pozycja Chin jest coraz mocniejsza i wiele przewidywań co do kształtu jaki świat ma przybrać w przyszłości sprowadza się do określenia dnia w którym to właśnie one staną się pierwszą potęgą zastępując w tej roli Stany Zjednoczone. Czy osiągnięcie tego celu da im w istocie globalne przywództwo? Jaka może być ich przyszła rola, skoro trudno sobie wyobrazić sytuację w której świat przechodzi z angielszczyzny na język chiński? Przewidywania opierają się na jednej tylko metodzie badawczej zwanej ekstrapolacją. Jest zwodnicza. Jej najbardziej lapidarna definicja sprowadza się do prognozowania przebiegu wydarzeń na podstawie dzisiejszej wiedzy oraz procesów znanych z przeszłości. W przestrzeni przewidywania biegu wielkich trendów społeczno-gospodarczych metoda z reguły zawodzi z powodu pewnej cechy tego, co bierzemy za przyszłość, a która sprowadza się do jej nieprzewidywalności i o której praktycznie nie wiemy nic. Przyszłość nie sprowadza się bowiem do prostej kontynuacji teraźniejszości, lecz jest ze swej istoty czymś pełnym niespodzianek. Jak pogodzić tę cechę z ponawianymi od dawna próbami wyraźniejszego zarysowania kształtu przyszłego świata? Tego rodzaju kłębka  nie udało się rozwikłać nikomu. Jak zauważył George Friedman „kiedy mówimy o przyszłości, możemy być pewni jednego, że rzeczy, które  wydają się trwałe i pewne, mogą się zmienić z błyskawiczną prędkością” i dodawał, że horyzont czasowy pozwalający na uznanie przyszłych wydarzeń za jakoś prawdopodobne, to nie więcej niż dziesięć lat, ponieważ nawet „racjonalnie myślący ludzie nie są zdolni do przewidywania przyszłości”. Przy dzisiejszym tempie biegu historii nawet i ta liczba lat wydawać się może zawyżona. W ramach instytutu Strategic Forecasting, Inc. (Stratfor) autor myśli nadzoruje prace nad wszelkiego rodzaju analizami i raportami odnoszącymi się do przyszłości o globalnym charakterze starając się być w tym być użytecznyxm dla klientów prywatnych i agend rządu Stanów Zjednoczonych. Zauważa, że niechcianą konsekwencją powszechnej błędności tak rozumianych analiz są niewłaściwe oceny teraźniejszości i historycznego miejsca, w którym się akurat znajdujemy. Daje aż nadto przekonywujące przykłady. „W 1900 roku przyszłość wydawała się ustalona: pokojowa, rozkwitająca Europa miała rządzić światem”. W piętnaście lat później nie tylko nim nie rządziła, ale była rozdarta i wyniszczona czteroletnią światową wojną, której prawdziwe cele z dzisiejszej perspektywy wydają się całkiem niejasne. „Kontynent leżał w ruinie. Niektóre imperia – austro-węgierskie, rosyjskie, niemieckie i osmańskie – zniknęły z mapy. Zginęły miliony ludzi”. Po zakończeniu wojny, antyniemieckiej koalicji wydawało się, że potęga przeciwnika została na dobre złamana. Dwie dekady później Niemcy nie tylko podźwignęły się z klęski, ale pobiły zwycięską dotąd Francję i uzyskały dominację w Europie, a ich potęga dotarła w pobliże Moskwy. Podobnie, Stany Zjednoczone przegrały wojnę z prowincjonalnym Północnym Wietnamem i zdawało się, że stają przed globalnym zagrożeniem ze strony Związku Sowieckiego i perspektywą utraty wpływu na światowe wydarzenia. W dwadzieścia lat później, ten ostatni nie tylko przestał być zagrożeniem, ale zniknął z mapy, za to USA stały się jedyną potęgą zdolną do interwencji w każdym zakątku świata. Friedman rzecz podsumowuje lapidarnie: „Kiedy mówimy o przyszłości, możemy być pewni tylko jednego, że zdrowy rozsądek zawodzi. Nie ma żadnego magicznego dwudziestoletniego cyklu; nie ma też żadnej prostej siły rządzącej tym wzorem. Jest po prostu tak, iż rzeczy, które w danym momencie historii wydają się trwałe i pewne, mogą się zmienić z błyskawiczną szybkością”. Jakiej przyszłości mamy więc oczekiwać? Continue reading

CZY ROZPAD SYRII TO RÓWNIEŻ KONIEC ROSJI?

            Bombardowanie syryjskich składów broni chemicznej przez francuskie, angielskie i amerykańskie samoloty, to na pierwszy rzut oka incydent jakich wiele. Dotyczy jednak samej istoty światowej pozycji Rosji a także jej przyszłości, skoro w swej wojennej strategii czuje się wciąż zmuszona udowadniać, że jest pierwszorzędnym mocarstwem i pierwszoligową potęgą wojskową. Problem wszakże w odpowiedzi na pytanie, czy to zamiar wynikający z dobrze przemyślanej strategii powrotu do gry godnej globalnej potęgi, czy też działania, których źródłem jest poczucie bezradności i brak innego pomysłu. Rosja zawsze była przede wszystkim mocarstwem wojennym, nie gospodarczym, ani też jakimkolwiek wzorcem społecznego czy kulturowego porządku. Moskiewskie władze nie zdają sobie sprawy z tego, że wojenne sukcesy stają się trwałe dopiero wtedy, gdy stoi za nimi równie stabilna potęga gospodarcza. Chwilowe poczucie luksusu oraz nie liczenia się z potrzebami własnej ludności i światową opinią a także koncentracja na zaspokojaniu narodowej żądzy wojennej sławy okazuje się czymś chwiejnym i wcale nie dającym mocarstwowej stabilizacji. Tymczasem na wojnie, to sam Pan Bóg kule nosi i finał każdej z nich jest niepewny. A może jednak Rosjanie to rozumieją, tyle, że inercja historycznego doświadczenia pcha ich wciąż do podobnego rodzaju czynów, tyle, że pozbawionych dawnej skuteczności? Po bezkarnym bombardowaniu syryjskich celów przez aliantów Rosjanie mają prawo być nie tylko zaskoczeni tego łatwością i bezkarnością, ale i zaniepokojeni obrazem własnej bezsilności i przejawiać rodzaj żądzy odwetu. Były one przy tym swego rodzaju wizerunkowym policzkiem zapowiadającym możliwość powtórzenia się podobnych incydentów. Wiele wskazuje na to, że Moskwa zakładała, iż ma pełną swobodę ruchów i nie wzięła pod uwagę reakcji reszty świata dostrzegającego już jej bezradność i słabość. Bo też i jaka powinna być jej reakcja jeśli miałaby dowieść o globalnej mocarstwowości do której najwyraźniej znów aspiruje? Warto pamiętać, że jeszcze w czasach, kiedy miała niekwestionowaną pozycję supermocarstwa w postaci Związku Sowieckiego, atak w rodzaju bombardowania syryjskich celów nie mógłby mieć miejsca w obawie przed sowiecką reakcją i wybuchem globalnego konfliktu. Tymczasem, premier Theresa May, ogłaszając udział Wielkiej Brytanii w operacji syryjskiej zauważyła, że oto ​​„nie ma praktycznie alternatywy dla użycia siły”. Co to właściwie znaczy? Czy na tyle zmieniła się sytuacja geopolityczna, że Rosja przestała być groźbą, z którą trzeba się liczyć? W czasach jej niegdysiejszej potęgi jakiegoś rodzaju pokojową alternatywę znajdowano w podobnej sytuacji zawsze. Przypomnijmy największą groźbę wybuchu konfliktu między supermocarstwami jaką stworzył kryzys kubański w 1962 roku. Flota sowieckich okrętów była już w pobliżu wyspy i Amerykanie liczyli się z koniecznością przeprowadzenia kontrataku i możliwością wybuchu wojny nuklearnej. Nawet i wtedy Rosjanie znaleźli pole kompromisu, okręty powróciły  do baz w zamian za gotowość USA do wycofania rakiet dalekiego zasięgu z graniczącej z Sowietami Turcji. Jeśli znalazła się możliwość kompromisu w obliczu groźby wybuchu konfliktu na skalę światową, to jak odczytać rosyjski brak reakcji na nową sytuację w Syrii? Enuncjacje mocarstw zachodnich zapowiadają dalsze kroki, że oto „jeśli zajdzie taka potrzeba, uderzymy ponownie”. Rosja wciąż ogranicza się do słownych połajanek i nie widać w jej zamiarach determinacji do frontalnej konfrontacji. Continue reading

HISORYCZNY WYMIAR BEZRADNOŚCI: ROSJA, ISLAM I JUDAIZM

            Teza o istnieniu swego rodzaju bezradności wobec reszty świata w przestrzeni Rosji, islamu i judaizmu może wydawać się na pierwszy rzut oka fałszywa, a przynajmniej bezpodstawna. Powiedzmy więc, że nie idzie o bieżące walki i polityczne spory, lecz o rodzaj „skuteczności ostatecznej”, prowadzącej wielkie cywilizacje do kolejnych faz przekształceń, albo też skazujące je na wygaszanie własnego istnienia. Historia podpowiada, że tego rodzaju przekształcenia – śródziemnomorskiej starożytności w europejskie średniowiecze, czy też tego ostatniego w świat nowoczesnych społeczeństw – aby mogły się zdarzyć, musiały przeżyć coś, co mogło sprawiać wrażenie globalnej katastrofy i pełnego rozkładu. Okres przechodzenie rzymskiej starożytności w średniowiecze, to czas załamywania się wielu wartości i domniemanie nadejścia bliskiego końca świata. Także i przejście świata mocarstw przemysłowych w pokojowe współistnienie narodowych potęg poprzedzał dramatyczny koniec w postaci dwóch mordeczych wojen i wielomilionowej hekatomby ofiar. Kto jednak zastanawia się dzisiaj nad ich rolą i dostrzega ich związek z powstawaniem globalnej nowoczesności? A może to dowód na to, że braudelowskie długie trwanie, zanim przejdzie z jednej formy w kolejną wymaga takiego rodzaju kataklizmu? Rzecz jednak w tym, że spojrzenie z milenijnej pespektywy może prowokować inne pytania: czy nie jest prawidłowością, że niektóre twory choć sprawiają wrażenie potęg, to jednak w trakcie wywoływanych przez nie przekształceń nagle giną? Gdzie podziała się tak potężna kiedyś łacińska rzymskość? Gdzie jest imperialny świat europejskich kolonii? Żyją już tylko we wspomnieniach i  dywagacjach historyków. Czy więc nie jesteśmy i dzisiaj świadkami podobnego procesu i do unicestwienia w procesie globalizacji szykują się jedne jego części, a do kolejnej fazy ekspansji – drugie? Continue reading

CZYM JEST ANTYSEMITYZM? CZY ŻYDZI PRZETRWAJĄ WŁASNĄ PRZYSZŁOŚĆ? (2)

Antysemityzm dziś już prowadzą handlarze,
z których każdy dla siebie pewien zysk w nim widzi;
Skoro się interes korzystnym pokaże,
niezawodnie go ujmą w swoje ręce Żydzi.
(Adam Asnyk, poeta, 1896)

Antysemityzm jest zrozumiałą reakcją na
żydowskie wady. Według mnie antysemici
mają do tego pełne prawo.
(Teodor Herzl, twórca syjonizmu, 1860-1904)

Nie znam drugiego takiego narodu,
który byłby przez ponad 2500 lat
ciągle przez innych wypędzany.
Czyżby z Żydami było coś nie tak?
(Czytelnik)

                Światową społeczność Żydów czeka niełatwa przyszłość. Nie dlatego, że posiada nieakceptowalny dla reszty ekskluzywny rodzaj religii, lecz też z tej przyczyny, że prawdziwą istotą każdego społeczeństwa jest to, że najważniejsze prawdy są od niego niezależne i zamknięte w przestrzeni własnej tożsamości. Żyją wtedy swoim życiem nie poddając się nawet woli człowieka – ich nosiciela. Są przy tym pozbawione ośrodka racjonalnego kierowania, co powoduje, że na dłuższą metę wydają z siebie zdarzenia, które nie są przez nikogo przewidywane i niejako „dzieją się same”. Jak twierdzi George Friedman z tej przyczyny z malejącym prawdopodobieństwem trafności możemy przewidywać przyszłość nie dalej niż na dziesięć lat naprzód. O dalszych losach nie wiemy praktycznie nic i dowiemy się dopiero wtedy, gdy nadejdą. Wydarzenia ewoluują wedle własnej logiki a ludzkie domysły mają za nic. Jedne z wielkich kultur, jak zachodnia, rozwijają się dynamicznie, inne słabną, a niektóre giną. Dotyczy to wszystkich wielkich cywilizacji bez wyjątku i paradoksalnie – chociaż dotyczy to nas bezpośrednio – nie mamy na zjawisko żadnego wpływu. Continue reading

HOLOCAUST, ENDLÖSUNG I UDAWANIE GREKA, CZYLI SEDNO „KWESTII ŻYDOWSKIEJ” (I)

            Wymiana poglądów na temat tak zwanej „kwestii żydowskiej”, to z reguły mówienie nieprawdy. Najczęściej wiąże się z niedouczeniem i zwykłym chamstwem, ale również i z tak zwaną „poprawnością polityczną” Krytycy pojęcia twierdzą, iż zbyt „delikatne” postępowanie wywołuje niechęć reszty społeczeństwa do społeczności żydowskiej, ponieważ ogół społeczeństwa może uznać, że przysługują jej bezpodstawne przywileje. Tego rodzaju antysemitami są zwykle ludzie zaliczający się do społecznych dołów. Tyle, że w „sferach” wyższych mamy do czynienia z innym zjawiskiem, który polega na mówieniu  nieprawdy w odmienny sposób i z wielorakich motywacji. Skryci antysemici starają się pokryć gładkimi słowy niechęć do Żydów, za to filosemici poszukują w żydowskiej kulturze natchnienia wzmacniającego ich własną tożsamość skrywając przy tym jakąś część wiedzy o własnych przodkach. Tak czy owak, rzecz w pierwszym rzędzie pojawia się jako spór definicyjny oraz pytanie: czy są w Polsce Żydzi i ilu ich jest naprawdę? Co to zresztą znaczy być w Polsce Żydem, albo nim nie być, pomimo jakiegoś rodzaju więzów krwi? Czy jest jakiś rodzaj antysemityzmu, który ma wymierne odzwieciedlenie – liczbowe, merytoryczne, czy emocjonalne? Pojęciowy galimatias powoduje, że Polacy gorąco się w tej kwestii spierają nie definiując jednak samego przedmiotu sporu. Są zatem w Polsce Żydzi, czy też ich prawie nie ma? Trudno jest przecież uznać oficjalną liczbę tysiąca pięciuset osób uznających się za Żydów za problem w jakimkolwiek rozmiarze. Skąd więc gorącość wymiany poglądów na ten temat w trójkącie: Izrael-USA-Polska? Continue reading

TUSK I TO CO IDZIE ZA NIM. TO PRZEŁOM, CZY TYLKO WYŁOM?

            Świat, który znamy zwolna się rozpada, ludzie jednak mają taką cechę, że wolą rzeczy znane niż niespodzianki, więc tych ostatnich starają się nie oczekiwać. Zadaniem naukowego oglądu świata nie jest jednak towarzyska elegancja ani też czynienie naukowymi własnych politycznych preferencji, lecz dociekanie rzeczywistości i prawdziwego obrazu wydarzeń, niezależnie od ich mniej lub bardziej sympatycznego formy. Nie interesuje ich poklask związany z błyskotliwością wywodu, lecz dążenie do wyjaśnienia istoty problemu. To, co dzieje się dzisiaj w Polsce, Europie i świecie zasługuje na to podwójnie. Trzeba przecież rozumieć otoczenie własnego życia i warto mieć pogląd na jego przyszłość. Rzecz nie jest łatwa. Oto w Katowicach urządzono szczególnego rodzaju spektakl w postaci symbolicznej szubienicy, na której powieszono portrety nielubianych posłów do europejskiego parlamentu. Nie wiadomo na czym ma polegać wina wizerunków skazanych na powieszenie, wiadomo za to, że ich właściciele są złem samym w sobie. Jak widać, do efektownego działania wystarcza emocja, rozum nie jest potrzebny. Niezrozumiałe jest tylko przesłanie demonstrantów, co z tymi powieszonymi dalej czynić i czym ich ewentualnie zastąpić. Wiele wskazuje na to, że idą czasy, w których rządzić będzie bezmyślna nienawiść, a nie ceniona od starożytności chłodna racjonalność. Werbalne potępienie tego rodzaju demonstracji jest przez media zauważane, jednak mało kto stara się naprawdę dociec do istoty sprawy. Continue reading