MAMY PROBLEM Z DEMOKRACJĄ, CZY TEŻ ONA MA PROBLEM Z NAMI?

            Walter Chełstowski z Komitetu Obrony Demokracji sformułował radykalną sentencję: „Większość Polaków, to głupcy. Rozumni jesteśmy tylko my!”. Możnaby uznać, że wyczerpuje to właściwie debatę nad tak zwaną „kwestią Polską”. Jest w naszej historii tradycja, która uważa lud za głupców, a jedynie inteligentów za uprawnionych do reprezentowania narodu. Dla tych ostatnich, to oczywistość, dla pierwszych kamień obrazy, szczególnie, jeśli rzecz sprowadza się do tradycyjnego podziału narodu na „panów” i „chamów”. Kto w tej kwestii ma rację? Zastanawia jednak, co autor słów miał na myśli używając słowa „demokracja” oraz kim są ci „my”, jeśli nie określa kim są „oni”, choć też uważa ich za Polaków? Oryginalnie, demokracja, to „władza ludu”, ale skoro reszta ludzi poza samymi „demokratami” jest tak nierozumna, że aż głupia, to do władzy się nie nadaje. Nadajemy się do niej tylko „my”. Problem w tym, jak wyłonić tych „my” w ramach większościowej i demokratycznej procedury, skoro ci „oni”, czyli wyborcy, to głupcy nie potrafiący odróżnić „nas” od głupców? Rzecz tylko z pozoru zatrąca o nonsens błędnego koła, że oto głupcy nie są w stanie demokratycznie wybrać rozumnych, bo są za głupi, lecz aby ich jakoś wyłonić muszą najpierw zmądrzeć. Tyle, że jeśli przestaną być głupcami i staną się rozumni, to będą do rządów nadawali się sami, bez pomocy „rozumnych” (czyli właściwie kogo?). Trudno o większy nonsens, lecz warto wiedzieć, że tak wygląda istota polskiej polityki od wielu pokoleń. Więcej, była istotą budowy unikalnego w skali europejskiej pojęcia inteligencji, występującego tylko na terenach dawnej Rzeczypospolitej i mającego symbolizować awans „inteligentnego” polsko-żydowskiego mieszczaństwa w miejsce dawnej „średnio inteligentnej” dworkowej szlachty. Element żydowskiego źródła inteligencji odegrał w tym nie tylko ważną role, ale stał się dominujący, skoro inteligencja „szlachecko-dworkowa” nie gustowała w życiu miejskim, za to miejska nie posiadała szlacheckich korzeni. Tak jak w Pierwszej Rzeczypospolitej władza niejako „z natury rzeczy” należała się herbowej szlachcie, tak po jej upadku stała się monopolem nowej jej odmiany, której społeczne pochodzenie było jak najbardziej nuworyszowskie i wcale nie osadzone w dawnej tradycji. Wrodzoną cechą nuworysza jest „podpinanie się” pod inne, w jego mniemaniu lepsze warstwy społeczne. Tak powstała społeczna warstwa poza Polską nieznana, która znacznie na wyrost przybrała nazwę „inteligencja”, czyli warstwy niejako zawodowo związanej z myśleniem.  Rzecz w tym, że na dziesiątki lat stała się też na terenach polskich intelektualnie i politycznie dominująca, ale udział w niej nie był skutkiem twórczego myślenia, lecz międzyludzkich układów. Nie jest przypadkiem, że i dzisiaj w najbardziej wpływowych stacjach telewizyjnych dominują komentatorzy tacy jak Aleksander Smolar, Ryszard Sznepf, Andrzej Morozowski czy Adam Michnik, czyli osoby nie kryjące poczucia polskości dopiero w pierwszym pokoleniu. Wydaje się, że zaczyna się to jednak zmieniać i wywołuje ogromne zamieszanie, nie tylko intelektualne. Grupa społeczna reprezentująca tak zwaną inteligencję uzurpowała sobie bowiem prawo do monopolu na interpretację poglądów innych warstw społecznych. Zjawisko stało się wyjątkowe i na tyle trwałe, by sprawić wrażenie stałej cechy kulturowej przyrodzonej samej istocie polskości. Rzecz  w tym, że inne grupy Polaków też zaczynają sobie przypominać fundamenty demokracji zbudowanej przed ponad dwoma stuleciami przez Monteskiusza, czyli naturalność prawa bycia reprezentowanym przez wszystkie warstwy społeczne, nie tylko te górne. Rzecz się zatem komplikuje. Continue reading

CO SIĘ WŁAŚCIWIE DZIEJE W PAŃSTWIE POLSKIM?

            W 1997 roku Narodowy Bank Ukrainy puścił w obieg monetę przedstawiającą kozackiego bohatera ludowego z czasów powstania Chmielnickiego – Mamaja grającego na kobzie i palącego fajkę przy butelce miejscowej okowity. To, że za jego plecami ma właśnie miejsce wieszanie Żydów pojmanych w szlacheckich majątkach, wygląda raczej na pochwałę antysemityzmu, nie zaś na jego odrzucenie. Na monecie nie umieszczono jednak informacji o jego krwawym antysemityzmie, a napis głosi tylkko, że oto „Kozak Mamaj, Rycerz Wolności i Honoru”. Continue reading

HOLOCAUST, ENDLÖSUNG I UDAWANIE GREKA, CZYLI SEDNO „KWESTII ŻYDOWSKIEJ” (I)

            Wymiana poglądów na temat tak zwanej „kwestii żydowskiej”, to z reguły mówienie nieprawdy. Najczęściej wiąże się z niedouczeniem i zwykłym chamstwem, ale również i z tak zwaną „poprawnością polityczną” Krytycy pojęcia twierdzą, iż zbyt „delikatne” postępowanie wywołuje niechęć reszty społeczeństwa do społeczności żydowskiej, ponieważ ogół społeczeństwa może uznać, że przysługują jej bezpodstawne przywileje. Tego rodzaju antysemitami są zwykle ludzie zaliczający się do społecznych dołów. Tyle, że w „sferach” wyższych mamy do czynienia z innym zjawiskiem, który polega na mówieniu  nieprawdy w odmienny sposób i z wielorakich motywacji. Skryci antysemici starają się pokryć gładkimi słowy niechęć do Żydów, za to filosemici poszukują w żydowskiej kulturze natchnienia wzmacniającego ich własną tożsamość skrywając przy tym jakąś część wiedzy o własnych przodkach. Tak czy owak, rzecz w pierwszym rzędzie pojawia się jako spór definicyjny oraz pytanie: czy są w Polsce Żydzi i ilu ich jest naprawdę? Co to zresztą znaczy być w Polsce Żydem, albo nim nie być, pomimo jakiegoś rodzaju więzów krwi? Czy jest jakiś rodzaj antysemityzmu, który ma wymierne odzwieciedlenie – liczbowe, merytoryczne, czy emocjonalne? Pojęciowy galimatias powoduje, że Polacy gorąco się w tej kwestii spierają nie definiując jednak samego przedmiotu sporu. Są zatem w Polsce Żydzi, czy też ich prawie nie ma? Trudno jest przecież uznać oficjalną liczbę tysiąca pięciuset osób uznających się za Żydów za problem w jakimkolwiek rozmiarze. Skąd więc gorącość wymiany poglądów na ten temat w trójkącie: Izrael-USA-Polska? Continue reading

TUSK I TO CO IDZIE ZA NIM. TO PRZEŁOM, CZY TYLKO WYŁOM?

            Świat, który znamy zwolna się rozpada, ludzie jednak mają taką cechę, że wolą rzeczy znane niż niespodzianki, więc tych ostatnich starają się nie oczekiwać. Zadaniem naukowego oglądu świata nie jest jednak towarzyska elegancja ani też czynienie naukowymi własnych politycznych preferencji, lecz dociekanie rzeczywistości i prawdziwego obrazu wydarzeń, niezależnie od ich mniej lub bardziej sympatycznego formy. Nie interesuje ich poklask związany z błyskotliwością wywodu, lecz dążenie do wyjaśnienia istoty problemu. To, co dzieje się dzisiaj w Polsce, Europie i świecie zasługuje na to podwójnie. Trzeba przecież rozumieć otoczenie własnego życia i warto mieć pogląd na jego przyszłość. Rzecz nie jest łatwa. Oto w Katowicach urządzono szczególnego rodzaju spektakl w postaci symbolicznej szubienicy, na której powieszono portrety nielubianych posłów do europejskiego parlamentu. Nie wiadomo na czym ma polegać wina wizerunków skazanych na powieszenie, wiadomo za to, że ich właściciele są złem samym w sobie. Jak widać, do efektownego działania wystarcza emocja, rozum nie jest potrzebny. Niezrozumiałe jest tylko przesłanie demonstrantów, co z tymi powieszonymi dalej czynić i czym ich ewentualnie zastąpić. Wiele wskazuje na to, że idą czasy, w których rządzić będzie bezmyślna nienawiść, a nie ceniona od starożytności chłodna racjonalność. Werbalne potępienie tego rodzaju demonstracji jest przez media zauważane, jednak mało kto stara się naprawdę dociec do istoty sprawy. Continue reading

EUROPA I JEJ SZTETL JUŻ TYLKO WIRTUALNY

Zarówno polskość, jak i europejskość, to pojęcia, które wbrew pierwszemu wrażeniu nie są tożsame z jednakowym odczuciem narodowej tożsamości, ani też z jednolitą świadomością europejską mieszkańców kontynentu. Warto przypomnieć, że przed 2004 rokiem mało kto w naszym kraju miał się za Europejczyka na podobieństwo Niemca, Belga, czy Francuza. Europejskość tych ostatnich wydawała się oczywista, lecz stopień tej cechy u Polaków był wciąż niepewną nowością opartą bardziej na geografii, aniżeli na samej treści pojęcia. Rzecz wcale nie okazała się krótkotrwałym incydentem, ale zjawiskiem towarzyszącym pogłębiającej się integracji i poszerzania Wspólnoty. Dziś widać to aż nadto wyraźnie. Idzie nie tylko o to na ile Europejczykami mogą czuć się mieszkańcy kontynentu, których pochodzenie to Afryka, czy Bliski Wschód, nie zaś Europa. Okazuje się, że nawet wśród narodów „miejscowych” i względnie jednolitych, sprawa wcale nie jest błaha. Bez odpowiedzi pozostaje też pytanie do jak odległej tradycji należy się w kwestii polskości korzeni odwoływać – do dziesięciu, stu, czy tysiąca lat, by móc pretendować do miana pełnego Europejczyka.   Continue reading

LUD, NARÓD, SPOŁECZEŃSTWO. JEDNA RZECZPOSPOLITA I TRZY POLSKOŚCI HYBRYDY?

Wszystkie słuszne i
sprawiedliwe przedsięwzięcia
wywodzą się ze zbrodni
(Niccolo Machiavelli)

                Motto autorstwa Machiavellego zamieszczono tu dla przypomnienia, że chociaż wszyscy powołują się na górnolotne imponderabilia, to prawdziwe motywacje stron są zwykle inne i znacznie bardziej przyziemne. To samo można wyczytać z zamieszczonych ilustracjach. Wszystkie mają wskazywać na „sprawy wyższego rzędu” związane z niejednakowym rozumieniem słowa „społeczeństwo”, chociaż mogłoby się wydawać, że to pojęcie elementarne i łatwe do zdefiniowania. Ma jednak tę cechę, że w rzeczywistości może budzić odmienne skojarzenia. Dla Francuza lud, to swego rodzaju świętość, ale też to wielka grupa społeczna, która dokonała przewrotu w ramach Wielkiej Rewolucji i ostatecznie ukształtowała kraj. Pozwoliło to zerwać z wielosetletnią tradycją niesprawiedliwego podziału społecznego na opływające w dostatki duchowieństwo i rycerstwo (1-2% ludności) oraz nieudzielanie podobnych uprawnień chłopom i ludności miejskiej (tzw. stan trzeci). System, w którym największa masa ludności ma bardzo ograniczone uprawnienia nie ma szans trwałości. Continue reading

JAK ZASTĄPIĆ SIEKIERKĘ AGRESJI KIJKIEM POROZUMIENIA?

Marzenie Kaczyńskiego
jest jedno. Żeby wszystko
zostało podporządkowane
jego wizji. Za wszelką cenę
i bez wyjątku.

(A. Lepper w 2007 roku)

Staropolskie dywagacje o stryjku, co “zamieniał siekierki na kijek” miały ilustrować częste zjawisko reform, które są udawane, pozorne i markują tylko ich świadome nieczynienie. Idzie o to by społeczeństwo uspokoić, ale nie zaszkodzić elitom, czyli sobie – rządzącym. To błędne koło, które na koniec prowadzi do rewolty. Elity bowiem nie są w stanie wciąż akumulować bogactwa kosztem społecznych dołów, a te ostatnie nie zamierzają wciąż godzić się na taki proceder. To bodaj najlepiej rozpoznany mechanizm każdej rewolty . Continue reading

KONTYNENT GŁĘBOKO PRZEPOPŁOWIONY, CZY TO DWIE EUROPY W JEDNEJ?

                Wiele wskazuje na to, że zbliża się oto koniec marzeń o jednolitym europejskim quasi-państwie rozciągniętym od Portugalii po wschodnie rubieże Ukrainy. Widziana z dłuższej perspektywy rzecz jest bardziej skomplikowana, ale przez to bliższa realiom. Nie ulega wątpliwości, że idealistyczna wizja międzynarodowej wspólnoty dążącej do budowy wspólnego podmiotu państwowego była zawsze bardziej kwestią ideologicznej wizji, niż odbiciem rzeczywistych możliwości. Rozszerzenie Unii o osiem krajów Europy Środkowo-Wschodniej, na dłuższą metę wykazało istnienie głębokich podziałów i brak hamulców ze strony jej „starej” części (idzie o Piętnastkę sprzed 2004 roku) w oczekiwaniu pełnego podporządkowania się jej interesom nawet na przekór swoim własnym. Dzisiaj, rzecz rozbija się o głęboki przedział, jaki istnieje pomiędzy „starą” i „nową” Europą. Rzeczywistość utwierdza nas w przekonaniu, że Europa, to jednak dwa odmienne jej fragmenty, a nie jedna. Pierwsza, starsza, jest wzorowana na zachodniej i składa się z piętnastu podmiotów, a pozostała dwunastka ma tworzyć odrębną część nazywana ostatnio Trójmorzem. Continue reading

POLAK – SZLACHCIC, TO BRATANKI? A GDZIE RESZTA?

Minęło kolejne święto mające upamiętniać wydarzenia sprzed ćwierci tysiąclecia, jeszcze sprzed Konstytucji Trzeciego Maja z 1791 roku uznawanej u nas za wydarzenie dorównujące w historycznej wagi Rewolucji Francuskiej i powstania Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Francuską uchwalono cztery  miesiące po polskiej, zaś amerykańską tylko cztery lata wcześniej. Uważa się więc, że polska spóźniła się – i to niewiele – w stosunku do tej ostatniej,  wyprzedziła jednak zarówno francuską, jak też i inne wielkie akty prawne Europy. Mamy więc być z czego dumni… Continue reading

GALIA, GERMANIA I SCLAVINIA. CZY TO PRAWDZIWA EUROPA?

            Dziennikarze i publicyści mają własną wizję świata, która często sprowadza się do zlepku rozlicznych i niezwiązanych ze sobą wydarzeń, ale też każde z nich daje się przerobić na choćby krótkotrwałą sensację. Doszukiwanie się oznak trwałości i wewnętrznej treści społeczeństw, do tego w treści tak silnych, że uniemożliwiających ucieczkę od własnego losu, nie leży w ich interesie. To zbyt nudne. Tyle, że interes kraju i narodu nie jest kategorią osobistą, lecz zjawiskiem historycznym, którego istoty jeszcze nie rozpoznaliśmy. Nie ma w tej sytuacji niczego dziwnego w tym, że przyszłość nie jest dla zwykłego człowieka znana i tylko wybrani potrafią odczytywać jej treść ukrytą w najważniejszych mechanizmach rozwoju. W rezultacie braku zainteresowania mediów prawdziwą treścią wydarzeń, zastępowanego sensacjami, również i szeroka publiczność dowiaduje się o swej własnej przyszłości jako ostatnia, tylko że nie ma wtedy już dla niej pola manewru. Continue reading