KONTYNENT GŁĘBOKO PRZEPOPŁOWIONY, CZY TO DWIE EUROPY W JEDNEJ?

                Wiele wskazuje na to, że zbliża się oto koniec marzeń o jednolitym europejskim quasi-państwie rozciągniętym od Portugalii po wschodnie rubieże Ukrainy. Widziana z dłuższej perspektywy rzecz jest bardziej skomplikowana, ale przez to bliższa realiom. Nie ulega wątpliwości, że idealistyczna wizja międzynarodowej wspólnoty dążącej do budowy wspólnego podmiotu państwowego była zawsze bardziej kwestią ideologicznej wizji, niż odbiciem rzeczywistych możliwości. Rozszerzenie Unii o osiem krajów Europy Środkowo-Wschodniej, na dłuższą metę wykazało istnienie głębokich podziałów i brak hamulców ze strony jej „starej” części (idzie o Piętnastkę sprzed 2004 roku) w oczekiwaniu pełnego podporządkowania się jej interesom nawet na przekór swoim własnym. Dzisiaj, rzecz rozbija się o głęboki przedział, jaki istnieje pomiędzy „starą” i „nową” Europą. Rzeczywistość utwierdza nas w przekonaniu, że Europa, to jednak dwa odmienne jej fragmenty, a nie jedna. Pierwsza, starsza, jest wzorowana na zachodniej i składa się z piętnastu podmiotów, a pozostała dwunastka ma tworzyć odrębną część nazywana ostatnio Trójmorzem. Continue reading

GRA W BAMBUKO, CZYLI ANGLIA DLA ANGLIKÓW, A POLSKA DLA NIEMCÓW?

            Dla wielu Europejczyków, Unia Europejska, to nie tylko byt nadzwyczaj nowatorski, ale również i taki, który wydaje się być trwałym i w jakimś stopniu już „udomowionym”. Tym przekonaniem zachwiewa nieco wiadomość, że oto u samych jej źródeł utkwił pewien rodzaj tajemniczości, skoro motywacje twórców jej flagi i powszechnie znanego symbolu w postaci kręgu dwunastu gwiazd mają, jak się okazuje, nie ujawnione publicznie konotacje religijne. Ta symbolika jest odzwierciedleniem niepełnej jasności, co do tego, jaka właściwie tradycja jest dla historii Unii najważniejsza – zewnętrzna tylko forma zjawiska unifikacji europejskich krajów, czy też ukryta pod jej powierzchnią jakiegoś rodzaju religijna misja? Tajemnicza jest też przyczyna umieszczenia na niej emblematu z dwunastoma gwiazdami, ponieważ daleko nie odpowiada to liczbie państw członkowskich. W gruncie rzeczy, jej symbolika może być uznana zarówo za ilustrację wieloznaczności idei powstawania samej unijnej konstrukcji, jak też i za efekt swoistej mitologizacji problemu. Autor projektu, Arsène Heitz przyznał, że tworząc unijny emblemat inspirował się fragmentem Apokalipsy św. Jana, ostatniej księgi Nowego Testamentu, zawierającej proroctwo dotyczące czasów dla ludzkości ostatecznych, które wedle przepowiedni mają zakończyć się zniszczeniem jej samej i świata, a dla ludzi Sądem Ostatecznym. Inspiracja, inspiracją, ale dlaczego europejską integrację skojarzył z tak apokaliptyczną wizją? Continue reading

NIEMIECKA „MITTELEUROPA” I DZISIEJSZA SPRAWA POLSKA.

„Powiedz mi gdzie jest Europa Środkowa,
a powiem ci kim jesteś”

(Jaques Rupnik)

Europa przed rozbiorami (1687)

Europa po rozbiorach Polski (1795)

 

Przez niektóre wypowiedzi przedstawicieli rządzącej partii przewija się jakby mimochodem teza, że realną alternatywą wobec Unii Europejskiej byłoby polskie przywództwo wschodniego regionu Europy nieostro określanego mianem Międzymorza. Być może też i za tym kryje się przyczyna nagłego złagodzenia stosunku Warszawy do łukaszenkowej Białorusi, jak też i milcząca nadzieja, że Zachód sprawi zawód Ukrainie i pozostawi ją na łaskę losu, powodując, że ratunku przed Rosją będzie mogła szukać już tylko w jakiegoś rodzaju rozwiązaniu regionalnym. Rzecz w tym, że pojęcie niesie też nieodparte skojarzenia z niegdysiejszą niemiecką ideą imperialną, znaną pod określeniem Mitteleuropy. Teoretycznie, obydwa słowa – Międzymorze i Mitteleuropa – posiadają to samo geograficzne znaczenie i oznaczają środkową część Europy. Jednak w istocie, niosą zupełnie odmienne przesłanie polityczne. Mitteleuropa była koncepcją zarówno antypolską jak i antyrosyjską, Międzymorze jest myślą głównie antyrosyjską, w mniejszym tylko stopniu antyniemiecką. Co się z nią da zrobić dzisiaj? Continue reading

I SZLI KRZYCZĄC: POLSKA! POLSKA! CZY „MIĘDZYMORZE” TO OJCZYZNA POLAKÓW?

Polskie godla            Ewolucja godła narodowego, już od pierwszego dnia istnienia unijno-lubelskiej Pierwszej Rzeczypospolitej aż po czasy nam współczesne nie tylko może być uznana za punkt wyjścia dla znacznie szerszych refleksji, ale też – w zestawieniu z wyraźnie antyunijnym nastawieniem obecnej parlamentarnej większości – skłania do pewnych przemyśleń co do prawdziwego zakresu europejskości kraju, a także do weryfikacji nieco tromtadrackiej tonacji płynącej z mediów. Refleksja jest o tyle nowa, że wcale nie łączy się z powszechnością przekonania, że oto Polacy są już całkiem jednolitym narodem i do tego w pełni europejskim. Dzisiaj, gołym okiem widać przecież, że tak nie jest a fakt wspólnoty językowej wcale nie rozstrzyga kwestii. Już sama analiza przemian wizerunku narodowego godła pozwala dostrzec istotę problemu. Mieści się w tym także odpowiedź na pytanie o to, czy Polska jest i czy kiedykolwiek była kulturowo krajem pod tym względem jednolitym, czy też tylko przestrzenią swoistego pogranicza pomiędzy zachodem i wschodem kontynentu? Continue reading

MULTIKULTI (3), TO JUŻ NIE TYLKO POPRAWNOŚĆ, TO ZMOWA

Multikulti 3Po europejskiej naradzie w sprawie inwazji muzułmańskich imigrantów, z Brukseli wyziera bezradność pokrywana polityczną poprawnością. Tak już jest, że propaganda z łatwością wyprzedza prawdę. Pierwsza, jest wygodnym instrumentem realizacji własnych interesów, druga – trudnym zobowiązaniem. Ta pierwsza może być dodatkiem do drugiej, ale nie może jej zastąpić. Zadziwiające, że w naszym kraju propagandowa otoczka migracyjnego kryzysu przekształciła się w pean na cześć kulturowej inności, szlachetnie zastępującej rzekomo szkodliwą i nieciekawą narodowościową jednolitość. Postulatem mainstreamowych mediów stało się marzenie o polskości wymieszanej z muzułmańskością. Sprawiać to może wrażenie, że powojenna stablizacja Polski jako kraju jednonarodowego i pozbawionego konfliktów na tle narodowościowym była krokiem wstecz wobec „bardziej postępowej” sytuacji Polski przedwojennej, czy też rzeczywistości starej Rzeczypospolitej szlacheckiej, w której polski żywioł etniczny nie przekraczał czterdziestu procent ludności.   Continue reading

TRÓJKĄT BERLIŃSKI. CZY GROZI NAM „GROSS DEUTCHLAND” I ”WIELIKA ROSSIJA?”

Tym razem, to tekst „szybki”, napisany pod wrażeniem niedzielnego spotkania „Trojki” z Ukrainą w Berlinie. Mogę się więc mylić. A może jednak się nie mylę i przewidywania się sprawdzą?

             Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że także i współczesne kraje, nawet te najnowocześniejsze, ulegają presji swojej własnej społecznej matrycy. Politycy, których głównym przesłaniem jest chęć dalszego utrzymywania się przy władzy, muszą zawsze brać pod uwagę nie tylko bieżące społeczne nastroje, ale również i siłę drzemiącej pod nimi trwałej matrycy często nieuświadamianych odruchów i poglądów. Zauważył to rosyjski historyk, jednak – nie znając jeszcze wtedy dzisiejszego stanu rzeczy – odniósł tę zasadę do Rosji z I połowy XIX wieku. „Powstanie, które wybuchło w Królestwie Polskim w styczniu 1861 roku” – pisał Michaił Heller – „zjednoczyło społeczeństwo rosyjskie wokół władzy. Aleksander Hercen, który wystąpił w obronie Polaków i podchwycił ich hasło ‘Za waszą wolność i naszą’, stracił natychmiast wpływy w Rosji”. Dzisiaj, sytuacja jest niemal identyczna, tyle, że dotyczy Ukrainy. Kto ośmieli się przyznać jakiekolwiek racje stronie przez nich atakowanej, natychmiast traci szacunek Rosjan. Bo i do tego właśnie sprowadza się rosyjska matryca kulturowa. Wyjątkowo prosta, by nie powiedzieć – prostacka. W tej interpretacji obrazu świata, nie istnieją żadne racje obiektywne, są tylko racje rosyjskie. Wniosek? Nikt nie ma prawa do własnych racji, jeśli stają w sprzeczności z racją rosyjską. Dla Polaków, żyjących w cieniu rosyjskiego giganta przez ostatnie trzy stulecia, to żadna nowina. Jednak pojawiająca się w zachodniej części Europy tendencja, do przyznawania rosyjskim racjom statusu wyjątkowości, które stają ponad racjami innych narodów, powinna włączyć w naszej świadomości dzwonek alarmowy. Alarm dotyczy nie tylko naszego własnego bezpieczeństwa, ale również, a może przede wszystkim, przyszłości samej Unii Europejskiej. Zbyt długo, bo całe pokolenie, znajdowaliśmy się w błogim przekonaniu, że oto wszystkie „złe moce” są już uśpione na stałe i że cywilizowany świat jest wolny od pokusy uznawania gwałtu za normę międzynarodowych wydarzeń, a sama Unia jest trwałą i niezniszczalną siłą.

Continue reading

SCHRÖDERROSJA,CZYLI MIEJSCE NIEMIEC W EUROPIE

Niemcy są wspólnej Europy siłą i słabością zarazem. Wzmacniają integrację siłą swojej gospodarki, lecz osłabiają niemocą politycznego uwiądu. Ukraiński kryzys uświadomił Europie, że niemieckie przywództwo jest przysłowiową piętą achillesową całej Wspólnoty, co też uniemożliwia zajęcie stanowczej pozycji w tej kwestii. Dopóki największa gospodarka nie będzie potrafiła sformułować klarownej polityki zagranicznej, dopóty Unia Europejska będzie dryfować jako twór politycznie niedokończony. Wynika to głównie z tego, że w tradycji politycznej Niemiec ich stosunek do Rosji był zawsze dwoisty: poszukiwały możliwości poszerzenia swej „przestrzeni zyciowej”, a ta znajdowała się tylko na wschodzie, nigdy na zachodzie kontynentu i takie jest źródło obu światowych wojen. Niemieckie nabytki w naszej części Europy nie byłyby możłiwe, gdyby Berlin nie dzielił się nimi z Petersburgiem. Jednocześnie ten sam Berlin, nigdy nie czuł się miastem zachodnioeuropejskim, lecz jakiegoś rodzaju hybrydą i pozostałością po państwie pruskim, wyrosłym na eksterminacji żywiołu słowiańskiego. To, z kolei, nigdy nie stałoby się regionalnym mocarstwem bez konsekwentnej współpracy z Rosją w dzieleniu wschodniej Europy. Polska doświadczyła tego w postaci rozbiorów i ponad stuletniej niewoli. Europejskość Berlina przy tym zawsze pozostawiała wiele do życzenia, a same Prusy były od początku istnienia swoistym wzorcem kraju pogranicza – między europejskim wschodem i zachodem. Stało się to również i wzorcem dla późniejszej niemieckości, już po zjednoczeniu Rzeszy pod pruskim przywództwem. Continue reading

Smoleńsk „est verbum Dei”

Smoleńsk traumą! Smoleńsk dramatem narodowym! Smoleńsk strzałem w tył głowy! MAK – to wielogłowy potwór! Wypadek istotnie straszny, ale odczuwany w sposób typowy dla Polaków, nakazujący zachowywać się tak, by podobało się innym. Nie ważne jak ma się sama sprawa, ważne jak my wobec niej wyglądamy! Myśli własne i prawdziwe opinie chowamy tylko dla siebie i rychło o nich zapominamy. Media podobnie, dopiero po miesiącach udawanego przejęcia ujawniają głos rozsądku. A to, że nie powinni się kłócić; że źle, że były naciski; że rosyjscy kontrolerzy lotów też winni, ale może jednak mniej, bo przecież tylko nie zapobiegli. Tak, jakby mogli przewidzieć, że przyleci do nich autobus dowodzony przez wesołków, którzy nie zamierzają zatrzymywać się na żadnym przystanku!
Z polskiej perspektywy świata nie jest dobrze widoczny, zasłaniany przez te łany zboża otoczone tysiącami M3. Gdy się ostrożnie wychylimy wyżej, to i dostrzeżemy zagranicę: Wilno, Mińsk, Kijów, wreszcie, uff… Moskwę. Dalej, wiadomo, nie ma nic, tylko Ural jakiś. Ameryka daleko i zawiodła, bronić nie chce. Chiny gdzieś za górami, w Indiach gorąco, w Tunezji się tłuką, ale to tylko Afryka! Continue reading