EUROPA I JEJ SZTETL JUŻ TYLKO WIRTUALNY

Zarówno polskość, jak i europejskość, to pojęcia, które wbrew pierwszemu wrażeniu nie są tożsame z jednakowym odczuciem narodowej tożsamości, ani też z jednolitą świadomością europejską mieszkańców kontynentu. Warto przypomnieć, że przed 2004 rokiem mało kto w naszym kraju miał się za Europejczyka na podobieństwo Niemca, Belga, czy Francuza. Europejskość tych ostatnich wydawała się oczywista, lecz stopień tej cechy u Polaków był wciąż niepewną nowością opartą bardziej na geografii, aniżeli na samej treści pojęcia. Rzecz wcale nie okazała się krótkotrwałym incydentem, ale zjawiskiem towarzyszącym pogłębiającej się integracji i poszerzania Wspólnoty. Dziś widać to aż nadto wyraźnie. Idzie nie tylko o to na ile Europejczykami mogą czuć się mieszkańcy kontynentu, których pochodzenie to Afryka, czy Bliski Wschód, nie zaś Europa. Okazuje się, że nawet wśród narodów „miejscowych” i względnie jednolitych, sprawa wcale nie jest błaha. Bez odpowiedzi pozostaje też pytanie do jak odległej tradycji należy się w kwestii polskości korzeni odwoływać – do dziesięciu, stu, czy tysiąca lat, by móc pretendować do miana pełnego Europejczyka.   Continue reading

KONTYNENT GŁĘBOKO PRZEPOPŁOWIONY, CZY TO DWIE EUROPY W JEDNEJ?

                Wiele wskazuje na to, że zbliża się oto koniec marzeń o jednolitym europejskim quasi-państwie rozciągniętym od Portugalii po wschodnie rubieże Ukrainy. Widziana z dłuższej perspektywy rzecz jest bardziej skomplikowana, ale przez to bliższa realiom. Nie ulega wątpliwości, że idealistyczna wizja międzynarodowej wspólnoty dążącej do budowy wspólnego podmiotu państwowego była zawsze bardziej kwestią ideologicznej wizji, niż odbiciem rzeczywistych możliwości. Rozszerzenie Unii o osiem krajów Europy Środkowo-Wschodniej, na dłuższą metę wykazało istnienie głębokich podziałów i brak hamulców ze strony jej „starej” części (idzie o Piętnastkę sprzed 2004 roku) w oczekiwaniu pełnego podporządkowania się jej interesom nawet na przekór swoim własnym. Dzisiaj, rzecz rozbija się o głęboki przedział, jaki istnieje pomiędzy „starą” i „nową” Europą. Rzeczywistość utwierdza nas w przekonaniu, że Europa, to jednak dwa odmienne jej fragmenty, a nie jedna. Pierwsza, starsza, jest wzorowana na zachodniej i składa się z piętnastu podmiotów, a pozostała dwunastka ma tworzyć odrębną część nazywana ostatnio Trójmorzem. Continue reading

GRA W BAMBUKO, CZYLI ANGLIA DLA ANGLIKÓW, A POLSKA DLA NIEMCÓW?

            Dla wielu Europejczyków, Unia Europejska, to nie tylko byt nadzwyczaj nowatorski, ale również i taki, który wydaje się być trwałym i w jakimś stopniu już „udomowionym”. Tym przekonaniem zachwiewa nieco wiadomość, że oto u samych jej źródeł utkwił pewien rodzaj tajemniczości, skoro motywacje twórców jej flagi i powszechnie znanego symbolu w postaci kręgu dwunastu gwiazd mają, jak się okazuje, nie ujawnione publicznie konotacje religijne. Ta symbolika jest odzwierciedleniem niepełnej jasności, co do tego, jaka właściwie tradycja jest dla historii Unii najważniejsza – zewnętrzna tylko forma zjawiska unifikacji europejskich krajów, czy też ukryta pod jej powierzchnią jakiegoś rodzaju religijna misja? Tajemnicza jest też przyczyna umieszczenia na niej emblematu z dwunastoma gwiazdami, ponieważ daleko nie odpowiada to liczbie państw członkowskich. W gruncie rzeczy, jej symbolika może być uznana zarówo za ilustrację wieloznaczności idei powstawania samej unijnej konstrukcji, jak też i za efekt swoistej mitologizacji problemu. Autor projektu, Arsène Heitz przyznał, że tworząc unijny emblemat inspirował się fragmentem Apokalipsy św. Jana, ostatniej księgi Nowego Testamentu, zawierającej proroctwo dotyczące czasów dla ludzkości ostatecznych, które wedle przepowiedni mają zakończyć się zniszczeniem jej samej i świata, a dla ludzi Sądem Ostatecznym. Inspiracja, inspiracją, ale dlaczego europejską integrację skojarzył z tak apokaliptyczną wizją? Continue reading

QUAM DIU EUROPAE? CZY ANGIELSKIE „NIE” MOŻE BYĆ DOWODEM EUROPEJSKOŚCI?

Quam            Obraz Europy, tej sprzed dwóch tysięcy lat i tej dzisiejszej, zagrożonej Brexitem nasuwa szereg refleksji w kwestii podobieństwa losów wielkich imperiów. Uderza przy tym fakt, że w czasie podpisywania w 1993 roku Traktatu w Maastricht mało kto wątpił w wielką przyszłość Unii Europejskiej a także w to, że powstaje właśnie superpaństwo, na które czeka perspektywa światowego mocarstwa. Fale jej rozszerzenia po 2000 roku i ustawiająca się długa kolejka do członkostwa tylko utwierdzały tę opinię. Dzisiaj stoi przed widmem rozkładu, warto więc zastanowić się nad mechanizmem rozpadania się na mniejsze części innych wielkich imperiów, lecz za to poszerzania i utrwalania się wpływów jednego, coraz bardziej anglojęzycznego i coraz bardziej utożsamianego z pojęciem Zachodu. Niekończąca się dyskusja nad przyszłością Unii przywołuje wspomnienie nawoływań wielkiego rzymskiego mówcy – Cycerona: Quo usque tandem abutere, Catilina, patientia nostra? Quam diu etiam furor iste tuus nos eludet?”: „Jak długo Katylino będziesz nadużywał naszej cierpliwości? Do jakich granic miotać tobą będzie nieokiełzane zuchwalstwo?”. Tak wołał w republikańskim jeszcze senacie, kiedy walczył o jego przetrwanie wobec zagrożeń ze strony imperialnego cezarianizmu. Był przekonany, że istnienie Republiki, to kwestia wieczności i nie uwierzyłby, gdyby mu powiedziano, że dla ludzi żyjących dwa tysiące lat później stanie się tylko odległym wspomnieniem, a najważniejszym śladem jego zgasłej rzymskości będzie zaledwie kilka państw używających języków romańskich – Francja, Włochy, Hiszpania i Portugalia. Podobny los może też kiedyś spotkać Europejską Unię tyle, że wydarzenia biegną dzisiaj znacznie szybciej niż te sprzed tysiącleci, a przyszłość liczy się dekadami, nie stuleciami. W przypadku Europy biegną przy tym inaczej, by nie powiedzieć – nieco na opak. Continue reading