O MIĘDZYMORZU RAZ JESZCZE

Dającej się dziś zauważyć modzie na rozważania o powstaniu nowej potęgi w postaci Międzymorza towarzyszy wyraźne rozchwianie Unii Europejskiej. Dotyczy przede wszystkim jej wschodniej, najmłodszej części, ponieważ Europa Wschodnia nie jest tylko pojęciem geograficznym, ale i historycznym, a i do pewnego stopnia kulturowo-politycznym. Do połowy XVIII stulecia albo nie używano tego pojęcia wcale, albo też za wschodnią, pograniczną część kontynentu uważana była Rzeczpospolita Polski i Litwy oraz wegierski styk z tureckimi posiadłościami na Bałkanach. Reszta dzisiejszej Europy znajdowała się poza jej uznanymi wtedy granicami, podobnie jak Rosję uważano za kraj azjatycki. Późniejsza zmiana oceny położenia regionu jest następstwem gwałtownie rosnącej pozycji tej ostatniej i powiększającego się autorytetu rosyjskich carów pośród europejskich monarchów. Rzecz jednak w tym, że towarzyskie układy pomiędzy monarchami nie zmieniają geograficznego położenia krajów, ani też ich cech kulturowych. Continue reading

QUAM DIU EUROPAE? CZY EUROPA ISTNIEJE NAPRAWDĘ, CZY TO TYLKO MIT?

Przestrzen EuropejskaEuropa, to nie zwyczajne określenie geograficzne, lecz pojęcie, które ma w sobie coś z fantasmagorii. Powszechne jest obracanie nim jako czymś w rodzaju oczywistości, ale kiedy dochodzi do definicji samej istoty, rzecz zamienia się w konsternację. Na przykład w Polsce, poparcie dla uczestnictwa w Unii sięga osiemdziesięciu procent, pomimo tego, że niemal cała historia kraju wiązała go ze środkowo-wschodnią częścią kontynentu, a nie z zachodnią. Warto też przypomnieć historię mody i ubiorów – zachodnich i rosyjskich, by dostrzec w tej przestrzeni podobieństwa polskiej tradycji raczej do tych ze wschodu, nie zaś do surdutów i fraków europejskich elegantów. Dzisiaj, nikt nie ma wątpliwości, że ubiorem, w którym warto się pokazywać, jest ten utrzymany w zachodniej konwencji – garnitur, a w uroczystych chwilach – surdut, czy nawet frak. Jednak w Polsce, tradycyjny strój szlacheckiego eleganta – kontusz, żupan, spodnie i wysokie buty – wciąż uznawane są za swojskie i wcale nie traktuje się ich za dowód ulegania wpływom wschodnim. Polacy przy tym uważają siebie za rasowych ludzi Zachodu, a nie Wschodu. Niektórym nasuwa się nawet przypuszczenie, że przyszła Unia Europejska może sprowadzić się do dwóch odrębnych zrzeszeń krajów – zachodniej piętnastki i reszty, którą w czasach Piłsudskiego nazywano Międzymorzem. To ta część kontynentu, która rozłożona pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym była zawsze bardziej geograficznym buforem pomiędzy odmiennymi kulturami, aniżeli samodzielną kokstrukcją. Na tego rodzaju wizję przyszłości moi proeuropejscy znajomi reagują nerwowo i każą „wypluwać te słowa”. Czy to jednak wystarczy, by powstrzymać historię od kierowania się jej własną, autorską logiką, nie zaś oczekiwaniami uczestników? Continue reading

QUAM DIU EUROPAE? CZY ANGIELSKIE „NIE” MOŻE BYĆ DOWODEM EUROPEJSKOŚCI?

Quam            Obraz Europy, tej sprzed dwóch tysięcy lat i tej dzisiejszej, zagrożonej Brexitem nasuwa szereg refleksji w kwestii podobieństwa losów wielkich imperiów. Uderza przy tym fakt, że w czasie podpisywania w 1993 roku Traktatu w Maastricht mało kto wątpił w wielką przyszłość Unii Europejskiej a także w to, że powstaje właśnie superpaństwo, na które czeka perspektywa światowego mocarstwa. Fale jej rozszerzenia po 2000 roku i ustawiająca się długa kolejka do członkostwa tylko utwierdzały tę opinię. Dzisiaj stoi przed widmem rozkładu, warto więc zastanowić się nad mechanizmem rozpadania się na mniejsze części innych wielkich imperiów, lecz za to poszerzania i utrwalania się wpływów jednego, coraz bardziej anglojęzycznego i coraz bardziej utożsamianego z pojęciem Zachodu. Niekończąca się dyskusja nad przyszłością Unii przywołuje wspomnienie nawoływań wielkiego rzymskiego mówcy – Cycerona: Quo usque tandem abutere, Catilina, patientia nostra? Quam diu etiam furor iste tuus nos eludet?”: „Jak długo Katylino będziesz nadużywał naszej cierpliwości? Do jakich granic miotać tobą będzie nieokiełzane zuchwalstwo?”. Tak wołał w republikańskim jeszcze senacie, kiedy walczył o jego przetrwanie wobec zagrożeń ze strony imperialnego cezarianizmu. Był przekonany, że istnienie Republiki, to kwestia wieczności i nie uwierzyłby, gdyby mu powiedziano, że dla ludzi żyjących dwa tysiące lat później stanie się tylko odległym wspomnieniem, a najważniejszym śladem jego zgasłej rzymskości będzie zaledwie kilka państw używających języków romańskich – Francja, Włochy, Hiszpania i Portugalia. Podobny los może też kiedyś spotkać Europejską Unię tyle, że wydarzenia biegną dzisiaj znacznie szybciej niż te sprzed tysiącleci, a przyszłość liczy się dekadami, nie stuleciami. W przypadku Europy biegną przy tym inaczej, by nie powiedzieć – nieco na opak. Continue reading

DŻIHAD, TO ISLAMU TREŚĆ PRAWDZIWA

DzihadW dwóch zamachach terrorystycznych w Brukseli zginęły co najmniej trzydzieści cztery osoby, a ponad dwieście zostało rannych. Władze mówią o czarnym dniu i ogłosiły narodową żałobę. Z całego świata płyną głosy potępienia sprawców i wyrazy współczucia dla rodzin ofiar. Czy jednak politycy powiedzą coś więcej? Czy może wskażą nie tylko na bezpośrednich sprawców, ale także na mechanizm coraz częściej powtarzających się ataków zwanych terrorystycznymi, lecz okazujących nieograniczoność możliwości zarówno co do czasu, miejsca jak i rodzaju ofiar? Piszemy „tak zwanych”, ponieważ ich sprawcami nie są terroryści jako tacy, czyli miłośnicy zabijania dla osiągnięcia drogiego im celu, lecz ludzie przekonani, że czynią po prostu dobro, a nie zło i do tego są mili sercu Boga. Im więcej zabitych, tym jest Mu przyjemniej i tym więcej ma dla swych wiernych uczucia miłości. Tego rodzaju terrorystami są ludzie przekonani, że  istnieje tylko jedna racja ludzi głęboko wierzących w Allacha i szczęście w życiu pozagrobowym. Rzecz w tym, że takich, którzy kochają go wedle takiego wzorca jest na świecie półtora miliarda, przy czym zdarza się nawet, że są – z formalnego punktu widzenia – Europejczykami i to w trzecim pokoleniu. Jak ich przekonać, że zabijanie przypadkowych ludzi jest najwyższym rodzajem zła i że może nadszedł czas, by zastanowić się nad istotą tej morderczej agresywności, a także nad samym mechanizmem zjawiska i związaną z nim definicją europejskości? A może oni wcale Europejczykami nie są, skoro tych ostatnich mają za nieprzyjaciół godnych zabijania w imię przynależności do obszaru innych wartości? A może jest jeszcze inaczej i jest to przykład systemu zrodzonego z psychiczną skazą uniemożliwiającą trwałe współżycie z innymi? Inaczej mówiąc, podejrzenie idzie w kierunku psychopatyczności całego systemu i ludzi w nim żyjących, a nie jego „zwyczajnej” zbrodniczości. Continue reading

ZALEJĄ NAS, CZY DADZĄ PRZETRWAĆ? CO CZYNIĆ Z NAJAZDEM INNOŚCI?

 

Przyslosc            Ilustracje obrazują świat przyszłości tak, jak go sobie wyobrażali żyjący wtedy ludzie. Są dowodem, że ludzka imaginacja nie tylko jest niedoskonała, lecz ulegać może automanipulacji. Na pierwszym z rysunków poprowadziła wyobraźnię ku wielkiej liczbie poruszających się przedmiotów mających zapełniać go w 2000 roku aż po horyzont, bo też i napędzane płynnym paliwem pojazdy były zgodne z wyobrażoną symboliką nowoczesności. Wygląd kosmicznego osiedla według rysunku sporządzonego siedemdziesiąt lat później również nie wróżył przekształcenia się w stan faktyczny. Rychła budowa orbitalnych osiedli, okazała się tylko wytworem wyobraźni ludzi zafascynowanych misjami Apollo. Continue reading

UNIJNY ENFANT TERRRIBLE, CZYLI UDAWANIE GREKA

Udawanie Greka            Najpewniejszym kryterium właściwej odpowiedzi na pytanie o to, czy kraj należy do cywilizacji zachodniej, czy też nie, jest poziom jego gospodarczego rozwoju. Jeśli jest to państwo dobrobytu wypracowanego rękami obywateli, a nie złożami ropy naftowej lub innym dobrodziejstwem nie wymagającym zorganizowanej wytwórczości, z całą pewnością jest też częścią szeroko pojętego Zachodu. Poza wszystkim, żeby być częścią Zachodu trzeba tego chcieć, nie zaś oczekiwać, że stanie się to z jakichś powodów samo. Polska, jak się wydaje, znajduje się już na dobrej drodze do uzyskania miana pełnoprawnego członka zachodniej części świata. Grecja przeciwnie, daje dowody na to, że w ramach zachodnich struktur znalazła się w gruncie rzeczy przypadkowo i na udział w tej przestrzeni na dłuższą metę nie zasługuje. Jej gospodarka znajduje się niemal ode dekady w stanie daleko posuniętego rozkładu, do którego jej rządy doprowadziły z własnej woli i bez udziału – co zdają się dzisiaj sugerować Grecy – obcego imperializmu zawłaszczającego ich dokonania. Wielosetmiliardowa pomoc ze strony europejskiej wspólnoty będzie zapewne zmarnowana, a nowych źródeł pomocy nie widać. Tymczasem, Rosji udającej chęć podania dłoni, na taką pomoc po prostu nie stać, bo też i sama boryka się z konsekwencjami własnej „trzecioświatowości”. A jednak, Grecy wybrali. Z zazdrości o dokonania innych i ze złości na brak dokonań własnych, za rząd wzięli sobie antyeuropejską skrajną lewicę, a za przyjaciela i zagraniczną podporę tę właśnie putinowską Rosję. Jan Rokita wyraził nawet całkiem racjonalne przekonanie, że nowa grecka koalicja rządowa może się okazać moskiewską agenturą działającą na rzecz rozkładu i osłabienia samej Unii. Continue reading

ANGLIA, CZYLI O POCHODZENIU ZACHODU

Anzicourt, Newton            Problemem europejskiej wspólnoty staje się ostatnio Wielka Brytania – kraj, który pojawił się na mapie Europy zaledwie przed trzystu laty, powstając z połączenia odrębnych wcześniej organizmów – największego i najludniejszego – samej Anglii, a także Szkocji, Walii oraz Irlandii. Wielka Brytania weszła w skład Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1973 roku, w ramach pierwszego jej rozszerzenia, a więc ponad czterdzieści lat temu. Jej premier David Cameron często jednak powtarza, że nieprzyjęcie przez obecną Unię brytyjskich postulatów jej zreformowania może doprowadzić do rezygnacji jego kraju z członkostwa. Wielu ludzi zadaje sobie pytanie o to, czy nie jest to tylko świadectwo arogancji Albionu i jego mieszkańców w stosunku do reszty Europy oraz o to, na ile te żądania, stawiane w dość ultymatywnej tonacji, są słuszne i racjonalne, na ile zaś są tylko refleksem tej arogancji. Co więcej, wiele wskazuje na to, że do ewentualnego rozwodu wcale nie pali się ani brytyjski establishment biznesowy, ani polityczny, natomiast chłodny dystans do dalszego pozostawania kraju w Unii wykazuje ich demokratyczne zaplecze, czyli tak zwany elektorat. A jak wiadomo, w kraju rządzonym metodą demokracji, to wyborca ma zawsze rację, a nie krajowe elity. Continue reading

O ISLAMIE RAZ JESZCZE. CZY TO JUŻ KONIEC ŚWIATA CO DA SIĘ ZROZUMIEĆ?

Sun sets over Ottoman-era Suleymaniye mosque in Istanbul

Europa współistnieje z islamem od półtora tysiąca lat, który zmienił też gruntownie jej geopolityczną sytuację. W czasach rzymskich, była wielką cywilizacja rozłożoną na wszystkich brzegach Morza Śródziemnego, chłonąc kulturowe elementy zarówno z europejskiego Zachodu, jak i ze starych cywilizacji bliskowschodnich i północno-afrykańskich. To nie przypadek, że chrześcijaństwo, zanim stało się fenomenem zachodnim i czysto europejskim, zrodziło się w żydowskiej Jerozolimie. Ekspansja islamu zmieniła to na zawsze. Łacińskość została ze wschodnich rejonów Śródziemnomorza wypchnięta do samej tylko Europy, a na długie stulecia nawet poza Pireneje. Jedynymi kierunkami ekspansji, jakie jej pozostały, to irlandzko-skandynawska Północ i germańsko-słowiański Wschód. Ten ponowny, nieznany za czasów Aleksandra Macedońskiego i hellenizmu, rozdźwięk między europejską zachodniością a orientalną bliskowschodniością, powrócił i pozostał trwałym elementem regionalnych stosunków. Nie zapobiegły temu nawet wyprawy krzyżowe.
Continue reading

ZEGAR ŚWIATA BIEGNIE CORAZ SZYBCIEJ

W okresie rosnącej potęgi Zachodu i kolonizowania przezeń reszty świata, nikomu nie przychodziło do głowy, że sukcesy jego cywilizacji są następstwem względnej słabości innych wielkich kultur. Pan Tarkowski, jeden z bohaterów sienkiewiczowskiej powieści „W pustyni i w puszczy”, na zadane przezeń pytanie o to, jak potoczą się przyszłe losy świata, mógł od swego brytyjskiego partera, pana Rawlisona, usłyszeć tylko jedną odpowiedź, wypowiedzianą wtedy z pełnym przekonaniem – „potem będzie Anglia!”. Odpowiedź była prawdziwa, ale wiara w trwałą przewagę Anglii i szerzej – Zachodu – nad resztą świata, szybko przeminęła i prawdziwa być przestała, a opinia pana Rawlisona wydaje się z dzisiejszej perspektywy mieć aspekt humorystyczny. Więcej, konsekwencją przyjęcia za oczywistość tego, że Zachód jest wystarczająco jednolitą cywilizacją, by uznać go za spójną i zawsze dominującą jedność, było związane z przypuszczeniem, że następnym krokiem, którego dokona świat, może być już tylko globalizacja przeprowadzona pod zachodnimi sztandarami. Powszechnie zakładano, że naturą przemian będzie utrwalanie przede wszystkim tych elementów globalnego otoczenia, które pozwolą traktować cały świat jako jeden zwarty kompleks, a nie tylko zestaw odrębnych i różniących się od siebie formacji. Kompleks wielobarwny i zróżnicowany, ale stale dążący do homogenicznej w swej istocie jedności. Continue reading

KONIEC STAREGO ŚWIATA, POCZĄTEK PRZYSZŁOŚCI (1).

Analizowanie współczesnego świata jako jednej, spójnej całości okazuje się sprawą zadziwiająco bezpieczną i mało konfliktową. Gdyby stawiać mocne i jednoznaczne tezy w stosunku do własnego kraju, czy też własnego regionu, napotkałoby się na wiele innych opinii, w większości odmiennych lub nawet gniewnych. Rozważanie spraw, które ludzie uważają za bezpośrednio ich dotyczące, potrafi budzić natychmiastowe i emocjonalne reakcje. Może jest tak z powodu, na który skarżył się dwa tysiące lat temu sam Jezus po powrocie do rodzinnego Nazaretu: „tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i we własnej rodzinie prorok może być tak lekceważony. Wielu słuchających go dziwiło się i mówiło: (…) Czy nie jest on cieślą, synem Maryi, a bratem Jakuba, Jozesa, Judy i Szymona? (..) I powątpiewali w niego”( Ewangelia wg. Św. Marka 6, 1-6). Zauważyć za to można rzecz zgoła przeciwną, jeśli idzie o proroctwa dotyczące przyszłości ziemskiego globu. Choćby nie wiedzieć jak radykalny nadać proroctwu tytuł („Koniec historii”, „Zderzenie cywilizacji”, „Następne sto lat”), jeśli tylko dotyczy świata jako jednej całości, przechodzi może nie tyle bez echa, ile dla samych autorów całkiem bezkarnie. To zadziwiające, bo przecież to, co w dzisiejszym świecie się dzieje, dotyczy wszystkich razem i jednocześnie. Ludzie, albo o tym nie wiedzą, albo też uważają zajmowanie się globem ziemskim jako jedną całością podlegającą jednolitym prawom za jakiś rodzaj, czy to wiedzy tajemnej, czy też tak odległej od ich własnej rzeczywistości, że uznają, iż „zwykły” człowiek nie ma możliwości do niej się samodzielnie odnieść. To konkluzja o tyle tylko pocieszająca, że pozwala na pewną badawczą bezkarność, która ubrana w odpowiednią formułę może okazać się nie tylko twórcza, ale i pomocna w rozwiązywaniu mnożących się konfliktów. W formule mniej odpowiedzialnej, jest już tylko fantazyjną dywagacją niepopartą logicznym rozumowaniem. Może z tej właśnie przyczyny, próby przedstawienia obrazu świata przyszłości w kilkadziesiąt lat po ich – „końcu histori” i „zderzeniu cywilizacji”, nie podjął się ani Fukuyama, ani sam Huntington. Zrobił to natomiast inny politolog – George Friedman, były doradca wysokich dowódców amerykańskiej armii w kwestiach wojskowości i bezpieczeństwa, w wydanej kilka lat temu książce (G. Friedman, „Następne sto lat. Prognoza na XXI wiek”, Warszawa 2009). Zaczął obiecująco zauważając, że „aż do XV stulecia, ludzie żyli w zamkniętych, odizolowanych światach. Ludzkość nie wiedziała, że tworzy jedną strukturę. Chińczycy nie znali Azteków, a Majowie nie znali Zulusów. Continue reading