KONTYNENT GŁĘBOKO PRZEPOPŁOWIONY, CZY TO DWIE EUROPY W JEDNEJ?

                Wiele wskazuje na to, że zbliża się oto koniec marzeń o jednolitym europejskim quasi-państwie rozciągniętym od Portugalii po wschodnie rubieże Ukrainy. Widziana z dłuższej perspektywy rzecz jest bardziej skomplikowana, ale przez to bliższa realiom. Nie ulega wątpliwości, że idealistyczna wizja międzynarodowej wspólnoty dążącej do budowy wspólnego podmiotu państwowego była zawsze bardziej kwestią ideologicznej wizji, niż odbiciem rzeczywistych możliwości. Rozszerzenie Unii o osiem krajów Europy Środkowo-Wschodniej, na dłuższą metę wykazało istnienie głębokich podziałów i brak hamulców ze strony jej „starej” części (idzie o Piętnastkę sprzed 2004 roku) w oczekiwaniu pełnego podporządkowania się jej interesom nawet na przekór swoim własnym. Dzisiaj, rzecz rozbija się o głęboki przedział, jaki istnieje pomiędzy „starą” i „nową” Europą. Rzeczywistość utwierdza nas w przekonaniu, że Europa, to jednak dwa odmienne jej fragmenty, a nie jedna. Pierwsza, starsza, jest wzorowana na zachodniej i składa się z piętnastu podmiotów, a pozostała dwunastka ma tworzyć odrębną część nazywana ostatnio Trójmorzem. Continue reading

ZAMACH W NICEI. CENA PRZEWAGI MULTIKULTI NAD ZWYCZAJNOŚCIĄ?

Nicea

Zjawisko kulturowego dogmatyzmu istniało zawsze i sprowadzało się do syndromu opinii o sobie i innych wyrobionej nie na podstawie rzetelnej analizy intelektualnej, ale miłych uchu obiegowych schematów. Takim schematem było europejsko-liberalne przekonanie o tym, że w gruncie rzeczy ludzie wszystkich kultur są potencjalnie jednakowi, a ich odmienne ukształtowanie, to tylko krótkotrwały efekt wpływów otoczenia, który zanika zaraz po tym, jak zmienia się ich społeczne otoczenie. Takiego zdania był sam Arystoteles, który jeszcze w greckiej starożytności uznawał, że człowiek rodzi się jako rodzaj pustego bukłaku, który ulega wypełnieniu przez otoczenie i jest na tyle plastyczny, że ulega zmianom wraz z jego ewolucją. Historia ludzkości nie potwierdziła jednak tego przekonania, pozostawiając nas w świadomości istnienia jakiegoś rodzaju kulturowego chaosu. Ustabilizował globalny wymiar myślenia dopiero Samuel Huntington wraz ze swoim dogmatem, podzielanym wcześniej przez Feliksa Konecznego, że człowiek w gruncie rzeczy żyje w niewoli swej kultury, a możliwość samodzielnego manewru dla jednostki jest bardzo ograniczona. Continue reading

CZY TO JUŻ KONIEC ZNANEJ NAM EUROPY?

Koniec Europy            Końcówka starego i początek nowego roku skłania do refleksji. Po raz pierwszy w czasach pokoju, w stolicy Francji w obawie przed terrorystami zakazano hucznego obchodzenia Nowego Roku. W naszym kraju także pojawia się wrażenie, że znalazł się oto na zakręcie. Dla jednych, rzecz wygląda groźnie i ponuro, dla drugich przeciwnie – jest wyzwaniem nadziei. Dopiero co zakończony rok 2015 sprawia jednak wrażenie, że był wyjątkowy z wielu przyczyn tak, jakby stał się znamieniem końca pewnej epoki a także tego, że sama Europa nie będzie już nigdy taka, jaką znaliśmy. W głowie mieszkańca dzisiejszej Unii może pojawić się natrętne skojarzenie z myślą niegdysiejszego ideologa socjalizmu, że oto „widmo krąży po Europie, widmo dekadencji”, bo też i nasz kontynent coraz gorzej radzi sobie z sobą samym. Dla tych, którzy pamiętają początki europejskiej idei: te dumne emblematy EU przyklejane do szyb samochodów, te unijne gwiazdki na błękitnym tle i tę wspólnotową euforię w oczekiwaniu świetlanej przyszłości, nadchodzi czas przemyśleń. Czy Europa stała się za duża, za płytka, za mało zunifikowana, czy też w tle zjawiska tej swoistej dekadencji jest coś zupełnie innego? Miała być Stanami Zjednoczonymi Europy, lecz tworem mniej egoistycznym, mniej zaprawionym prywatą kapitalizmu, więcej wolnością, indywidualizmem i politycznym liberalizmem. Co z tego zostało? Europejski kapitalizm nie daje widocznych efektów, nacjonalizmu jest coraz więcej, a indywidualizmu mniej, bo przykrywa go strach przed terroryzmem i jego niezrozumiałym mechanizmem. A co z liberalizmem? Poświęcimy rozważania temu zagadnieniu z tej przyczyny, że w pogłębiającej się inflacji liberalnych i liberalnopodobnych idei wydaje się tkwić też jedno ze źródeł europejskiego kryzysu. Podkreślmy tylko, że nie idzie o społeczną pożyteczność i filozoficzną treść liberalnych idei, lecz o ich narastającą inflację i związane z tym tanienie wolnościowych emocji. To zaś nigdy nie przydaje pożytku. Continue reading

TRÓJKĄT BERLIŃSKI. CZY GROZI NAM „GROSS DEUTCHLAND” I ”WIELIKA ROSSIJA?”

Tym razem, to tekst „szybki”, napisany pod wrażeniem niedzielnego spotkania „Trojki” z Ukrainą w Berlinie. Mogę się więc mylić. A może jednak się nie mylę i przewidywania się sprawdzą?

             Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że także i współczesne kraje, nawet te najnowocześniejsze, ulegają presji swojej własnej społecznej matrycy. Politycy, których głównym przesłaniem jest chęć dalszego utrzymywania się przy władzy, muszą zawsze brać pod uwagę nie tylko bieżące społeczne nastroje, ale również i siłę drzemiącej pod nimi trwałej matrycy często nieuświadamianych odruchów i poglądów. Zauważył to rosyjski historyk, jednak – nie znając jeszcze wtedy dzisiejszego stanu rzeczy – odniósł tę zasadę do Rosji z I połowy XIX wieku. „Powstanie, które wybuchło w Królestwie Polskim w styczniu 1861 roku” – pisał Michaił Heller – „zjednoczyło społeczeństwo rosyjskie wokół władzy. Aleksander Hercen, który wystąpił w obronie Polaków i podchwycił ich hasło ‘Za waszą wolność i naszą’, stracił natychmiast wpływy w Rosji”. Dzisiaj, sytuacja jest niemal identyczna, tyle, że dotyczy Ukrainy. Kto ośmieli się przyznać jakiekolwiek racje stronie przez nich atakowanej, natychmiast traci szacunek Rosjan. Bo i do tego właśnie sprowadza się rosyjska matryca kulturowa. Wyjątkowo prosta, by nie powiedzieć – prostacka. W tej interpretacji obrazu świata, nie istnieją żadne racje obiektywne, są tylko racje rosyjskie. Wniosek? Nikt nie ma prawa do własnych racji, jeśli stają w sprzeczności z racją rosyjską. Dla Polaków, żyjących w cieniu rosyjskiego giganta przez ostatnie trzy stulecia, to żadna nowina. Jednak pojawiająca się w zachodniej części Europy tendencja, do przyznawania rosyjskim racjom statusu wyjątkowości, które stają ponad racjami innych narodów, powinna włączyć w naszej świadomości dzwonek alarmowy. Alarm dotyczy nie tylko naszego własnego bezpieczeństwa, ale również, a może przede wszystkim, przyszłości samej Unii Europejskiej. Zbyt długo, bo całe pokolenie, znajdowaliśmy się w błogim przekonaniu, że oto wszystkie „złe moce” są już uśpione na stałe i że cywilizowany świat jest wolny od pokusy uznawania gwałtu za normę międzynarodowych wydarzeń, a sama Unia jest trwałą i niezniszczalną siłą.

Continue reading