CZY LECI Z NAMI PILOT? CZYLI DODA ELEKTRODA, SĄD REJONOWY, SMOLEŃSK I PAN ZASTĘPÓW.

Wydarzenia ostatniego roku udowodniły, że stale używane w mediach pojęcia typu: „kraj”, „społeczeństwo”, „naród”, czy „patriotyzm”, to czcza ułuda, wymysł rozwichrzonych głów i pięknoduchów, nie mająca żadnego znaczenia dla naszej codzienności. Media używają tych słów w nadmiarze i w sposób sugerujący, że owe twory wyobraźni są nie tylko czymś obiektywnym, ale że da się nimi racjonalnie sterować, nadawać ton – że ludzi można pogrupować na społecznie, czy też narodowo, lepszych albo gorszych, bardziej lub mniej „państwowych”, albo też „europejskich”. Kiedy zderzamy się z konkretami, przeżywamy zdumienie. Raport Komisji Millera doprowadził do ostatecznego wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej katastrofy. Redaktorzy natychmiast je wypunktowali, odnosząc swoje rozumienie przyczyn wydarzenia do każdego niemal miejsca ponad trzystustronicowego raportu. Rzecz tymczasem można sprowadzić do jednego: na wysokości 400 metrów ponad poziomem lotniska, samolot, w którym znajdowało się pół polskiego państwa, leciał już bez pilota. Trzej członkowie załogi nie mieli w ogóle ważnych licencji, a jej szef nie posiadał uprawnień do zejścia poniżej 400 metrów przy tego rodzaju warunkach pogodowych. Jeśli więc wnioskiem miałaby być tylko niekompetencja tocząca 36 pułk lotnictwa wojskowego, byłoby to niesprawiedliwe i niepraktyczne. To niekompetencja całego państwa legła u przyczyn wypadku. Z tyłu, za kabiną pilotów, siedziała elita polityczna, to państwo rzekomo organizująca. Okazało się, że owszem, samo organizowanie jest wciągające, ale kogo interesuje, jak to potem naprawdę funkcjonuje? W katastrofie smoleńskiej polskie państwo samodzielnie i bez ponaglania z zewnątrz zjadło własny ogon. Continue reading

Smoleńsk „est verbum Dei”

Smoleńsk traumą! Smoleńsk dramatem narodowym! Smoleńsk strzałem w tył głowy! MAK – to wielogłowy potwór! Wypadek istotnie straszny, ale odczuwany w sposób typowy dla Polaków, nakazujący zachowywać się tak, by podobało się innym. Nie ważne jak ma się sama sprawa, ważne jak my wobec niej wyglądamy! Myśli własne i prawdziwe opinie chowamy tylko dla siebie i rychło o nich zapominamy. Media podobnie, dopiero po miesiącach udawanego przejęcia ujawniają głos rozsądku. A to, że nie powinni się kłócić; że źle, że były naciski; że rosyjscy kontrolerzy lotów też winni, ale może jednak mniej, bo przecież tylko nie zapobiegli. Tak, jakby mogli przewidzieć, że przyleci do nich autobus dowodzony przez wesołków, którzy nie zamierzają zatrzymywać się na żadnym przystanku!
Z polskiej perspektywy świata nie jest dobrze widoczny, zasłaniany przez te łany zboża otoczone tysiącami M3. Gdy się ostrożnie wychylimy wyżej, to i dostrzeżemy zagranicę: Wilno, Mińsk, Kijów, wreszcie, uff… Moskwę. Dalej, wiadomo, nie ma nic, tylko Ural jakiś. Ameryka daleko i zawiodła, bronić nie chce. Chiny gdzieś za górami, w Indiach gorąco, w Tunezji się tłuką, ale to tylko Afryka! Continue reading