O…FE! CZYLI JAK ZMARNOWAĆ LUDZKIE PIENIĄDZE

Mój amerykański szwagier zwierzył mi się kiedyś, ile to pieniędzy stracił w tamtejszych otwartych funduszach emerytalnych. Już myślał, że jest bogaty, bo zgromadził ponad 60 tysięcy dolarów. Przyszło jednak giełdowe załamanie i dostał z tego zaledwie czwartą część. „Z czego szwagier będzie żył na starość?” – spytałem ze współczuciem. „Z emerytury powszechnej, to jakieś półtora tysiąca dolarów miesięcznie”- odrzekł spokojnie. „To jak to? W tym superrynkowym kraju nie jesteście zdani na siebie?”. Wtedy wyjaśnił mi, że w USA istnieje państwowa, potężna instytucja socjalna ubezpieczeń społecznych – Social Security, w ramach której wystarczy mieć dziesięcioletni (!) okres składkowy, by uzyskać prawo do emerytury. Fundusze emerytalne, to tylko dobrowolny dodatek do systemu. Obama rozszerzył przy tym uprawnienia powszechnego ubezpieczenia również na tych, którzy z jakichś powodów nie pracują i od niedawna i oni są objęci systemem ubezpieczeń społecznych. W tym wzorcowo liberalnym kraju, nikt dzisiaj nie jest pozostawiony na starość samemu sobie. Jest faktem, że wielkie koncerny finansowe walczyły jak lwy, by zastąpić Social Security prywatnymi funduszami emerytalnymi, ale Amerykanie powiedzieli „nie!”, uznając, że to bardzo niepewny proceder. Koncerny przeniosły więc swą aktywność zagranicę – do krajów, w których demokracja jest na tyle świeża, że ludzie jeszcze nie rozumieją mechanizmu „rynkowego” rozkładu korzyści. Tam, na przykład w Europie Wschodniej, wystarczy tylko przekupić kogo trzeba, żeby interes stał się obowiązującym prawem. Zrobić go, na przykład prezesem banku, jego głównym ekonomistą lub sponsorować wicepremierostwo. Zastanawia mnie, kogo koncerny skorumpowały w Polsce, skoro system OFE nie tylko został wdrożony, ale stał się zarówno „rynkowy”, jak i obowiązkowy, zastępując inne zabezpieczenia socjalne i prowadząc przyszłych emerytów na ścieżkę egzystencjalnego strachu. Domyślam się tego, ale nazwisk nie wymienię, bo działa u nas równie „rynkowe” prawo, które nie pozwala analizować motywacji ludzi, którzy umieją skutecznie je ukryć pod przykrywką opinii „uznanego autorytetu”. Zastanawiające jest tylko to, że wątpić w OFE w Polsce nie było dotąd można wcale. Było to tak niepoprawne, że żaden „niezależny dziennikarz” nie ośmieliłby się takiej szalonej myśli opublikować. Odkrywający prawdę o OFE program z prof. Leokadią Oręziak, TVN emitował dopiero kilka dni temu i to w porze nocnej (23.20-0.15), czyli w czasie znikomej oglądalności.
Otwarte Fundusze Emerytalne, największy przebój solidarnościowych rządów, zostaną w końcu albo zamknięte, albo też jeszcze bardziej otwarte, ale otwarte tak bardzo, że będzie się można z nich wypisać i przepisać do ZUS. Znikną wtedy z gospodarczej mapy kraju jako liczące się podmioty gospodarcze, ale co wzięły, to wzięły i nikt im już tego nie odbierze. Jest przecież u nas i prawo i sprawiedliwość…
Co stanie się z funduszami, których miliardami obracają jacyś zupełnie bezimienni ludzie i robią to rzekomo w interesie emerytalnych składkowiczów? Dla OFE to żaden problem. Piętnaście lat obfitych prowizji otrzymywanych przez wielkie korporacje od państwa i jego emerytów za przysłowiowe „frico”, to wystarczający kapitał, by obalić niejeden rząd. A obalą z całą pewnością, bo otrzymały we władanie niemal połowę aktywów ZUS-u, który od dawna już z tego powodu robi bokami. Ale przecież przyszłość rządu, to rządu sprawa, nie OFE. One są „tylko” podmiotami rynkowymi, a rynek rzecz święta. Tymczasem OFE okazały się pułapką dla przyszłych emerytów, oferując im kontrakt sprowadzający się do obietnicy zamiany ich pieniędzy na puste nadzieje, że oto OFE będą w ich imieniu inwestować na giełdach i robić z nich bogaczy. Pamiętam reklamę pokazującą przyszłość szczęśliwych emerytów grzejących starość na Wyspach Kanaryjskich. Tymczasem OFE istotnie inwestują, ale zyski gwarantują sobie samym, emerytom już nie. OFE przecież biorą prowizję niezależnie od tego, czy inwestują z sukcesem, czy ze stratą. Jedno i drugie generuje koszty, które mają prawo sobie potrącić z emeryckich składek. Zaiste, ktoś to dobrze wymyślił. I tak, miliony przyszłych emerytów stanęły przed perspektywą głodowej starości tylko dlatego, że zawierzyły swoje składki „siłom rynkowym”. Rzecz w tym, że rynek – a wiedzą o tym wszyscy rynkowi ekonomiści – jest jak dziki staw i pływają w nim zarówno płotki jak i szczupaki. Te ostatnie również gwarantują płotkom dożywocie…
Profesor Leokadia Oręziak ze Szkoły Głównej Handlowej, wybitny znawca zagadnienia, w nocnym telewizyjnym programie wyraziła się jednoznacznie, co do przyszłości emerytur klientów OFE: „ta bańka musi pęknąć i pęknie prędzej czy później, i raczej prędzej niż później!”. Przyszłym emerytom z tej bańki na pewno należeć się będzie powietrze. Szkoda tylko, że program emitowano o północy, kiedy oglądalność jest nikła. Probierzem uczciwości mediów będzie, czy zostanie powtórzony w lepszej porze.
Perspektywa załamania się polskiego „rynkowego systemu emerytalnego” jest już dzisiaj pewna. Dowiódł tego zarówno zupełny krach OFE chilijskiego, jak i likwidacja podobnego systemu na Węgrzech. Polska zajmuje mało zaszczytne miejsce ostatniego bodaj głupca w regionie utrzymującego tego rodzaju system. Pewnym usprawiedliwieniem było to, że ówczesny rząd sprzed piętnastu lat, tak gorączkowo poszukiwał kredytów na sfinansowanie długów PRL-u, że był mało odporny na naciski ze strony Banku Światowego i USAID, organizacji kluczowych dla decyzji o ich umorzeniu. Nie zmieniło to jednak sytuacji w „stawie”. To te organizacje były szczupakami operacji, a Balcerowicz i Jankowiak tylko pozbawionymi sieci rybakami, tyle, że zupełnie nie zainteresowanymi interesem płotek. Można by jakoś tych ostatnich tłumaczyć argumentem zbyt słabej pozycji osobistej, by skutecznie bronić interesów przyszłych emerytów kosztem mołojeckiej sławy, jaką uzyskali za „ratowanie polskiej gospodarki”. Czyim kosztem i na jak długo, skoro wiemy dzisiaj ponad wszelką wątpliwość, że OFE, to najpierw międzynarodowy przekręt, dopiero później „system emerytalny”? Poza tym, jakimś dziwnym trafem, najgorętsi zwolennicy OFE nie mają żadnych problemów emerytalnych.
Losy OFE skłaniają do refleksji, że nasz kraj nie może odgrywać istotnej roli w polityce europejskiej, skoro nawet decyzje dotyczące najważniejszych spraw dotyczących jego ludności nie są podejmowane racjonalnie, lecz naskutek jakiegoś rodzaju korupcji. Ktoś powie, że ciągłe mówienie o korupcji, to jakaś polska obsesja. Będzie trochę miał rację, bo i nie dostrzegamy jej tak wyraźnie dokoła nas, jeśli sami w niej uczestniczymy. Z chwilą, gdy i nam coś kapnie zaraz stajemy się państwowotwórczy i bogojczyźniani. Ale z OFE, to naprawdę coś innego. Istnieją od kilkunastu lat, ich mechanizm nie jest ani nowością, ani zaskoczeniem. Więc konia z rzędem temu, kto wyjaśni, z jakiego to powodu dopiero teraz media i politycy (zwolna!) zaczynają dostrzegać problem. Zaczęło się od interesującego wywodu prof. Leokadii Oręziak, ale od razu nasunęło mi się pytania o to, dlaczego to w sprawie dotykającej praktycznie wszystkich obywateli mówi się tylko półgębkiem i to w okolicy północy, kiedy oglądalność telewizji jest nikła? Dwa dni później głos zabrał premier Tusk, ale też po to tylko, by zauważyć, że jeśli ludzie myślą, że ich pieniądze złożone w OFE są rzeczywiście ich własnością, to się głęboko mylą. Dlaczego dopiero teraz to zauważył i z jakiego powodu tematu nie rozwinął? A może ma to jakiś związek z rzekomą perspektywą objęcia przez niego stanowiska szefa Komisji Europejskiej? Może jakieś ważne lobby chciało tym sposobem zamknąć mu usta? Musi to być lobby bardzo potężne, skoro przez piętnaście lat bezkarnego ssania naszych pieniędzy za przysłowiową „darmochę”, nie tylko żadne medium nie podjęło tematu, ale więcej – ktokolwiek by chciał coś w sprawie OFE zakwestionować, natychmiast obejmowany był medialną czarną listą. A może widoczna dzisiaj nagonka na Tuska, to właśnie efekt jakiejś jego niegrzeczności w tej sprawie? Może dla przedłużenia emerytalnego Eldorado (nie dla przyszłych emerytów przecież), to potężne lobby zamierza sytuację w kraju tak zdestabilizować, by nikt już nie miał tyle władzy, żeby profity wyhamować? Kto wie? Przecież w naszej demokracji, każdy człowiek może strzelać gdzie chce, tyle, że nie on te kule nosi. Od tego są już inni, lepsi i dostojniejsi…


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *