ZAKLINANIE TERAŹNIEJSZOŚCI, CZYLI TĘSKNOTA DO PRZYSZŁOŚCI

Naga Prawda            Odczułem potrzebę zajęcia się pojęciem czasu, bo to już chyba czas najwyższy. Człowiek, dopóki młody nie zwraca nań uwagi, w wieku średnim przeżywa drugą młodość, więc zbliżającą się starością jest tak zaskoczony, że wchodzi we własny schyłek zupełnie nieprzygotowany. Wtedy wpada w rozpacz lub w filozofię. Ten drugi rodzaj duszy jest znacznie bardziej interesujący i sympatyczny niż pierwszy. Rozpoczniemy więc od pewnych uogólnień z zamiarem wykazania, że te, czy inne, pojedyńcze wydarzenia nie dzieją się jako zupełnie wyizolowane incydenty, lecz są częścią znacznie szerszych procesów, których to my jesteśmy tylko elementem, nie zaś na odwrót. Użyte w tytule sformułowanie „tęsknota do przyszłości” zamiast „za przyszłością”, to celowy lapsus. Internetowy słownik pośród określeń „tęsknota za” wymienia „tęsknotę za ojczyzną” lub też „tęsknotę za matką”, co sugeruje żal po czegoś utracie. Określenie „tęsknota do” może być kojarzona z czymś przyjemnym – „tęskotą do ukochanej”, „do dzieciństwa” lub też „tęsknotą do raju”. Łącznik „za” nasuwa na myśl smutek, natomiast słówko „do” nadaje znaczenie nieco inne, czegoś temu żalowi przeciwnemu i bliskiemu wrażenia oczekiwanej przyjemności. W tym rozumieniu, określenie „tęsknota za przyszłością” byłoby czymś dziwacznym, ponieważ przyszłości utracić nie można, skoro nie tylko jej nie znamy, ale też jej jeszcze nie ma. Właśnie! Czy przyszłość tak naprawdę istnieje (przynajmniej w naszej wyobraźni), czy też nie ma jej wcale i nie jest nam w niczym zobowiązana?  

            Człowiek jest ze swej natury istotą niecierpliwą. Chciałby, aby jego oczekiwania i marzenia nie tylko się spełniały, ale też by stawało się to natychmiast. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że buduje pułapkę na siebie samego. Wydaje mu się, że podejmuje działania na rzecz spełnienia marzeń i jest nieodmiennie zaskoczony tym, że przyszłość, kiedy wreszcie przychodzi, ma inne oblicze niż to, którego oczekiwał. Kiedy na przykład wymieniam uwagi z kimś, kto ma zdecydowany pogląd na wyrażane przez polityczne strony konfliktów opinie, to w kwestii tego, kto ma w nich rację, zadaję zwykle podchwytliwe pytanie. Dotyczy ono naszego poglądu na bieg życia jako na swego rodzaju osobisty rodzaj czasu, który mamy w dyspozycji w tym w jednym i jedynym darowanym nam przez los życiu. „Gdzie byłeś, zanim się urodziłeś?” – pytam – albo też „co działoby się z twoim czasem, gdybyś się w ogóle nie narodził?” To wprawia jednak rozmówców w konsternację. No bo, właśnie, co by z nami było, gdybyśmy się wcale nie urodzili? Wiadomo, że po śmierci idziemy do piekła, raju lub czyścca, ale gdzie właściwie byliśmy przed narodzeniem? Pytania prowokują do zastanowienia się nad istotą biegu czasu, który zwykle traktujemy osobiście i uznajemy za część własnego życia, podczas gdy w istocie jest on czynikiem obiektywnym i od nas zupełnie niezależnym. Biegnie sobie sam, niezależnie od nas i naszych oczekiwań. Jeśli tak jest, to od czego sam zależy i co więcej – jaka jest właściwie nasza rola w jego przebiegu?

Teraźniejszość, to ta część linii czasu, która dotyczy wydarzeń, dziejących się aktualnie (w liniowej koncepcji czasu). W tym znaczeniu, teraźniejszość przeciwstawić można zarówno przeszłości jak i przyszłości. W filozofii istnieje podejście zwane prezentyzmem, według którego teraźniejszość jest jedynym z trzech wymienionych stanów (przeszłość, przyszłość, teraźniejszość), który istnieje naprawdę i tylko ona nie jest pojęciem umownym. Swoistym elementem jej miary jest kosmologiczna strzałka czasu określająca kierunek jego biegu od momentu Wielkiego Wybuchu – zawsze ku przyszłości w ramach logiki nieustannego procesu rozszerzania się Wszechświata. Kosmologiczna strzałka czasu jest elementem koncepcji zwanej realistyczną. Wszystkie inne, w sposób bezpośredni lub pośredni są od niej uzależnione, jako że wszyscy i wszystko stanowi część jednego Wszechświata. Zjawisko jest obrazowane za pomocą rysynku linii prostej w formie strzałki..

Strzalka czasuStrzałka wskazuje na ewolucję zjawiska nazywanego entropią, określającego przebieg samoczynnych (spontanicznych) procesów, które z punktu widzenia naszego rozumowania możemy nazwać dziejowymi. Każdy układ, także i układ społeczny polega na tym, że – zależnie od jego umiejscowienia na linii strzałki i ogólnych okoliczności – elementy układu znajdują się w różnym stanie uporządkowania, zaczynając od porządku zerowego (pełnego nieuporządkowania, entropia ma wtedy wartość 0) i dążąc do pełnej stabilności elementów (maksymalny poziom entropii).  Entropia jest swoistą miarą stopnia uporządkowania układu, na który z całą pewnością ludzie nie mają wpływu. Pytanie, jakie się rodzi, to nie tylko to, na ile można te pojęcia zastosować do zmieniających się stosunków społecznych i politycznych, ale też jaka jest istota samoczynności tych tendencji do samoporządkowania się układu, lub jego bezładnego rozpraszania? Zrozumienie tego zagadnienia pomogłoby pojąć istotę dziejących się wokół nas wydarzeń, zmuszając do zaniechania myślenia „homocentrycznego”, kiedy centralnym punktem odniesienia staje się jednostka ludzka. Osoby nie pojmujące mechanizmów społecznej entropii są skłonne wydarzenia postrzegać jako izolowane fakty, które można ocenić, do nich się odnieść, w nich uczestniczyć, starać się je pogłębić lub odmienić. Zrozumienie istoty zagadnienia pozwala jednak na obserwację wydarzeń niejako od zewnątrz, z pewnego oddalenia, lecz jako ogniw dłuższego łańcucha.

            Na pierwszy rzut oka rzecz jest prosta. Oto przeszłość przekształca się w teraźniejszość, a ta w przyszłość. Tyle, że na pytanie, kiedy właściwie kończy się ta pierwsza a kiedy zaczyna przyszłość nie tylko nie potrafimy odpowiedzieć, ale zrobić tego nie możemy, ponieważ tak zadane pytanie jest pozbawione treści. Wszystkie trzy elementy biegu czasu nie tylko że się od siebie różnią, to w swej istocie są odbiciem zupełnie innego stanu o równie głębokiej odmienności treści. Nie mamy wątpliwości co do tego, że teraźniejszość jest. Istnieje oto wokół nas i mamy ją wszędzie za oknem. Tyle, że pytanie o to, czy drzewo, które z niego widzimy dzisiaj jest tym samym, które widzieliśmy wczoraj i zobaczymy jutro? Każdy powie; oczywiście! Toż to zupełnie to samo drzewo! Tyle, że z punktu widzenia logiki biegu czasu, to wczoraj oboje – drzewo i obserwator znajdowali się w przeszłości, ale dzisiaj – są w teraźniejszości. Jaka to różnica? Taka oto, że dzisiaj drzewo można dotknąć, ale nie można tego zrobić w stosunku do drzewa wczorajszego. Jeśli się tego nie zrobiło w przeszłości, już się tego wstecz uczynić nie da. Inaczej jest z przyszłością. Dzisiejsze moje drzewa dotykanie nie ma żadnego znaczenia dla przyszłości, ponieważ nie wiadomo, czy drzewo będzie jeszcze istniało i – co więcej – czy ja sam jeszcze będę istniał. Poza tym, wtedy, kiedy zapragnę czynność powtórzyć jutro, będzie to już teraźniejszość, za to kolejny przyszły dzień jutrzejszy przesunie się na pojutrze. Tymczasem, każda z dzisiejszych czynności może mieć jakieś następstwa w przyszłości, a i moje czyny mogą wynikać ze zdarzeń w przeszłości, które już dzisiaj nie istnieją. Trwają jednak ich skutki, skoro dzisiaj biorę je pod uwagę i się do nich dostosowuję, więc także mogą trwać dłużej, stając się przyczyną wydarzeń w przyszłości o których dzisiaj nie mam pojęcia.

Strzalka Czasu 2            Omawiany fenomen można zilustrować wykresem nazywanym Przyczynową strzałką czasu, która pokazuje regułę, że to przyczyny poprzedzają efekty i że tkwią one zawsze w przeszłości, a dopiero potem następują ich skutki. Interpretując to nieco inaczej można powiedzieć, że stany początkowe są bardziej uporządkowane niż stany końcowe. Tyle, że istotą procesów dziejowych jest ciągłe przekształcanie się przeszłości w teraźniejszość, a tej w przyszłość i proces jako taki stale podlega swoistemu porządkowaniu.

Strzalka czasu 3            Wszystko to skłania do wniosku, że dla zrozumienia nawet samych tylko bieżących wydarzeń konieczne jest znalezienie się w pozycji obserwatora, nie zaś ich uczestnika. Z pozycji uczestnika nie ma się żadnej perspektywy, ponieważ z istoty swej pozycji w czasie staje się elementem jego biegu, a nie interpretatorem. To prowadzi do wniosku innego i nieco niepokojącego, że oto politycy, których rola polega właśnie na uczestnictwie w wydarzeniach, nie zaś na zewnętrznym obserwowaniu i wysnuwaniu ogólniejszych wniosków w obszarze tej polityki, zawsze nie mają do wydarzeń dystansu, więc zawsze się mylą, zawsze błądzą, nie rozumiejąc nawet prawdziwych skutków własnych poczynań.

Zamieszczony niżej rysunek pokazuje mechanizm biegu czasu oraz naszego w nim uczestniczenia. Czas jest przedstawiony jako środkowa linia prosta biegnąca w dół i w górę –ku przeszłości i przyszłości. Dwa podobne stożki – u góry i u dołu – wskazują na rodzaj jego biegu zanikający w relacji do przeszłości i rosnący w stosunku do przyszłości. Zarówno uczestnicy wydarzeń, jak i ich obserwatorzy znajdują się na cienkiej płaszczyźnie określanej jako hiperprzestrzeń teraźniejszości. To właśnie my sami oraz nasze życie. Uczestniczymy w nim o tyle, o ile istniejemy. Jeśli nas w przeszłości nie było, nasz niebyt nie ma odbicia w żadnej z wymienionych przestrzeni.

Wiemy, że nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości. Jest nie tylko tajemnicza, ale też rządzi się prawami, których nie rozpoznaliśmy. Dzisiaj, przy coraz szybszym tempie wydarzeń, jej horyzont stale się skraca, ale liczący na sukcesy politycy z zadziwiającym uporem popełniają wciąż te same błędy. Zastanawia, że nie trzymają się ich żadne nauki z przeszłości. Ludziom wiedzy jest od dawna wiadomo, że plany, które z początku rokują perspektywę sukcesów, nawet jeśli są realizowane, to można zawsze spodziewać się niespodzianki potrafiącej zniweczyć wszystkie zamierzenia. Oto Ukraina, w swojej drodze do stowarzyszenia z Unią Europejską była już niemal pewna otwartych dla niej unijnych ramion i nagle natrafiła na niespodziewaną przeszkodę. W referendum, znaczna większość Holendrów opowiedziała się przeciwko dalszemu rozszerzaniu Wspólnoty i przeciwko jej przyjmowaniu w krąg stowarzyszonych krajów.

Stozek czasoprzestrzeni            Wiele wskazuje na to, że rządząca dzisiaj w Polsce partia spodziewała się wyborczego zwycięstwa i była na nie programowo przygotowana. Z wyborczej ostrożności skrywała jednak ten rodzaj sztandarowych projektów, które nie tylko wyraźnie odróżniały ją od poprzedniej władzy, ale tworzyć mogły wrażenie działań zakrojonych na skalę politycznej epoki. Wyborcy jednak, to uczestnicy wydarzeń teraźniejszości, spoglądają więc na otoczenie z niezwykle krótkiego dystansu i nie są w stanie ocenić projektów dotyczących dłuższej perspektywy. Cenią więc bardziej hasła, niż rozbudowane programy. Czy nie rozumiejąc ich istoty oraz dalszych konsekwencji są naprawdę uczestnikami wydarzeń, czy tylko ich biernym elementem? O ile jeszcze program „500 Plus” można było oceniać w kategoriach osobistych (łatwe pieniądze dla wielu), o tyle pojawiające się oznaki tego, że przygotowany był także drugi program – „Mieszkanie Plus”,  sprowadzający się do tworzenia systemu taniego budownictwa mieszkaniowego, to jednak pewne zaskoczenie. Jest bowiem sprzeczny z powszechną oceną świata polityki, że jego istotą jest brak kompetencji, nie zaś profesjonalna fachowość. Tymczasem idea „Mieszkanie Plus” jest do pewnego stopnia odkrywcza. Opiera się na konieczności głębokiej zmiany sposobu obrotu ziemię rolną, tak, by rząd mógł dysponować w obfitości tanimi gruntami budowlanymi. Planowana wcześniej liberalizacja oraz zwolnienie firm zagranicznych z rygorów obrotu w strefie działalności rolniczej miałaby wpływ na cenowy boom nieruchomościowy oraz powstanie jednolitego, ale też i w pełni komercyjnego rynku w tej przestrzeni. Oznaczałoby to jednak wzmocnienie dotychczasowego trendu, który sprowadzał się do tego, że na nowe dobrze wyposażone mieszkanie stać byłoby tylko ludzi będących już wystarczająco zamożnymi, pomijając rzesze uboższych. Tego rodzaju efekt jest widoczny już dzisiaj: wielu ludzi mieszka w bardzo złych warunkach socjalnych, jest jednak również spora ich grupa lokująca oszczędności w kolejnych nieruchomościach przeznaczanych tylko na wynajem i posiadająca dwa lub więcej mieszkania. Inni natomiast nie mają żadnego. Prawo i Sprawiedliwość opiera się na elektoracie mającym korzenie w tej drugiej grupie ludzi. Dlatego program „Mieszkanie Plus” kieruje ostrze przeciwko spekulacyjnemu obrotowi ziemią, pragnąc zastąpić go obrotem kontrolowanym przez państwo i prowadzącym do potanienia ceny gruntów oraz dopuszczającym do systemu ludzi mniej zamożnych i dzisiaj z niego wykluczonych. W istocie rzeczy, program był dobrze pomyślany. Grunty z zasobów skarbu państwa ulegną komasacji, a jako tereny rolne i znajdujące się w ręku jednego tylko właściciela wejdą na rynek pod całkowitą kontrolą i państwa – co ważniejsze – z kontrolowanymi przez nie cenami. Może to prowadzić do znacznego potanienie kosztów budowy domów oraz stopniowego rozwiązywania głodu mieszkaniowego wśród mniej zamożnej części ludności i to bez wielkich inwestycji obciążających budżet państwa. Przyznaję, że pomysł znakomity, tyle, że – jak zawsze w naszym kraju – wszystko może się zdarzyć w czasie jego realizacji i doskonały w zamierzeniu program może przekształcić się we własne przeciwieństwo z powodu siły zainstalowanej w rodzimej tradycji korupcji oraz innych elementów bezwładności systemu. Ale, nie kraczmy przed czasem.

            Gdyby w mediach dominowały tylko te dwa wydarzenia, społeczna ocena rządzących byłaby wyjątkowo dobra i znacznie lepsza niż opinia o wcześniejszych rządach, niezależnie od politycznej opcji oceniających. W zanadrzu zresztą krył się zamysł trzeci, co prawda mniej dla gospodarki kluczowy, za to doskonały do medialnego wykorzystania. Pomimo nierozstrzygniętej dyskusji co do opłacalności budowy kanału przez mierzeję łączącego Zalew Wiślany z Bałtykiem, ostatnie informacje mówią, że projekt ulegnie przyspieszeniu i przekop będzie gotowy już w roku 2019, a więc za trzy lata. Władze są tak zdeterminowane, że ma on powstać nawet wtedy, gdyby miał nie otrzymać unijnego wsparcia. Rządowi zwolennicy kanału nie ukrywają, że jest to przedsięwzięcie polityczne, które miałoby jak klamrą spiąć dwie wcześniej ujawnione inicjatywy w postaci programów „500 Plus” i „Mieszkanie Plus”. Będzie to również miało wymiar międzynarodowy, ponieważ uniezależni żeglugę na Zalewie od Cieśniny Pilawskiej całkowicie spławnej i łączącej go z Bałtykiem, jednak znajdującej się całkowicie w rękach Rosjan.

Mierzeja Wislana            Jednak niespodziewanie, natrafiono na przeszkody w planie gładkiej realizacji tych politycznie ważnych zamierzeń, mających w swych zamiarach stać się materiałem utrwalającym władzę nowej ekipy rządowej i na długo ustalić jej pozytywny obraz. Jak to zwykle w dziejach bywa, pojawiły się oto niespodziewanie nowe elementy, dotąd nieprzewidziane, które zamiast poprawić rządowy image znacznie go pogorszyły. Najpierw, była to kwestia Trybunału Konstytucyjnego.  Pomysł na „500 Plus”, „Mieszkanie Plus”, czy też realizacja projektu drogi wodnej przez Mierzeję Wiślaną pomyślano tak, aby przekształcić je w siłę napędową całej czteroletniej kadencji i w medialny sukces. Przyszłość przyniosła jednak zaskoczenie i spowodowała zanikanie oczekiwanego wrażenia. Planujący z reguły nie biorą pod uwagę wydarzeń niespodzianych, albowiem wtedy, gdy planują swoje, tamtych nie znają. Słabość planowania jako takiego do tego zresztą się sprowadza, ponieważ musi ono opierać się na wiedzy dziś posiadanej i ekstrapolowanej w przyszłość. Tyle, że ekstrapolacja z samej natury jest czynnością sztuczną, nie tworzy nowej rzeczywistości, lecz tylko przygotowuje pod nią grunt. Co ważniejsze, nowe wydarzenia zmieniają warunki realizacji planów. Program „500 Plus” był zapowiadany w czasie wyborów i traktowany przez wyborców z pewnym niedowierzaniem. Kiedy więc stał się faktem, spotkał się z powszechnym uznaniem. Dalej jednak rzecz się skomplikowała. Programu „Mieszkania Plus” nie ogłoszono wcześniej zapewne z tej przyczyny, że nie było jeszcze racjonalnej odpowiedzi na pytanie jak to przeprowadzić fizycznie, czyli w terenie. Najpierw, potrzebna była ustawa o własności ziemi rolnej dająca własnościowy monopol państwowej Agencji Rynku Rolnego. Sam pomysł był znakomity, ponieważ rzeczywiście otwierał możliwość znacznego potanienia budownictwa mieszkaniowego i otwarcia możliwości lepszego bytu dla mniej zamożnych Polaków. Tyle, że budował go ktoś nie rozumiejący mentalności rolników, którzy zostali przy okazji objęci bardzo dolegliwymi ograniczeniami posiadania i obrotu ziemią. Oto nagle, ktoś, kto był przekonany, że posiada nieruchomość znacznej wartości stanął przed widmem upadłości w następstwie daleko idących restrykcji w obrocie ziemią nie tylko tej z zasobów Agencji, ale też ziemi rolnej jako takiej. Wielu rolników, którzy zawsze głosowali na Prawo i Sprawiedliwość poczuło się teraz zagrożonych nie tylko w sferze własności ziemi, ale i niebezpieczeństwem utraty unijnych dopłat. Początkowy sukces rządzących zmienił się nagle w coś, czego konsekwencji niesposób dzisiaj przewidzieć.

Niespodziewanym „wypadkiem przy pracy” okazała się kwestia Trybunału Konstytucyjnego. Wiele wskazuje na to, że sprawa nie zajmowała miejsca w planach PiS-owskich strategów, lecz oto zbieg okoliczności sprawił, że pojawiła się nagła pokusa skorzystania z okazji. Działanie władz jawiło się początkowo jako łatwa gra do jednej bramki, teraz przekształciło się w wizualną katastrofę, tym bardziej spektakularną, że jej przyczyną okazał się zaledwie jeden człowiek, znienawidzony dzisiaj przez PiS sędzia Rzepliński. Perspektywa jest dla rzadzących ponura, ponieważ mają za mało siły by Trybunał rozgonić, a tych sił będzie coraz mniej w obliczu nawarstwiania się kolejnych jego rozstrzygnięć, z którymi rządzący nie bardzo wiedzą co robić. Są za słabi, żeby Trybunał zlikwidować, ale wystarczająco mocni, by go paraliżować. Równie negatywne echo przyniósł niemożliwy do przewidzenia zbieg okoliczności, że oto zaraz po odwołaniu dyrektorów najsławniejszych polskich stadnin koni arabskich, dwie cenne klacze tej samej właścicielki padają jedna po drugiej i to bez wyraźnej przyczyny. Hodowcy – multimilionerzy bez ogródek mówią o winie nowego kierownictwa (chociaż nie jest ona udowodniona), wysławiają kompetencje poprzedników i ogłaszają katastrofalne dla polskiego rynku koni arabskich decyzje o odebraniu zwierząt spod opieki polskich stadnin. To jeszcze jeden dowód na to, że przyszłość jest czynnikiem zupełnie samodzielnym, nie dającym się ujarzmić nawet najbardziej wytrawnym politycznym graczom. W obliczu jej potęgi i oni stają się na tyle bezradni, że nie pomaga już ”deska ratunkowa” zamierzona jako trzeci „hit propagandowy” w postaci decyzji o przyspieszeniu budowy kanału przez mierzeję. W ogólnym chaosie informacyjnym z pewnością nie odegra już zamierzonej propagandowej roli.

Alegoria glupoty            Czas rządzi wszystkim i nie ma od tego ucieczki. Ma do tego olbrzymią pojemność, a przekonanie polityków o tym, że są sami w stanie wypełnić go własnymi decyzjami jest nie tylko megalomańskie, ale w tej megalomanii śmieszne. Dobrze byłoby, aby wreszcie zrozumieli jego obiektywne znaczenie i nabrali więcej pokory wobec czasu, który rządzi nimi, a nie oni nim i która jest w gruncie rzeczy równoznaczna z mądrością. W kraju rządzonym mądrze, żyje się lepiej, niż w otoczeniu przypadkowej głupoty.


One thought on “ZAKLINANIE TERAŹNIEJSZOŚCI, CZYLI TĘSKNOTA DO PRZYSZŁOŚCI

  1. Panie profesor doczytałem do pańskiej definicji entropii i… entropia jaką ja znam jest czymś zupełnie przeciwnym. Jest miarą nieuporządkowania. Wszystko się rozpada. prędzej czy później. wszystko musi umrzeć. wszechświat też. termicznie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *