ASIA BIBI I JEJ ZBRODNIA WOBEC LUDZKOŚCI

Ostatni października 2018 roku zapisał się w pamięci najwierniejszych wyznawców islamu jako dzień klęski i rozpaczy. Oto pakistański sędzia Saqib Nisar po ośmiu latach przetrzymywania Asi Bibi w więziennej celi bez okien i bieżącej wody unieważnił wyrok sądu w Lahore skazujący ją na śmierć przez powieszenie. Jest chrześcijanką i matką czwórki dzieci. Za jaką skazał ją zbrodnię? Przez sądy niższej instacji została uznana winną najwyższej obrazy Kodeksu Karnego Pakistanu i skazana na śmierć przez powieszenie na podstawie jego artykułu 295 C, który mówi, że „ktokolwiek słowem, ustnie lub pisemnie, bądź przez działanie lub jakiekolwiek insynuacje, bezpośrednio bądź nie, sprofanuje święte imię Proroka Mahometa, będzie skazany na śmierć lub dożywotnie więzienie”. Asia Bibi nie wymieniła przy piciu wody ze wspólnej studni imienia Mahometa, ale za obrazę jego pamięci uznano to, że ze względu na panujący upał sięgnęła po nią jako chrześcijanka, ale inni uznali, że nie miała prawa naruszać monopolu muzułmanów. Było 14 czerwca 2009 roku gdy pracowała w polu z innymi kobietami przy zbiorach falsy. Pracujące z nią kobiety uznały, że woda ze studni stała się „nieczysta”, ponieważ napiła się z niej chrześcijanka. Ustaliły też, że aby teraz one same mogły się jej napić, Bibi musi przejść na islam pozwalając studni stać się w ten sposób znowu czystą. Skoro tego nie zrobiła, oznacza, że obraziła Proroka Mahometa niedokonaniem konwersji na islam, a dla ortodoksyjnych muzułmanów jest to równoznaczne z wyrokiem śmierci. W odpowiedzi Asia Bibi odrzekła, że: „Jezus Chrystus umarł za moje grzechy i za grzechy świata. A co zrobił Mahomet dla ludzi?”. To dolało oliwy do ognia. Po wypowiedzeniu tych słów została poturbowana. Uciekła z miejsca zdarzenia, lecz wkrótce została aresztowana, osadzona w więzieniu i skazana na śmierć przez dwie kolejne instancje sądowe. Wyrok uniewinniający zapadł dopiero w Sądzie Najwyższym po prawie dziesięciu latach postępowania i pobytu w więzieniu. Tyle, że nadal wyjść z więzienia nie może, tym razem w obawie o własne życie. Przebywający na wolności mąż wystąpił o azyl na Zachodzie dla całej rodziny. Pakistańskie społeczeństwo wydało jednak w jej sprawie wyrok i będąc przekonane o nieczystości wody dotkniętej przez chrześcijankę głośno domaga się ukarania jej śmiercią. Tyle, że władza tego państwa wie, że oznaczałoby to skandal w skali globalnej i uznanie Pakistanu za kraj niegodny współistnienia z innymi narodami. Tak czy owak, to niemal nie do wiary, że coś takiego dzieje się w pierwszej połowie XXI stulecia i do tego w kraju, który dysponuje bombą atomową. Nie wiadomo jeszcze, czy uda się bohaterce wydarzeń ujść z życiem i wyjechać z kraju. Jej zasługą stało się jednak to, że przykuła wyobraźnię ludzi Zachodu i zwróciła uwagę na wciąż istniejące groźne anachronizmy, do których Europejczycy pragnęli przywyknąć w uznaniu, że mają w gruncie rzeczy te same cechy jak inne. Ile jednak muzułmanek ginie w podobnych okolicznościach bez europejskich świadków? Tego nie wiemy wcale.

Zastanawiające, ale nikt z piewców jednakowości kultur i zwolenników uznania islamu za takie samo wyznanie jak wiele innych nie zabrał w tej sprawie głosu w sposób stanowczy. Dokonał tego dopiero Sąd Najwyższy Pakistanu narażając się przy tym na ataki ze strony zamachowców. Wcześniej zamordowani zostali dwaj funkcjonariusze rządowi, którzy stanęli w obronie obwinionej. To gubernator stanowy i minister d/s mniejszości. Są obawy, że podobny los czeka również sędziego, który wydał uniewinniający wyrok. Radykalna partia islamistyczna zagroziła protestami ulicznymi jeśli Bibi zostanie uwolniona lub zasądzona kara ulegnie zmniejszeniu. Wedle opinii jej aktywistów jedynym możliwym losem jaki może być jej udziałem w zamian za przestępstwo umycia chrześcijańskich rąk w muzułmańskiej wodzie jest śmierć przez powieszenie. Co tak oburza w tej kwestii pakistańskich muzułmanów, a także i islamistów w innych krajach, że nie podnoszą się tam głosy w jej obronie, a równocześnie w tajemniczych okolicznościach w saudyjskim konsulacie w Turcji ginie muzułmański dziennikarz z powodu wyrażania rzekomo zbyt liberalnych poglądów? Jego ciało zostaje poćwiartowane i prawdopodobnie rozpuszczone w kwasie. Czy więc islam jest w jakimkolwiek kontekście systemem zdolnym do poważnej kooperacji z innymi?

Trudno nie dziwić się temu, że zachodnioeuropejskie rządy, pomimo ceny jaką płacą mordowani przez islamistów chrześcijanie najwyraźniej nie zmierzają do zapoznania się z istotą islamu, która jest główną przyczyną całego zła. Zakładają w ramach swej politycznej poprawności, że to taka sama religia jak każda inna, bo każda ma przecież swoje ekstremizmy. Tymczasem, islam nie jest po prostu religią jakich wiele, lecz zorganizowanym sposobem życia ludzi, którego istotą jest samouwielbienie dla współwyznawców i wrogość a nawet nienawiść do każdej inności.

            Przykładów rozboju i gwałtów dokonywanych przez muzułmańskich mężczyzn jest aż nadto wiele. Świat zachodni słynie z tego, że potrafi z pomocą nauki wyjaśnić źródła wielu wydarzeń. Dlaczego jednak przestępcze incydenty dokonywane przez muzułmańskich radykałów są traktowane jako wyjątki, nie zaś jako objaw kulturowy i za pewnik przy tym uznaje się, że wraz z przemieszczeniem do kraju zachodniego wyznawca islamu sukcesywnie traci swą „muzułmańskość” i wtapia w kraj zamieszkania, jak każdy inny obywatel świata. Tymczasem, wszelkie dowody świadczą przeciwko temu przekonaniu. Europejczycy mają zrozumiałą skłonność do uznawania własnego systemu za najlepszy. Uważają więc – tyle, że bez przeprowadzania dowodu – że każdy imigrant, niezależnie od kraju pochodzenia, pragnie tego samego co oni, czyli możliwie szybkiego wtopienia się w otoczenie zachodniej kultury i obyczajów. Zakładają, że wystarczająca dla wchłonienia muzułmanów przez te kulturę jest – tak jak w przypadku innych imigrantów – deklaracja o tolerancji religijnej. Idzie o to, aby zarówno chrześcijanie wszystkich obrządków, Żydzi oraz muzułmanie mieli takie samo prawo do kultywowania wierzeń i obyczajów jedynie pod warunkiem uznania obywatelskich wartości Zachodu za swoje. Wyobrażają więc sobie, że nic nie stoi na przeszkodzie aby ortodoksyjny Żyd, czy muzułmanin stał się podobnym jak inni członkiem narodu wśród którego mieszka i żyje, a jednocześnie pozostać głęboko oddanym swojej religii. Na pozór wydaje się to logiczne skoro Unia Europejska otworzyła granice dla obywateli wszystkich krajów członkowskich i pełnym Europejczykiem może się dzisiaj czuć zarówno Szwed, jak i Grek, Polak czy Irlandczyk. Wielu wydaje się, że na podobnej zasadzie, do europejskości powinien poczuwać się także mieszkający tu na stałe obywatele chińskiego, arabskiego czy żydowskiego pochodzenia.

            Jedna rzecz uparcie nie jest jednak brana pod uwagę, że to, co dla Europejczyków jest oczywistością może być dla innych kultur czymś niezrozumiałym a nawet niegodnym akceptacji. Unikalność europejskiej tradycji polega na tym, że pozwala wyraźnie rozgraniczyć sferę religijności od życia świeckiego. Tyle, że takie zjawisko nie istnieje ani pośród muzułmanów, ani wśród religijnych Żydów. Badania dowiodły, że 65% muzułmanów zamieszkujących Europę wierzy, że prawo szariatu jest ważniejsze niż konstytucja kraju ich pobytu. Tyle, że logika szariatu jest odwrotna w stosunku europejskiego konstytucjonalizmu. W pierwszym zawsze ma rację prowadzący w meczecie modły imam, w drugim, rację ma społeczeństwo wyrażające ją w trakcie wyborów. W islamie wybory albo nie mają znaczenia, albo też nie istnieją. Z kolei, w kulturze chińskiej nie ma wyraźnej strefy religijnej, tyle, że jest to świeckość w chińskim wydaniu, czyli kierowana przez monopol politycznego centrum. Jednak to nie dalekowschodni Azjaci mają problem z adaptacją do życia w cywilizacji współczesności, lecz geograficznie bliscy nam muzułmanie. Prowadzi to do refleksji, że ich system jest tak głęboko pozbawiony autonomii i przestrzeni świeckości, że produkuje tylko twory jednolite, ze swej istoty zasklepione i wrogo nastawione do każdej inności. Islam jest pod tym względem zjawiskiem krańcowym. Nie ma w nim nie tylko miejsca na świeckość, ale i na żaden rodzaj samodzielnej oceny rzeczywistości. Muzułmanin nie ceni przysługującej obywatelowi indywidualności ani też jego prawa do samodzielnego tworzenia opinii o wydarzeniach. Dobry muzułmanin, to taki, który myśli i postępuje dokładnie tak, jak czynią to jego współplemieńcy stojący na ich czele imamowie i ani na jotę się od nich nie różni. Nie liczą się żadne osobiste względy, sympatie, przyjaźnie czy preferencje. Muzułmanin musi być lojalny tylko w stosunku do współwyznawców i to bez względu na własne poglądy, do których ujawniania nie ma zresztą prawa. Jego przeznaczeniem jest gotowość do poświęcenia wszystkiego na rzecz muzułmańskiej całości. Dla obserwatorów jawi się to jak mocno splątany i trudny do rozwikłania węzeł.

To wszystko jednak, to tylko pozór, który polega na tym, że ludzie Zachodu z samej istoty ich kultury przykładają własne matryce do innych, śledząc głównie podobieństwa. Bliskowschodnie podejście do rzeczywistości jest inne. Nie są tam istotne niczyje przekonania, ani własne, ani też innych ludzi, liczy się za to stałe dowodzenie o istnieniu nad wyraz głębokiej wspólnotowości. Związek z religią jest w gruncie rzeczy powierzchowny, najważniejsza staje się utrwalona tradycja wspólnych zasad społecznego współżycia.

            W ocenie postawy muzułmanów wobec innych nacji, a w szczególności ludzi Zachodu, można powołać się na ustalenia Centrum Studiów nad Politycznym Islamem. Oto najważniejsze konkluzje:

  • Nieprawdą jest teza, że Islam jest pokojową religią jak każda inna. Prawo szariatu opiera się na regionalnej polityce i wnika w system społeczny, samym obrzędom i zasadom wiary poświęcając niewiele uwagi. Wyliczono, że idei podporządkowania reszty świata poświęcone jest 5 razy więcej świętego tekstu Sury aniżeli kwestiom wiary, moralności czy obrzędów religijnych. Cichą zasadą jest, że w stosunku do niemuzułmanów, wiernych Allacha nie obowiązują żadne zasady przyzwoitości, nie obowiązuje też prawdomówność, ponieważ życie muzułmanina bez względu na wszystko nie jest podporządkowane poszukiwaniu obiektywnej prawdy, lecz dążeniu do unicestwienia innych kultur. Dla osiągnięcia tego celu dozwolony jest każdy postępek, a uznawana przez Zachód obiektywność zasad moralnych nie ma tu nic do reczy. Walce z niewiernymi poświęcona jest większość „świętych tekstów”. W trzech najważniejszych, to łącznie ponad 50%, a w samym Koranie aż 64% tekstu.
  • Prawo szariatu jest głęboko sprzeczne z prawem zachodnim i zasadami humanizmu. Nie przewiduje wolności słowa ani wyznania, równości kobiet i mężczyzn, niestosowności pedofilii, równości ras i prawa do posiadania własnych poglądów. Żadna uczciwa konstytucja ani cywilizowany system prawny nie są z nim do pogodzenia. Obowiązkiem muzułmanina jest bowiem walka o unicestwienie każdego rodzaju inności. Nieprawdą też jest, że jest to religia określająca obowiązki człowieka wobec Boga i wyrażanych przez Niego wartości. Ten system społeczny opiera się na wierze w jednego tylko człowieka – proroka Mahometa, a nie w Boga i temu pierwszemu, nie zaś Allachowi, poświęcona jest większość tekstów. Ważność stwierdzeń uzależniona jest przy tym nie od ich logiki czy jakiegoś rodzaju moralnej wartości, lecz od formalnej kolejności jaką zajmują w całym tekście. Późniejsze znoszą wcześniejsze, które mogły być mniej wojownicze i bardziej pokojowe. Oczywiste sprzeczności nie są w tym kontekście uważana za istotne.
  • W świecie islamu seks jest traktowany nie – jak to ma miejsce w tradycji europejskiej – jako coś wstydliwego, lecz jako prawo należne wszystkim mężczyznom by mogli swobodnie zaspokajać swoje potrzeby i fantazje pod warunkiem, że dzieje się to w domowym zaciszu. Muzułmanin nie musi „swojej” kobiety o nic prosić, nie musi jej kochać ani pragnąć sprawić przyjemność, czy chociażby nie sprawiać bólu. To wszystko nie ma znaczenia. Znaczenie mają tylko męskie potrzeby i wyobrażenia. Muzułmański seks, to nieco jak stosunek troglodyty z samicą zwierzęcia. Mężczyźni w tej przestrzeni – jeśli tylko rzecz dzieje się w domowym zaciszu – nie mają zakreślonych granic i mogą wszystko. Tu leży też przyczyna odwracania frontu muzułmańskiego domu do wewnętrznego podwórka, pozostawiając przechodniom z ulicy jedynie widok tylnej ślepej ściany z drewnianymi drzwiami wejściowymi. W domowym zaciszu dopuszczalna jest nawet pedofilia, bo dzieci mają się słuchać, nie zaś stawiać opór. Jedną z żon Mahometa była zaledwie 6-letnia Aisza, a on sam nigdy nie ukrywał, że miewał z nią stosunki seksualne. A to on przecież jest niepodważalnym wzorem do naśladowania, natomiast ten, kto wyznaje islam nie musi przejmować się żadnymi dla seksu granicami, łacznie z zaniechaniem pedofilii, byle rzecz miała miejsce w domowym zaciszu. Dla muzułmanina jest ona taką samą zachcianką jak inne.
  • Islam nawet nie tyle nawet dopuszcza, ile zaleca stosowanie siły wobec kobiet. „Kobietę oporną w łożu – powiada święta księga Koranu – bić należy!”. Bicie kobiety nieposłusznej mężczyźnie jest uznawane za jego święte prawo. Zaleca się tylko unikania łamania kości. Nie jest także tajemnicą powszechność znęcania się nad partnerką, na przykład popularność praktyki oblewania nieposłusznych kobiet kwasem, czy też zabójstwa „honorowe”, polegające nie na udowodnionej kobiecie winie, lecz tyllko poczuciu obrazy ze strony jej mężczyzny. Badania wskazują, że niemal 90 procent muzułmańskich mężczyzn uważa, że żona musi we wszystkim być poddana mężowi, a on sam ma prawo z nią robić, co tylko zechce. Nie istnieje też zasada równości kobiety i mężczyzny wobec islamskiego prawa.
  • Islam jest negatywnie nastawiony do każdej inności. Innowierców określa się słowem ‘kafir’. Oznacza ono nie tylko kogoś obcego, niewyznającego islamu, lecz też kogoś, czyją innością należy się brzydzić. Nie może on więc posiadać praw należnych muzułmaninowi przestrzegającemu koranicznego prawa. Słowo nie jest zresztą jednoznaczne z określeniem „niewierny” lub „innowierca”, które nie posiadają obraźliwego zabarwienia. ‘Kafir’ zdecydowanie takie ma. Jest obelżywe i w podtekście nienawistne, bo też i sam islam, to system pogardzający innością i wspierający każdy wobec niej rodzaj agresywności. Znamienna jest w tym względzie liczba wersetów Koranu poświęconych religijnej przemocy w stosunku do innowierców. Chrześcijański Nowy Testament nie ma ich wcale. W hebrajskiej Biblii naliczono ich 34, za to w świętych ksiegach islamu aż 328, czyli dziesięciokrotnie więcej.

          Przykładem bezduszności islamu jest barbarzyński obyczaj obrzezania kobiet polegający na wycięciu łechtaczki, powodujący okaleczenie i liczne zakażenia a nawet śmierć wielu dziewczynek. Kobieta nieobrzezana jest jednak w wielu społeczeństwach islamskich traktowana jako osoba nieczysta i uważana za kogoś, kto  nie może stać się osobą dorosłą. Ma trudności przy wyjściu za mąż i żyje niejako poza społeczeństwem. Pomimo międzynarodowej krytyki praktyki obrzezania kobiet wciąż dokonuje się go w świecie islamu na masową skalę. Szacuje się, że zostaje mu poddanych 2 miliony kobiet rocznie. Idzie w tym nie tylko o obrzydliwy obyczaj, lecz także o zgodność z opinią wyrażoną przez Mahometa, który miał powiedzieć, że „przysięga małżeńska, której jak najbardziej należy przestrzegać, to prawo męża do cieszenia się waginą żony”. Mahomet nauczał też, że kobieta to istota o wiele gorsza od mężczyzny. Islamskie teksty zawierają wiele fragmentów stwierdzających podrzędność kobiet. W muzułmańskich sądach opinia kobiety nie ma specjalnego znaczenia, a większość osadzonych w więzieniach trafia tam za… bycie ofiarą gwałtu. Gwałt nie jest bowiem dowodem przestępstwa wobec kobiety, lecz przede wszystkim obrazą jej męskiego „właściciela” – męża, brata, ojca, która jej śmierć wymazuje. Zgodnie z opinią Mahometa, jedyna wartość jaką kobieta wnosi do małżeństwa, to jej wagina i obowiązkowe dziewictwo. Ich pozbawienie ją dyskwalifikuje, niezależnie od tego przyczyny.

Podrzędna rola kobiet ma nie tylko tło erotyczne. Jest, co ważniejsze, również podstawą społecznej struktury islamu, jego stosunku do świata, a także źródłem skostnienia systemu i pojawienia się błędnego koła powodującego, że uwolnienie kobiet wydaje się w realnej perspektywie niemożliwe. Załamałoby to cały system „wartości” wyznawany przez muzułmańskich mężczyzn. Jak w tej sytuacji świat islamu zamierza się europeizować i przyjmować zachodnie rozwiązania techniczne i społeczne? i poczucie beznadziejności mogą być jednym z motywów ślepego Trudno się domyślić, ale sprawa wygląda beznadziejnie, a  ta sprzeczność terroryzmu.

Jak powiada jeden z hadisów (Bukhari 7,62, 121) „jeśli kobieta odmawia mężowi nocą seksu, przeklną ją aniołowie”. Natomiast mężczyzny nie wolno nawet pytać o to za co zbił żonę albowiem „wasze kobiety są dla was polem uprawnym. Przychodźcie więc na wasze pole, jak chcecie, i czyńcie pierwej coś dobrego dla samych siebie” (Koran 2:223). Koran zabrania też przyjaźni z „niewiernymi” a także asymilacji z nieislamskim otoczeniem. „Niech wierzący nie biorą sobie za przyjaciół niewiernych, z pominięciem wiernych! A kto tak uczyni, ten nie ma nic wspólnego z Bogiem, chyba że obawiacie się z ich strony jakiegoś niebezpieczeństwa” (Koran 3.28). Rezultat jest taki, że większość europejskich muzułmanów uznaje islamskie prawo nie tylko za ważniejsze od prawa kraju, w którym mieszkają, ale uprawniające do niepodporządkowania się jego przepisom. To wyjaśnia również mechanizm powstawania muzułmańskich enklaw rządzących się własnym prawem. Tego rodzaju opinie zawarte w świętych księgach nie tylko nie są tajemnicą, lecz są swobodnie dostępne w literaturze problemu. Dlaczego więc większość polityków zachodnich uznaje za fakt rzekome podobieństwo społecznych mechanizmów islamu z zachodnimi i wyraża przekonanie, że bezpieczne wchłonięcie muzułmanów przez społeczeństwa Zachodu, to właściwie tylko kwestia czasu?

Nieszczęściem islamu jest też i to, że będąc wygodnym dla milionów prymitywnych mężczyzn nie wnosi żadnych bodźców rozwojowych. Zaspokajając ich elementarne potrzeby pobudza raczej rozleniwienie i brak potrzeby konkurencji z innymi. Tworzy też przekonanie o własnej wyższości nad wszystkimi innymi systemami społecznymi. Prości muzułmanie odczuwający tego rodzaju bezkrytyczną wyższość ulegają irytacji z powodu stykania się z niesprawiedliwością i biedą, która ich dotyka. Najwyrażniej nie znają ludowego porzekadła, że „bez pracy nie ma kołaczy”, więc i korzyści oczekują niejako samoczynnie i to w co najmniej tym samym stopniu jak dostępują tego inne, bardziej rozwinięte społeczeństwa. Jeśli tego nie otrzymują, a otrzymać w tej sytuacji nie mogą, wpadają w rodzaj stłumionego systemowego gniewu. „Jeśli jestem częścią najlepszego systemu świata, a jednocześnie najbiedniejszego, oznacza to, że jestem okradany. Złodziejom należy się kara. Okrutna kara!”. Takie jest źródło izolacji muzułmanów w świecie zachodnim, a także prawdziwe źródło terroryzmu, który w gruncie rzeczy jest reakcją na nieistnienie w ich systemie indywidualnego prawa do myślenia. Gdy nie ma myślenia, pozostają tylko najbardziej prymitywne odruchy. I taka jest w gruncie rzeczy sama istota islamu. Rzecz w tym, że stała się udziałem niemal czwartej części ludzkości. Z problemu kulturowej nieporadności przekształciła się w masowy gniew o systemowym charakterze. To nie wróży światu dobrze.

          Tytułowy przykład Asi Bibi jest znamienny. Nie doznała nie tylko sprawiedliwości, ale nawet współczucia, a tylko powszechne oczekiwanie, by jako namacalny dowód przestępstwa zniknęła z powierzchni ziemi. Jej uniewinnienie przez pakistański Sąd Najwyższy też nie rozwiązuje problemu, ponieważ wciąż zawiera rodzaj uwięzienia przez jednocześnie wydany zakaz opuszczania kraju. W tej sytuacji rodzinny wniosek o azyl na Zachodzie staje w sprzeczności z wyrokiem. Co on więc miał udowodnić? Czy ma ona jakąś drogę ucieczki? Wydaje się, że szło o to, by dla Zachodu sprawa została zamknięta, ale w ramach islamu wciąż toczy się dalej. Ktoś zapyta, czy nie najważniejszy jest w sprawie człowiek, czyli sama Asia Bibi? Odpowiedź zależy od przynależności cywilizacyjnej. W świecie Zachodu rzecz jest oczywista. Uniewinnienie oznacza przywrócenie wszystkich praw obywatelskich z prawem do zmiany miejsca zamieszkania włącznie. W ramach prawa islamskiego nie to jest najważniejsze, skoro pojęcie praw obywatelskich tam nie występuje wcale. Asia została uniewinniona, ale pozbawiona prawa opuszczania kraju. Co to znaczy? Czy jest to tylko gest w stosunku do ortodoksyjnych Pakistańczyków, czy też wskazówka, że powiększyły się tylko granice jej więzienia? Reakcja społeczności zachodnich będzie również świadczyć o sile ich poglądów w tej przestrzeni. Tak, czy owak, odstawanie islamu od globalizującego się świata jest tak oczywiste, że aż groźne. Jaka jest w tej sytuacji jego przyszłość? Fukuyamowski „koniec historii”, czy huntingtonowe śmiertelne i ostateczne „zderzenie cywilizacji”? To się dopiero okaże…


4 thoughts on “ASIA BIBI I JEJ ZBRODNIA WOBEC LUDZKOŚCI

  1. Czy moglby pan udostepniac tlumaczenia swojego bloga w jezyku angielskim? Mysle, ze byłaby to ciekawa lektura dla anglojezycznego czytelnika.

  2. Aisza miała mieć dziewięć lat, nie sześć. Hadisy zalecają współżycie najwcześniej rok od pierwszej miesiączki.

    Zastanawiają mnie przytoczone wartości procentowe [64%?]. Czytając Koran rzucają się w oczy głownie powtórzenia odnośnie wychwalania Boga oraz częste wspominanie dokonań Mojżesza. Nie zauważyłem, by nawoływanie do przemocy odstawało specjalnie od standardów pozostałych świętych ksiąg, które również dane było mi czytać.
    Można więc zadać pytanie, czy istotą religijnej agresji jest faktycznie sama święta księga lub religijne nakazy, czy też konkretna wola, by z takich tekstów wyczytać, co jest wygodne? Religia staje się, w przypadku Asi Bibi, przyczyną agresji, czy instrumentem do uzasadniania przemocy?

  3. P.S.
    Tekst mocno nacechowany emocjonalnie, sprawia wrażenie skonstruowanego tak, by wzbudzić w czytelniku konkretne emocje, a nie głębsze przemyślenia. Temat zdaje się uproszczony na wzór erystycznej “płonącej kukły”.

    Zwyczajem muzułmańskim jest obrzezanie mężczyzn, nie kobiet. To ostatnie ma charakter kulturowy i jest praktykowane także u niektórych chrześcijan, np. przez egipskich Koptów.
    W tradycji muzułmańskiej o obrzezaniu kobiet wspomina tylko jeden Hadis, tzw. “słaby”. Prorok Mahomed miał też powiedzieć “nie maltretuj” do kobiety, która dokonywała obrzezania.

    Nie zmienia to oczywiście faktu, że sprawa Asi Bibi świadczy o ogromnym barbarzyństwie i zacofaniu, a przed Pakistanem jeszcze daleka droga do respektowania Praw Człowieka.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *