ROSJA, CZYLI PIĄTE KOŁO U WOZU

„Pomiędzy cywilizacjami
nie ma żadnych syntez”.
(Feliks Koneczny)

            Konkluzja sformułowana przez Konecznego ma dla oceny miejsca Rosji w regionie znaczenie szczególne. Jej państwo jest tworem znacznie późniejszym niż inne, a z globalnego punktu widzenia prowincjonalnym i zdecydowanie niedoskonałym. Chociaż wielka obszarem, jest wciąż czymś niedojrzałym i położonym na obrzeżach innych, bardziej kompletnych cywilizacji. Nie bez powodu nie znajduje w układzie globalnym wyraźnego miejsca. Nie jest wzorcem dla innych, nie jest też tworem samodzielnym i w pełni dojrzałym. Jest do tego na tyle pozbawiona wyraźnej tożsamości, że trudno uznać ją za kulturę autonomiczną i całkiem samodzielną. Rosjanie nie posiadają przy tym jasnej samoświadomości i przekonania, czego właściwie są historycznym spadkobiercą. Tożsamość Rosji jest na tyle niepełna, że jedni uznają ją za wielki fragment prawosławnej całości, inni za twór odrębny i w gruncie rzeczy azjatycka z prawosławną odmianą chrześcijaństwa powiązany przypadkowo i fragmentarycznie. Z punktu widzenia dominującej religii powinna być, jak chciał tego Huntington, częścią cywilizacji prawosławia mającej początek w dawnym śródziemnomorskim Bizancjum. Z dzisiejszej perspektywy sprawa jej tożsamości wcale nie jest jednoznaczna, a wraz z jej słabnięciem znaków zapytania rodzi się coraz więcej. Nigdy zresztą, co geograficznie zrozumiałe, nie była częścią śródziemnomorskiego prawosławia i jej związek z jego kulturowym centrum w postaci Konstantynopola jako „drugiego Rzymu” był zawsze odległy i sztuczny. Eksponując swoje cerkiewne prawosławie zapragnęła przejść do historii jako „Trzeci Rzym”, tak jakby ten „drugi” był mało istotny. Pomysł dziwny, ponieważ otoczenie ciepłego morza wydaje inne owoce niż zimna i słabo zaludniona tajga.

Sama historia Rosji, a także wydarzenia ostatnich lat pozwala podzielić tereny położone na wschód od Unii Europejskiej na dwie wielkie części: prawosławie nierosyjskie z Ukrainą, Białorusią i samą Rosję – obszar osobny, kulturowo mało dojrzały, religijnie powierzchowny i pod wieloma względami szczególny. Pod jej pełną kontrolą pozostała jeszcze tylko Białoruś uznawana za część rosyjskiej strefy cywilizacyjnej. Jest tak jednak ze względu na perswazyjną siłę rosyjskiego wojska. Tyle, że jeśli Rosja nie odnajdzie się pośród krajów tradycyjnego prawosławia, to w gruncie rzeczy nie ma gdzie się podziać. Nie ma dla niej miejsca w innej przestrzeni. Jest tworem od innych nie tylko odmiennym, ale i zbyt mało rozwiniętym by stać się czymś atrakcyjnym, na tyle jednak osobnym, że powinna posiadać cechy wyraźnie odróżniające ją od innych wielkich kultur. Takimi cechami Rosja jednak nie dysponuje poza surowością i cywilizacyjną niedojrzałością. Ma w sąsiedztwie, prócz Zachodu, jeszcze tylko Chiny i świat islamu. Obydwa są nie do przyjęcia jako wzorzec. Pełna antyzachodnich kompleksów, od Zachodu odwraca się sama. Możnaby to zrozumieć z perspektywy dawnej tradycji „antyzachodniości” krajów prawosławia, tyle, że wraz z rozwojem Unii Europejskiej, to się szybko zmienia. W swej anachronicznej antyzachodniości Rosja jest nie tylko głęboko spóźniona, lecz i osamotniona.

Pytanie o tożsamość Rosji ma odniesienie historyczne, bo kraj pojawił się na mapie względnie późno. Jest podmiotem o dominacji prawosławia odczuwa jednak rodzaj chwiejności w przestrzeni własnej tożsamości i to od samych początków istnienia. Warto podkreślić, że pomimo przyjęcia za pośrednictwem Normanów chrześcijaństwa w prawosławnym wydaniu, średniowieczna Ruś nie zrobiła już kroku następnego i nie uznała zwierzchnictwa Konstantynopola, ani tym bardziej Rzymu. Za to od końca XI stulecia, jako ruskie obrzeże kulturowe, konsekwentnie przesuwa się pod parasol tworów azjatyckich – najpierw turecko-połowieckiego, potem mongolskiego. Tego rodzaju dwoistość jest cechą Rosji do dzisiaj.

            Niewiele krajów Europy ma problem z określeniem własnych początków. Dla Polski, to rok 963 i pierwsza wzmianka o kształtowaniu jej zachodniej granicy. Sto lat wcześniej pojawiła się na mapie Ruś skandynawskich Waregów i rozwój jej granic przez następne stulecie również daje się opisać. Na południe od kraju Polan, na przełomie IX i X wieku na gruzach Wielkich Moraw powstało pierwsze państwo czeskie rządzone przez Przemyślidów. Z datą i miejscem chrztu Rusi jest za to problem, który pogłębia się wraz z pytaniem o to, czy moskiewska Rosja, to tylko zmiana nazwy z kijowskiej Rusi i prosta kontynuacja wcześniejszych form, czy też twór budowany inaczej i całkiem od nowa. Powieść lat minionych, najstarszy ruski latopis opisujący dzieje regionu od przybycia normańskiego Ruryka powiada, że około 862 roku zjednoczył on ludy ruskie – Słowenów Ilmeńskich, Krywiczan, Połoczan oraz Muromę i Weś (ludy fińskie), dając tym samym początek pierwszemu znanemu historii państwu ruskiemu, a jego centrum stał się graniczący z Inflantami Nowogród Wielki. Problem pojawia się jednak wraz z próbą jego identyfikacji. Wydarzenia były następstwem aktywności przybywających zza Bałtyku Normanów, a więc za punktem wyjścia dla zaistnienia na mapie stał impuls europejski. Z drugiej jednak strony, od samego początku – zaczynając się na pograniczu Inflant i Finlandii – twór rozciągał się na setki kilometrów mroźnej i jałowej tajgi. Główną aktywnością mieszkańców nie było – jak w przypadku narodów europejskich – ani rolnictwo ani też rzemiosło, lecz połów arktycznych zwierząt i handel ich futrami. Nowogród całkiem więc europejskim być nie mógł, bo europejskość, to przede wszystkim autonomia miast i kultura stabilnego rolnictwa. Do pewnego stopnia był więc rodzajem modelu, na którym oparło się kilkaset lat później istnienie samej Rosji. Tyle, że Rosja, to twór nie tylko późniejszy, ale rozciągający się daleko poza ziemie wschodniej Europy, bo aż po Kamczatkę i Pacyfik. Dawna Ruś, z której wyrosła Ukraina i Białoruś, to jednak (prócz słowiańskości mowy) zupełnie inny zestaw historycznych okoliczności nie mający z cywilizacjami Azji wiele wspólnego. Ruś, to nie – jak w przypadku Rosji – nieograniczona ekspansja ku wschodowi i chęć panowania aż po Sachalin, lecz dążenie do opanowania przestrzeni na linii północ-południe łączącej chłodną Skandynawię z ciepłym Morzem Czarnym. To z tej przyczyny, dla rodzącej się kultury rusko-skandynawskiej najważniejszym łącznikiem stały się wody Dźwiny i Dniepru, a nie sosnowe lasy północy, czy nadkaspijskie stepy. Niezależna państwowość Nowogrodu rozciągnięta wzdłuż linii północ-południe jest o wieleset lat młodsza od normańskiej Rusi.

W tej sytuacji, spór o to, który z wymienionych tworów można uznać za źródło rosyjskości i czy jest on tożsamy z ukraińskością przestaje być łatwy do rozstrzygnięcia. Czy zastąpienie Rusi mianem Rosji, to – jak chcą niektórzy – tylko językowy przypadek, czy też kryje się za tym myśl głębsza? Miejsce, w którym Ruś przyjęła chrześcijaństwo i w konsekwencji to, kto ma dzisiaj prawo pretendować do spadkobierstwa po nim, też jest kwestią sporną.  Jedni opowiadają się za krymskim Sewastopolem, drudzy za Kijowem. Jak powiada latopis, ruski książę “ochrzcił się w cerkwi świętego Bazylego, a znajduje się ta cerkiew w Korsuniu. (…) Nie znający zaś prawdy mówią, jakoby ochrzcił się w Kijowie, inni zaś mówią o Wasylewie”. Sama data chrztu Rusi nie budzi większych wątpliwości, sporne jest za to miejsce tego wydarzenia i jego geopolityczne tło. Jeśli przyjąć krymski Chersonez za miejsce chrztu normandzkiego księcia jako władcy Rusi, to tego spadkobiercą staje się putinowska Rosja, która Krym niedawno zagarnęła. Jeśli jednak tym miejscem był Kijów, wtedy prawa do spadku są w ręku prezydenta Ukrainy. To tylko jedno zagadnienie, które rodzi głębokie różnice zdań co do tego, które z państw i społeczeństw może uważać się za kontynuację Rusi sprzed tysiąca lat. Pretendują do tej roli dwa centra: ukraińskie i rosyjskie, ale obydwa są dzisiaj tak bardzo od siebie różne zarówno tradycją językową, narodową jak i terytorialną, że wzajemnie się wykluczają.

Wielu analityków uważa więc, że historia Rusi i Rosji, to nie to samo. Pierwsza jest kontynuacją handlowo-wojennej działalności normandzkich Waregów, którzy stali się Rusinami dopiero w dwieście lat po założeniu państwa, by przekształcić się w Kozaków i Ukraińców. Jej chrzest miałby mieć miejsce w 988 lub 989 roku, lecz tego waga i dokładne miejsce wywołuje emocje. W 988 roku bizantyński cesarz, który przeszedł do historii jako Bazyli II Bułgarobójca poczuł się zagrożony przez bunt Fokasa, który jako naczelny wódz wschodniej armii uzurpował sobie cesarski tytuł najpierw w Cezarei w 971 roku, potem w latach 987-989 w Azji Mniejszej. Stał się zagrożeniem na tyle poważnym, że Bazyli zwrócił się do kijowskiego księcia Włodzimierza z prośbą o udzielenie pomocy wojskowej zgodnie z traktatem zawartym dwadzieścia lat wcześniej. Ten wyraził zgodę, jednak pod warunkiem otrzymania ręki siostry cesarza, Anny. Konstantynopol nie dotrzymał umowy, w zamian za co rusko-normandzki książę postanowił zatrzymać Krym. Trwało to krótko, ponieważ prawdziwym celem Rusów nie było przekształcenie greckiego wtedy półwyspu w ich własną ziemię, lecz wymuszenie ślubu z bizantyńską księżniczką.  Włodzimierz ostatecznie pojął siostrę cesarza za żonę, spór został zakończony i Krym powócił do Bizancjum.

Druga część badaczy jednak twierdzi, że prawdziwy, nie zaś tylko symboliczny chrzest Włodzimierza, miał miejsce na terenie Rusi, już po poddaniu Krymu ponownej władzy Bizancjum. Miało to mieć miejsce tysiąc lat temu, po czym nastąpiło pięć setek lat panowania tatarskiego. Dzisiejsze roszczenia Rosji mają z tego punktu widzenia słabe umocowanie. Tyle, że bez Krymu, putinowska Rosja nie ma argumentów by uznać ją za część dawniejszej historii europejskiej kultury. Krym jest niewątpliwym elementem długiej europejskiej historii, reszta Rosji już nią nie jest. Zakres jej europejskości pozostaje więc wciąż głęboko wątpliwy.

Na Ukrainie przeważa pogląd, że chrzest i początek jej istnienia miał jednak miejsce w Kijowie w roku 988. Historycy nie mogą jednak uzgodnić tego, czy historia Rosji i Rusi to jedność oraz czy liczy sobie razem lat ponad tysiąc, czy też zaledwie kilkaset stanowiąc dwie osobne linie rozwojowe: rusko-ukraińską i rosyjsko-moskiewską. Jedni więc uznają za jej początek IX wiek i państwo skandynawskich Rusów, ale historiografia rosyjska, nie kwestionując wareskich początków, uznaje, że były w tym niejako dwie odsłony – najpierw Ruś, potem Rosja, a ich ewolucja, to bardziej kwestia nazwy niż samej istoty ruskości. Rosja, ze swoim wielkomocarstwowym stanowiskiem weszła jednak w rodzaj pułapki. Pragnie nie tylko być uznaną za spadkobierczynię skandynawskich Rusów, ale również i starożytnej rzymskości i stać się „Trzecim Rzymem”. To jednak sprzeczność pod każdym względem. Zwraca uwagę też i to, że skłonni są tak uważać tylko sami Rosjanie. Ukraińcy uznają jednak nazwę i historię Rusi za swoją wyłączność, a Rosję jako element tej historii obcy.

W konsekwencji, Rosjanie mają świadomość tego, że prawdziwy początek historii ich kraju to dopiero piotrowy czas wielkomocarstwowości i międzynarodowe uznanie potęgi i – niejako siłowe – zastąpienie dawnej „Rusi” przez „Rosję”.  Tyle,  że  nie pozostaje wtedy miejsca dla Ukrainy. Podobnie rzecz miałaby się mieć z rosyjskimi granicami. Czy Krym ma prawo uważać się za rosyjski, skoro wcześniej, przez tysiąc lat był w rękach Greków, Rzymian, Bizantyjczyków, Tatarów i Ukraińców? Rosyjskim jest od niedawna. Czy patrząc na ten obszar da się ponad wszelką wątpliwość orzec, że Rosja jest więc państwem europejskim, nie azjatyckim?

                       Zwróciliśmy uwagę na emocjonalny wstrząs jaki dotknął Moskwę wskutek ogłoszenia przez cerkiew ukraińską autokefalii i zamiaru poddania się zwierzchnictwu Patriarchy Konstantynopola w miejsce moskiewskiego. Rzecz, zdawałoby się mało istotna i nie powinna czynić różnicy dla mocarstwowej pozycji Rosji. Dlaczego więc wywołało to aż tak silne echo, że zostało przyjęte jako poważny cios? Przecież Rosja wciąż pozostaje największym krajem świata, a niedawna aneksja Krymu miała tylko przywrócić świadomość łączności ze starożytnością i podnieść jej pozycję w oczach świata zachodniego. Dlaczego tak się nie stało? Co było przyczyną, że dzisiejsza Rosja, będąc wciąż największym państwem świata, ma powody by mieć na tym tle głęboki kompleks?

Moskwa nie ma większych szans przekonania świata o wrodzonej sobie ruskości i tak samo długiej historii jak kijowska czy białoruska. Istotą zarówno odmienności Rosji, jak i źródeł jej dawnej potegi było właśnie to, że jako ruskie obrzeże mogła ekspandować tylko ku wschodowi i do tego za cenę głębokiego zmieszania się z ludnością mongolsko-azjatycką nie. Póki była światowym mocarstwem mogła wymuszać na sąsiadach uznanie mniej lub bardziej realnych związków z bizantyńską tradycją i przekonywać, że jej mieszkańcy, to jeden wspólny naród, na który składają się tylko trzy równoległe nurty dawnych Rusinów: Wielkorusowie, Małorosjanie i Białorusini. Tyle, że nigdy wcześniej nie miał miejsca test prawdy. Dzisiaj, ten test się właśnie dokonuje, widoczna jest rosyjska odraza dla każdego rodzaju europejskości a sama Rosja jawi się jako twór niedokończony, rozłożony tylko na ogromnym obszarze pomiędzy Europą a dalekim Pacyfikiem. To, co dziś wiadomo, to fakt, że jest to sytuacja sztuczna,  która nie ma poważnej przyszłości.

W kwietniu tego roku miało miejsce wspomniane wydarzenie, przez Zachód prawie niezauważone: oto ukraiński przezydent wystąpił do ekumenicznego patriarchy Konstantynopola Bartłomieja o wydanie tomosu, czyli aktu religijno-prawnego, dzięki któremu można będzie powołać niezależny od Moskwy ukraiński Kościół prawosławny. Apel poparł kijowski parlament. Również i w Moskwie odbyły się obchody 1030 rocznicy chrztu Rusi, co oznaczało, że Rosja – podobnie jak Ukraina – za swój początek uznaje Ruś Kijowską. Putin orzekł nawet, że sam chrzest stał się również „punktem wyjścia dla kształtowania się państwowości rosyjskiej”. To niekonsekwencja, jako że państwowość ruska, to zjawisko odmienne od rosyjskości, znacznie późniejszej od tej pierwszej i nie bez powodu przywoływana jako źródła istnienia przez dzisiejszą Ukrainę. A Ukraina i Rosja, to dzisiaj nie tylko odrębne twory, ale i państwowości wręcz wrogie. Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem niecodziennym. Oto dwa kraje, pozostające faktycznie w stanie wojny, używające odmiennych języków urzędowych, a także i odrębną historię pretendują do tego samego źródła państwowości. Tyle, że pretensje Rosji są mniej przekonujące od racji Kijowa. W okresie powstawania Rusi, to Kijów był jej centrum zaś Moskwa nie istniała wcale. Pojawiła się znacznie później jako na wpół azjatyckie pogranicze. Kijów jest świadomy wagi zagadnienia. Rektor katedry świętego Włodzimierza w Chersonezie, Sergiusz Haluta objaśnia kwestię jednoznacznie: Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny ma prawo wykorzystać święto ponownego zadeklarowania swej niezależności. Dla ukraińskich władz problem ma wymiar polityczny — prezydent Poroszenko liczył na to, że kwestia autokefalii zostanie rozstrzygnięta jeszcze przed tą datą. Inny rosyjski duchowny, Andriej Tkaczow też przyznaje, że „Ukraina pragnie udowodnić swojemu narodowi i całemu światu, że nie ma nic wspólnego z Rosją”. W rezultacie, tysiąc trzydziestą rocznicę chrztu obchodziła zarówno Ukraina jak i Rosja. Były to jednak obchody odrębne o wymowie bardziej politycznej niż religijnej. Formalnie, ukraińska i rosyjska cerkiew, to wciąż jeden kościół podległy patriarchatowi w Moskwie. Kijów robi co w jego mocy, by udowodnić niezależność. Jego cerkiew ogłosiła ją jeszcze w 1992 roku, nie uznała jej wtedy Moskwa. Ukraina szuka więc potwierdzenia swoich dążeń u patriarchy Konstantynopola. Zwycięstwo w tej przestrzeni będzie miało wymiar symboliczny i do pewnego stopnia epokowy.

Rozwój terytorialny dawnego Wielkiego Księstwa Moskiewskiego był tak szybki, jak nie rozwijał się żaden inny twór mający mocarstwowe ambicje. Moskwa bardzo prędko stała się Rosją, odrębnym państwem-kontynentem sięgającym Pacyfiku. Nastąpiło to w ciągu zaledwie półtora stulecia. Dzisiaj jesteśmy świadkami swego rodzaju powrotu do punktu wyjścia i kulturowego odgraniczenia od reszty Europy wzdłuż wschodnich obrzeży dawnej Rzeczypospolitej. Ta granica też nie jest przypadkowa. To wciąż istniejące rozgraniczenie pomiedzy dominacją europejskości i azjatyckości. Dzisiejszy konflikt między pierwszą i drugą rozgrywa się wzdłuż dawnych wschodnich krańców Rzeczypospolitej, której europejskiej tradycji nikt nie kwestionuje. Za to europejskość Rosji zawsze miała charakter do pewnego stopnia sztuczny i była bardziej skutkiem konfiguracji politycznej, aniżeli obiektywnych racji kulturowych.

Jest jeszcze inna argumentacja bez wątpienia dowodząca obcości Rosji wobec Europy. Cała dawna Ruś, jak zwracał uwagę Koneczny, „nigdy nie uznawała zwierzchnictwa bizantyńskiego, lecz już od roku 1096 poczyna przechodzić pod zwierzchnictwo mongolskie, wówczas połowieckie”. Jego dogmatem jest stwierdzenie o immanentnej obcości Rosji wobec Europy, ponieważ „pomiędzy cywilizacjami nie ma żadnych syntez”. Cała Ruś przyjęła tylko powierzchownie bizantyjską odmianę chrześcijaństwa i utkwiła gdzieś pośrodku nie stając się częścią Europy. Reszta sąsiednich terenów, czyli te podległe Moskwie, otwarcie wybrały za wzorzec Azję.

            W XV wieku poza wschodnimi granicami I Rzeczypospolitej była już tylko Azja – Złota Orda i dwa tatarskie Chanaty – Astrachański i Kazański. Na północ od nich, tam gdzie „diabeł mówił dobranoc”, czyli na arktycznym obrzeżu ówczesnego świata znalazło się miejsce tylko dla przestrzeni odrębnej, lecz od reszty odosobnionej.

            Była jeszcze jedna cecha odróżniającą rosyjskojęzyczną część regionu. To powszechny brak umiejętności pisania i czytania prowadzący do braku szacunku dla uporządkowanej wiedzy i zastępowania jej siłą. Nie mieli dla wiedzy atencji także i Tatarzy. „Na dworze chanów kipczackich nie odróżniano wyznania Rusi od nestorianizmu, a ze strony ruskiej nigdy tego nie prostowano. Wątpić należy czy był tam choć jeden kapłan, który zdołałby teologicznie wyróżnić jedno od drugiego”. Tam, gdzie dla wiedzy nie ma szacunku, narzędziem rządzenia pozostaje naga siła. Znamienna przy tym jest uwaga Konecznego, że rosyjska kultura cerkiewna w przestrzeni polityki międzynarodowej zawsze „sprzymierzała się z turańską przeciwko łacińskiej. Łączyło ją i zbliżało podobieństwo w sprawie najważniejszej: braku etyki w życiu publicznym”. W słynnym dylemacie bizantynizmu: „albo turban, albo tiara”, w rosyjskiej tradycji zawsze zwyciężał „turban” i przegrywała „tiara”, czyli intelektualnie rozwinięte chrześcijaństwo. Jak orzekł kiedyś Nikołaj Karamzin (1766-1826), nacjonalistyczny piewca samodierżawia: „Moskwa jest dziełem chanów. Z Kipczaku przejęto państwowość, od Tatarów obyczaj. Od Wasyla Ślepego (1425-1462) tatarszczyzna bierze widocznie górę w pojęciach krain moskiewskich.(…) „A Polskę wzięliśmy mieczem, bo to nasze prawo”! Skutki przyjęcia azjatyckości w miejsce europejskości miały dla Rosji dalekosiężne następstwa mentalne. Zwyciężyła – niezrozumiała dla Europejczyków – zasada rosyjskiego prawosławia głosząca, że „myślenie jest źródłem zła,  bo to powtórny upadek człowieka”.

            Mieszkańcy Rosji w większości używają języka rosyjskiego, ale nie zawsze tak było. Warto wiedzieć, że w przeciwieństwie do Ukrainy, Białorusi czy Polski, słowiańskość Rosji ma charakter szczególny, ponieważ nie była razem z nią zrodzona, lecz nabyta wraz z ekspansją zewnętrzną. W początkach panowania Iwana Groźnego etniczna słowiańskość Rusi kończyła się niedaleko Moskwy, czyli na granicach tatarskich chanatów. W państwie moskiewskim pod koniec XVI stulecia ten żywioł językowy był wciąż jeszcze w znacznej mniejszości. Slawizacja kraju i masowe przechodzenie ludów tatarsko-tureckich na język rosyjski, to dopiero wiek następny. Wraz ze zwycięstwem moskiewskiej ruszczyzny nie szła jednak w parze ekspansja kulturowa, a używanie języka rosyjskiego ograniczało się do wyjaśniania azjatyckich pojęć. Jak zauważa Koneczny, turecko-tatarski „wpływ na społeczeństwo moskiewskie był olbrzymi. Do warstwy możnowładczej weszło sporo rodów kazańskich i nieco z byłej ordy Złotej. Nastąpiło mieszanie krwi w warstwach wyższych. (…) W drugiej połowie XVI wieku postępowała na wielką skale tataryzacja moskiewszczyzny. W zawrotnym pędzie zamieniała się Moskwa nie tylko w państwo, ale i społeczeństwo azjatyckie. (…) Rozległe zdobycze na wschodzie wpłynęły na charakter moskiewszczyzny. Mnóstwo ludności słowiańskiej ruszyło w przestworza zdobytego Powołża za łatwym handlem. Zaczęło się istne rozbieganie ludności i zdecydował się ekstensywny charakter moskiewskiego, a później rosyjskiego trybu życia, trwający dotychczas”. To właśnie ten proces zdecydował o głębokiej i trwałej inności rosyjskości od wcześniejszej, „stacjonarnej” tradycji wschodniosłowiańskiej, która doprowadziła do odmienności zarówno Małorosjan, późniejszych Ukraińców, jak i Białorusinów.  Warto przywołać jeszcze jedną uwagę Konecznego, że oto „rozrósł się spadek po dżingishanach: dynastia Temudżina zdegenerowała się pijaństwem. Przykład zadziałał i dotarl aż do dworu moskiewskiego”. Polska też od niego się całkiem nie uwolniła, ale to Rosja wciąż nie potrafi zastosować u siebie zachodnich zasad rządzenia. Rezultatem jest to, że zarówno w polityce krajowej jak i zagranicznej pozostaje jej tylko używanie siły. Problem, jaki się z tego rodzi polega na tym, że Rosja tej siły posiada coraz mniej. Nie potrafiąc nabywać wiedzy, musi stać się ofiarą i zniknąć z  dziejowej przestrzeni. Będzie to zapewne miało miejsce jeszcze za naszego życia.            


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *