OBAMA KONTRA IMPERIUM ZŁA, CZYLI OCZEKIWANIE NA DEMIURGA.

Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych w Warszawie była wydarzeniem na skalę europejską. Kierując uwagę do putinowskiej Rosji jednoznacznie zapowiedział rzecz dla niej hiobową, że oto „czasy imperiów dobiegły końca”. Uderzające jest tylko to, że Obama i jego amerykańscy doradcy tak późno zorientowali się w zmianie sytuacji geopolitycznej kontynentu oraz w tym, że jego słynny „reset” w stosunkach z Rosją, został przez Putina już dawno wyrzucony na śmietnik historii. Dla usprawiedliwienia amerykańskiego prezydenta warto zauważyć, że samego Putina nie rozumie przy tym nikt. Pojawia się pytanie, czy on sam swoje decyzje rozumie, czy też działa jak swoiste medium rosyjskiej matrycy kulturowej – z pozoru zeuropeizowanej, a faktycznie tkwiącej w jej mongolsko-tatarskiej przeszłości? Globalny sukces Zachodu, mimo jego rozmaitych potknięć i obecnych trudności, jest historycznym faktem. Najwyraźniej prezydent Rosji tego faktu nie jest w stanie znieść i jeśli nie istnieją widoki na powrót do roli Rosji carów, stalinów i breżniewów, to jednak w instynkcie jego poczucia rosyjskości tkwi ukryty zamiar psucia Zachodowi szyków, gdzie tylko się da i za wszelką cenę. Jaki może być tego cel i jaka przyczyna? Dobre pytanie, skoro tego rodzaju działanie generuje coraz wyższe koszty, nie przynosząc wyliczalnych korzyści poza bezproduktywnym odrywaniem kawałków terytorium sąsiada. Przyczyna postępowania Putina musi tkwić gdzieindziej, gdzieś poza zwykłą racjonalnością i rozumną kalkulacją ekonomiczną. Continue reading