JEDZĄ, PIJĄ, LULKI PALĄ, CZYLI KTO TU JEST „PANEM”, KTO „CHAMEM”?

                Idee nie są bytem odrębnym i samoistnym. Nie mają ciała, kończyn ani mózgu. Istnieją na tyle, na ile pozwala im ludzka świadomość. Trwają w umysłach ludzi i są przekazywane od jednej osoby do drugiej drogą pozamaterialną, to znaczy w procesie intelektualnej percepcji, a nie fizycznego przemieszczania. Bez istnienia samych ludzi, idee nie mają podstaw istnienia. Społeczeństwa są zresztą pod tym względem niejednakowe. Jedne idee, jak ma to miejsce w przypadku świata zachodniego, mogą krążyć i ewoluować w miarę swobodnie, drugie – jak dogmaty islamu nie mogą tego czynić bez religijnego imprimatur.  Dlatego też świat zachodni ze swej istoty posiada silniejszą warstwę społeczną o inteligencko-intelektualnym charakterze, ponieważ częścią jego tożsamości jest prawo do samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków i głoszenia poglądów. W przestrzeni islamu samodzielne myślenie jest to nie tylko niedoceniane, ale wręcz uważane za grzeszne. Nie jest przypadkiem, że egipski noblista zdobył w nie tak dawnych wyborach powszechnych zaledwie jeden procent głosów i został z łatwością wyeliminowany przez Mohammada Mursi, członka ortodoksyjnego Bractwa Muzułmańskiego, choć było wiadomo, że ten ostatni nie nadaje się do zarządzania nowoczesnym państwem i z tej przyczyny spędza dziś czas na więziennym spacerniaku. Również i Polska jest pod tym względem szczególna, ponieważ istnienie w jej tradycji warstwy inteligencji jako wiodącej siły narodu przez dziesięciolecia uważane było za najważniejszą cechę kraju. Okazało się to jednak w końcu fikcją i nie dającym się sprawdzić mitem. Dzisiaj, widać najzupełniej wyraźnie, że tak zwana inteligencja prawdziwą społeczną siłą nie jest i tak naprawdę nigdy nią nie była, korzystała tylko z ociężałości reszty. Za nią drzemała zupełnie inna siła, która daje o sobie znać obecnie. Ludzie, jeszcze niedawno uznawani za wybitnych i godnych przykładu dla reszty zniknęli lub mówią całkiem od rzeczy zastępowani przez postacie zupełnie bezbarwne, nie mające wiele do zakomunikowania. Za to ci pierwsi wydają się tracić poczucie własnej tożsamości intelektualnej. W ostatnim sejmowym wystąpieniu, prezes Kaczyński deklarował głośne przekonanie, że to on reprezentuje panów, a opozycja – chamów. Role się więc tylko odwróciły, istota w niczym się nie zmieniła.   Continue reading