JAK ZASTĄPIĆ SIEKIERKĘ AGRESJI KIJKIEM POROZUMIENIA?

Marzenie Kaczyńskiego
jest jedno. Żeby wszystko
zostało podporządkowane
jego wizji. Za wszelką cenę
i bez wyjątku.

(A. Lepper w 2007 roku)

Staropolskie dywagacje o stryjku, co “zamieniał siekierki na kijek” miały ilustrować częste zjawisko reform, które są udawane, pozorne i markują tylko ich świadome nieczynienie. Idzie o to by społeczeństwo uspokoić, ale nie zaszkodzić elitom, czyli sobie – rządzącym. To błędne koło, które na koniec prowadzi do rewolty. Elity bowiem nie są w stanie wciąż akumulować bogactwa kosztem społecznych dołów, a te ostatnie nie zamierzają wciąż godzić się na taki proceder. To bodaj najlepiej rozpoznany mechanizm każdej rewolty . Continue reading

SUKCES TUSKA, ALE CZYJA KLĘSKA? CZYLI IMMUNIZOWANI NA ROZUM

            Polacy od czasów powstania Rzeczypospolitej zadziwiają resztę Europy poziomem swarliwości, sprawiającym wrażenie cechy trwale związanej z polskością, tyle, że w tym ujęciu jest ona pozbawiona jakiejkolwiej pozytywnej wartości. Nie bez przyczyny Francuzi wymyślili sekwencję „pijany jak Polak”, co miało oznaczać nie tylko stan nietrzeźwości, ale również rodzaj umysłowej dewiacji. Inne powiedzenie stwierdza, że kiedy spotyka się ze sobą dwóch Polaków z pewnością „pojawią się trzy poglądy”.  Ostatni wyczyn premier Szydło i europejska masakra jej stanowiska ujawnia tylko zadziwiającą trwałość podejścia, w którym totalną klęskę usiłuje się przemienić w cnotę przegranej w imię idei wyższego rzędu. Do tego, ta klęska przychodzi na własne życzenie, nie z powodu obiektywnego zrządzenia losu. Pojawiła się przy tym informacja o tym, że do Prezydenta wpłynęły już petycje wnioskujące o ogłoszenie samobójczego referendum w sprawie opuszczenia przez Polskę Unii Europejskiej. Trudno, żeby reszta Europy oceniała to wszystko jako zjawiska normalne, a nie wynik umysłowego pomylenia z poplątaniem. Jakie może być tego źródło? Sama tylko bezrozumność? A może za tym wszystkim kryją się jakieś procesy, których nie rozumieją nawet sami rzekomi autorzy wydarzeń?   Continue reading

JEDZĄ, PIJĄ, LULKI PALĄ, CZYLI KTO TU JEST „PANEM”, KTO „CHAMEM”?

                Idee nie są bytem odrębnym i samoistnym. Nie mają ciała, kończyn ani mózgu. Istnieją na tyle, na ile pozwala im ludzka świadomość. Trwają w umysłach ludzi i są przekazywane od jednej osoby do drugiej drogą pozamaterialną, to znaczy w procesie intelektualnej percepcji, a nie fizycznego przemieszczania. Bez istnienia samych ludzi, idee nie mają podstaw istnienia. Społeczeństwa są zresztą pod tym względem niejednakowe. Jedne idee, jak ma to miejsce w przypadku świata zachodniego, mogą krążyć i ewoluować w miarę swobodnie, drugie – jak dogmaty islamu nie mogą tego czynić bez religijnego imprimatur.  Dlatego też świat zachodni ze swej istoty posiada silniejszą warstwę społeczną o inteligencko-intelektualnym charakterze, ponieważ częścią jego tożsamości jest prawo do samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków i głoszenia poglądów. W przestrzeni islamu samodzielne myślenie jest to nie tylko niedoceniane, ale wręcz uważane za grzeszne. Nie jest przypadkiem, że egipski noblista zdobył w nie tak dawnych wyborach powszechnych zaledwie jeden procent głosów i został z łatwością wyeliminowany przez Mohammada Mursi, członka ortodoksyjnego Bractwa Muzułmańskiego, choć było wiadomo, że ten ostatni nie nadaje się do zarządzania nowoczesnym państwem i z tej przyczyny spędza dziś czas na więziennym spacerniaku. Również i Polska jest pod tym względem szczególna, ponieważ istnienie w jej tradycji warstwy inteligencji jako wiodącej siły narodu przez dziesięciolecia uważane było za najważniejszą cechę kraju. Okazało się to jednak w końcu fikcją i nie dającym się sprawdzić mitem. Dzisiaj, widać najzupełniej wyraźnie, że tak zwana inteligencja prawdziwą społeczną siłą nie jest i tak naprawdę nigdy nią nie była, korzystała tylko z ociężałości reszty. Za nią drzemała zupełnie inna siła, która daje o sobie znać obecnie. Ludzie, jeszcze niedawno uznawani za wybitnych i godnych przykładu dla reszty zniknęli lub mówią całkiem od rzeczy zastępowani przez postacie zupełnie bezbarwne, nie mające wiele do zakomunikowania. Za to ci pierwsi wydają się tracić poczucie własnej tożsamości intelektualnej. W ostatnim sejmowym wystąpieniu, prezes Kaczyński deklarował głośne przekonanie, że to on reprezentuje panów, a opozycja – chamów. Role się więc tylko odwróciły, istota w niczym się nie zmieniła.   Continue reading

TĘSKNOTA ZA CIEPŁEM MATCZYNEGO ŁONA, CZYLI POLSKA 2016

KaczynskiW piątek 16 stycznia, prezes PiS pojawił się w Starachowicach aby uczcić pamięć zmarłej matki. W kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych miała miejsce uroczysta msza święta, po czym zgromadzeni złożyli kwiaty i palili znicze pod pamiątkowymi tablicami w Panteonie Pamięci Narodowej. Nie obyło się bez polityki. „Polskę można zmienić, alternatywą jest PiS” – przekonywał prezes. Problem jednak w tym, że nie bardzo wiadomo, co ma być zmienione, w imię jakiej logiki ma się to zmieniać i w czyim interesie? Za zmianami zawsze stoi jakiś lub czyjś interes. Nie robi się ich bez celu. Rzecz w tym, że przywódca rządzącej partii postawił sprawę nie rzeczowo, lecz infantylnie. „Przeprowadzamy zmiany – ogłosił – które mają na celu przywracanie wartości, które były bliskie mojej mamie”. Synowska miłość do matki to rzecz godna pochwały, ale żeby tworzyć z niej program politycznych zmian, tego jeszcze nie było! Na spotkanie z byłym premierem i obecnym szefem Prawa i Sprawiedliwości przybyły tłumy, nie tylko starachowiczan. Przywódca skarżył się, że „napotykamy przy tym trudności i znajdujemy się pod bardzo silnym naciskiem i wewnętrznym, i zewnętrznym. Zapewniam państwa, że ten nacisk nie powstrzyma naszej drogi i się na niej nie zatrzymamy!”. Znów rodzi się pytanie o jakiego rodzaju nacisk idzie, co to za droga i dokąd prowadzi oraz dlaczego pojawił się opór i jaka jest jego przyczyna? Bez odpowiedzi na te pytania cała sprawa pachnie polityczną dziecinnadą. Przywracanie stanu rzeczywistości z okresu dzieciństwa jest do pewnego stopnia marzeniem każdego dorosłego, ale przecież nikt nie bierze tego poważnie. Dzieciństwo wspomina się miło, to okres ciepłego bezpieczeństwa pod matczynymi skrzydłami i zrozumiałe, że utratę matki odczuwa się jako wstrząs, lecz przejęcie politycznej władzy tylko po to, by uszczęśliwić miliony ludzi przywróceniem świata ich zmarłych rodziców zaczyna mieć groźny wydźwięk. Nie polityczny, ale psychologiczny. Dlaczego czterdzieści milionów ludzi posiadających własne matki i pamiętające własne dzieciństwo ma cierpieć z powodu tęsknoty zrodzonej z wrodzonej samotności, która z taką siłą cechuje tylko jednego z politycznych przywódców? Continue reading

POLONIA EUROPEA: CHAOS, CZY ROZCIĘCIE GORDYJSKIEGO WĘZŁA?

 Polonia Europea           W jaki sposób kraj położony tak, jak Polska z tak bardzo burzliwą historią może być w pełni europejski i jednocześnie kultywować oryginalne i „sarmackie” tradycje? Marzenia Polaków o powrocie do potęgi z czasów I Rzeczypospolitej można włożyć między bajki, ale też jedna rzecz wciąż się w ich głowach kołacze z niesłabnącą siłą. To idea Międzymorza, czyli jakiegoś rodzaju związku państw położonych pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym, zawsze dotąd uważana za wymysł niepoprawnych idealistów. Na jakiej podstawie można liczyć na zgodną współpracę kilkunastu państw regionu tkwiącego od stuleci między Zachodem a Rosją i będących ich odwiecznymi klientami, skoro przez wieki wykazywały niedojrzałość w postaci kłótliwości i wzajemnego rzucaniem kłód pod nogi? Paradoksalne, ale dzisiaj rodzi się na tyle niespodziewany układ międzynarodowy, że takie rozwiązanie przestaje być czystą fantazją i może stać się obiektem zainteresowania zarówno ze strony „starej” Unii, jak i jej nowej, wschodniej części. Wiele wskazuje na to, że ta „stara” zaczyna żałować, że poszerzyła się o tę „nową”, a ta ostatnia, ze swej strony werbalizuje zwątpienie, czy aby nie była w negocjacjach za miękka i nie pozwalała się traktować drugorzędnie.   Continue reading

PETRUCHEMIA, CZYLI CZY RYSZARD PETRU MA DOBRĄ CHEMIĘ?

WiatrTo, że siły historii dmą w kierunku, które same sobie wybierają, a nie w takim, w jakim oczekują od niej polityczne ugrupowania jest zjawiskiem dostatecznie znanym i niekwestionowanym. Czasem, pojawiają się jednak na politycznej scenie jednostki, które powodują, że historyczny podmuch wieje z większą lub mniejszą siłą, która w pewnych okolicznościach może nawet wygasnąć zupełnie. Październikowe wybory na kolejną czteroletnią kadencję polskiego Sejmu miały miejsce prawie dwa miesiące temu, ale już dziś można orzec, że wyborcy głosowali na coś innego, niż  to, co z tych wyborów się wyłoniło. Polityczny wiatr sobie, a wyborcze rezultaty sobie. Sygnałem ostrzegawczym dla obecnej ekipy rządzącej powiny stać się niespodziewanie dobre rokowania dla Nowoczesnej Ryszarda Petru i postępujące zanikanie Platformy nie potrafiącej wyłonić z siebie przywództwa. Liderem ostatniego badania opinii publicznej jest już Nowoczesna, pozostawiając przy tym niedawnego monopolistę na opozycyjność  – Platformę Obywatelską – daleko w tyle. Wszystkie inne ugrupowania łącznie z Kukiz’15, walczą już tylko o przekroczenie pięcioprocentowej bariery. To zupełnie nowa sytuacja, znacznie różniąca się od przedwyborczych sondaży. Jaka jest przyczyna tej nagłej zmiany nastrojów i ocen wyborców w tak krótkim czasie, bo w niespełna dwa miesiące po parlamentarnych wyborach dających PiS-owi absolutną większość? Pytanie jednak znaczenie tylko dopóty, dopóki jego „dożywotni prezes” nie zdecyduje się na próbę „demokratycznego zamachu stanu” i równie „demokratycznego” zduszenia tej nowej opozycji zbrojną siłą. Wtedy, rzeczy przybiorą zupełnie inny obrót i groźba wewnętrznego starcia pojawi się na serio. Continue reading

STREFA KORMLIENJA, CZYLI GDZIE JEST EUROPA, A GDZIE AZJA?

 

Przywodcy ligi regionalnej               W dawniejszych czasach istniało w Rosji słowo nieprzetłumaczalne na inne języki i trzeba było używać go w oryginale. To rezultat specjalnego znaczenia słowa „kormljenje”. Dosłownie oznacza tyle, co „karmienie”, na przykład – „karmienie piersią”. W dawnym znaczeniu było jednak używane na określenie bardzo szczególnego przywileju uzyskiwanego przez ludzi w służbie rosyjskiego cara. Sprawa jest na tyle szczególna, że kanadyjska strona internetowa utoronto.ca poświęciła jej wyjaśnieniu dłuższy akapit: „Kormljenje, dosłownie znaczące tyle, co ‘karmienie’, było najtańszym sposobem administrowania krajem. Zamiast wypłacać urzędnikowi wynagrodzenie za pracę, państwo dawało mu w administrację konkretny region i zobowiązywało mieszkańcow do zapewnienia pełnego utrzymania. Tym sposobem w dawnej Moskwie nigdy nie brakowało kandydatów do urzędów. Zamiast oczekiwać od państwa zapłaty, urzędnik musiał o to zadbać sam wyciskając co się da z podległych sobie mieszkańców. Była to prosta droga do wzbogacenia się kosztem zarządzanej ludności. Tego systemu nie udało się zlikwidować nawet Iwanowi Groźnemu i stał się trwałym elementem politycznego krajobrazu Rosji aż do XVII wieku”. Dodajmy, że na swój sposób system został udoskonalony przez pierwszego imperatora Rosji – Piotra Wielkiego w postaci państwowego „systemu rang”, który był podstawą funkcjonowania rosyjskiej biurokracji aż do upadku caratu w 1917 roku.  Towarzyszącym mu zawsze zjawiskiem była notoryczna i wszechogarniająca korupcja, która nawet we współczesnej Rosji jest uważana nie tyle za przestępstwo, ile za przywilej związany z pełnioną funkcją. Continue reading

POLSKIE WYBORY, CZYLI „MAM TALENT”!

KandydaciTo, że kandydaci na polityków mają wyborców za durni nie dziwi, lecz rodzi pytanie, czy oni sami nie mają wątpliwości co do tego, czy naprawdę pasują do stanowisk, do których aplikują. Prezentowane tu rozważania należą do innej przestrzeni niż polskie obyczaje polityczne i mają źródło w szacunku dla ludzkiego potencjału oraz w przekonaniu o możliwości zrozumienia przez nich treści dziejących się wydarzeń. W naszym przypadku, dewiza jest stała: patrzymy na otaczające nas zjawiska z punktu widzenia braudelowskiej „teorii długiego trwania”, czyli przekonania, że wydarzenia – nawet te elektryzujące świat bieżącej polityki – nie mają większego znaczenia dopóty, dopóki nie wtopią się w długofalowe procesy dziejowe. Tyle, że o ich prawdziwym znaczeniu powie nam dopiero przyszłość.      Continue reading

DONALD TUSK, CZYLI PLUSY W EUROPIE A MINUSY W OJCZYŹNIE?

Tusk i Kaczynski           Zachodnia prasa uznała, że niedawny grecki kompromis, to niewątpliwy sukces Angeli Merkel i Donalda Tuska. Financial Times wkłada go nawet w ręce tego ostatniego z tej oto przyczyny, że w decydującej chwili negocjacji, kiedy zniecierpliwienie stron sięgnęło zenitu i zarówno premier Cipras, jak i kanclerz Niemiec zerwali się z miejsc, by gniewnie opuścić salę obrad, Donald Tusk miał im to uniemożliwić zastawiając drzwi własnym ciałem. Przy okazji tego incydentu i jego krajowego echa przykuł moją uwagę rodzaj atawistycznej niechęci, jaką jedna strona polskiej sceny politycznej żywi do drugiej, co nawet zdnajduje odbicie w charakterach obu polityków – Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. To, że obaj panowie różnią się od siebie budową psychofizyczną widać na pierwszy rzut oka, ale jak to się ma do struktury wyborczej i jakie może nieść polityczne następstwa? Dla zwolenników Platformy Obywatelskiej, jej przeciwnika symbolizuje rzecz jasna Kaczyński, ale nie ma w tym aż tak wielkiego nasycenia niechęci, graniczącej z uczuciem wstrętu, jakie emanuje w kierunku przeciwnym – ze stosunku zwolenników PiS-u do Tuska. Nie ulega też wątpliwości równoległa wzajemność negatywnych emocji wyborców jednego i drugiego. W programie telewizyjnym, poświęconym między innymi zakończeniu unijnego spotkania na szczycie w sprawie Grecji, jeden z prominentnych zwolenników Kaczyńskiego nie potrafił pohamować odruchu obrzydzenia na wieść o działalności Tuska, a w szczególności takiej, którą można byłoby w jakiś sposób uznać za jego osobisty sukces. Nie zamierzał nawet uznać innego faktu, że oto unijna aktywność byłego premiera może być uznawana nie tylko za jego własny sukces, ale również i narodowości z której się wywodzi. Przedtem, Witold Waszczykowski – bo też i o niego idzie – wypomniał Tuskowi to, że posiada w swym naukowym arsenale zaledwie stopień magistra, podczas gdy on sam jest wypromowanym doktorem nauk politycznych i wykładowcą szkół wyższych. Sprawiało to wrażenie, że ma do niego żal z tej oto przyczyny, że zajął pozycję, która z natury edukacyjnej istoty rzeczy należy się ludziom bardziej godnym i lepiej wykształconym. Wiele wskazywało na to, że miał przy tym na myśli siebie samego. Jest również zagadkowe i to, że od mniej więcej dekady, spór polityczny nabrał w kraju wyraźnie osobistego wymiaru, a polska widownia może być pewna tego, że cokolwiek uczyni jedna strona sporu, sens tego będzie natychmiast podważony i zaprzeczony przez drugą. Continue reading

KIM BYŁBY DZISIAJ VIDKUN QUISLING? CZYLI, „SIADAJ KURDUPLU!”

platonVidkun Quisling wszedł do historii jako człowiek dotknięty infamią,. Jednak żadnemu polskiemu politykowi, zbliżonemu charakterem i marzeniami do czarnego bohatera Norwegii, nie udało się w jego stylu zawładnąć niczyją wyobraźnią. Jedyny dzisiaj do tej roli kandydat doczekał się tylko niezbyt eleganckiego komentarza: „siadaj kurduplu!”. Z całą pewnością nie pasuje to do oblicza i godności męża stanu. Żądni władzy politycy nigdy przecież nie myślą o sobie w ten sposób, czyli ani w obraźliwej kategorii „kurdupla”, ani też, rzecz jasna, nie oczekują pogardy. Wyobraźnia potrzymuje ich obraz bliżej wizerunku zbawców Ojczyzny, pewnych tego, że przez jej lud są nieprzytomnie kochani, a jeśli kochani nie są, świadczy to tylko o tego ludu głupocie. Vidkun Quisling, w czasach II wojny światowej dwukrotny premier norweskiego rządu, nigdy nie uznał się za zdrajcę, lecz za najwyższej próby patriotę. W dniu aresztowania wykrzyknął nawet: „wiem, że norweski naród skazał mnie na śmierć (…) ale pozwólmy wydać werdykt historii. Wierzcie mi, za dziesięć lat będę uznany za drugiego Świętego Olafa!”. Rozstrzelano go w październiku 1945 roku, ale zarówno w dziesięć, jak i pięćdziesiąt lat później, jego nazwiska wcale nie kojarzono ze Świętym Olafem, lecz z działalnością obłożoną pogardą. Prawdziwym źródłem jego dążenia do władzy nie był bowiem żaden zbożny cel, lecz tylko realizacja własnych, bardzo egotystycznych, żeby nie rzecz „narcyzowych” ambicji. W tym akurat nie okazał się w żadnej mierze wyjątkiem. Continue reading