PETRUCHEMIA, CZYLI CZY RYSZARD PETRU MA DOBRĄ CHEMIĘ?

WiatrTo, że siły historii dmą w kierunku, które same sobie wybierają, a nie w takim, w jakim oczekują od niej polityczne ugrupowania jest zjawiskiem dostatecznie znanym i niekwestionowanym. Czasem, pojawiają się jednak na politycznej scenie jednostki, które powodują, że historyczny podmuch wieje z większą lub mniejszą siłą, która w pewnych okolicznościach może nawet wygasnąć zupełnie. Październikowe wybory na kolejną czteroletnią kadencję polskiego Sejmu miały miejsce prawie dwa miesiące temu, ale już dziś można orzec, że wyborcy głosowali na coś innego, niż  to, co z tych wyborów się wyłoniło. Polityczny wiatr sobie, a wyborcze rezultaty sobie. Sygnałem ostrzegawczym dla obecnej ekipy rządzącej powiny stać się niespodziewanie dobre rokowania dla Nowoczesnej Ryszarda Petru i postępujące zanikanie Platformy nie potrafiącej wyłonić z siebie przywództwa. Liderem ostatniego badania opinii publicznej jest już Nowoczesna, pozostawiając przy tym niedawnego monopolistę na opozycyjność  – Platformę Obywatelską – daleko w tyle. Wszystkie inne ugrupowania łącznie z Kukiz’15, walczą już tylko o przekroczenie pięcioprocentowej bariery. To zupełnie nowa sytuacja, znacznie różniąca się od przedwyborczych sondaży. Jaka jest przyczyna tej nagłej zmiany nastrojów i ocen wyborców w tak krótkim czasie, bo w niespełna dwa miesiące po parlamentarnych wyborach dających PiS-owi absolutną większość? Pytanie jednak znaczenie tylko dopóty, dopóki jego „dożywotni prezes” nie zdecyduje się na próbę „demokratycznego zamachu stanu” i równie „demokratycznego” zduszenia tej nowej opozycji zbrojną siłą. Wtedy, rzeczy przybiorą zupełnie inny obrót i groźba wewnętrznego starcia pojawi się na serio.

Wydarzenia, które wydają się właśnie nabierać rozmachu, są do pewnego stopnia niecodzienne, choć w gruncie rzeczy przewidywalne. Polityka nie jest sztuką samą dla siebie, lecz w ostatecznym rachunku jakiegoś rodzaju rezultatem społecznych procesów i ewolucji poglądów. Ludzie zawsze czują się pewniej, kiedy dostrzegają jakiś wzorzec wart naśladowania i popierania. W historii europejskiej demokracji nie zdarzyło się jeszcze, żeby dwie grupy ludności reprezentujące tak głęboko odmienny rodzaj społeczno-politycznej wrażliwości stanęły naprzeciwko siebie z pełną gotowością do konfrontacji. Ktoś skomentował to następująco: oto z jednej strony murem stanęły warstwy, które są beneficjentami systemu zrodzonego po 1989 roku, wobec tych drugich, które na tych zmianach straciły. Rzecz jednak wydaje się być nie aż tak jednoznaczna i bardziej skomplikowana, a i w gruncie rzeczy nieprawdziwa, ponieważ na przemianach zyskali wszyscy, tyle, że niejednakowo. Każdy z nas, niezależnie od pozycji społecznej, ma znajomych po jednej, czy po drugiej stronie politycznej bariery i może zauważyć, że to wcale nie ekonomiczne beneficja dzielą ludzi na tak niechętne sobie połowy. Po obu stronach są ludzie zamożni dorobkiem ostatnich dziesięcioleci, ale także i tacy, którzy zawsze mieścili się na marginesie ubóstwa. Pewną wyjątkowość nadaje krajowi socjologicznie rozpoznany fakt, że ludzie, którzy urodzili się z piętnem prześladowczej manii „niedostatku poważania”, to – jak wskazują socjologiczne analizy – wyjątkowo duża jego część, odciskająca piętno na tym, co nazywamy polskością. Nie może ona w swej niecierpliwości doczekać się uznania, społecznego poważania i oferowania przywództwa niezależnie od posiadanych kompetencji. Wydawać się jej dzisiaj może, że właśnie to poważanie odnalazła, a pomyślność Ojczyzny staje się już tylko tego następstwem, nie zaś wartością samą w sobie.

Idealnym kandydatem do przywództwa ludzi przez historię niedopieszczonych okazał się Jarosław Kaczyński. Przeczy to temu, że linia podziału powinna być wyrazista pod względem politycznego programu i ekonomicznych interesów. Kaczyński bowiem wcale taki wyrazisty nie jest i nigdy takim nie był. Okazuje się przy tym, że w rzeczywistości społeczna treść problemu nie ma tu wiele do rzeczy, natomiast liczą się ambicje poszczególnych osobistości. Osobowościowo, ludzi ekonomicznego sukcesu symbolizuje Ryszard Petru, a sukcesu politycznego – Jarosław Kaczyński. Warto się przyjrzeć obu sylwetkom z tego właśnie punktu widzenia, ponieważ ich przybliżenie może nam pomóc w zrozumieniu istoty konfliktu wyglądającego na pierwszy rzut oka na klasowy i głęboko społeczny oraz epokowy, żeby nie powiedzieć – dziejowy. W swej istocie ma on jednak znacznie bardziej charakter ambicjonalny i osadzony w polskich fanaberiach, niż w klasowym konflikcie. Jego tłem jest spowodowany przez historię wewnętrzny podział polskiego społeczeństwa na część cierpiącą z powodu kompleksu niższości „nie-bycia-szlachtą”, oraz tę drugą chorą na równie destrukcyjny kompleks wyższości ze względu na zupełnie odwrotne poczucie „bycia-szlachtą”. Wyjaśnienie istoty rzeczy pozwoli nam zachować nieco więcej optymizmu co do przyszłości, która czeka kraj, a który wyrokiem historii znalazł się się na samym pograniczu tego, co ludzie nauki uważają za trwale „europejskie” z tym, co jest też uznawane za rodzaj „strefy pośredniej” pomiędzy Europą i Rosją.

Sprawa jest nauce znana od 1965 roku, kiedy to Brytyjczyk węgierskiego pochodzenia Janos Hajnal dostrzegł istotę głębokich odmienności we wzorcach europejskiej rodziny diametralnie odróżniających dwie części kontynentu – zachodnią i wschodnią oraz opublikował książkę z wynikami badań. Tyle, że nie prowadziło to jeszcze wtedy do określenia tak wyraźnego zróżnicowania politycznego, jaki ma miejsce obecnie. To zresztą, co obserwujemy dzisiaj jest ilustracją szerszego, europejsko-cywilizacyjnego problemu, a nie tylko rezultatem krajowej struktury politycznej i wynikiem politycznej frustracji.

Odwiecznym problemem mechanizmu demokracji była kwestia trafności wyboru politycznego przywództwa. W krajach pozbawionych demokracji problem rozwiązuje się sam, jako że tym najsilniejszym i z samej natury rzeczy „trafnym” przywódcą staje się aktualnie rządzący dyktator. W demokracji, rzecz jest znacznie bardziej złożona. Wbrew politologicznym teoriom, ludzie z większym trudem utożsamiają się dzisiaj z partyjnymi programami, niż z samą tylko osobową wyrazistością przywódców. Kiedyś, Andrzej Lepper powtarzał w wyborczych klipach, że oto „mam program i jest on doskonały”. Rzecz w tym, że nawet jego zwolennicy nie zamierzali się z tym programem zapoznać, interesując się głównie osobowością polityka i jego medialnymi wyczynami. Przegrał z powodu załamania się jego własnego wizerunku i własnej na to odporności, a nie ze względu na sformułowania zapisanego gdzieś programu. W ostatecznym rozrachunku, image ugrupowania jest bowiem znacznie bardziej uzależniony od publicznego oglądu jego przywódcy, niż od samej treści przekonań programowych i politycznego zaplecza. Partia może liczyć na sukces tylko wtedy, gdy na jej czele staje ktoś wyrazisty o równie wyrazistej biografii. W otoczeniu powszechnego marazmu i tęsknoty za polityczną indywidualnością coś się jednak w Polsce nagle zmieniło i na czele opozycji znalazł się przywódca, który wcześniej nie był w ogóle brany pod uwagę, a polem jego aktywności była pozapolityczna sfera biznesu przez większość wyborców zwykle nie ceniona i wręcz nielubiana. Finansowa zasobność była dotąd dla przywódców dawnego typu raczej obciążeniem, które to starali się głęboko zakryć lub pomniejszyć drogą mniej lub bardziej fikcyjnego rozdawnictwa z posiadanego majątku. Bracia Kaczyńscy przetrwali wszystkie polityczne burze między innymi z tej przyczyny, że – przynajmniej formalnie – byli ludźmi raczej niezamożnymi i nie posiadającymi – poza kotem Jarosława – prawie niczego wartościowego. Obecnie, na czoło zdaje się wychodzić ktoś, kto nie ukrywa swojego finansowego sukcesu, ale nie sam ten fakt staje się jego siłą, ale to, że ekonomiczne bezpieczeństwo pozwala mu działać „na luzie”, co  okazuje się nagle czymś wyróżniającym, pożytecznym i eksponującym cechy osobowościowe podobnie, jak miało to miejsce w amerykańskiej kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa.

            Ryszard Petru należy do niewątpliwych beneficjentów systemu powstałego w Polsce na przełomie XX i XXI wieku. Dowodem na to jest jego życiorys. To człowiek sukcesu, który nie zaznał ani smaku upadku, ani niedostatku. Opisy internetowe kwalifikują go również do roli najbardziej pojętnego ucznia i następcę Leszka Balcerowicza, ale w tej akurat przestrzeni warto zachować ostrożność. W przeciwieństwie do Petru, Balcerowicz nigdy nie był biznesmenem, lecz tylko naukowcem-teoretykiem bez praktycznego doświadczenia i bez większych sukcesów w przestrzeni osobistej majętności. Była to do tego osobowość głęboko introwertyczna, mało praktyczna i niekomunikatywna. Dzisiaj, Balcerowicz jest już historią i żyje głównie pamięcią o swej politycznej przeszłości oraz mitem, że był kiedyś „ekonomistą wszechczasów”. Taki obraz jednak już nie pasuje do portretu współczesnego człowieka sukcesu. Petru znalazł się po zupełnie innej stronie. Ma 43 lata, żonę i dwoje dzieci, a encyklopedyczne hasło kwalifikuje go jako „polskiego ekonomistę i polityka” oraz przewodniczącego Towarzystwa Ekonomistów Polskich, założyciela partii „.Nowoczesna” i posła na Sejm VIII kadencji. Mając 29 lat pracował w Banku Światowym jako specjalista od gospodarek Polski i Węgier, polityki regionalnej a także klimatu inwestycyjnego. Siedem lat poźniej został głównym ekonomistą Banku BPH, potem BRE Banku i PKO BP, a w ostatnich latach – partnerem w lokalnej mutacji międzynarodowej firmy PricewaterhouseCoopers. Słowem, dobrze płatna kariera człowieka sukcesu o międzynarodowych powiązaniach, zupełnie przy tym niepodobna do dość prowincjonalnego i akademickiego życiorysu Balcerowicza, którego na szczyty popularności wyniosła nie tyle życiowa zaradność, ile nagły powiew historii. Powiew, jak to z powiewem bywa – wygasł, a popularność zanikła, tymczasem polityczna kariera Petru staje się nie tyle błyskotliwa, ile nawet oszałamiająca. Okazuje się bowiem, że potencjalni wyborcy wybaczają mu – co w Polsce jest czymś naprawdę szczególnym – nie tylko zamożność, ale również i fakt wyrastania pod skrzydłami powszechnie nielubianej osobistości, z czym stara się na wszelki wypadek nie obnosić. Ostatnie dane wskazują już nawet na to, że w opinii publicznej to właśnie on plasuje się na pozycji prawdziwego przeciwnika Kaczyńskiego i do tego takiego, który ma wszelkie szanse, żeby w przyszłości w tej konkurencji zwyciężyć.

Petru            Przeciwnicy polityczni wyczuwają „inność” przywódcy Nowoczesnej i starają się go opisywać wedle dotychczasowych kryteriów, czyli jako człowieka „nadętego” przez wrogie im media i wypchanego banknotami obcego pochodzenia. Zadziwiające, ale w tym przypadku to nie działa i jego ugrupowanie stało się niespodziewanie w opinii publicznej najpoważniejszym przeciwnikiem PiS Kaczyńskiego. Ten ostatni, jest również typem urodzonego przywódcy tyle, że zupełnie innego pokroju, eksponującym równie odmienne poglądy. Jego siła polega na tym, że są one odbiciem psychiki społecznej znacznego odłamu starszego pokolenia Polaków, a nie tylko osobowościową cechą jego samego. To przede wszystkim dość dla Polaków typowa niepewność siebie, zawistność i złe emocje w stosunku do innych. Obydwaj różnią się przy tym epokami: Kaczyński, to reprezentant post-peerelowskich sporów przeszłości, Petru – jest ilustracją problemów dopiero nadchodzących.

Ryszard Petru urodził się w 1972 roku we Wrocławiu, jest więc młodszy od Kaczyńskiego o całe pokolenie (ten ostatni to rocznik 1949). Jego rodzina, na Ziemie Odzyskane, podobnie jak wielu innych Polaków, przeniosła się po II wojnie światowej ze wschodnich rejonów II RP. Przybyli najpierw do Wrocławia, by ostatecznie osiąść w Jeleniej Górze. Dziadek prowadził warsztat samochodowy, ale rodzice wybrali kariery naukowe – oboje są fizykami. Ojciec jest wykładowcą uniwersyteckim, a matka pracownikiem Polskiej Akademii Nauk. Ryszard Petru jest żonaty od prawie dwudziestu lat i ma dwie córki. W przeciwieństwie do tego ostatniego, rodziców Kaczyńskiego oraz ich historię otacza jednak jakiegoś rodzaju nimb tajemnicy graniczącej z podejrzliwością o jej czystość.

KaczynskiJest rzeczą ryzykowną poddawanie analizie źródeł takiego, czy innego kształtowania się psychiki polityków ogólnokrajowej rangi ze względu na możliwość uproszczeń, ale skoro zdobyliśmy się na ocenę Ryszarda Petru, musimy to również uczynić dla Jarosława Kaczyńskiego, w szczególności z tej przyczyny, że okazuje się on swoistą odwrotnością pierwszego, tak jak i wzajemnie odwrotne są w ich treści elektoraty obydwu polityków. Jarosław Kaczyński nigdy nie założył rodziny, a tajemnicą Poliszynela jest tego przyczyna. Już sam ten fakt mógł prowadzić do niecodziennego ukształtowania się jego poglądu na otoczenie, które mogło być z jego punktu widzenia uznawane za nieprzyjazne i głęboko odmienne od niego samego. W tego rodzaju sytuacji psychologicznie uzasadniona staje się niechęć do reszty świata za wszystko to, co ten świat posiada, podczas gdy oceniający jest od tych wartości odcięty. Cechą utrudniającą Kaczyńskiemu osiągnięcie pozycji przywódcy był też jego niski wzrost. Media podają dwie liczby – 150 cm i 167. Pierwsza jest niewiarygodna i złośliwa, ale 167 cm, to tyle, ile wzrostu miał Napoleon, który przez całe życie walczył ze ścigającym go z tej przyczyny kompleksem. Tyle, że niski wzrost gra mniejszą rolę w życiu genialnego wojskowego, a znacznie większą u postaci mniej barwnej i wyrazistej. Prowadzi to do wniosku, że te dwie przyczyny – psychiczna samotność i kompleks niskiego wzrostu mogły być elementami budującymi zarówno psychologiczną sylwetkę jak i ambicje przywódcy PiS, prowadząc do trwałego poczucia zagrożenia ze strony świata zewnętrznego. Taki wniosek wydaje się być również potwierdzony konstrukcją jego partii, która w praktyce stała się jego osobistą własnością. Wszystkie cechy, które w oczach innych mogłyby go ośmieszać nikną jednak, tak jak w przypadku Napoleona, kiedy dochodzi do tego władza nieodwoływalności jego partyjnego przywództwa oraz wynikające z tego uzależnienie współpracowników. Osobowości tego rodzaju postrzegają zwykle świat zewnętrzny jako wrogi, a więc taki, który takim pozostanie, dopóki się go nie ujarzmi. Nie jest więc niczym niecodziennym, że próbują to czynić na wszelkie sposoby i że nie potrafią działać w inny i bardziej spolegliwy sposób.

            Tak, czy owak, różnice w osobowości obydwu przywódców – Jarosława Kaczyńskiego i Ryszarda Petru są tak samo wyraziste jak odmienności ich społecznego zaplecza. Pierwsze, to elektorat odczuwanego z wielu przyczyn społecznego „kompleksu niższości”, drugie odwrotnie – materialnego sukcesu i trwałego poczucia europejskości. Pytanie jednak, na ile to oni sami będą wpływać na przyszły bieg wydarzeń w kraju, a na ile jego dynamika ma wymiar obiektywny i określony historycznie pozostaje wciąż otwarte do czasu, aż tę przyszłość rozpoznamy. Tyle, że ta ostatnia jest budowana nie całkiem dowolnie, lecz w ramach swoistego dziejowego determinizmu. Zajmiemy się więc teraz treścią tego ostatniego pojęcia, którego przyjęcie lub odrzucenie rzutuje na rozumienie reguł biegu dziejów naszego świata oraz wyznawaną teorię moralną.

            Determinizm historyczny rozumiany jest jako bieg dziejów, którego forma zostaje określona przez jakiś czynnik wyższego rzędu – Boga, czy też dziejowego Ducha, albo też przez pewien zespół obiektywnie działających praw. Natomiast determinizm w filozofii i nauce głosi, że fakt, moment i miejsce zajścia każdego zdarzenia, a także jego przebieg, określone są jednoznacznie przez inne zdarzenia, które je poprzedziły oraz te, które z nimi współwystępują. Determinizm wyklucza przypadek jako zjawisko obiektywne, więc tego rodzaju zdarzenie nie może być punktem wyjścia do snucia jakichkolwiek przewidywań, ponieważ samo jest tylko stanem subiektywnym mającym źródło w niedoborze informacji. Jakie przyczyny określone wcześniejszymi wydarzeniami zadecydowały, że współczesne społeczeństwo polskie okazało się nagle tak głęboko podzielone, iż dochodzi nawet do okazywania sobie w tej przestrzeni głębokiej i nieskrywanej niechęci graniczącej czasem z nienawiścią? Sami bohaterowie – Jarosław Kaczyński i Ryszard Petru z całą pewnością nie są tego powodem, a żaden z nich nie jest w gruncie rzeczy kierowany żadną z tego rodzaju emocji. Petru sprawia wrażenie kogoś czyniącego psikusy, za Kaczyńskim nie stoi żartobliwy nastrój, lecz rodzaj topornej powagi, zatrącający o frustrację, która każe mu sprawiać wrażenie, że dla podkreślenia własnej osobowości musi postępować wbrew zasadom uznawanym przez współczesnych za dopuszczalne i godne akceptacji. Już sama tylko ta różnica powoduje, że to nie on będzie zapewne ostatecznym zwycięzcą. Jeśli bowiem uznaje się, że reszta świata rządzi się prawami, z którymi sam się nie zgadza, to jednocześnie ustawia się on również w pozycji defensywnej i w końcu – przegranej. Nie ma bowiem żadnych szans próba wmówienia wszystkim i całemu otoczeniu tak wybitnie jednostkowego poglądu na świat. To tylko miraż i ułuda i swoista mania wielkości pomieszana z kompleksami.

            Powstaje jednak kwestia odpowiedzi na pytanie o to, co mogło sprawić, że ta ułuda znalazła tak wielką rzeszę popleczników, która pozwoliła wygrać parlamentarne wybory. Naszym zdaniem zaważył tutaj szczególny zbieg okoliczności: jednostkowej i osobistej, ale też i głębokiej frustracji politycznej oraz gromadnego zawodu znacznej części polskiego społeczeństwa. To ostatnie zjawisko jest następstwem głębokiego podziału w poglądzie Polaków na świat, który jest też skutkiem łatwych do wskazania okoliczności historycznych ilustrowanych przez przedstawione niżej mapki związane z wielowiekowym procesem kształtowania się granic samej Europy i poczucia europejskości jej mieszkańców.

Dla ludzi starożytności, Europa kończyła się wraz z kresem wpływów grecko-rzymskiej wizji świata. Dalej, był jakiś bliżej nieokreślony wschód. Rzecz zmieniła się radykalnie w momencie upadku carskiej Rosji, kiedy to jej dawne europejskie posiadłości zostały zmuszone do poszukiwania swej własnej tożsamości nie związanej z rosyjską. Polska odnalazła ją w tradycji dawnych Sarmatów, co jednak prowadziło do tego, że jej własna „europejskość” jest stosunkowo późnej daty.

EuropaJeśli uznać, że prawdziwym początkiem Europy jest jej grecko-rzymska i łacińska treść, to początkowa granica Europy wykluczała z niej zarówno dzisiejsze Niemcy, jak i całą wschodnią część kontynentu. Germania włączyła się w tę tradycję jednak stosunkowo wcześnie wraz z jej rolą politycznego centrum Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Zawsze była to jednak idea nieco naciągana, ale długotrwałość zjawiska sprawiła, że nikt już nie kwestionował europejskości Niemiec. Z dawną Sarmacją rzecz okazała się bardziej skomplikowana. Jej największą częścią było państwo polsko-litewskie nie od razu uznane za kulturowy fragment Europy. Warto w tym miejscu przypomnieć, że motywacją agresywności niemieckiego rycerstwa w ramach państwa Krzyżaków było dążenie do europeizacji tych terenów na własny sposób i pod własną egidą. Udało się to tylko względem Inflant (Łotwa i Estonia) oraz „od zawsze” szwedzkiej Finlandii. Reszta, z wyjątkiem Krymu opanowanego przez Tatarów stała się rodzajem terytorium przejściowego, które jednak poczuwało się do bliższych związków z Europą, niż z Azją. Następstwem tego był przebieg „linii Hajnala” we wschodniej części kontynentu, przedzielającej Polskę na dwie części – zachodnią o wyraźnych skłonnościach europejskich oraz wschodnią, uznającą się za teren od Europy odmienny. Jest tego współczesne echo – pierwsza utożsamia się z Petru, druga z Kaczyńskim. Wcale to nie oznacza, że ta ostatnia uznaje się za spadkobiercę euroazjatyckiej Rosji. Przeciwnie, istotą jej tożsamości jest przekonanie o wybitnej oryginalności i autonomiczności regionu, mającego prawo w jej mniemaniu uważać siebie za autonomiczną tarczę broniącą cywilizacji zachodniej przed „nie-europejskością” tej właśnie Rosji. Nie zmienia to jednak opinii o łącznikowym charakterze całego regionu i nie tworzy z niego prawdziwej części zachodniej Europy, co też i daje o sobie znać w dzisiejszym polskim sporze politycznym.

            Swoista „międzyeuropejskość” regionu rozłożonego pomiędzy wschodnią częścią Niemiec a zachodnią granicą Rosji była cechą, która przez kilkaset lat nadawała mu „antyazjatycką tożsamość”, wcale jednak nie przydając „zachodniości”. Rzecz w tym, że procesy związane z globalizacją ograniczają i likwidują przede wszystkim takie właśnie strefy pośrednie. Przed tego rodzaju wyzwaniem stoi w szczególności Polska, przez której obszar przebiega tradycyjna granica między europejskim Wschodem a Zachodem. Nie ulega wątpliwości, że Ryszard Petru ze swoim ugrupowaniem reprezentuje w tej konfiguracji Zachód, a Jarosław Kaczyński i PiS – Wschód. Rzecz jednak w tym, że na dłuższą metę, to już tylko mecz do jednej bramki. Jeśli polskie społeczeństwo otrzyma jednoznaczny w tej kwestii drogowskaz (a do tego sprowadza się obecny kierunek ewolucji jego poglądów) co do rozróżnienia pomiędzy „wschodem Kaczyńskiego” a „zachodem Petru”, to rezultat nie pozostawia wątpliwości. Na dłuższą metę Kaczyński ma rzecz „przechlapaną” i chyba nawet to historyczne rozstrzygnięcie sam przeczuwa, co sprawia, że jego nerwowość nabiera cech chorobliwych. Historia jest przecież silniejsza od ludzkich fobii i niepokojów i z całą pewnością pokona indywidualne emocje ludzi dla niej przypadkowych i wydarzeń w gruncie rzeczy zupełnie incydentalnych, a dla samej historii całkiem nieistotnych. Tempora mutantur et nos mutamur in illis – „czasy się zmieniają i my zmieniamy się razem z nimi.


9 thoughts on “PETRUCHEMIA, CZYLI CZY RYSZARD PETRU MA DOBRĄ CHEMIĘ?

  1. W artykule nie wspomniano, że Petru jest prowadzony przez [także dosłownie: krok w krok na krótkiej smyczy] przez Pawła Rabieja z Pro Civili, czyli z WSI. Co w świetle wczorajszego wyroku uniewinniającego Sumlińskiego jednoznacznie wskazuje na karygodne sprawstwo Komorowskiego i Pro Civili przeciw polskiej racji stanu. Stąd i nadzór Pro Civili wobec Petru wróży temu ostatniemu raczej smuyny los w dłuższym okresie. Przypomnę też, że Nowoczesna zaraz na starcie w pierwszym dniu “otrzymała” poparcie 11%, co odbiera wszelka wiarygodność sondażom. Stąd i wiarygodność obecnego ewidentnie napompowanego poparcia Petru jest watpliwa i minie, gdy okaże się, że król jest nagi. Zapewne przez jakiś czas Nowoczesna utrzyma się w polityce, m.in. dzięki sutym dotacjom fundacji Sorosa [która dostała 150 mln zł na “własciwe” formatowanie Polaków. Pan Petru jest owszem “Nowoczesny jak kredy we frankach szwajcarskich” jak celnie podsumował Kukiz. Notabene Petru naganiał frankowiczów, sam się z franków wycofał, a podczas kampanii wyborczej milczał i potem kłamał na ten temat.
    Natomiast co do podparcia artykułu linia Hejala: dalej nie odpowiedział Pan na moje pytanie odnośnie sensowności stosowania linii Hejala w Polsce w kontekście totalnego odwrócenia “Wschodu z Zachodem” z tytułu repatriacji ludności zza Buga po 1945.

  2. W świetle prowadzenia Petru przez Pro Civili {Paweł Rabiej} czyli WSI, Petru ewidentnie reprezentuje Wschód. Biorąc pod uwagę proamerykańskość Kaczyńskiego – ewidentnie reprezentuje on Zachód.

    • Nie kolego. W obecnej Polszy ścierają się trzy stronnictwa: niemieckie, rosyjskie i amerykańskie (amerykańsko-żydowskie). Kaczyński z uwagi na swe obsesje jest naturalnie proamerykański. Nie potrafi prowadzić polityki zimnego pragmatyzmu, lecz działa emocjonalnie (bardzo po polsku) i to stanowi jego słabość.
      Kim jest Petru to się dopiero okaże. Na dzień dzisiejszy wiadomo tylko, że jest główną twarzą partii korporacyjnej (związku bankierów).

      • Lepiej bym tego nie ujął! Bardzo trafnie, natomiast wpis tendencyjnie wychwalający dla Petru – nieładnie Panie Rafale. Mimo z pewnością dużych umiejętności syntezy, zabrnął Pan w swoje przekonania, szukając dla nich argumentacji i to miejscami “na siłę”. Pozdrawiam.

  3. Jak wspaniałe są arugumenty o WSI… o ciemnej stronie mocy… o agenturze – ale to sa wszystko tylko puste gadki .
    Po owocach ich poznacie – Kaczynski juz pokazal co potrafi, pokazuje co bedzie jesli doprowadzi rzecz do konca – zainstaluje na dlugo system ktory bedzie tlamsil Polskę. NIENAWISC do narodu – podpierana arugmentem o jego woli w wyborach – gdzie REALNIE tylko 20 % ze wszystkich wyborcow ( wliczajac tych co nie glosowali ) popiera PIS.
    80 % ludzi NIE GLOSOWALO NA PIS .

    Petru – moze byc prowadzony przez samego diabla czy archaniola – zobaczymy CO POKAZE, co bedzie glosowal jego klub , co bedzie zglaszal,
    ZADZIWIAJACE ze jednym tchem poplecznicy Kaczynskiego wolaja o 100 dni dla rzadu a jednoczesnie OD RAZU WIEDZA co taki Petru prezentuje, juz po paru dniach bycia w opozycji..

    Ta asymetria jest WSZEDZIE,

    My robimy – DOBRE , oni robia ZLE

    Ostatni przyklad – sluzba cywilna i 1500 etatow do zagarniecia dla ludzi PISU – DOBRZE, 295 etatow w administracji Warszawy ( zapewne dla ludzi PO – ZLE !!!

    itd itp…

  4. USA ma kłopot, ponieważ ogłoszenie “Pacific pivot” i koncentracja na Chinach oznaczało odejście od dalszego tak kosztownego [zbyt kosztownego] wspierania Izreala, który poczuł się zagrożony. Odejście US Army z Europy [od 2011 do 2013 nie mieli ani jednego Abramsa] spowodowało wzrost ambicji Berlina i Moskwy. Rozwiązaniem sytuacji był powrót sił okupacyjnych US Army do Niemiec, przyduszenie Rosji sankcjami dla wymuszenia posłuszeństwa, natomiast Izrael otwarcie forsuje swoje absurdalne i złodziejskie żądania 65 mld USD i jednocześnie w zeszłym roku zrobił w Berlinie kongres założycielski ds Judeopolonii. W ten sposób, kosztem Polski, USA wykorzystają podporządkowane Niemcy i Rosję, skuszone wizją Mitteleuropy, dla stworzenia kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym z ramienia USA – jako “odszkodowanie” ze strony USA dla Izraela. Stąd “walka” trzech stronnictw jest pozorna – one są narzędziami jednej opcji antypolskiej.

    • Doprawdy? Któż to należy do tej jednej opcji antypolskiej? Zapewne wszyscy poza pisowcami. Jarosław Zbawiciel poniesie sztandar zwycięstwa i nowa pisowska (narodowo-socjalistyczna) Polsza odnowi oblicze tej ziemi.
      Nie kolego. Nie ma jednej antypolskiej siły. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Wynika to z historii tego nieszczęsnego państwa. Gen warcholstwa. Każda opcja polityczna ma jakiś biznes i własne lęki.
      W skrócie: PO – stronnictwo pruskie, PIS – stronnictwo amerykańskie (przejmuje obecnie inicjatywę w celu utemperowania Rosji plus niedopuszczenie do niemiecko-rosyjskiego aliansu, pisowcy są w tym przypadku idealni),
      Nowoczesne pana Ryszarda – reprezentacja interesu korporacji plus stronnictwo amerykańskie (możliwe).
      Pan Komorowski i jego niebezpieczne związki – stronnictwo rosyjskie, opcja obecnie nieaktualna.

      • Akurat Petru to na 100% WSI czyli GRU. Nawet się z tym nie kryją, Paweł Rabiej to człek nader “zasłużony” w szeregach WSI. Co do Jarosława Kaczyńskiego – musi rozmawiać z Waszyngtonem, bo to główny gracz w tym regionie, a Chiny jeszcze za słabe. Kaczyński bardzo ochłódł względem USA po Smoleńsku – CIA wystawiło brata Moskwie i mataczy do tej pory, przecież w CIA mają zdjęcia Smoleńska godzina po godzinie długo przed “wypadkiem” i po także, bo gdy szef państwa NATO leci do państwa nienatowskiego, dwa tygodnie wcześniej ustawia się standardowo satelity na monitoring danego lotniska – z dokładnością pozwalającą czytać gazetę zostawioną na ławce. A USA udostępniły niewyraźne zdjęcia z jednego dnia i rżna głupa. Zaś opcja rosyjska jest jak najbardziej aktualna – przecież CIA musi przekazać pałeczkę GRU via WSI d zawiadywania sprzedaną Rosji Polską, gdy USA dobije targu i przekona Rosję do sojuszu przeciw Chinom – bo to jest gra geostrategiczna nr 1, a reszta to wtórne taktyczne i tymczasowe instrumentalne ruchy i tzw. “maskirowki”.

  5. Ponadto – naprawde uwaza Pan ze juz na zawsze bedzie rzadzil w Polsce Petru? Bo jest proeuropejski? Czy na Zachozie istnieje system jednopartyjny?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *