TĘSKNOTA ZA CIEPŁEM MATCZYNEGO ŁONA, CZYLI POLSKA 2016

KaczynskiW piątek 16 stycznia, prezes PiS pojawił się w Starachowicach aby uczcić pamięć zmarłej matki. W kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych miała miejsce uroczysta msza święta, po czym zgromadzeni złożyli kwiaty i palili znicze pod pamiątkowymi tablicami w Panteonie Pamięci Narodowej. Nie obyło się bez polityki. „Polskę można zmienić, alternatywą jest PiS” – przekonywał prezes. Problem jednak w tym, że nie bardzo wiadomo, co ma być zmienione, w imię jakiej logiki ma się to zmieniać i w czyim interesie? Za zmianami zawsze stoi jakiś lub czyjś interes. Nie robi się ich bez celu. Rzecz w tym, że przywódca rządzącej partii postawił sprawę nie rzeczowo, lecz infantylnie. „Przeprowadzamy zmiany – ogłosił – które mają na celu przywracanie wartości, które były bliskie mojej mamie”. Synowska miłość do matki to rzecz godna pochwały, ale żeby tworzyć z niej program politycznych zmian, tego jeszcze nie było! Na spotkanie z byłym premierem i obecnym szefem Prawa i Sprawiedliwości przybyły tłumy, nie tylko starachowiczan. Przywódca skarżył się, że „napotykamy przy tym trudności i znajdujemy się pod bardzo silnym naciskiem i wewnętrznym, i zewnętrznym. Zapewniam państwa, że ten nacisk nie powstrzyma naszej drogi i się na niej nie zatrzymamy!”. Znów rodzi się pytanie o jakiego rodzaju nacisk idzie, co to za droga i dokąd prowadzi oraz dlaczego pojawił się opór i jaka jest jego przyczyna? Bez odpowiedzi na te pytania cała sprawa pachnie polityczną dziecinnadą. Przywracanie stanu rzeczywistości z okresu dzieciństwa jest do pewnego stopnia marzeniem każdego dorosłego, ale przecież nikt nie bierze tego poważnie. Dzieciństwo wspomina się miło, to okres ciepłego bezpieczeństwa pod matczynymi skrzydłami i zrozumiałe, że utratę matki odczuwa się jako wstrząs, lecz przejęcie politycznej władzy tylko po to, by uszczęśliwić miliony ludzi przywróceniem świata ich zmarłych rodziców zaczyna mieć groźny wydźwięk. Nie polityczny, ale psychologiczny. Dlaczego czterdzieści milionów ludzi posiadających własne matki i pamiętające własne dzieciństwo ma cierpieć z powodu tęsknoty zrodzonej z wrodzonej samotności, która z taką siłą cechuje tylko jednego z politycznych przywódców?

To, co dało się zauważyć w Starachowicach, to fakt, że wyraz twarzy Prezesa nie świadczył o pewności osiągnięcia sukcesu. Była to twarz głęboko zafrasowanego, postarzałego mężczyny, nie zamierzającego porywać tłumów. Co zresztą te „wartości, które były bliskie mamie” miałyby oznaczać, skoro Jadwiga Kaczyńska pochodziła z rodziny Jasiewiczów pieczętujących się herbem Rawicz, urodziła się w roku tak zwanego „zamachu majowego Piłsudskiego” (1926), ale lata młodości spędziła w PRL-owskiej Warszawie. Bliźniacy – Lech i Jarosław urodzili się w lipcu 1949 roku, na samym początku epoki stalinizmu i w cztery lata po powstaniu Polski Ludowej, ale aż czterdzieści przed jej upadkiem. Atmosferę towarzyszącą jej narodzinom i dzieciństwu można zarysować przez zestawienie najważniejszych wydarzeń tego roku:

  • 14 lipca prasa doniosła o cudzie w Lublinie (łzy na obrazie Matki Bożej). Do miasta przybyły tysiące pielgrzymów, co zapoczątkowało antyreligijną kampanię z udziałem Związku Literatów Polskich.
  • 17 lipca, po pożarze hali produkcyjnej nr 20 zakładów mechanicznych „Zamech”,  w Elblągu, aresztowano ponad sto osób pod zarzutem sabotażu.
  • 2 sierpnia ustanowiony został Order Budowniczych Polski Ludowej i Order Sztandaru Pracy.
  • 2 września – powstał Związek Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD), kombatancka organizacja, poza którą pozostawali żołnierze AK, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i więźniowie łagrów.
  • 14 września w krakowskim więzieniu zostali rozstrzelani: Władysław Gurgacz, jezuita oraz Stefan Balicki i Stanisław Szajna – członkowie Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej.
  • 30 września rząd komunistycznej Polski zerwał stosunki dyplomatyczne z Jugosławią.
  • 15 października powstały pierwsze cztery karne bataliony górnicze.
  • 26 października ukazał się dekret o ochronie tajemnicy państwowej i służbowej.
  • 6 listopada, Konstanty Rokossowski, marszałek Kraju Rad i dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego, powołany został na  ministra obrony narodowej i otrzymał najwyższy stopień wojskowy Marszałka Polski.
  • 11 listopada III Plenum KC PZPR wezwało społeczeństwo do wzmożenia stopnia „rewolucyjnej czujności”.
  • 17-20 listopada w Wiśle odbył się Zjazd Filmowców, na którym przyjęto założenia twórczości filmowej zgodnej z linią polityczną PZPR.
  • 18 listopada – pracownik Instytutu Francuskiego w Warszawie André Robineau został aresztowany na lotnisku Okęcie pod zarzutem szpiegostwa.

Urodziny KaczynskiegoW atmosferze podobnych zdarzeń przebiegało dzieciństwo Jarosława Kaczyńskiego, aż do jego największego sukcesu medialnego, czyli roli jednego z bliźniaków w filmie O dwóch takich, co ukradli księżyc (1962). Wszedł na ekrany w samym środku czasów gomułkowskich i może to jest przyczyną, że Jarosław nie lubi gdy mu się przypomina ten życiowy epizod. Jedno jest w tej historii zastanawiające. Bracia bliźniacy grali swoje role, mając po dwanaście lat. W tamtych czasach niełatwo było zdobyć wystarczające zaufanie komunistycznych przecież władz, by stać się twarzą w liczącym się medium. Oznaczać to może, że rodzice dziecięcych aktorów nie byli na żadnego rodzaju politycznej cenzurze, ani też w żadnego rodzaju opozycji. Jakie mogą być zatem motywacje przywódcy PiS, by uchodzić nie tylko za konserwatywnego prawicowca, ale również za narodowca i syna ludzi „od zawsze” walczących o kraj? Co mógł mieć na myśli mówiąc o zmianach które mają na celu przywracanie wartości, które były bliskie mojej mamie”. Sięgnijmy do opinii współczesnych i zastanówmy się, jak na to mogą reagować przeciwnicy i co z tego rozumieją zwolennicy? A zwolenników też nie mało. Oto głos jednej z nich: Ludzie, którzy nie widzą lub nie chcą widzieć zasług J. Kaczyńskiego i jego determinacji w walce o normalną Polskę są ułomni intelektualnie. Pan Jarosław Kaczyński to jedyny człowiek w polityce, który może zastopować pogłębiającą się zapaść naszego państwa praktycznie we wszystkich dziedzinach życia. A wystarczy słuchać ze zrozumieniem jego wypowiedzi a nie zakładać z góry,że on mówi źle tylko dlatego,że komuś nie odpowiada jego wygląd! To płytkie i głupie!!!!!”. Natrafiłem na wyznanie w dniu brukselskiego spotkania Tuska z Dudą, czyli w przeddzień sesji Parlamentu Europejskiego poświęconej „problemowi Polski”. Uderzyło mnie, że wielbicielka Kaczyńskiego wyraziła nadzieję, że wyprowadzi on kraj z zapaści i przywróci „normalną Polskę” (to znaczy jaką?), tymczasem ani Prezydent RP, ani szefowa rządu w swoich brukselskich wystąpieniach słowem nie wspomnieli o dziejącej się w kraju jakiejś „zapaści”, o której mówiło się tak wiele w okresie przedwyborczym, ani też o powrocie do „przedunijnej normalności” i tej „normalności” nigdy też nie usiłowali zdefiniować. Przeciwnie, dowodzili, że gospodarka znajduje się w doskonałym stanie. Znaczy to, że Polska już nie jest w ruinie, w której grzęzła jeszcze przed trzema miesiącami? Jeśli nie jest, to stał się cud i warto wiedzieć w czyich rękach jest ta czarodziejska różdżka? O co tu więc może chodzić?

            Wszystkie wypowiedzi przywódcy PiS świadczą o jego wrogości lub co najmniej niechęci do Zachodu. Z czego może to wynikać, skoro nie ma żadnego w tym względzie doświadczenia? Zagranicą nie bywał, bo jej nie ceni, języka angielskiego i żadnego innego nie zna, wystarcza mu żoliborska polszczyzna. Na jakiej więc podstawie wyrobił sobie o Zachodzie pogląd? Może jak zwykle, podstawą poglądów jest zwyczajny brak wiedzy? Mój dawno zmarły ojciec też nie lubił Zachodu chociaż nigdy tam nie był. Wystaczały mu, jak sam twierdził, telewizyjne filmy, w których pokazywano gwałty i zabójstwa. Może więc problem, jaki ma PiS i cała Polska sprowadza się do swoistej dziecinnady sprowadzającej się do chęci uzyskania dla kraju takiego samego statusu odrębności i wyjątkowości, jaką był otaczany w dzieciństwie sam przywódca, a państwowe funkcje wcale nie kojarzą mu się z dorosłością i odpowiedzialnością? W języku międzynarodowej polityki ma to swoją nazwę. To dążenie do tego, by kraj znalazł się z własnej woli w sytuacji autarkii, czyli pełnej samodzielności od niechcianego i nielubianego świata zewnętrznego. Czyli Polska dla Polaków! Wszystkich, czy tylko niektórych? Czy to w ogóle można uznać za cel realny?

Autarkia to nie imię greckiej bogini, lecz to, co określa się mianem gospodarczej samodzielności. Oznacza pełną samowystarczalność, która staje się cechą całej gospodarki i państwa, albo też celem, jaki wyznacza sobie jego polityka gospodarcza w dążeniu do niezakłóconego zaspokojenia – wyłącznie w ramach własnych możliwości – wszelkich potrzeb, konsumpcyjnych, produkcyjnych i intelektualnych. Po prostu, w żadnej sprawie nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!  Historia gospodarcza nie pozostawia wątpliwości co do tego, że autarkia pojawia się w okresach wielkich kryzysów gospodarczych. Politykę samowystarczalności stosowano w czasach wojen, albo też w związku z systemem upaństwowionej gospodarki o wojennych priorytetach (ZSRR od roku 1929 i jego kraje satelickie w latach 1948–1989). Zawsze była albo krótkim okresem związanym ze szczególnymi okolicznościami, albo też kończyła się pełną katastrofą taką, jak zniknięcie w 1991 roku samego ZSRR i rozpad międzynarodowego systemu państw komunistycznych. Rzecz w tym, że dzisiejsze autarkiczne pomruki polskich władz nie mają żadnego uzasadnienia – ani ekonomicznego, ani też politycznego, a już w żadnym wypadku – geopolitycznego. Z całą pewnością nie jesteśmy też z nikim w stanie wojny. To tylko Jarosław Kaczyński wydaje się w każdej chwili gotów do wojowania z każdym, głównie z Niemcami, ale może i z innymi narodami, z którymi mu nie po drodze? Biorąc jednak pod uwagę wzajemną, chociaż proporcjonalną do rozmiarów krajów ekonomiczno-handlową współzależność Niemiec i Polski, jego dążenie do uczynienia z tej ostatniej wszechstronnej autarkii, to już jakiś pure nonsens. Tyle, że może mieć to związek z polityczną grą, która z całą pewnością nie doprowadzi Polski do autarkii, może za to przynieść wiele rozmaitych szkód. Zastanawiam się, jak długo jeszcze fobie Prezesa będą wisieć nad krajem, ale obserwacja jego zachowań wskazuje – a i jego coraz bardziej kwaśna mina sugeruje – że nawet we własnym środowisku zaczyna powoli odczuwać opór. Rozsądek jest zaraźliwy…

            Jakimś wyjaśnieniem tła tych polskich sporów politycznych może być dyskurs. który niedawno wybuchł pomiędzy dwoma dziennikarzami. Mariusz Max Kolonko, to znany żurnalista, pięćdziesięciolatek urodzony w dolnośląskim Lubińcu. Od 1988 roku mieszka w Nowym Jorku i nie ukrywa tego, że od dawna czuje się człowiekiem świata. Tym się jednak różni od innych światowców, że nie skrywa głębokiej niechęci do Tomasza Lisa urodzonego w niedalekiej Lublińcowi Zielonej Górze, także uważającego się za światowca. Są rówieśnikami i krajanami, obaj wychowani na Dolnym Śląsku. W 2004 roku obydwaj znaleźli się też na liście najwybitniejszych polskich dziennikarzy. Coś ich jednak musi różnić, skoro Lis nie skrywa głębokiego krytycyzmu wobec rządów PiS-u, a Kolonko gwałtownej niechęci do Lisa, ale i do proamerykańskich sympatii Polaków. Po Kolonce, jako nowojorczyku, powinniśmy spodziewać się raczej wzorowej amerykańskości, ten jednak najwyraźniej nie ceni sobie nowej ojczyzny. Z kolei Lis, nie przepada za PiSowską wersją polskości. Ostatnio skrzyżowali szpady nie przebierając w słowach. Nie będziemy zajmować się oznakami wzajemnej niechęci pomiędzy dziennikarzami, posłuży nam to tylko za ilustrację zjawiska głębokich podziałów ujawniających się dzisiaj wśród Polaków, które nie dają się wytłumaczyć samymi tylko różnicami interesów, czy przedziałami klasowymi. Stoi za nimi coś więcej, coś, co kryje się w głębszych pokładach polskości i jej psychologii. Zastanawiające, że nie jest to rezultat zwykłego podziału społecznego, sprowadzającego się zwykle do kwestii bytowych i różnic społecznego pochodzenia przedstawicieli politycznych nurtów oraz poziomu ich bieżących dochodów. Zazwyczaj też, odmienności poglądów mają źródło w nierównym udziale w narodowym majątku. PiS ma, to prawda, większe wsparcie gorzej sytuowanych i mniej wykształconych warstw, ale niemało jest wśród jego zwolenników ludzi zamożnych o wysublimowanych umysłach w rodzaju Maxa Kolonki. O co więc w tym wszystkim chodzi, jeśli mamy w pamięci linię przebiegającą przez Polskę i wyznaczającą wyraźną granicę pomiędzy odmiennymi rodzajami mentalności – wschodnią i zachodnią? Interesującej odpowiedzi udzielił anonimowy internauta: „Mentalność wschodnia zaczyna się na wschodnich terenach Polski (warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie). Sam mam taką mentalność. Na pewno ludzie są tu bardziej zdrowi i wolą spokojniejsze życie w zgodzie z naturą. W życiu nie chodzi o gonitwę. Przywiązanie do tradycji (ślub kościelny musi być) i rodziny. Są też bardziej odporni na różne rodzaju degeneracje związane z Zachodem”. Inny widzi to podobnie, malując przy tym obraz z przeciwnej strony globu: „Ciekawa jest mentalność zachodniego krętacza. Jak ty mu rąbniesz mydelniczkę, to jesteś złodziejem, kiedy jednak on tobie podprowadzi milion, to jest tylko eleganckim biznesmenem. I w tym stylu uciekinierzy (idzie zapewne o emigrantów) wprowadzają nas w meandry i arkana zachodniej mentalności. Jeden z ideowych braci krętacza uskarża się, że z transplantacją pieknych idei na grunt polski jest już inaczej…. Podczas ubiegłorocznej wizyty w Polsce, mojemu dziecku ukradziono na basenie mydelniczkę z połówką mydła. Innego tygodnia nagrobek mojego ojca został czterokrotnie okradziony z kwiatów.” Jakiś obrzydliwy ten Zachód, ale i sam kraj nieciekawy. Kto w świecie słyszał, żeby dziecku kraść mydelniczkę, a zmarłemu ojcu kwiaty z nagrobka? To się przecież nigdy nie zdarza ani w Rosji, ani w Chinach, ani na Grenlandii, nieprawdaż? Może się zdarzyć tylko w Ameryce. Jakim sposobem autorowi tych słów przydarzyło się w Polsce? A może najzwyczajniej w świecie uczynili to zawodowi pracownicy cmentarza, pełniący kiedy indziej również zaszczytną rolę wyborców?

W przytoczonych opiniach nie występuje nawet ślad wiedzy, ani jakiegoś myślowego wysiłku, nie mówiąc o refleksji nad greckim i starorzymskim wkładem w cywilizację i kulturę Europy. Nic. Żadnej prawdziwej wiedzy o istocie Zachodu, do którego jeździ się po szybkie korzyści, ale nim pogardza za brak… no właśnie – brak czego? Wiele w tym za to typowej dla nas lekkomyślności opinii, mającej źródło w nieuctwie i intelektualnym lenistwie. Ale w Europie, wiemy to wszyscy, ważni jesteśmy tylko my, nowi, wspaniali ludzie ze wschodu. To znaczy przybywający właściwie skąd?

Czytając pełne uwielbienia opinie współczesnych Polaków o samych sobie, też zaczynam powątpiewać w ich zdolność do jakiejkolwiek interakcji z Zachodem i wpadam w podejrzenie, że nie tak dawny mariaż z Unią Europejską, czyli z samym jądrem Zachodu, był tylko jakiegoś rodzaju krótkotrwałym nieporozumieniem. Warto zastanowić się nad tego rodzaju poglądami, będącymi produktem – często nieuświadamianym – zwyczajnego małpowania własnego otoczenia bez czynienia wysiłku myślowego. A ludzką mentalność określają przecież nie pojedynczy ludzie, ale potężne kulturowe struktury, których ci ostatni są produktem. Warto sprawę przemyśleć w kontekście miejsca, jakie może w tym obszarze zajmować nasz własny kraj, pamiętając, że pionierem badań nad fenomenem cywilizacji ludzi był nasz rodak – Feliks Koneczny, pracujący nad tym zagadnieniem jeszcze w przedwojennej Polsce, a dopiero w całe pokolenie później uczynił to Amerykanin, Samuel Huntington.

Cywilizacje Huntingtona W ujęciu Konecznego  cywilizacja to “metoda ustroju życia zbiorowego”. Inaczej mówiąc, to metoda ludzkiego życia codziennego, której ludzie nie tworzą sami, lecz je dziedziczą w formie bagażu po poprzednich pokoleniach. Nie ma bezpośredniego związku z poziomem rozwoju, lecz wpływa na zasady określające kształt współżycia społecznego i abstrakcyjne pojęcia do jakich odwołuje się społeczeństwo. W obrębie tak określonych przestrzeni mogą powstawać różne kultury będące ich odmianą. Koneczny dostrzegał siedem wielkich tworów mających cechy cywilizacji, Huntington naliczył ich nieco więcej. Oto odpowiednie zestawienie (w nawiasach umieszczono korekty i poszerzenia poczynione przez tego ostatniego).

  • Bramińska (Hinduistyczna)
  • Żydowska (dzisiaj nie istnieje)
  • Chińska
  • Turańska (Huntington łączył ją z bizantyńską w jedną – cywilizację prawosławną)
  • Bizantyńska
  • Łacińska (Zachodnia)
  • Arabska (Islamska)
  • (Japońska)
  • (Buddyjska)
  • (Afrykańska)

Zwraca uwagę, że Koneczny jako Polak urodzony w rosyjskim wtedy Królestwie Kongresowym dostrzegał znaczną różnicę pomiędzy „turańskim” (stepowym i azjatycko-rosyjskim) sposobem życia, a postrzeganiem świata na bizantyński (śródziemnomorski i grecko-bałkański) sposób. Amerykanin tę różnicę zbagatelizował i obydwie uznał za część tej samej wielkiej kultury prawosławnej. W tym kontekście, problemem Polaków okazuje się to, że historia wyznaczyła im rolę narodu pogranicznego – ni to europejskiego, ni to euraazjatyckiego. Wiem, że to dla wielu obraźliwe, ale na pocieszenie wspomnę, że sam Koneczny był nie tylko światowcem, ale i narodowcem z przekonania, chociaż zawsze tak jest, że nauka to jedno, a polityczne przekonania – drugie. Jednego nigdy nie powinno się mieszać z drugim.

Granica myslenia europejskiego            Nietrudno jest dojść do wniosku, że rozszerzenie Unii na wschód, uczynione w 2004 roku, było pochopnością, a nie następstwem głębszej analizy kulturowej. Bezpośrednim bodźcem był upadek ZSRR i powstałe w Europie poczucie bezpieczeństwa, a także ujawnienie się próżni, która umożliwiła uwolnienie świata od sowieckiego garbu. To jednak nikogo nie zwalniało od racjonalnej analizy cywilizacyjnego bagażu, jaki ze sobą przyniosły kraje, przedtem słabo związane z europejskim Zachodem. My i cała Europa uniknęłaby wtedy dzisiejszego zaskoczenia. Przy tym, rozszerzenie Unii w kierunku wschodnim zawsze leżało w interesie Niemiec, które mają do dzisiaj znaczną nadprodukcję towarów których nie są w stanie nabyć sami mieszkańcy kraju. Potrzebna więc jest im wolna strefa handlu na większym obszarze, pozwalająca na eksport wielkich nadwyżek. Dzisiaj, cała Europa płaci za to cenę. Według eksperta z dziedziny geopolityki, George’a Friedmana z amerykańskiego ośrodka Stratfor nie należy pytać, czy Unia zachowa obecną formułę wspólnoty? Właściwym pytaniem jest, jak bardzo się zmieni? W najnowszym artykule autor skupia się na „politycznych i społecznych podziałach wewnątrz poszczególnych krajów Europy” oraz na ich „wpływie na Europę jako całość” i twierdzi, że to właśnie egoistyczna polityka Berlina doprowadziła do kryzysu całej Unii. Niemcy, czwarta największa gospodarka świata, eksportuje towary o wartości 50 procent własnego PKB. Polska stała się dla gospodarki niemieckiej ważnym poddostawcą, co spowodowało, że jej interes stał się tożsamy z niemieckim. Nie bez przyczyny Lech Wałęsa ogłosił niedawno, że „z Polski i Niemiec trzeba zrobić jedno państwo!”. Co na to PiS? Niedoczekanie!

Antyniemieckie stanowisko PiSu może mieć nieobliczalne następstwa. Niemal w każdym europejskim kraju powstały ruchy, które sprzeciwiają się pogłębianiu integracji europejskiej i dzisiejszej polityce Unii. Większość znajduje się po prawej stronie politycznego spectrum. Oznacza to, że oprócz żądań natury gospodarczej pragną również przywrócić kontrolę na granicach, aby ograniczyć imigrację i zamknąć się w ramach narodowo jednolitych państw. Wszystkie przy tym zagrażają tradycyjnym partiom głównego nurtu, które są postrzegane przez resztę Europy jako te, które – wespół z Niemcami – niosą współwinę nałożenia dotkliwej polityki oszczędności i otwarcia na pozaeuropejską imigrację. Rzecz w tym, że Prawo i Sprawiedliwość nie daje się zakwalifikować w żadną z tych ram. Światopoglądowo przykościelne, ideowo lokuje się po prawej stronie sceny politycznej, ale czyni to na kształt konfederacji barskiej sprzed dwu i pół stulecia. Akcji totalnie przegranej i nawet jak na tamte czasy anachronicznej. Jednak pod względem pozakościelnych poglądów społecznych PiS nie jest konserwatywny, lecz wręcz lewicowy, „ludowo-socjalistyczny”, żeby nie powiedzieć „narodowo-socjalistyczny”, by nie prowadzić do nieciekawych skojarzeń.

Amerykański ekspert wymienia trzy czynniki, które mogą mieć wpływ na wydarzenia w Europie. Pierwszy, to otwarcie wyrażana chęć kontroli granic i zamykania ich przed elementami „niepożądanymi”, przede wszystkim muzułmanów. W ujęciu rządzącego PiS-u definicja tego, kto jest pożądany, a komu należy się eksmisja nie jest jednak jasna. Za niepożądanych mogą być uznani nie tylko arabscy imigranci, ale i ludzie w rodzaju Donalda Tuska. I to wcale nie żart. Po drugie, chodzi o wzmocnienie państw narodowych i porzucenie jednoznacznie „ponadnarodowej” (czyli niemieckiej) polityki finansowej. Trzecim, jest coraz słabsza baza polityczna, która zanika pod ciężarem nawarstwiających się problemów. „Pytanie o Europę nie będzie zatem brzmiało, czy Unia Europejska zachowa swoją obecną formę, ale jak bardzo ta forma ulegnie zmianie”. Ale najbardziej niepokojące jest kolejne: „skoro Europa jest niezdolna do zarządzania swoją własną unią, czy będzie też świadkiem powrotu do nacjonalizmów oraz ich politycznych konsekwencji?” – pyta Friedman. „W miarę jednak, jak europejskie instytucje ulegają dezintegracji – dodaje – nie jest za wcześnie, aby zadać pytanie: co dalej? Historia rzadko dostarcza odpowiedzi, których można się spodziewać, a na pewno nie dostarcza takich, na które ma się nadzieję”. Jak w tym wszystkim posadowiona jest współczesna Polska rządzona przez partię Kaczyńskiego i jak bardzo na tę jej pozycję mogą wpłynąć jego osobiste cechy i skrywane fobie?

            Niefortunny początek rządów PiS-u oraz interwencja władz europejskich spowodowały, że pewne jaskółki nowego ujawniły sie w nagłym zachwianiu pewności siebie dającej się zauważyć u Prezesa w Starachowicach i w nadspodziewanie dobrym wystąpieniu Beaty Szydło w Strasburgu. Wiadomo, że Prezes wyznaczył ją na premiera rządu po to, żeby zawsze wypadała gorzej od niego samego i żeby w każdej chwili mógł wskazać przyczynę, by ją zastąpić na funkcji premiera, tak, jak to kiedyś uczynił z Marcinkiewiczem. Jednak w Strasburgu polska premier wypadła znacznie lepiej niż się po niej spodziewano, sprawiając nawet wrażenie samodzielnego polityka. Nie ujawniła tak głęboko niedojrzałych emocji, które ujawnia czasem sam Kaczyński. Jego ideałem i tęsknotą jest, jak pamiętamy, świat rodziców, co mogłoby oznaczać również marzenie o powrocie lat PRL-u z jego prostymi receptami na życie Polaków. Jego świat jest przy tym pełen dziwactw. Politycznie, wyrósł na obrońcę ludzi nie potrafiących dołączyć do dawnych solidarnościowych prominentów, którzy jako pierwsi dorobili się na PRL-owskim majątku. Tyle, że on sam też to zrobić zdołał i jak wieść gminna niesie stał się jakimś sposobem jedynym dysponentem całego majątku PiS, jego wszystkich aktywów i nieruchomości. Jeśli więc jego zwolennicy, to ludzie sfrustrowani tym, że za mało im się dostało z dawnego majątku kraju, to ich przywódca nie ma w tym względzie powodów do narzekania. Czemu więc, skoro jest jednym z tych, których powinien zwalczac, to znalazł się dzisiaj wobec nich w opozycji i marzy mu się świat dzieciństwa z jego wyłącznością państwowej własności? To jest właśnie w całej sprawie najdziwniejsze. Język przywódcy PiS i jego partyjnych kolegów nie różni się specjalnie od języka mediów z lat siedemdziesiątych. Wiadomo jednak, w jaki sposób PRL zakończyło swoje istnienie. Tym bardziej więc dziwi otwartość marzeń Prezesa i jego tęsknota za dawno minionymi czasami. Czyżby był istotnie w swych marzeniach tak infantylny, że przemawiają do niego tylko wspomnienia z dzieciństwa, a emocje dorosłości i dojrzałej męskości, dominującej przecież w życiu każdego z nas, są mu zupełnie obce? To wszak może mieć miejsce, ponieważ życiorys naszego bohatera jest bardzo szczególny, a w przestrzeni osobistych emocji wręcz tajemniczy. Jeśli tak właśnie jest, to nie ma on w świecie polityki większej przyszłości, bo też i przeznaczeniem tego rodzaju silnych, ale głęboko niekompletnych, czy wręcz ułomnych osobowości, jest finał w formie mentalnego odlotu. I kraj będzie dziękować Bogu, jeśli sprawa zakończy się tylko na tym.


One thought on “TĘSKNOTA ZA CIEPŁEM MATCZYNEGO ŁONA, CZYLI POLSKA 2016

  1. Bardzo fajnie pan pisze. W dzisiejszych czasach kiedy obie strony przedstawiają rzeczywistość w sposób jednostronny czytanie komentarzy, które składają się z faktów i logicznego wyciągania wniosków jest nad wyraz kojące. Musze przyznać, że biezace wydarzenia w Polsce sprawiły, że pana teksty nabrały świeżości. Wedlug mnie w ostatnich tygodniach zaczął pan się powtarzać w kwestii analizowa nia miejsca Rosji oraz islamu w świecie. Chciałbym pana zapytać czy byłby pan w stanie pokusić się przedstawienie swojej wizji świata. Co by Pan zmienił, w którym kierunku Polska (swiat) powinna zmierzać? Wiem, że to jest wymagająca prośba. Nie mógłby pan wtedy być komentatorem. Być może nie ma to sensu, bo i tak dzieje ludzkości potoczą się swoją drogą, której nie da się przewidzieć. Ale w końcu jak każdy człowiek ma pan pewne marzenia 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *