AMERYKAŃSKIE WYBORY: FAŁSZYWE LAMENTY, CZY ZWYCZAJNOŚĆ INTERESÓW?

ameryka            „Ameryka jest chora!” woła polska gazeta w dniu amerykańskich wyborów prezydenckich. Zastanawiające, że rozliczne choroby tego kraju wydawcy dostrzegli dopiero wtedy, gdy realne stało się wyborcze zwycięstwo kandydata uznawanego wcześniej za niepoważnego i bez szans na wygraną. Tymczasem, Donald Trump uzyskał w nich zwycięstwo nie tylko jednoznaczne, ale i miażdżące. Rankiem tego samego dnia media zastanawiały się, jak daleko Hillary Clinton pozostawi go za sobą. Faktyczny wynik stał się przyczyną prawdziwie sądnego dnia. Continue reading

NO I SIĘ STAŁO! CZYLI, CO WŁAŚCIWIE SIĘ STAŁO?

Co sie staloNa prośbę o komentarz w sprawie wygranej Prawa i Sprawiedliwości w parlamentarnych wyborach, naczelny redaktor największej polskiej gazety codziennej – Adam Michnik, nie ukrywał lekceważenia dla politycznej niedojrzałości wyborców. „Nasze społeczeństwo – stwierdził – strzeliło sobie w stopę”. Co było przyczyną obcesowości sformułowania o współobywatelach ze strony człowieka, który jest często uznawany za przedstawiciela intelektualnych „wyższych sfer”? Zapewne to, że stało się coś, co stać się nie tylko nie miało, ale i według niego nie miało prawa się zdarzyć. Rok temu, kiedy Donald Tusk wyjeżdżał do Brukseli, z lekkością godną lepszej sprawy pozostawił po sobie Ewę Kopacz, dotyczasowego marszałka Sejmu. Miała opinię osoby spokojnej, dobrze pełniącej swoją funkcję, w sposób na tyle pozbawiony agresywności, że nie zagrażający ani pozycji Prezydenta Komorowskiego, ani ewentualności powrotu Tuska na to stanowisko. Prawo i Sprawiedliwość nie było traktowane jako zagrożenie, bo też i uznawano je za partię „obciachu” ze swej istoty niezdolnej do wygrania wyborów powszechnych. Ludzie Platformy mieli w ręku wszystko: Sejm, Senat, Prezydenta i eksponowane stanowisko w Brukseli. Pełny triumf. Rok później nie posiadali już nic, tracąc na rzecz „partii niewybieralnej” zarówno Sejm, Senat jak i Prezydenta, a w trakcie kampanii wykazywali tak wielką niewiarę we własne zwycięstwo, że rozbroili nawet własny elektorat. Pokazali też wzorcowy brak woli walki i niezdolność do wyborczego partnerstwa wobec tego samego PiS-u, który wcześniej był przedmiotem lekceważenia. Co się takiego stało? Continue reading

POLSKIE WYBORY, CZYLI „MAM TALENT”!

KandydaciTo, że kandydaci na polityków mają wyborców za durni nie dziwi, lecz rodzi pytanie, czy oni sami nie mają wątpliwości co do tego, czy naprawdę pasują do stanowisk, do których aplikują. Prezentowane tu rozważania należą do innej przestrzeni niż polskie obyczaje polityczne i mają źródło w szacunku dla ludzkiego potencjału oraz w przekonaniu o możliwości zrozumienia przez nich treści dziejących się wydarzeń. W naszym przypadku, dewiza jest stała: patrzymy na otaczające nas zjawiska z punktu widzenia braudelowskiej „teorii długiego trwania”, czyli przekonania, że wydarzenia – nawet te elektryzujące świat bieżącej polityki – nie mają większego znaczenia dopóty, dopóki nie wtopią się w długofalowe procesy dziejowe. Tyle, że o ich prawdziwym znaczeniu powie nam dopiero przyszłość.      Continue reading

WYBORCA, TO GNIEW, ZŁOŚĆ, AGRESJA? A MOŻE TYLKO FRUSTRACJA?

Gniew            Pytanie zawarte w tytule jest świadomym zabiegiem, kierując tak skomplikowane zjawisko, jakim są ludzkie emocje na jednakowy poziom emocjonalny. Tymczasem, gniew, agresja i złość, dają się do pewnego stopnia kontrolować, natomiast frustracja jest stanem trwałym, wymykającym się spod kontroli, wyjątkowo przy tym destrukcyjnym dla psychiki nosiciela. Kiedyś, nazywano ją melancholią. Wobec atmosfery ostatnich wyborów prezydenckich i negatywnych emocji, nie wygasających pomimo wyborczego rozstrzygnięcia, zastanawiam się na ile może być ona źródłem tej niesympatycznej dziwaczności, która daje się dostrzec nie tylko wśród samych polityków (niezależnie od znaczenia nadawanemu pojęciu), ale także pośród kibicującej im publiczności. Continue reading

„PANY” I „CHAMY”, CZYLI PREKARIUSZE I NIZIOŁKI

Koniec swiata szolezerow            Wciąż zadajemy sobie pytanie o to, jaka jest właściwie Polska i jaką ujrzymy w przyszłości? Wiemy, że coś się musi skończyć, by mogło się zacząć coś nowego, tyle, że pytania o treść nowego pozostają bez odpowiedzi. Jak pogodzić Polskę tradycji dziarskich ułanów z Polską prostych chłopów pachnących gnojem i kurnikiem? Jak uznać równość wyższych idei tkwiących w jednych, w obliczu chciwej kalkulacji drugich? Co robić, aby wciąż się czuć „lepszym” od tych, którzy z pewności są „gorsi” pod tym, czy innym względem? Jak długo kraj będzie dzielił się na wzajemnie wrogie i wykluczające się przestrzenie? To pytania, które towarzyszą Polakom od wieków, będąc też trwałą częścią narodowej natury. Dotąd, sytuacja była prosta, a krajowy podział na „panów” o szlachecko-inteligenckiej proweniencji oraz „chamów”, czyli wszystkich pozostałych, wydawał się mocny i trudny do naruszenia. Dominował na scenie politycznej tak bardzo, że równowaga pomiędzy największymi politycznymi partiami wydawała się trwale zabetonowana. I oto nagle, pojawił się czynnik nie mieszczący się w tym obrazie – młodzi, gniewni sybaryci, nie poczuwający się do przestrzegania uświęconych tradycją podziałów i nie czujący się do niczego zobowiązanymi. Wchodzą przy tym do politycznej gry jako zupełnie nowy czynnik, pozbawiony reguł postępowania, więc i o trudnych do przewidzenia następstwach. Continue reading

POLSKIE WYBORY, CZYLI „PAPIEROWY” KONTRA „DRUCIANY”

Pilsudzki           Wyraźnie widać, że – murowany dotąd – przyszły prezydent, Bronisław Komorowski, może mieć prezydencję przegraną i za chwilę prezydentem może już nie być. To jego osobisty dramat i głęboki zawód, jako że startował z pozycji absolutnego braku zagrożenia i pewności siebie. I chociaż jego kontrkandydat – Andrzej Duda, to wciąż wielka niewiadoma, to jednak głęboki zwrot w nastrojach opinii publicznej jest sam w sobie wart analizy. Nie idzie tylko o sylwetki kandydatów, bo te są prześwietlone wystarczająco i nie stanowią większej tajemnicy, ale o nagłe zwroty nastawienia polskiej opinii publicznej, zmiennej jak stepowy wiatr. Mechanizm tej zmienności nie daje się jednak łatwo uzasadnić. Obydwaj kandydaci sugerują, że ich wzorcem jest zmarły przed osiemdziesięciu laty Józef Piłsudski. Obydwaj, tak bardzo się od siebie różniący, zdają się powoływać przy tym na jego charyzmę, której im samym brakuje pod każdym względem, nie tylko dlatego, że ten ostatni uchodzi za twórcę II Rzeczypospolitej, a obydwaj kandydaci z twórczością są raczej na bakier. Te próby politycznego skojarzenia mają bardziej znaczenie propagandowe, niż faktyczne, ponieważ Marszałek nie tylko żył w innych czasach, ale też i w zupełnie innej Polsce. Stał się historycznym idolem wielu współczesnych Polaków jako „silny człowiek”, a demokracja ze swej istoty tego rodzaju siły nie toleruje. Dzisiejsza sytuacja jest tak dalece inna, że tego rodzaju porównania zupełnie mijają się z prawdą. Przypomnijmy więc w jakiej to Polsce działał Piłsudski i jakie były okoliczności to działanie stymulujące. Continue reading

MIAŁEŚ CHAMIE ZŁOTY RÓG! POLITYKA, JAKO SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ.

Polska gromadna wściekłość zrodzona z poczucia opuszczenia i zepchnięcia na margines wyraźnie się pogłębia. Wybory za pasem, a trzydzieści procent wyborców jest wściekłych, reszta na różne sposoby skonfundowana. Już mało kto pamięta, o co właściwie poszło – o Naród, Wiarę czy Ojczyznę? A może po prostu wisi nad krajem przekleństwo nieukojonego żalu, że większości obywateli nie udało się nic skubnąć z prywatyzacji państwowego majątku? Dzisiaj, niestety, kwestia jest już zamknięta, a ludzie – dawni właściciele majątku wspólnego jakoś przespali złoty okres i mają poczucie, że czegoś nie zrobili ani dla siebie ani dla własnych rodzin, że nie załapali się tam, gdzie załapali się inni, od nich szybsi i przytomniejsi. Złote runo poszło do Jazona, ale Jazon już nie takie ma imię. Ma imię konkretne, ma jakieś nazwisko i jest demokratą oraz szanowanym przedsiębiorcą lub właścicielem telewizyjnej stacji. To bodaj najbardziej prawdopodobne źródło dzisiejszej frustracji narodu. No, bo to jak – psiakrew! – spóźnić się na własne wesele! Continue reading

GDZIE JEST TEN KRYZYS? CZYLI, GDZIE PUNKT SIEDZENIA, TAM PUNKT WIDZENIA.

Podobno świat stoi obliczu kryzysu. Ludziom śnią się filmowe sceny z wczesnych lat trzydziestych – szacowni obywatele skaczący z okien wieżowców i tańce śmierci na kształt obrazów w filmie „Wszak nie zabija się koni”. Na tym wizerunku pojawia się jednak pewna rysa. Tamten kryzys, nazwany nie bez przyczyny Wielkim spowodował, że w całym ówczesnym świecie produkcja i poziom konsumpcji spadły prawie o połowę. Z nim żartów nie było. Świat wyszedł z tej strasznej opresji dopiero po kilku latach głębokiej zapaści i to dopiero na skutek zastosowania reguł „rewolucji keynesowskiej”, czyli prostej arytmetycznej sztuczki, wyprowadzającej kryzys w pole. Diagnoza była następująca: przyczyną kłopotów jest pojawiająca się „luka popytowa”, której źródłem była sztywność systemu pieniężnego opartego na parytecie złota. Sztuczka polegała na ominięciu rafy poprzez oszukanie złotego parytetu i uruchomieniu mechanizmu obligacji rządowych. Brakuje popytu? No, to go pobudzimy emitując papierowe obligacje. Bogatsi ulokują w nich swoje oszczędności i dalej będą się cieszyć bogactwem zamkniętym w sejfach pełnych rządowych papierów wartościowych, a ich gotówkę przejmie rząd i wyda na prace publiczne zatrudniając biednych i bezrobotnych, którzy wydadzą płace na dobra konsumpcyjne, pobudzą produkcję, produkcja pobudzi popyt, popyt znowu ożywi produkcję i tak dalej, i tak dalej. A w jaki sposób pożyczone pieniądze oddać? Proste: wypuścić nowe obligacje. Jednymi spłacimy długi, drugimi zaciągniemy nowe… I tak powstał demokratyczny kapitalizm, który rychło przepoczwarzył się w „państwo dobrobytu”, którego symbolami stały się nowe mieszkania, radia, lodówki, meble i samochody. Dzisiaj przychodzi do nas rachunek i oto nagle czujemy się zagrożeni. Continue reading