ZAKLINACZE RZECZYWISTOŚCI, CZYLI JAK DŁUGO DZIAŁA TA MAGIA?

Michnik            Posiadanie własnych poglądów, to rzecz skomplikowana i wymagająca cywilnej odwagi. Ludzie, którym na sercu leży jedynie własna kariera, w konkurencyjnym środowisku walczącym o państwowe dotacje potrafią bez wstydu przyłączyć się do każdej opinii, jeśli tylko wymaga tego od nich tak zwana polityczna poprawność i perspektywa udziału w korzyściach. Jak zauważył jeden z prominentów tej grupy, „mieć rację, to nie kwestia „zwyczajnych”, obiektywnych faktów, lecz przekonania innych, że tę rację się posiada oraz dysponuje siłą, by rzeczywistość zepchnąć na niezauważalny margines”. Prawda staje się wtedy bardziej poddającym się manipulacji zjawiskiem społecznym, aniżeli faktyczną rzeczywistością. Jak długo można zagłębiać się w tego rodzaju magmę tworzonej na własny użytek fikcji? Continue reading

SMOLAR, MICHNIK DWA BRATANKI, CZYLI DEBATA O KOŃCU (ICH) ŚWIATA

Pytanie o to, kto należy do krajowej elity i jakie są kryteria tej przynależności było zawsze wśród polskiej inteligencji pytaniem frapującym i traktowanym do pewnego stopnia osobiście. No, bo dlaczego, właściwie, nie ja? Gazeta Wyborcza podjęła problem, chyba jednak trochę niezamierzenie, w numerze z 8 stycznia. Sposób podejścia jest pod kilkoma względami wzorcowy dla przesłania zrodzonego zapewne nie tyle z chęci przysposobienia sobie czytelników, ile ze względu na Gazetową konieczność wiecznego ujawniania prawdy „prawdziwej”, pretendującej przy tym do miana prawdy jedynej. Mam na myśli wymianę poglądów pomiędzy dwoma guru około-Gazetowego nurtu intelektualnego, w tytule oddaną określeniem „Debata Smolar-Michnik”. Tytuł zupełnie nie oddaje treści publikacji, bo przecież każdy wie, że debata to intelektualne starcie, a nie wspólnie dzielenie włosa na czworo. Debata zobowiązuje, by reprezentowane były poglądy odmienne, nawet odmienne skrajnie, nie zaś by były jednakowe. A w opublikowanej „debacie” tak właśnie jest, dwóch skrzydeł nie ma, bo i zawsze było tylko jedno, a obydwaj panowie znają się od późnego dzieciństwa jak przysłowiowe „łyse konie”. Ich debata nie mogła przynieść ani intelektualnych spięć, ani też nowinek, ani nawet stać się wydarzeniem intelektualnie frapującym. A jednak przypadkowo ujawniło się coś, co może zaskakiwać, chociaż nie sądzę, by rzecz była zamierzona. Continue reading

W KAŻDYM TKWI JAKIŚ ANDERS BEHRING BREIVIK! NAWET W AMY WINEHOUSE? NAWET W MICHNIKU?

Ktoś zdumiony powie: szalony Norweg w Amy Winehouse, filigranowej, śpiewającej dwudziestosiedmiolatce? A jakimże sposobem w Adamie Michniku? Przecież Redaktor, to najbardziej normalny facet ze wszystkich normalnych ludzi! Kwintesencja normalności! Prawda, że nie ma prawa jazdy, ale ma Gazetę, a to normalności dowód betonowy! Zastanówmy się chwilę. Miliony ludzi są również posiadaczami prawa jazdy, lecz psychologowie nie uznaliby tego faktu za wystarczające potwierdzenie ich wewnętrznej stabilności. Redaktor prawa jazdy nie ma, ale ma inny dowód na to, że jego punkt obserwowania świata jest właściwy i spójny. Ma właśnie Gazetę…
Pojawia się jednak wcale nie retoryczne pytanie: czy gdyby Redaktor Gazety we władaniu nie miał, to czy mógłby w niespodziewanym stanie frustracji, z samego tylko poczucia Jej braku, dokonać jakiegoś trudnego do akceptacji czynu? A czy tak w ogóle, gdyby każdy z nas miał jakąś Gazetę, do czego przecież każdy (jesteśmy o tym przekonani) ma wrodzone predyspozycje, to świat wokół nas nie byłby lepszy i po prostu normalniejszy? Czy wzniesienie okrzyku: „Redaktorzy wszystkich Gazet łączcie się!” nie spowodowałby tak głębokiej przemiany, że nasze otoczenie stałoby się lepsze i bardziej pokojowo nastawione? Czy zatem nieposiadanie Gazety może być wystarczającym powodem niepokoju wewnętrznego? Nie wiem. Nie posiadam nawet rąbka Gazety, ale czasem też zbliżam się do stanu niezrozumienia siebie samego. Czy może więc powodem zdarzającego się poczucie niepewności jest właśnie Jej nieposiadanie? Co to jest takiego, co rządzi nami i naszymi ambicjami? Continue reading

MICHNIK I EGIPSKA REWOLUCJA: „NIE! DLA KAPITALIZMU! TAK! DLA RÓWNOŚCI I DOBROBYTU!”

Świat patrzy na wydarzenia w Egipcie nazywając je „rewolucją” i dosyć bezmyślnie przywołuje za przykład polską „rewolucję solidarnościową” z lat osiemdziesiątych. Nic bardziej zwodniczego. Świat arabski jest reliktem poprzedniego wieku, który z punktu widzenia wielkich figur politycznych z powodzeniem zasłużył na miano stulecia szaleńców (Lenin, Stalin, Hitler, Mussolini, Ghandi, Nehru, Mao, Nkwame Nkrumah, Sukarno). Tak twierdzi, nie bez przyczyny, Paul Johnson w swojej „Historii świata”. Akurat – ani Mubarak, ani jego poprzednik – Sadat do nich nie należeli. Wariaci pojawią się pewnie dopiero teraz. Continue reading