JAK POLAK Z POLAKIEM. CZYM TRZECIA RZECZPOSPOLITA RÓŻNI SIĘ OD WCZEŚNIEJSZYCH?

blog1

            Przeminął niedawno Dzień Niepodległości, największe i najważniejsze święto państwowe. Z pewną melancholią odnotowałem jego zwyczajność. Wydał mi się już dniem takim samym, jak inne, tyle że większe sklepy i supermarkety pozostawały zamknięte. Nie czuć było, jak dawniej, patriotycznego uniesienia, na prowincji tylko z rzadka wywieszano biało czerwone flagi, jakby ludzie zapominali, o co im w tym wszystkim szło.  A jeszcze kilka lat temu by się to zapewne nie zdarzyło, a jeszcze wcześniej – „za czerwonego”, byłoby nie do pomyślenia. To przecież najważniejsze wydarzenie roku, świadczące również o nas samych, o naszym patriotyzmie i pamięci o Ojczyźnie. Nie czuć było jednak żadnych wyrzutów sumienia, co może świadczyć o tym, że widocznie tak właśnie wygląda normalność. Co to jednak znaczy, ta normalność? Skąd się wzięła i na czym właściwie polega? Czy to właśnie bardziej, czy też może mniej odpowiedzialny stosunek do otaczającej nas rzeczywistości? Czy mamy żałować, że nie ma już Mazowieckiego i Geremka, naśmiewać się za to z Żałka i posła Wiplera tarzającego się w alkoholowym amoku po mokrym chodniku, czy też oczuwać smutek z niedostatku imponderabiliów w tej już naszej codziennej zwyczajności? Nasuwa się natrętne pytanie: co to właściwie znaczy być Polakiem wtedy, kiedy o Polskę już nie musi się walczyć, nie trzeba o niej pamiętać przy codziennych zakupach i niekoniecznie eksponować jej inność, odrębność i historyczne zalety, skoro od tego mamy Tuska w Europejskiej Komisji i zmierzamy raczej ku upodobnianiu się do innych krajów Europy, aniżeli podkreślaniu własnej odrębności? A w ogóle, co to znaczy „Polska” wtedy, kiedy wokół mamy również ojczyzny innych, równie dla mieszkańców ważnych, tak jak ważna jest ona dla nas, ale jednocześnie, podobnie jak my nie mający już czasu poświęcać jej zbyt wiele uwagi? Czy to, że Kaczyński mówi o niebezpieczeństwach czyhających nie tylko od strony Ukrainy, ale też i z „tego innego” kierunku, to mówi rzeczy ważne, czy też plecie od rzeczy, bo nie umie odnaleźć się w tej normalności? Co to zresztą znaczy „ta Polska” i jak ona właściwie wygląda w wyobraźni naszej dzisiejszej codzienności? To ważne pytanie, bo też i od kształtu tej państwowo-narodowej wyobraźni zależy również sposób postrzegania dnia codziennego. Zastanawiam się na tym, że kiedy dźwięczy mi słowo „Polska”, to za każdym razem widzę inny jej kształt w zależności od tych myśli okoliczności. „Polska”, wbrew pozorom, wcale nie jest jednoznacznym pojęciem. Continue reading

SUWERENNOŚĆ, MIĘDZYNIEPODLEGŁOŚĆ, PEEREL I TA TRZECIA NAJJAŚNIEJSZA.

Polska państwowość miała trudne dzieciństwo i niełatwą dorosłość, lecz jej obywatele starają się rzecz sobie uprościć. Widać to po przygodach dobierania dnia, który symbolizowałby nasz „nowy początek”. Amerykanie, na przykład, tego problemu nie mają wcale. Ich „Independence Day” – Dzień Niepodległości, obchodzony jest od z górą dwustu lat bez zmian – 4 lipca, w rocznicę Deklaracji Niepodległości, ogłaszającą w 1776 roku uwolnienie kraju z zależności od Londynu. Stany Zjednoczone nie rozpoczęły wtedy swej historii od początku, lecz przestały być tylko zamorskim przedłużeniem macierzystej Anglii, stając się – to prawda – nowym, lecz równie anglosaskim jak dotąd krajem. Tak samo powstawała Kanada, Australia oraz Nowa Zelandia i z tej przyczyny ich wspomnienie dnia uzyskania niepodległości jest w gruncie rzeczy pamięcią o pewnej formalności, nie zaś ekspiacją bohaterstwa walki o niepodległość. Polska legitymuje się znacznie dłuższą od nich historią państwowości, sięgającą ponad tysiąca lat wstecz, ale najwyraźniej ma w tej kwestii jakiś kompleks niższości lub niedojrzałości. W roku ogłoszenia amerykańskiej Deklaracji Niepodległości, historia Polski liczyła przecież aż osiemset lat, ale z drugiej strony – tylko niepełna dekada dzieliła kraj od utraty własnej państwowości na długie dalsze sto dwadzieścia trzy lata. Ta historyczna świadomość narodowej niezdolności do podtrzymania rzekomo ukochanej niepodległości okazała się źródłem kompleksu tak głębokiego, że uniemożliwiającego rzeczową analizę przyczyn jej utraty.
Continue reading