CZY ŚWIAT JEST GOTÓW DO ZROZUMIENIA CZYM W SWEJ ISTOCIE JEST ISLAM?

Sytuacja międzynarodowa narzuca tematy, które nie sposób pozostawić bez komentarza. Od wielu tygodni wiążą się z przestrzenią islamu, jako że z punktu widzenia cywilizacyjnych następstw dla dzisiaj żyjących mieszkańców globu – tam dzieje się najwięcej. Rozpocząłem właśnie lekturę książki wydanej przez katolicką oficynę – Instytut Wydawniczy PAX. Otrzymałem ją z okazji doręczenia temu wydawnictwu tekstu mojej własnej, opowiadającej o świecie islamu i zatytułowanej „Egzekutor”. To rzecz o współczesnym egipskim terroryście, który pod wpływem miłości do chrześcijańskiej dziewczyny oraz mądrości papieży – koptyjskiego i rzymskiego – nabiera wątpliwości co do słuszności własnego wyznania wiary. Zabrałem się więc do czytania podarowanej mi książki Sayyeda Hosseina Nasra – „Istota islamu” ze zdwojonym zainteresowaniem. Sądząc z nazwiska autora i tytułu dzieła znalazłem się blisko samego źródła zrozumienia tego, czym w istocie rzeczy jest islam…
Lektura książki wprowadziła mnie jednak w stan konfuzji, bowiem w świetle peanu, jaki autor wystawia islamowi jako najlepszej, najbardziej cywilizowanej i najrozumniejszej z religii współczesnego świata, zwątpiłem w szanse publikacji mojej własnej książki we własnym kraju w wydawnictwie – aczkolwiek katolickim – to jednak spoglądającym jakby z pewną dozą zazdrości na społeczną pozycję muzułmańskich „braci w wierze”. Napisałem ją bowiem wiedziony europejską tradycją chrześcijańskiego przekonania o dokonanym już pojednaniu – jak się wydawało ostatecznym – z racjonalizmem zaszczepionym nam przez Oświecenie. Czy ta myśl przejdzie jednak wewnętrzną cenzurę wydawniczą? Zaczynam w to wątpić…
Autor „Istoty islamu” przyznaje, ze chrześcijaństwo to „siostra w wierze”, ale jednak siostra młodsza i daleko mniej doskonała. Jak głosi tytuł pierwszego rozdziału – jest „jeden Bóg, wielu proroków”, co skutkuje „jednością prawdy i wielością objawień”. Najdoskonalszy i w swej doskonałości jedyny jest jednak tylko islam. Mojżesz, Budda, Chrystus i owszem, mieli swoje zasługi w krzewieniu transcendentnej wiary, ale „ostatnią pieczęcią” – tą „całą racją świata” był Mahomet, syn Abdullaha. Był ostatni, a więc najpełniejszy i w proroctwie najlepszy. Skoro autor książki jest muzułmaninem, nie byłoby w tym niczego dziwnego, dziwne jest to, że nagle, we własnym, kraju położonym w środku Europy poczułem się troszkę jak ideowa mniejszość, zbyt mało zaangażowana w Objawienie, a za bardzo w Oświecony Rozum. Problem w tym, że pasja i poczucie racji z jaką przemawia autor „Istoty islamu” nie tylko czyni chrześcijaństwo tworem niedoskonałym, jakąś historyczną pomyłką, ale wszystko to, co Europejczyków przyprawia o poczucie dumy – Odrodzenie, Oświecenie i demokratyczna kultura Zachodu, jest dla niego jedną wielką moralną szkodą wartą tylko jednego – zapomnienia i wymazania z historii ludzkości.
Sayyed Nasr szeroko rozwodzi się nad koniecznością chrześcijańsko-muzułmańskiego dialogu, zrozumienia i porozumienia ponad różnicami religijnymi i kulturowymi. Jednak granice w jakich proponuje to porozumienie pomieścić, wprowadzić mogą zachodniego czytelnika w stan zdumienia graniczący z osłupieniem. Szczególną niechęcią otacza bowiem naukową metodę badania rzeczywistości, którą – nie pierwszy zresztą – nazywa „orientalizmem”, nadając słowu znaczenie wysoce negatywne. „Orientalistyczne studia nad islamem” – argumentuje – „zaczęły się i skończyły na niewypowiedzianym założeniu, że islam nie jest religią objawioną, lecz zjawiskiem stworzonym za pośrednictwem ludzi w określonej sytuacji dziejowej”. A przecież wiadomo, że tak nie jest! Islam nie jest systemem społecznym, ale Boskim Zjawiskiem, Darem Objawionym ludzkości przez Allacha, pełnym w swej doskonałości i pozbawionym wad i niedoróbek. Jest cały, całościowy, a w swej całościowości niedościgniony w doskonałości . Innymi słowy, nauka jest tylko wtedy prawdziwą nauką, gdy za swój punkt wyjścia przyjmuje Słowo Boże zawarte w Koranie, przekazy Proroków i świętych pism, a nie zjawiska zupełnie bezpodstawnie uważane za „obiektywne”. Jak zauważył kiedyś al-Ghazali, fakt że bawełna wrzucona do ognia zamienia się w popiół, zależy tylko od woli Allacha. Gdyby chciał, by zamieniała się w wodę, tak by się właśnie działo, bo nie ma ani fizyki, ani chemii, jest tylko Allach. Świata obiektywnego nie ma. To wytwór bezbożnej fantazji, a świat jest i będzie taki, jakim się spodoba Bogu. Istotą nauki nie jest zatem badanie zjawisk obiektywnych, bo takich nie ma – wszystkie przecież mają swój początek w Objawieniu, czyli w skondensowanej boskiej woli. Nauka jest godna tego miana tylko wtedy, jeśli jej punktem wyjścia jest egzegeza boskości Boga i rozsławianie Go tam, gdzie rozsławiony jeszcze nie jest. A oto stwierdzenie w tym rozumowaniu kluczowe: „Do badania islamu – gromi Zachód autor „Istoty islamu” – w imię tak zwanego orientalizmu zaczęto stosować nowe metody naukowe: racjonalistyczne, historycystyczne i sceptyczne, używane do analizy zjawiska religii, a wyrosłe wieku zwanym oświeceniem, który w rzeczywistości (sic!) był wiekiem stłumienia duszy i upadku intelektu”.
Islam jest w swej ocenie istoty europejskiego Oświecenia zupełnie odosobniony. Tak kategorycznie i negatywnie nie ocenia go żadna z wielkich współczesnych kultur, nawet tak odległych od Europy, jak Chiny czy Japonia. Z internetowej Wikipedii możemy dowiedzieć się we wszystkich językach świata, że „Oświecenie, określane często jako wiek rozumu – to nurt kulturalny oraz okres w historii Europy przypadający na lata 1688-1789”. W rozumieniu szerszym: to epoka w dziejach kultury europejskiej, będąca przełomem myślowym i matką wszystkich późniejszych przewag Zachodu nad resztą świata. Ludzie Oświecenia najbardziej cenili to, co można pojąć rozumem. Ważną cechą Oświecenia, brzmiącą dla muzułmanów jak osobista obraza, to sekularyzacja państw europejskich oraz sformułowanie praw człowieka. Prawa? – zapyta wierny Proroka? Jakie prawa? Człowiek nie posiada żadnych praw, ma za to obowiązki wyraźnie wyliczone w Koranie, sunnie i hadisach oraz jedno wieczne zobowiązanie: sławienie wielkości Allacha!
Wszystkie wartości Oświecenia, na których w gruncie rzeczy został wybudowany świat Zachodu, w przekonaniu wiernych Allacha, to po prostu ślepy zaułek, dziejowa pomyłka, z której ludzie powinni się jak najszybciej wycofać, by przejść do obozu prawdy, czyli objawionej Mahometowi przez Allacha wiary skomprymowanej świętymi słowami wyznania, z którym urodził się rzekomo każdy człowiek i które nawet bez udziału świadomości krąży po jego w głowie w świętym języku Arabów: „Aszhadu an la ilaha illa Allah wa aszhadu anna Muhammadan abduhu wa rasuluhu” –„Oświadczam, że nie ma boga prócz Allacha, a Mahomet jest Jego prorokiem”. Wtedy sprawa międzyreligijnego porozumienia staje się prosta: po zrozumieniu muzułmańskiego wyznania wiary pojednanie staje się faktem i można spokojnie rozpocząć równie „naukową” dyskusję nad stopniem boskości Boga. „As-Salāmu `alaykum” – „pokój niech będzie z wami!”.
Ktoś powie, że powyższe uwagi są jednostronne i dotyczą religijnych subtelności. Nic bardziej błędnego. Problem dotyczy nas wszystkich, tutaj i teraz. Zauważmy, że media są pełne ubolewania i niezrozumienia dla braku gotowości Zachodu przyjścia z pomocą libijskim przeciwnikom Kadafiego. Przecież walczą oni z dyktaturą (a to zło samo w sobie) i zapewne chcą wolności. Wolności? Jakiej mianowicie wolności? Dyktator jest psychicznie niestabilny, by tak rzec – niespełna rozumu, ale dzisiejsi powstańcy traktowali go jako bohatera przez ostatnie czterdzieści lat. O co teraz mają do niego żal? No, właśnie nie bardzo wiadomo. Nie słychać po ich stronie tęsknoty za demokratycznym państwem rządzonym sprawiedliwie w imieniu społeczeństwa i na zachodni sposób. Nie słychać, bo i w tradycji muzułmańskiej pojęcie: „społeczeństwo” nie istnieje. Od samego początku islamu jest zastępowane w Koranie słowem „umma” – „wspólnota wiernych”. Umma nie może być demokracją zorganizowaną na zachodni sposób, ani też społecznością rządzoną przez lud, bo to nie lud ją powołał do życia. Utworzył ją sam Allach, wiedziony tęsknotą za byciem uwielbianym. I to jest właśnie podstawowy i jedyny cel istnienia ludzi w systemie nazywanym „islam” – „poddanie się” w uwielbieniu Doskonałości. Poddanie, a nie suwerenne uczestnictwo w społeczeństwie innych suwerennych jednostek. W ramach muzułmańskiego myślenia demokracja, to sprzeczność sama w sobie. Człowiek nie jest źródłem niczego, nie może więc też być źródłem władzy. Co zatem Zachód – w mniemaniu przeciwników Kadafiego – powinien zrobić? Otóż powinie dokonać wszelkiego możliwego wysiłku z interwencją wojskową włącznie, by obalić bezbożnego dyktatora i pozwolić wiernym utworzyć państwo prawdziwego islamu. A potem ludzie Zachodu powinni sobie jak najszybciej pójść. Jeśli by tego nie zrobili, trzeba będzie ich zbrojnie równie szybko wyrzucić. Oczywiście, w imię Allacha!
Naiwność zachodnich mediów jest wzorcowa. Od czasów Oświecenia powszechna jest teza, że Zachód, to najlepszy z ustrojów. Teza słuszna, ale dlaczego idzie za tym przekonanie, że wszyscy inni go nam zazdroszczą i czekają tylko na chwilę, by oświeceniowe zasady móc wprowadzić u siebie? Muzułmanie nie tylko Zachodowi jego zachodniości nie zazdroszczą, ale mają ją w pogardzie – za oczywistą dla nich głupotę niezrozumienia idealności islamu i niechęć do „prawdziwego dialogu”, to jest dialogu, którego punktem wyjścia będzie przyznanie na samym tego „dialogu” wstępie, że „nie ma Boga nad Allacha, a Mahomet jest jego Prorokiem!”.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *