PARANOIA W SKALI MAKRO, CZYLI QUOUSQUE TANDEM ABUTERE JIHADI JOHN’IE?

„Nie jest celem islamu zmuszanie ludzi do wierzenia,
Islam nie jest po prostu wierzeniem, jest zapowiedzią
uwolnienia człowieka od zniewolenia przez innych ludzi”
(Said Qutb, założyciel Bractwa Muzułmańskiego)
„Dobry muzułmanin, to martwy muzułmanin”
(coraz częstszy pogląd niemuzułmanów na islam)

ParyzQuousque tandem abutere, Catilina, patientia nostra? Quamdiu etiam furor iste tuus nos eludet?” „Jak długo, Katylino, będziesz nadużywał naszej cierpliwości? Dokąd będzie nas pętać to twoje szaleństwo”? Tak wołał Cyceron, konsul rzymskiej republiki w oskarżycielskiej mowie wygłoszonej w senacie przeciwko Lucjuszowi Katylinie, po odkryciu przygotowywanego przezeń spisku przygotowywanego dla dokonania zamachu stanu. Powstaje nieodparte wrażenie, że w globalizującym się świecie współczesności rolę Katyliny przejął Jihadi John, bezwzględny islamsko-europejski morderca, lecz nie pojawił się jeszcze ktoś tak odważny, kto wygłosiłby przed własną publicznością, jak Cycero, oskarżycielską mowę przeciwko systemowi, który go zrodził. Bo też i muzułmański terroryzm nie jest jednostkowym szaleństwem, ani też zjawiskiem dającym się wyjaśnić poglądami pojedyńczych ludzi. Jest szaleństwem społecznym, które objęło umysły wielkiej cywilizacji rozciągającej się na przestrzeni dwóch tysięcy kilometrów europejskiego pogranicza. Islam bowiem, to nie – jak Rosja – „zwykła” cywilizacja zła, lecz cywilizacja zła zbudowanego na systemowym zakazie racjonalnego myślenia.

Tymczasem, od znawców światowych religii możemy oto dowiedzieć się jak mało się od siebie różnimy, jak bardzo jesteśmy podobni i jak to „wielkie religie monoteistyczne” są ze sobą prawie tożsame. W. P. Lazarus, religioznawca i autor amerykańskiego bestsellera Comparative Religion for Dummies nie może się nadziwić, że w powszechnym odczuciu tak nie jest. „Pomimo odmienności świętych tekstów, rytuałów i domów modlitwy – dowodził –  wartości przez nie podzielane daleko dominują nad różnicami. Zrodziły się na tej samej ziemi, dosłownie i w przenośni. Można nawet uznać, że judaizm, chrześcijaństwo oraz islam są tak zjednoczone swoimi zasadami i wspólnotą przeszłości, że można je uznać za zwykle odgałęzienia tej samej religii”. Tyle, że jak rasowy religioznawca dostrzega w religiach tylko teologię, nie zważając na fakt, że islam nie jest zwykłą religią, ale wielkim i kompletnym systemem społecznym, politycznym i gospodarczym. Nie jest więc żadnym zaskoczeniem, że pośród religioznawców spotykamy się głównie z apologią religijnej jednakowości, co w konsekwencji prowadzi do przekonania, że mordujący innych islamiści muszą być odstępcami od wiary i zwykłymi terrorystami, nie zaś wyznawcami Allacha, nawet, jeśli mordują swych współplemieńców w rzekomo podobnej wierze, wołając przy tym Allahu akbar! Tymczasem islam, to nie – jak chrześcijaństwo – religia, którą można reformować bez szkody dla codziennego życia jego wyznawców, ale społeczny system zbudowany w taki sposób, że zadowala jego mieszkańców tylko wtedy, gdy się nie zmienia. Islam ze swej najgłębszej istoty nienawidzi zmiany.

Zadziwiające, że świat mediów znalazł się w rękach  pięknoduchów, a nie realistów i to do tego na koszt całej reszty ludzkości. Nawet wiadomość o tym, że jeden z zabitych w Paryżu terrorystów miał w kieszeni syryjski paszport w niczym nie zmieniło medialnego przekazu, że napływający stamtąd muzułmanie, to tylko ekonomiczni i polityczni uchodźcy, którym nie w głowie jakaś nienawiść do Zachodu. Oto Sławomir Sierakowski w ostatnich telewizyjnych rozważaniach dowodził, że ci z muzułmanów, którzy masami napływają do Europy, to tylko uchodźcy i ofiary terroryzmu, a nie żadni potencjalni terroryści. Terroryści zatem, to jacyś inni ludzie, pochodzący gdzieś z dalekiego marginesu, albo też nadchodzący wprost z Księżyca. Dziwne tylko, że taki margines może mordować setki i tysiące Bogu ducha winnych ludzi w imię Boga, którego za margines nie uważa cały ponad miliardowy jego świat. Jest to zresztą rzekomo ten sam Bóg, którego czczą zarówno Żydzi, jak i chrześcijanie. Znamienne też, że z wnętrza europejskich środowisk muzułmanów – dawnych imigrantów do Niemiec, czy Francji – wcale nie płyną masowe słowa żalu i potępienia mordowania bezbronnych, a są zastąpione znamiennym milczeniem. Po dwudziestu czterech godzinach od tragedii odezwała się, to prawda, niewielka polska Rada Muzułmanów twierdząc, że terrorystów nie należy nazywać muzułmanami. Czyli nazywać ich jak? „Muzułmańskimi terrorystami”, bo innych przecież nie ma, a jeśli słowo „muzułmański” jest konieczne w zestawieniu ze słowem „terrorysta”, to przecież musi być coś na rzeczy.

Przy tego rodzaju okazjach cywilizacyjnego zderzenia rodzi mi się zawsze refleksja związana ze zdarzeniem sprzed piętnastu lat, kiedy to pracownicy szpitala w stolicy Arabii Saudyjskiej radowali się szczerze z prawdziwego zwycięstwa islamu i wielkiej liczby ofiar ataku terrorystów na nowojorskie wieże World Trade Center. Ataku muzułmańskiego, a nie tylko terrorystycznego, jak twierdzi poprawnościowa propaganda. Zresztą nikt, także i sam Sierakowski, mając usta pełne wyjaśnień i usprawiedliwień dla potencjalnych morderców kryjących się wśród miliona tak zwanych uchodźców, nie ma przecież najmniejszego pojęcia, jaki jest skład społeczny napływających imigrantów, więc każda teza dotycząca tego, jacy oni właściwie są, jest ze swej istoty zawieszona w próżni. Tymczasem, przekonanie o tym, że islam jako taki nie ponosi żadnej winy, jest w ustach zdeklarowanego ateisty zupełną zagadką. Zastanawia mnie przy tym z jakiej to przyczyny on i jemu podobni mają tak uduchowione przekonania w stosunku do ludzi kulturowo obcych, ale nie są tak wspaniałomyślni dla własnego społecznego otoczenia, w którym dostrzegają samo tylko zło, prócz siebie samych. Czy Sierakowski nie wie o tym, że mordercy z redakcji Charlie Hebdo, a zapewne okaże się, że i autorzy paryskiej krwawej łaźni, byli urodzeni we Francji jako jej pełnoprawni obywatele? Arabami i uchodźcami od biedy i niedostatku byli zapewne ich rodzice lub dziadkowie, czyli ludzie poprzedniego pokolenia. Tamci, byli jednak „jeszcze” uchodźcami, ci są „już” terrorystami. Czy nie należy dostrzegać w tym żadnych prawidłowości i widzieć tylko zupełnie przypadkowe źródła wydarzeń? Czy zatem pojawi się oto szansa na to, że wpływowe środowiska „poprawnościowe” zmienią nareszcie swój stosunek do zjawiska islamu uważanego dotąd tylko za „pewną odmianę wielkiej religii monoteistycznej”. Idzie nie o jakiś margines, ale o wielki fragment świata, czyli system, w którym żyje półtora miliarda ludzi. Dokonane z zimną krwią morderstwo na kilkuset zupełnie przypadkowych ludziach mogłoby stać się szansą na dopuszczenie do debaty rozumnych refleksji i zaprzestanie szerzenia poglądu, że oto muzułmanie, to tacy sami ludzie jak inni. Szkoda, że „poprawnościowe sumienie” niektórych ludzi mediów musi być okupione hekatombą ofiar, tylko dlatego, by do ich umysłów przypadkiem nie zakradł się jakiś element samodzielnej autoanalizy.

Dzisiaj, można przynajmniej wskazać najbardziej winnych paryskiej tragedii. Leży ona nawet nie tyle po stronie islamskich psychopatów, ile europejskich pięknoduchów uważających, że „człek człekowi jednaki” i nie ma podstaw, by jednego zanadto odróżniać od drugiego. Nie zdają sobie zupełnie sprawy z tego, że stają się tym sposobem częścią myślenia zrodzonego w przestrzeni ortodoksyjnego islamu. Tam również „człek człekowi jednaki”, pod jednym wszakże warunkiem, że jest bratem w wierze, czyli muzułmaninem. Reszta ludzkości, to tylko nic nie warta hołota o równie nic nie wartym życiu.

In vitroJak wiele ofiar będzie jeszcze „świat białego człowieka” musiał ponieść, aby te odmienności zrozumieć, skutecznie zapobiegać dalszym tragediom i eliminować wiszące nad nim w przyszłości niebezpieczeństwa? A przecież potrzeba tak niewiele. Wymagane jest tylko dopuszczenie do przestrzeni polityki swobody rozumowania, co ma w intelektualnej tradycji Europy utrwaloną nazwę „racjonalizmu” i jest skądinąd jej własnym dzieckiem. Dlaczego europejscy przywódcy i ludzie mediów tak bardzo obawiają się rozumu?  Może sami są poddani utajonej psychozie, której źródeł nie pojmują?

Zjawisko psychozy ma swoją definicję. To szczególny stan umysłu określany jako „utrata kontaktu z rzeczywistością”. W zależności od stopnia nasilenia może wywoływać zachowania dla innych niezrozumiałe i – co ważniejsze – prowadzić  do trwałej utraty możliwości interakcji z innymi, pociągając za sobą upośledzenie postępowania. To zaburzenie psychiczne w postaci pojawienia się stanu umysłu prowadzącego do zakłócenia obiektywnego postrzegania otoczenia i dezorganizacji sposobu myślenia uznawanego za powszechny i prawidłowy. Osoba znajdująca się w stanie psychozy ma przekonanie o realności swoich przeżyć i wydaje się jej, że funkcjonuje normalnie. Istotą psychozy jest brak krytycyzmu wobec własnych, nieprawidłowych spostrzeżeń i osądów, przy czym należy tu rozróżnić psychozy z prawidłowo zachowaną świadomością, od psychoz z towarzyszącymi przypadłości zaburzeniami swiadomości. Rzecz jednak w tym, że nauka jest w stanie opisać zjawisko tylko w ograniczony sposób, ponieważ psychoza nie występuje jako odrębna część ludzkiej psychiki, ale tylko z niej wynika. Trudno jest więc nakreślić granicę między normalnością i anormalnością. Psychozy z zachowaną świadomością polegają na zaburzeniach spostrzegania, bądź myślenia – zarówno co do formy, jak i treści. Urojenia występują u osób z wyższym poziomem rozwoju umysłowego, zaś omamy u osób z poziomem niższym, co jest wynikiem tego, że omamy są bliskie zjawiskom charakterystycznym dla umysłowej niedojrzałości. Dla wytworzenia spójnego systemu urojeń konieczna jest psychika rozwinięta i jej społeczne umiejscowienie. W psychologii przyjmuje się, że za wystąpienie psychozy odpowiada nierównowaga neuroprzekaźników w mózgu. Nie jest znana natomiast odpowiedź na pytanie skąd ta nierównowaga się bierze, nie ma też dowodów na to, że taka skłonność może mieć charakter dziedziczny, albo też – co gorsza –  jakiś wymiar społeczny. Poza tym, psychologia, to nauka badająca mechanizmy i prawa rządzące psychiką oraz zachowaniami pojedynczego człowieka, nie zaś wielkich społecznych formacji. Na tym ostatnim polu stąpamy po bardzo grząskim gruncie, ponieważ badania nad nim zostały przez poprawnościowe media uznane za potencjalny rasizm. Okazuje się, że lepiej nie wiedzieć za wiele o własnym otoczeniu, byle tylko nie znaleźć się na liście rasistów, ponieważ konsekwencją może stać się faktyczny zakaz publikacji, utrudniony dostęp do mediów lub przypisana łatka wariata. Urojeniem Zachodu jest przy tym kołatające się długo przekonanie, że w gruncie rzeczy świat jest w nim zakochany i pragnie pojąć go w naśladownictwo. Urojenie muzułmanów jest znacznie poważniejsze, bo prowadzące do nienawiści do wszystkiego, co odmienne, pozwalając na bezgrzeszne zabijanie za inność. Europo, obudź się i odbuduj swój poznawczy aparat!

Kategorią podobną do psychozy jest paranoja. To proces uzależniony od istnienia silnego poczucia złości lub strachu. Paranoik jest przekonany o istnieniu sił konspiracyjnych niosących zagrożenie. Jest skłonny do fobii, czyli trwałej niechęci do czegoś lub kogoś i odczuwania rodzaju strachu przed innością jako taką. Towarzyszy temu formułowanie fałszywych oskarżeń i brak zaufania do innych ludzi. Każde wydarzenie jest przez takiego osobnika postrzegane jako przypadek spowodowany celowo zbudowanym splotem okoliczności. Jest znamienne, że samo słowo jest refleksem greckiego pojęcia paranoia, stanowiącego zbitkę dwóch innych: para, czyli „poza” i noos oznaczające „umysł”, a więc coś, co pojawia się poza przestrzenią jakoś kontrolowanej świadomości.

MuzulmanieZnawcy problemu usiłowanie jednakowego traktowania wszystkich społecznych zjawisk określają słowami trudnymi do tłumaczenia (cognitive bias), czyli tendencję do postrzegania ich z częściowej i wygodnej dla oceniającego perspektywy. Bias, to inklinacja widzenia rzeczy w ich najzręczniejszej dla uczestnika wydarzeń perspektywie, najczęściej powiązana z niechęcią do rozważania rzeczy w ich merytorycznym kontekście i z rozmaitych punktów widzenia. Występuje zwykle w przestrzeni odczuwania jakiegoś rodzaju odmienności – grup etnicznych, narodowych czy religijnych, prowadząc do jednostronnego postrzegania zjawisk, czyli pomijania spojrzenia ideowo neutralnego i jego otwartej analizy. Najczęstszym określeniem tego zjawiska, chociaż wybitnie łagodnym, jest wcześniej wspomniana „polityczna poprawność”. Nie daje negatywnych następstw w czasach bezpiecznych i spokojnych, ale może mieć katastrofalne skutki w okresach zamieszania i mentalnego bezładu. Prowadzi bowiem do decyzji pogłębiających pojawiający się problem przez unikanie rzeczowej jego analizy. Tego rodzaju zjawisko jest wyraźnie widoczne w kwestii zbrodni dokonywanych przez agresywnych muzułmanów. Nazwanie ich po imieniu, czyli „zbrodniami muzułmanów” jest oprotestowywane i uważane za krzywdzące, ponieważ kojarzy się z innymi „wspólnotowymi winami”, jak Holokaust, wytępienie Ormian przez Turków, czy też traktowanie palestyńskich Arabów przez władze Izraela.

Przyczyny obecnej tendencji mediów do pomijania istoty problemu i przekonywania, że nawet kilkaset śmiertelnych ofiar w Paryżu, to „tylko” skutek działania „ekstremistów” prowadzi do niebezpiecznych napięć i ostatecznej utraty ich wiarygodności. Źródłem tego zjawiska jest zapewne wspomniana cognitive bias, czyli tendencja do opisywania zdarzeń wyłącznie z wygodnej, egoistycznie bezpiecznej perspektywy. Jest bowiem paradoksem naszych czasów, że we wszystkich krajach zachodnich media znalazły się – w mniejszym czy większym stopniu – pod przemożnym wpływem mniejszości – seksualnych, filozoficznych czy etnicznych. Z ich perspektywy, uznanie, że muzułmanie przychodzą do Europy ze świata napiętnowanego – podobnie do nich samych – jakiegoś rodzaju wrodzoną im odmiennością, jest o tyle niebezpieczne, że prowadzi do obawy o to, że publiczność może podciągnąć ich samych pod ten sam schemat myślenia. Wtedy, media zmuszone są kłamać w imię własnego interesu grupowego i wbrew obowiązującej je zasady bezstronności. Egioizm grupowy i strach przed reakcją społeczną prowadzi do zacierania źródeł niebezpieczeństwa tkwiącego w samej islamskiej doktrynie oraz konstrukcji muzułmańskich społeczeństw w obawie, by podobny rodzaj rozumowania nie dotknął miejscowych mniejszości. Spowodować to jednak może groźne następstwa w postaci dramatycznego rozejścia się wiarygodności informacji płynącej z mediów z odczuciami zwykłych ludzi, dając przy okazji pożywkę dla pojawiania się prawdziwych paranoi. Zerwanie tej łączności może mieć też kolejne skutki w postaci podważenia instytucjonalnej wiarygodności mediów oraz utratę możności społecznego komunikowania się za ich pośrednictwem. Do takich wniosków wiedzie psychologiczne wyjaśnienie fenomenu notorycznie i świadomej lub podświadomej niepełnej percepcji dziejących się wydarzeń i poświęcaniu im przez media uwagi w taki sposób, aby pominiąc istotę rzeczy.

W psychologii wyróżnia się dwa rodzaje niepełnego postrzegania rzeczywistości. To postrzeganie atrybutywne oraz kognitywne, czyli popełnianie notorycznych błędów w sytuacji, kiedy ludzie jednej kultury starają się zrozumieć motywacje i zachowania innych. Nakładają wtedy na każde tego rodzaju wydarzenie swoje własne matryce, doświadczenia i zachowania, starając się je zrozumieć w ramach znanych sobie kategorii racjonalności. Świat islamu od tysiąca lat ulega zaburzeniom urojeniowym, które w życiu jednostki zostałyby przez psychologów uznane za rodzaj obłędu. W kategoriach naukowej poprawności staramy się jednak je opisywać w ramach jakiegoś rodzaju racjonalności, mniej lub bardziej świadomie podkładając pod to własny sposób rozumowania i historycznego doświadczenia. Doznajemy więc zaskoczenia, gdy okazuje się, że inni nie tylko naszego poglądu nie podzielają, ale w imię tych tak niestotnych dla nas różnic są gotowi do zabijania i to bez żadnych wyrzutów sumienia.

W gruncie rzeczy, wyjaśnienie fenomenu możemy również znaleźć w przestrzeni psychologii. Islam wydaje się być przykładem takiej trudnej do uwierzenia kulturowej i masowej psychopatii, posiadającej przy tym zarówno cechy paranoiczne, jak i paranoidalne. Z tego punktu widzenia istotne jest, że urojenia paranoiczne są osądami zdarzeń, które są możliwe do zaistnienia, w przeciwieństwie do urojeń paranoidalnych, które uznaje się za rezultat wydarzeń niemożliwych do pojawienia się w ramach zdrowego rozsądku. Urojenia paranoiczne są usystematyzowane, a w wyrażanych urojeniowo treściach pojawia się swoista  spójność. Przestrzeń tych drugich jest zupełnie nieokreślona, ale skutki dla otoczenia równie katastrofalne. Charakterystyczną cechą paranoi prawdziwej jest to że urojenia dotyczą jednej tematyki. Oto przykłady:

  • Inividiam, czyli paranoja zazdrości;
  • Querulatoria, czyli paranoja pieniacza;
  • Persecutoria, czyli paranoja prześladowcza;
  • Reformatoria, czyli paranoja dążenia do zmiany;
  • Inventoria, czyli paranoja wynalazcza prowadząca do odrzucenia rozwiązań starych na rzecz nowych.

Wymienione rodzaje emocjonalnych odchyleń różnią się od siebie ważną cechą, a niektóre z nich różnią się bardzo poważnie. Dwie ostatnie – dążenie do zmiany i poszukiwanie nowych rozwiązań w miejsce starych – są dla świata islamu nie do przyjęcia, ponieważ jego społecznym przesłaniem jest przekonanie o własnej doskonałości niejako z samej jego definicji, a wszelkie zmiany są uznawane za pogorszenia sytuacji, a nie jej polepszenie. Bezruch staje się wtedy ideałem, a każda zmiana sieje zgorszenie. Wtedy, islamowi pozostają tylko trzy pierwsze rodzaje paranoi zrodzone z zazdrości o powodzenie innych, przede wszystkim o gospodarczy sukces Zachodu. Zazdrość prowadzi do pieniactwa. W świadomości muzułmanów wszyscy ludzie na świecie z wyjątkiem ich samych są pożałowania godnymi głupcami i tym ostatnim należy się dobre słowo tylko w chwili dobrego nastroju muzułmanina. Z tych dwóch odchyleń rodzi się paranoja trzecia – mania prześladowcza. Skoro inni są z samej definicji inności gorsi od nas – przekonują muzułmanie siebie samych – to jaka może być tego przyczyna? Albo sam Allach chce nas, muzułmanów, doświadczyć za popełnione grzechy tak, jak kiedyś Jahwe czynił to ze swoim narodem wybranym, albo też prześladuje nas pech. Pierwsze rodzi odczucie nazywane po arabsku huzun, podobne do europejskiej melancholii, drugie – ślepą wściekłość i potrzebę zemsty.

Huzun, to melancholia muzułmanina zrodzona z niskiego poczucia wartości w obliczu wszechmocności Allacha, prowadząca do wspólnotowego wybuchu gniewu wobec dowodów powodzenia innych społeczeństw, ale też może wyrazić się napadem ślepego szału w reakcji na tłumiony erotyzm i ucieczką od niego w zbrodnię, pozwalającą na odmienne, ale równie silne przeżycie emocjonalne. Jak twierdzi turecki muzułmanin i laureat literackiej Nagrody Nobla – Orhan Pamuk, „huzun, to duchowe cierpienie, jakie odczuwamy z powodu oddalenia od Boga, dlatego że nie potrafimy wystarczająco dużo dla niego zrobić”. Wtedy, nasza śmierć wraz z setkami i tysiącami niewiernych jest rodzajem ekspiacji za niedostatek doskonałości. Zabijanie niewiernych za sam fakt ich niewierności przestaje być w tej sytuacji złym uczynkiem, ale przeciwnie, staje się ucieczką od grzesznej niedoskonałości – ku doskonałości w Allachu. Dla chrześcijanina, tego rodzaju rozumowanie, to rzecz niepojęta i typowa paranoja, dla muzułmanina, to przykład prawdziwie świętego myślenia. Jak pogodzić te dwie mentalności? Trzeba byłoby przy jakiejś okazji spytać niemiecką kanclerz Angelę Merkel w jaki to sposób wyobrażała sobie perspektywę kulturowego współżycia uchodźców ze świata islamu oraz ludności miejscowej w chwili, gdy zapraszała tych pierwszych na europejską wyprawę? I dlaczego pragnie teraz podzielić się problemem z innymi, prowadząc przy okazji do niemal pewnego rozkładu największego dzieła XX wieku, czyli europejskiej wspólnoty? Z niewiedzy i zwykłej głupoty, czy może z powodu wcześniej cytowanej „politycznej poprawności”? Jak wielki zastrzyk tej poprawności czeka nas jeszcze w bliższej i dalszej przyszłości i ile to jeszcze będzie kosztowało nasz świat?


One thought on “PARANOIA W SKALI MAKRO, CZYLI QUOUSQUE TANDEM ABUTERE JIHADI JOHN’IE?

  1. Tożsamość islamu z innymi religiami nie jest prawdziwa nawet z czysto teologicznego punktu widzenia. Bóg chrześcijan to “zegarmistrz”, który ustalił reguły rządzące światem i których poznanie przybliża do poznania Boga (https://explorable.com/middle-ages-science).
    W teologii muzułmańskiej nic takiego nie istnieje – allah podyktował swoje prawa, ale w każdej chwili może ingerować: “insza allah”. W tej kulturze nie ma więc miejsca na poznanie świata. Nie ma sensu zgłębiać praw fizyki, jeśli mogą być zmienione interwencją boską. Dlatego już w średniowieczu zachód wystrzelił cywilizacyjnie (młyn wodny i inne: http://listverse.com/2007/09/22/top-10-inventions-of-the-middle-ages/). To jest zasadnicza różnica między światopoglądami, która sprawia, że jeden potrafi się modernizować i posługiwać rozsądkiem, a drugi nie. Więcej: http://www.amazon.com/How-West-Won-Neglected-Modernity/dp/1610170857

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *