CZY„EUROPA CENTRALNA”, LEŻY W JEJ CENTRUM? CZYLI O ZWODNICZOŚCI OKREŚLEŃ

Jaka jest istota naszej „środkowoeuropejskości”?
Grossgliederung_Europas[1]
06-03[1]

            Z punktu widzenia tytułowego pytania istotne jest to, że obszar, który na dzisiejszych mapach jest częścią Europy środkowej i wschodniej ciągnie się daleko za Ural – aż po Sachalin i Kamczatkę. Jest przy tym podzielony na części podlegające wpływom zachodnioeuropejskim, albo rosyjskim. Niektórzy politolodzy byli nawet przekonanie, że powstanie jednolitej przestrzeni gospodarczej i kulturowej, rozciągającej się od Portugalii po Pacyfik to tylko kwestia czasu. Rzecz jednak w specyfice narodzin wielkich kultur. W okresie najważniejszym dla ich krzepnięcia (XIII w. n.e.), na obszarze środkowej części Europy nie istniało jeszcze nic godnego uwagi. Pytanie więc o to, której z sąsiednich wielkich kultur jest echem, nie jest bezzasadne, skoro nie istnieją znamiona jej oryginalności. Częścią tego obszaru dzielącą z nim skomplikowane zakręty wydarzeń, był również ten fragment Europy, który znalazł się pomiędzy wschodnią granicą Zachodu, czyli Niemcami a zachodnimi rubieżami Rosji. Wielu badaczy nie uznaje tej ostatniej za część europejskiej tradycji, lecz za spadek po imperium mongolskim. Natomiast do regionu znajdującego się pomiędzy Rosją a zachodnią Europą przylgnęło kiedyś niemieckie określenie „Mitteleuropa”, kładące nacisk na pośredniość i „środkowość” jej przestrzeni oraz kulturową niesamodzielność, a także brak wyrazistej tożsamości.

            Mitteleuropa, to pojęcie używane od niedawna, ale znowu staje się modne. Sto lat dla kontynentu o kilku tysiącach lat historii, to niewiele. Mogło pojawić się wtedy, gdy sama Europa rozszerzyła się na tyle, by europejskie w swej treści Śródziemnomorze utraciło część ziem na rzecz muzułmanów i skierowało zainteresowania ku barbarzyńskiemu wschodowi. Pojawiła się przestrzeń, pozwalająca na istnienie jakiegoś rodzaju europejskiego centrum ze wschodnimi i zachodnimi skrzydłami. Rzecz była o tyle szczególna, że poszczególne fragmenty włączały się do Europy nie jednocześnie, lecz sukcesywnie, właściwie przez cały okres jej historii i to w procesie dalekim od symetrii. Elementy tej przestrzeni różniły się od siebie głęboko i to pod wieloma względami – położeniem geograficznym, trwałością istnienia, tradycją historyczną, a także orientacją religijną i filozoficzną. Dzisiaj, nikt nie wątpi w to, że Europa rozciąga się od Portugalii po środek Uralu, pozostawiając przy tym sporo miejsca dla środka. Jeśli jest środek, to znaczy, że są i jego pobocza, chociaż w konstrukcji wielkich cywilizacji geograficzny punkt środka wcale nie musi spełniać roli faktycznego centrum. Kultura takiemu porządkowi się nie poddaje.

Przypadek Europy jest o tyle szczególny i różni się od definicji innych części świata, że ma wymiar nie tyle geograficzny, ile kulturowy. Wszystkie inne kontynenty można określić wyraźnymi granicami geograficznymi na podobieństwo wielkich wysp oblanych oceanami. W tym rozumieniu, Europa kontynentem nie jest, a tylko stosunkowo niewielką „wypustką” wielkiej Eurazji. Dopiero historyczne wydarzenia prowadzące do powstania swoistej niszy pozwoliły jej na względne bezpieczeństwo rozwoju ze wszystkimi tego następstwami, co stało się istotą jej odmienności. W przypadku naszej części świata, warunkiem jej powstania i trwałości z całą pewnością były wybrzeża Morza Śródziemnego. Inne wielkie kultury rosły wzdłuż wielkich rzek niosących żyzne muły dające wysokie plony bez konieczności nawożenia.

Starożytny wschód i rodząca się Europa: cechy greckie (barwa niebieska) i bliskowschodnie u progu czasów rzymskich.
Ancient_colonies[2]

Wydawać się mogło, że ustalenie podobnego losu dla wschodniej części Europy to tylko kwestia czasu. W rezultacie Traktatu Brzeskiego zawartego pomiędzy Rosją Lenina a Niemcami Kajzera w lutym 1918 roku, u samego końca I wojny światowej, na krótko ta część Europy istotnie stała się niemiecką półkolonią. Tę samą koncepcję geografii regionu i niemieckości jego środkowej części wyznawał Hitler i jego III Rzesza, podejmując wysiłek opanowania również i europejskich terenów Rosji. Po ich klęsce, miejsce hitlerowców zajęli jednak Sowieci Stalina hołdujący idei przeciwnej, czyli przekształcenia tej części Eurazji we własny system państw wasalnych nazwanych demokracjami ludowymi. Ukraina, Białoruś i kraje bałtyckie, w konsekwencji ich włączenia do Związku Sowieckiego, stały się wraz z nim częścią nowego pojęcia i – razem – już nie tyle Europy centralnej ani środkowej, ile wschodniej. Jej dawny środek znowu przestał istnieć, podobnie jak miało to miejsce po rozbiorach Rzeczypospolitej w końcu osiemnastego wieku. Właściwa Europa znów zaczynała się dopiero od Łaby.

Niemiecka koncepcja podziału Europy wschodniej na dwie części  – bardziej i mniej europejską” – okazała się zadziwiająco trwała. Nie będzie herezją zauważyć, że i dzisiejszy fragment kontynentu składający się z dziewięciu krajów członkowskich Unii położonych pomiędzy Rosją, Białorusią i Ukrainą i tradycyjnie rozumianym zachodem Europy jest, tak jak za dawnych czasów oddzielony niemieckim żywiołem etnicznym. Nie zmieniło się też i to, że wschodnia granica niemieckości ciągnie się od zachodniej części Bałtyku po Adriatyk i pogranicze włosko-słoweńskie, a po wschodniej stronie Europy Środkowej rozciągają się rosyjskie bezkresy, formalnie, aż po Ural – europejskie.

Powojenny obraz Europy zmienił się po raz kolejny wraz z samolikwidacją państwa sowieckiego. Dzisiaj sprawa powraca, ponieważ Rosja nie utworzyła żadnej nowej koncepcji swego istnienia i poszukuje sposobu na powrót dawnego mocarstwowego kształtu oraz do ponawianych wciąż prób przesunięcia zachodniej granicy kosztem niepodległej Ukrainy i Białorusi. Również i kraje bałtyckie odczuwają niepokój, stając się tym gorętszymi zwolennikami integracji europejskiej. Mołdawia waha się co do własnej orientacji geopolitycznej. Krym już się wahać przestał, przekształcony w część zwykłej guberni. W tej sytuacji, propagowana przez entuzjastów idea Międzymorza jako swoistego sojuszu północ-południe, dzielącego Europę na wyraźnie odrębne części, to idea odgrzewana nieco sztucznie i dosyć mechaniczny powrót do pomysłu sfederowania dawnych „demoludów”, czyli postowieckich krajów wschodniej Europy położonych pomiędzy Bałtykiem i Morzem Egejskim. Jej celem miałoby być zachowanie równego dystansu zarówno do Rosji jak i do zachodu Europy, jednak przy pozostawieniu ich zróżnicowania. To mało realne, ponieważ tożsamość historyczna krajów regionu jest niejednakowa, a różnice głębokie i trwałe. Trudno jest nawet porównać Rzeczpospolitą z okresu walk polskiej szlachty z Rosją o utrzymanie jej pozycji społecznej z sytuacją dzisiejszą, czy też problemami narodów bałkańskich doświadczających przez pół tysiąclecia muzułmańskiego modelu stosunków społecznych.

W roku 1991 rozpadł się Związek Sowiecki, uwalniając na jakiś czas od dominacji całą dawną Europę centralną. Trzeba było od nowa określić istotę obszaru znajdującego się pomiędzy Dnieprem i Donem na wschodzie i Łabą na zachodzie. Pojawiła się nowa przestrzeń, dla której nie od razu znalazło się miejsce. Nie było też wystarczającego zrozumienia dla tego fenomenu w krajach Zachodu. Anglosasi długo nie mogli zrozumieć różnicy pomiędzy znaczeniem angielskiego określenia White Russia (dosłownie: Biała Rosja) a Białorusią.

Zadziwiające jest, jak bardzo trwała okazała się matryca narzucona Europie w XVIII wieku przez rosyjską władczynię. Przedtem, takiej Europy nigdy nie było i wszyscy ludzie łacińskiego Zachodu wiedzieli, że jej krańce są tam, gdzie kończy się panowanie łaciny jako języka religii i wspólnej kultury. A ten obszar kończył się na wschodnich granicach krajów podległych papiestwu i uznawanych za katolickie. To również i z tego powodu bohaterowie sienkiewiczowskiej Trylogii posługują się mową w postaci zbitki polszczyzny i łaciny. Z podobnych powodów Kościół katolicki uznał bezwzględny priorytet języka starożytnych Rzymian w międzynarodowej komunikacji, który trwał aż do końca Średniowiecza, czyli ponad tysiąc lat po upadku Rzymu. Być może, to właśnie z racji zrozumienia przez carycę Katarzynę (1762-1796) propagandowej wartości uczestniczenia w fenomenie Europy, pojawiło się przy jej imieniu określenie „Wielka”. Niemka, wielbiona przez rosyjską historiografię jako twórczyni europejskiego imperium Rosji, urodzona w Szczecinie jako Zofia Fryderyka Augusta Anhalt-Zerbst-Dornburg została uznana, obok Piotra I, za prawdziwą współtwórczynię imperium. Było to jednak nie tak dawno, zaledwie dwa stulecia temu. Jak na pojawienie się świadomości prawdziwie cywilizacyjnej odrębności, to stanowczo za krótki okres.

ZSRR i tak zwane kraje demokracji ludowej po 1945 roku
800px-Blok_wschodni_pl[1]

Dotąd, pomimo coraz większej roli Rosji w polityce europejskiej, wciąż pozostawała otwarta sprawa legitymacji nowego państwa, jeśli idzie o faktyczny i kulturowy zakres jego europejskości i wynikające stąd prawo przebywania jej władców w zachodnim towarzystwie jak we własnym. Tej rodowitej Niemce i władczyni szybko potężniejącej Rosji, udało się przekonać europejskich intelektualistów, że to właśnie ona jest wzorem oświeconego monarchy. Kiedy więc pewien szwedzki kartograf otrzymał polecenie sporządzenia nowej mapy Europy i uczynienia tego w taki sposób, by Rosja została ukazana jako jej integralna część, nie tylko nie odmówił, lecz za sowitym wynagrodzeniem polecenie wykonał, tworząc mapę Europy o zupełnie nowym kształcie. Odtąd, nie dość, że na oficjalnych mapach kontynentu kończy się ona na Uralu, to patrzący na nie ulega złudzeniu, że jest nie tylko krajem europejskim, lecz poza jej wschodnim zasięgiem znajdują się tylko mało ważne tereny, nie zaś całe dwie trzecie państwa. Temu złudzeniu uległ nie tylko Napoleon, ale i Hitler, pragnący zdobyć Moskwę jako symbol ostatecznego zapanowania nad bezkresem Rosji.

Na podstawie tak rozumianej idei „europejskiej rosyjskości”, po zwycięsko zakończonej II wojnie światowej, Związek Sowiecki sięgnął po tereny centralnej i południowej części Europy. Propagandową podstawą jego dominacji w regionie były dwa nadzwyczaj ogólne argumenty: używanie przez niektóre z nich cyrylicy (Rumunia do 1862 roku, Bułgaria, większość Jugosławii i Mołdawia), lub też ich „niedostateczna zachodniość” (Polska, Czechosłowacja, Węgry, kraje bałtyckie). Rzeczywistym i rozstrzygającym był jednak brutalny fakt stacjonowania sowieckich wojsk. Tak powstała strefa „krajów demokracji ludowych”, która jeszcze do dzisiaj dla wielu zwolenników idei Międzymorza jest punktem wyjścia dla myślenia o jego przyszłej geografii.

            Politycy nie dysponują długą pamięcią. Dla nich liczy się tylko to, co dotyczy ich samych i czasów, w których żyją. Dyskutowana dzisiaj idea Międzymorza trafiła na koniunkturę związaną z utratą przez Unię Europejską wewnętrznej spójności. Sama odnosi się bowiem albo do idei „piłsudczykowskiej”, czyli odbudowania Rzeczypospolitej w jej przedrozbiorowych granicach, albo też do idei wspólnoty przestrzeni krajów położonych pomiędzy Zachodem a Rosją. Z pewną ostrożnością opowiada się za tego rodzaju myślą Ryszard Czarnecki. „W przypadku idei „Międzymorza”– zauważa – można założyć, że nawet jeśli Rosja będzie słabnąć ekonomicznie – a tak się dzieje – to i tak będzie wzbudzać lęk swoją zaborczością polityczną czy gospodarczą. Dlatego też taki sojusz, jak w postaci „Międzymorza”, mógłby być dłuższy niż tylko doraźny”. Dobrze, ale czym jest to „Międzymorze” realnie, poza tym, że stanowi materiał dla wyobraźni polityków? Czy może powstać jeden organizm państwowy w postaci sfederowanych państw tak od siebie różnych jak Albania, Czechy, czy Estonia? Wobec pojawiania się wielu znaków zapytania w stosunku do samej idei Międzymorza, wyrażanych także w postaci opinii o głębokim romantyzmie zamiaru, który w rzeczywistości nie ma szans na realizację, trzeba najpierw zastanowić się nad tym, co środkową Europę faktycznie łączy i powoduje, że uparcie podtrzymywana jest idea wspólnoty jej narodów?

Istnieje argument o „językowo-mentalnym” charakterze. Używany język narzuca pewien rodzaj matrycy pojęciowej i sposobu widzenia otaczającej rzeczywistości. Jak zauważył kiedyś Feliks Koneczny „język, to utrwalenie myśli”. Istotą problemu jest to, że pod względem sprawności wyrażania myśli nie tylko język językowi nierówny, ale jest on również decydującym elementem trwałości i efektywności poszczególnych cywilizacji. Rzecz tym, że przekazywanie informacji za pomocą mowy i pisma jest nie tylko pierwotnym instrumentem powstawania cech kulturowych, ale też i podstawowym narzędziem komunikacji i to niezależnie od etapu ewolucji ludzkości. Homo sapiens stał się tworem wyjątkowym z tej właśnie przyczyny, że potrafił wymawianym dźwiękom nadać porządek i logikę. Jezykoznawcy udowodnili, że najsprawniejszymi w budowaniu rozległych pojęć i tworzenia możliwości głębokich analiz są języki zwane indoeuropejskimi.

            Języki indoeuropejskie zdominowały Europę w rezultacie wielkiej wędrówki Pra-Indoeuropejczyków, których pierwotna siedziba znajdowała się na północnych brzegach Morza Czarnego. Proces ich rozpraszania rozpoczął się ponad pięć tysięcy lat temu a jego następstwem była pełna „indoeuropeizacja” Europy. Dzisiaj, zaledwie pięć procent jej mieszkańców posługuje się mową z innej grupy językowej. Podobieństwo struktury języka i związane z tym ułatwienia w kulturowej komunikacji nie są jednak czynnikiem rozstrzygającym. Istotną rolę w kształtowaniu się lokalnych kultur miało otoczenie geograficzne i związana z nim efektywność produkcji żywności. Ludy celtyckie i romańskie osiadły na terenach umożliwiających tworzenie gospodarstw indywidualnych lub też wielkich latyfundiów uprawianych rękami niewolników i produkujących żywność na masową skalę. Jednym z następstw tej sytuacji było pojawienie się nietypowej formuły organizacji współżycia społecznego w postaci pisanego prawa cywilnego, znacznie bardziej efektywnego od rodowego prawa zwyczajowego. Jednak inni Indoeuropejczycy, którzy osiedlili się na stepowych terenach stepowych wschodniej części kontynentu w następstwie lokalnych warunków klimatycznych, nie mieli możności uformowania osiadłego rolnictwa i ograniczyli się do hodowli zwierząt w ramach swobodnego wypasu. Ludności koczowniczej prawo pisane nie jest potrzebne, przeciwnie, w ich sytuacji wygodniejsze jest prawo zwyczajowe. Następstwem było jej opóźnienie w efektywnym stosowaniu prawa pisanego, ale również i wojowniczość oparta na możliwości szybkiej zmiany miejsca pobytu, masowej hodowla konia wierzchowego jako atrybutu władzy i niepokonanego jak na czasy narzędzia wojny oraz systemowej wolności konnych jeźdźców.

            Ludy irańskie – Sarmaci i Scytowie, zajmowały w V wieku n.e. ogromną przestrzeń Eurazji rozciągającej się od pogranicza Chin na wschodzie po Dunaj na wschodzie. Wtedy też ukształtowała się nowa granica wewnątrz osadnictwa indoeuropejskiego, wyznaczana przez styk obszaru wielkich lasów z euroazjatyckim stepem. Okazała się na tyle trwała, że jest widoczna do dzisiaj w postaci wielopostaciwej różnicy pomiędzy wschodnią częścią Europy Środkowej (Polska, Białoruś, Ukraina) a terenami wysuniętym dalej na wschód (Rosja, Kazachstan).

 Rys.1.6. Ludy irańskie w V w. p.n.e.
Achaemenid_and_Iranic_Peoples_in_the_Ancient_World[1]

 Ludy Europy Środkowej zamieszkujące tereny leśne były jednak z powodu tej lesistości niedostępne dla stepowych konnych jeźdźców i nie było warunków na podbój leśnych regionów. Rozpoczął się więc proces stopniowej asymilacji po obu stronach tej kulturowej granicy. Dane z I wieku n.e. pokazują, że indoeuropejscy w mowie Sarmaci zamieszkujący dotąd przeduralskie stepy przesunęli się na pogranicze z Bałto-Słowianami, rozpoczynając tym długotrwały proces współistnienia, który – trwając kilkaset lat – skończył się powstaniem słowiańskiej grupy etnicznej i ograniczeniem bałtyckiej do niewielkich terenów nadmorskich. Językoznawcy wydają się być zaskoczeni wnioskiem, że w związku z tą sytuacją języki słowiańskie nie mają – niepodobnie do innych – własnej przeszłości, będąc tylko rezultatem „stacjonarnego” przenikania Bałtów i Sarmatów na wspólnym pograniczu. Z punktu widzenia ich tradycji kulturowej zawierali w sobie zarówno elementy ludów zamieszkujących wschodnioeuropejskie lasy, jak i pogranicze euroazjatyckiego stepu. Dalekim tego echem może być – niezrozumiała inaczej, a przecież powszechnie znana – atencja Polaków do koni wierzchowych, chociaż w lesistym kraju Polan panowały nieprzyjazne warunki dla ich hodowli. Z naszego punktu widzenia wagi nabiera wniosek, że upodobnianie się ludów Europy Środkowej i Wschodniej mogło się rozpocząć z tysiącletnim opóźnieniem w porównaniu z procesami kulturowymi i państwowotwórczymi w Italii, Galii, czy Hiszpanii. Warto mieć to w pamięci i w dzisiejszej debacie o przyczynach głębokiego zróżnicowania współczesnej Europy. Procesy kulturowe charakteryzuje wyjątkowa długotrwałość i nie bez przyczyny Fernand Braudel nadał im miano „długiego trwania”. Nie ulega wątpliwości, że sama długość tego „trwania” ma znaczenie dla istoty i głębi poczucia narodowej tożsamości. Przykładem tego ostatniego zjawiska może być grecko-rzymskie przekonanie o ich wyższości nad barbarzyńcami, chociaż konstrukcja gramatyczna i sposób wyrażania myśli w językach niemal wszystkich mieszkańców Europy są podobne i wynikają z samej logiki i konstrukcji indoeuropejskiej grupy językowej.

W następstwie długotrwałej asymilacji wszyscy, dla których celem wędrówki była Europa zostaną zapewne ogarnięci przez „wartości europejskie”, lecz ślady odmienności wynikające z okoliczności geograficznych i językowych oraz różnic historycznych, a także odmienności modeli życia codziennego wciąż stanowią przeszkodę dla ostatecznej integracji narodów regionu.

Trzy Europy u progu średniowiecza (II w.n.e.). (rzymska, germańska i sarmacka)
Imperium_Romanum_Germania[1]

 Ilustracja pokazuje troistość procesu tworzenia się Europy w postaci istnienia obok siebie łacińskiego Imperium Rzymskiego, graniczących z nim terenów germańskich oraz bardziej odległej stepowej krainy nazwanej Sarmacją. Określenie Germania zostało nadana przez starożytnych Rzymian ziemiom na wschód od Renu i na północ od górnego i środkowego Dunaju. Rzymianie usiłowali podbić Germanię, ale okazało się to bezskuteczne. Stało, się również jedną z przyczyn tego, że obydwa regiony – leśna Germania i stepowa Sarmacja weszły w proces powstawania Europy znacznie później niż Europa śródziemnomorska, a na samym końcu dołączyła ta ostatnia. Germanie zaczęli stawać się Europejczykami wraz z powstaniem imperium Karola Wielkiego, czyli na przełomie VIII i IX stulecia, a dawni Sarmaci weszli na tę ścieżkę dopiero z początkiem kształtowania się słowiańskich państw Europy (XI i XII wiek). Ich wschodnia kresy, sukcesywnie wchłaniane przez Moskwę, nigdy nie stały się częścią kulturowego pojęcia „Europa”, bo też i były bliższe Azji, a walka o ostateczne ustalenie granicy wciąż się toczy. Ta historyczna przeszłość jest również i dzisiaj przeszkodą dla gładkiej integracji Unii Europejskiej, którą wciąż mogą czekać niespodzianki. Wystarczy spojrzeć na historię jej poszerzania, by dostrzec ślady dawno już ukształtowanych, wewnętrznych granic kulturowych i czyhające w tym procesie niebezpieczeństwa.

Unia Europejska.
Mapka dla szkół podstawowych.
big_mapa-unii-europejskiej[1]

Trwały obraz Europy zarysował się u schyłku okresu rzymskiego. Jego imperium wciąż okupowało wybrzeża Morza Śródziemnego, ale widoczne już były zręby potęg rodzących się na zupełnie nowych obszarach. Germanie, to region, w którym skupiły się ludy wędrujące z dawnej ojczyzny – Skandynawii w kierunku rzymskiego dobrobytu. Zatrzymane na jego granicy zostały ściśnięte na obszarze pomiędzy Renem i Wisłą. Dalej ku wschodowi, wciąż jeszcze rozciągały się tereny ludów nie mających kontaktu z cywilizacją łacińską i skoncentrowane na utrzymaniu swej pozycji pomiędzy Germanami a nacierającymi od wschodu kolejnymi falami Azjatów. Warto zauważyć, że echo tej sytuacji trwa do dzisiaj. Europa zachodnia w wąskim tego słowa znaczeniu, to tereny będące kiedyś we władaniu Rzymu, poszerzona tylko o bezskutecznie romanizowane w Średniowieczu tereny zaludnione przez narody germańskie – Anglię, Skandynawię i samą Germanię. Dalej na wschód, nie było już Germanów, ale zamieszkiwały tam ludy, których cechą było to, że – będąc oddalone od zachodnich wpływów, to jednak nie pragnęły włączyć się w czysto azjatycki sposób organizacji społeczeństw. To region określony na mapie jako European Sarmatia, czyli Sarmacja Europejska w odróżnieniu od Sarmacji Azjatyckiej. Powszechną akceptacją cieszy się dzisiaj przekonanie, że początkiem powstawania odrębnej tożsamości Europy Wschodniej był moment, kiedy „Sarmaci połączyli się z ludnością przedsłowiańską”.

            Na mapie ukazującej Europę w czasie tworzenia się jej największych obszarów kulturowych widoczny jest wyraźny podział, którego granice niewiele zmieniły się do dnia dzisiejszego. Konflikt ukraińsko-rosyjski pokazuje również, że im dalej ku wschodowi, tym bardziej elementy Azji równoważą cechy europejskie. To zresztą problem, z którym Zachód nie potrafi sobie nie tylko poradzić, ale nawet go właściwie zdefiniować. Dla jego rozwikłania nie wystarczy aby jedne z krajów regionu uznać za część Zachodu w postaci Unii Europejskiej, a inne tylko jako swoistą „międzyprzestrzeń” dzieląca ją od Rosji. Rozwiązanie tej kwestii zostanie jednak zapewne wymuszone koniecznością zakreślenia zachodniej granicy Rosji, której przyszłe dzieje z pewnością będą poddane poważnym turbulencjom. A to dotyczy nas już bezpośrednio.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *