PRZYSZŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ, TYLKO CZY NAD NIĄ ZAPANUJEMY?

Przyslosc Polski           Jak opowiada pewien żart, przychodzi oto para nowożeńców do rabbiego z pytaniem, czy na przyjęciu weselnym będzie mogła zatańczyć. „Ależ skąd, to ciężki grzech!” – słyszą w odpowiedzi. „A czy po zaślubinach będziemy mogli odbyć stosunek? „W jakiej pozycji?” – pyta rabbi – „Na leżąco, po Bożemu! – Nie ma przeszkód! „A od tyłu? – Też nie ma żadnych przeszkód! – A na stojąco? – Absolutnie niedozwolone, to doprowadzi do tańca!”. Logika żydowskiego dowcipu jest nieśmiertelna i kładzie nacisk na ludzką skłonność do poddawania się dogmatom nie tylko ograniczającym inowacyjność, ale również i wpływającą na samą istotę człowieczeństwa, czyli poczucie wolności decydowania o sobie. Tyle, że wolność jednostki jest dla dogmatyków zagrożeniem, nie zaś dobrem pożądanym. Wolność zawsze oznacza zmianę, a ludzie uznający dogmaty uważają zmiany za największego wroga.

Ogólnie rzecz biorąc, świat zmierza ku zerwaniu z dogmatami i otworzeniu nieskończonej przestrzeni wiedzy i wolności. Tyle, że to tendencja podświadoma, bo w dziedzinie polityki, ludzie wciąż wolą być zniewalani przez swoich mniej lub bardziej inteligentnych przywódców, samą wolność uznając za dobro bliżej niesprecyzowane. Problem ma bezpośrednie przełożenie na przestrzeń zwaną demokracją. Politycy wybierani do kierowania państwem w konsekwencji powszechnych wyborów, też muszą być ostrożni, ponieważ nie wiedzą, jaka przyszłość czeka nie tylko ich samych, ale też i głoszonych przez nich obietnic. Ich celem nie jest ostatecznie „dobro ludu”, ale przede wszystkim dobro własne. A z tym muszą postępować ostrożnie. Starają się więc uciekać w ogólniki, by nie zostać przyłapanymi na sprzecznościach. I tak na przykład, hasłem nowego polskiego prezydenta stało się oto zdanie, że: „Przyszłość ma na imię Polska!”. To brzmi doskonale, lecz tylko w ramach pierwszego wrażenia. W rzeczywistości, jest pozbawione sensu. No, bo czy przyszłość ma tylko na imię „Polska”, a jej sąsiedzi – Niemcy, Litwa, Szwecja, czy też graniczny obwód kaliningradzki nie posiadają ani imienia ani też podobnego rodzaju przyszłości? Przecież to, co tam się wydarzy, będzie również miało znaczenie dla przyszłości kraju nad Wisłą. Wykrzyknięte hasło świadczy raczej o tym, że głowa państwa nie ma wielkiego pojęcia o przyszłości państwa, którym będzie kierować przez całe pół dekady. Nie ma ono zresztą tylko jednej przyszłości, jest ich wiele, mają przy tym bardzo indywidualną naturę i wszystkie się od siebie różnią. A poza tym, czy ważniejsza jest ta nasza mniej lub bardziej wspólna przyszłość, czy też wciąż nieodkryta przeszłość? Czy ta pierwsza pozwoli zrozumieć drugą, lub na odwrót – druga, tę pierwszą? Przy czym, o którą z nich w pierwszym rzędzie idzie, skoro każdy z nas ma inne wyobrażenie o przeszłości, jak i odmienne nadzieje na przyszłość?

Tytułowe pytanie jest świadomie retoryczne i prowokacyjne zarazem. Wszyscy jesteśmy obywatelami tego samego świata i panujemy (a raczej staramy się panować) jakoś nad własną przyszłością w podobnym stopniu jak inni. Nie pozwala to nam,  to prawda, na odgadywanie kierunku ewolucji całego globu i jego mieszkańców, ale wciąż możemy odnajdować w nim nasze własne miejsce. Jak to? Zapyta ktoś. To dzisiaj, takiej klarownej odpowiedzi o własną przyszłość nie mamy? Ależ nie, oczywiście, że mamy, lecz tylko w takim zakresie, w jakim rozumiemy mechanizm „dziania się dziejów”. Jeśli go nie rozumiemy, a w większości wypadków tak właśnie jest, to i nasze obywatelstwo świata jest czymś pustym i niezdolnym do wypełnienia treścią.

Niewielu obserwatorów zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłość Europy – zarówno w zakresie samej jej „europejskości”, jak i szczególnego rodzaju „związku narodów” – jest uzależniona od procesów, które już dawno temu nadały jej tożsamość i kulturową odrębność. Nie za bardzo przy tym widać w tym wolę samych mieszkańców, lecz raczej jakąś „siłę wyższą”. Pojawia się pokusa, by podjąć próbę utylizacji tej wiedzy i rezultatów naukowych badań problemu. Pojawia się też pytanie, czy z globalnej i historycznej analizy wielkich kultur ludzkości oraz wyrazistej pozycji Europy, da się wyciągnąć wnioski pozwalające na użycie jakiegoś rodzaju miary ich efektywności i powziąć wiedzę co do przyszłości reszty świata, który uznajemy przecież za wspólny twór?

Kultura pojecie historyczne            Analiza fenomenu cywilizacji przyjmuje za punkt wyjścia znane od ćwierćwiecza rozumowanie Samuela Huntingtona szeregujące ludzkość w przestrzeni dziewięciu wielkich, ale i równych sobie tworów kulturowych. Wszystkie posiadać miałyby wspólne cechy, które byłyby też tworzywem każdej z nich, tyle, że w każdej pojawiają się z odmiennym nasileniem oraz w innych proporcjach. Bez tych wyraźnie określonych znamion, żadna wielka kultura nie mogłaby zaistnieć. W naszym podejściu do zagadnienie odchodzimy od tego rodzaju dwubiegunowości wielkich kultur, ponieważ właśnie ten rodzaj wartościowania kluczem błednym, uniemożliwiającym zrozumienie prawdziwego biegu dziejów. Pozostawiamy więc sobie do analizy pole o innych wymiarach – najpierw w ramach sześciu, a potem dziewięciu cech ich tożsamości, opartych na odmiennym poziomie dowiedzionej efektywności. Interesuje nas przy tym nie tyle ogólny „wygląd” każdej z wielkich cywilizacji, ile również ich efektywność mającą kluczowe znaczenie dla ich przyszłości.

Element z pewnością podstawowy, to sprawność używanego języka. Nie ulega wątpliwości, że język językowi nierówny i że prowadzi do obdarzenia użytkowników narzędziem o niejednakowej efektywności w tak ważym procesie jakim jest przekazywania myśli innym. Z językiem bezpośrednio związana jest też użyteczność jego systemu pisma, mającego kluczowe znaczenie dla komunikacji międzypokoleniowej i odwarzania myśli ludzi już nieżyjących. Trzecim wyróżnikiem jest sam model rodziny, nie tylko jako podstawa wartości etycznych kultywowanych przez społeczeństwo, ale również punkt wyjścia dla rachunku ekonomicznego w ramach jego otoczenia gospodarczego. Model rodziny nie jest dla niego obojętny. W kolejności, dopiero wtedy pojawia się kwestia dla Huntingtona kluczowa, czyli wyznawana religia. W ramach naszego sposobu myślenia, ta ostatnia jest tylko skutkiem społecznych odmienności, a nie ich przyczyną. Piątym elementem jest pojawiający się we wszystkich kulturach swoisty wzorzec samorządności lokalnej, tkwiący w samym modelu rodziny. Tak jak ta ostatnia, tak i rodzaj samorządności może mieć kształt rodowo-plemienny lub czysto terytorialny. W regionach zdominowanych przez rodzinę nukleraną, która jest zbyt mała by pełnić funkcje inne niż głównie rozrodcze i wychowawcze, jej społeczna funkcja zostaje ograniczona do zapewnienia porządku w ramach zupełnie elementarnej „kilkuosobowej racjonalności gospodarczej”. Na koniec, następstwem poprzednich cech staje się funkcjonujący w ich tle system rozstrzygnięć prawnych, będący wartością samą w sobie i dotykającą mieszkańców najbardziej wprost i bezpośrednio.

Spoleczna efektywnosc kultur 3W ramach naszej próby przybliżenia zagadnienia, zestawimy wszystkie wielkie kultury w jednolitej matrycy po to, by określić poziom dynamiki ich ewolucji. Dokonamy tego w trzech przedziałach czasowych; pierwszy – to czasy współczesne; drugi, niespełna pięćset lat wcześniej, a więc połowa XVI stulecia uważana za początek europejskiego Renesansu (XVI-XVII wiek); oraz trzeci – na rok 1000, czyli czas powstawania dzisiejszych granic Europy. Dla osiągnięcia celu oraz spełnienia warunków definicji tego rodzaju kulturowej matrycy, powiększymy liczbę analizowanych czynników o trzy następne, zwiększając ją z sześciu – do dziewięciu. Idzie o następujące dodatkowe cechy:

  • Poziom absorbcji technologii z zewnątrz, czyli otwartość na import technik spoza własnych granic. To cecha zupełnie niewidoczna zarówno w wyrafinowanej starożytności Chin, jak i w dzisiejszym islamie. Dawała temu ostatniemu pewną siłę, ale tylko w pierwszych stuleciach ekspansji, by potem ostatecznie zamrzeć i już nigdy więcej się nie pojawić.
  • Rodzima zdolność inowacyjna, która okazała się być absolutną wyłącznością cywilizacji zachodniej i przyczyną jej ekspansywności.
  • Zakres utrwalonych i dostępnych mieszkańcom wolności obywatelskich. To również idea, która narodziła się w obrębie Zachodu i do tego w czasach, kiedy nie istniał jeszcze w formie globalnej, ale rodził się w ramach starożytnej i unikalnej struktury grecko-rzymskich wartości. W innych wielkich kulturach samo pojęcie wolności obywatelskich oraz obywatelstwa były kategorią nieznaną i społecznie niezrozumiałą.

Trzy wymienione elementy dodane do sześciu wcześniejszych pojawiają się dopiero w najpóźniejszej fazie rozwoju świata i dzieje się tak z powodu ich własnych i autonomicznych zdolności twórczych, albo też z pomocą absorbcji wzorców przejmowanych z przestrzeni wobec nich zewnętrznej, w tym wypadku – zachodniej. W praktyce, w pełni rozwinęły się tylko w ramach samej cywilizacji zachodniej, a w innych – latynoamerykańskiej, czy hinduistycznych Indiach są importem z zewnątrz. W jeszcze innych, występują śladowo (Chiny), a w niektórych (świat islamu, Rosja) nie pojawiły się dotąd wcale. Tabele odzwierciedlają najbardziej ogólne oceny poszczególnych cywilizacji współczesności pod kątem wymienionych tam cech.

Spoleczna efektywnosc kultur 2Obraz, jaki się z naszego rozumowania rysuje nie jest pozbawiony logiki. Zsumowanie wartości przypisanych w każdym wierszu tabeli oddaje z grubsza światową pozycję każdej z wymienionych cywilizacji w relacji do pozostałych. Interesująca jest ich kolejność w tak zbudowanym rankingu. We współczesnym świecie na pierwszym miejscu, co nie dziwi, znalazła się strefa cywilizacji zachodniej (85 punktów), ale tuż za nią uplasowała się japońska (72 punkty). Jest to zgodne z coraz częstszym przekonaniem, że ten ostatni kraj jest bliższy zasadom kultywowanym przez Zachód, niż przez tradycyjne wartości uznawane kiedyś za swoje przez kultury dalekowschodnie. Jest to również wskazówką, że „zachodniość” społeczeństwa wcale nie jest kategorią geograficzną (wschód-zachód), ale miarą efektywności w gruncie rzeczy od geografii niezależną. Niedaleko za Japonią i to zaledwie o 3 punkty niżej, znalazła się cywilizacja latynoamerykańska (69 pkt – co też nie dziwi, skoro jest ona następstwem europejskiej kolonizacji). Kolejną w ewolucji jest ta z odnóg prawosławia, która tkwi korzeniami w tradycji rusko-bizantyńskiej (62 pkt), również blisko spokrewnionej z zachodnią, tyle że oddzielonej od niej miejscem religii oraz prawa w społecznym kompleksie. Dopiero dalej plasuje się hinduizm (59 pkt) z jego indoeuropejską dominantą językową, tyle, że pochodzącą z odmiennej przestrzeni kulturowej. Jej względnie wysoka pozycja wydaje się być też następstwem długotrwałości wpływów języka i kultury angielskiej.

Pomimo znacznego stopnia uniwersalności, dopiero dalej w rankingu odnalazł się buddyzm (51 pkt.), którego istotną cechą jest szczególny rodzaj religijności obciążonej – w relacji do zachodniej – zupełnym brakiem motywacji do aktywności społeczno-gospodarczej. Pozostawił jednak za sobą zarówno stepowo-leśną, więc i z natury bardziej prymitywną – rosyjsko-turańską (42 pkt.), jak i głęboko rolniczą chińską (41 pkt.), lecz skamieniałą na stulecia z odmiennych przyczyn. Ranking i to w znacznym oddaleniu, zamyka świat islamu (30 pkt.), wyraźnie odstający od całej reszty. Przypisana mu wartość świadczy o jego wyjątkowości w ujemnym tego słowa znaczeniu. Islam, to jedyny „system wsobny”, którego wyznawcy, wszędzie gdziekolwiek się znajdą, wykazują silną tendencję do odtwarzania – wbrew otoczeniu – znanych sobie struktur społecznych i rodzinnych oraz zasadę kulturowej izolacji, co powoduje też jego postępujące odstawanie od reszty świata i brak umiejętności korzystania z osiągnięć innych narodów.

Zdziwienie może budzić względnie niska pozycja rankingowa Chin, szczególnie w obliczu faktu, że są powszechnie uznawane za drugą potęgę gospodarczą świata. Z punktu widzenia całości systemu, dalsze miejsce tej kultury w tak zbudowanym rankingu, może być uzasadnione faktem wszechstronności naszej klasyfikacji, która nie koncentruje się na gospodarczej stronie zagadnienia. Niezależnie od niewątpliwego ekonomicznego sukcesu Chin, obciążeniem dla ich cywilizacji jest hermetyczność konstrukcji języka i związanego z nim systemem pisma, co poważnie obniża globalną konkurencyjność ich kultury i zmniejsza pozycję w rankingu do poziomu 41 punktów na 90 możliwych. Nienajlepiej też wróży przyszłej konkurencyjności kraju. Rodzi się domniemanie, że Chiny – skoro ich język pod względem konstrukcji trwale odbiega od innych i uniemożliwia zmianę systemu pisma – muszą się liczyć z kolejnymi barierami rozwoju.

Współczesny zakres możliwości rozwojowych wielkich cywilizacji jest rezultatem przemian, które miały miejsce setki lat wcześniej. Globalny przełom dokonał się wraz z europejskim Odrodzeniem, ale tylko w tym znaczeniu, że był początkiem nagłego przyspieszenia rozwojowego zachodniej części Europy. Skutkiem tego stało się również trwałe zaburzenie wcześniej istniejącej globalnej równowagi, przy czym miała ona źródło w fenomienie wzajemnej separacji. Sama nazwa wydarzenia może być myląca. Uczniowie szkoły średniej wiedzą, że Odrodzenie, to rodzaj granicy pomiędzy czymś intelektualnie nowym, a zupełnie przestarzałym. Mylące jest w tym też i to, że Europa doznała tysiąca lat Średniowiecza, a kulturowy przełom dotyczył jej niedużej części, podczas gdy inne wielkie przestrzenie świata pozostały tym faktem nienaruszone. Ich cechą wciąż pozostawała niezmienność oraz trwałość, a nie odrodzeniowy dogmat ruchu i postępu. Jedynie niewielki fragment wschodniej półkuli i to tylko w zachodniej części Europy, zdobył się na ryzyko zerwania z religijnymi dogmatami pożyteczności bezruchu i braku zmian. Prawda, że przełom dokonał się za sprawą ruchu umysłowego, który pojawił się tylko w Europie, czyniąc ją odmienną i unikalną w relacji do innych kontynentów. Pojęcie Odrodzenia – Renaissance, było teorią niosącą nadzieję na przywrócenie wzorców starożytnych – dawnego i w pełni świeckiego kanonu piękna oraz swobody wyrażania poglądów wolnych od rygorów hołdujących dogmatom przynależnym kulturom Bliskiego Wschodu. Wydarzenie miało również związek z innymi przestrzeniami cywilizacji, prowadząc do trwałego uniezależnienia się aktywności ludzi od religijności otoczenia. Zepchnięcie tej ostatniej w przestrzeń prywatności i umożliwienie przemiany Europy w Zachód, spowodowało zdobycie przez nią przewagi nad innymi kulturami i to we wszystkich dziedzinach. W tabeli oceniającej efektywność wielkich kultur świata w połowie XVI wieku, przewaga Zachodu nad innymi jest już wyraźna, dając mu po raz pierwszy w dziejach niekwestionowane pierwszeństwo i możność nadawania tonacji ewolucji całego globu.

Momentem kształtowania się przyszłego Zachodu jako odrębnej przestrzeni kulturowej, był początek pierwszego tysiąclecia naszej ery, kiedy to ostatecznie uformowała się Europa jako przestrzeń odróżniająca się od reszty świata. Zwiastunem tej głębokiej odmienności był powrót do nadrzędności zasad starożytnego rzymskiego prawa i ponowne pojawienie się ośrodków miejskich jako prawnie niezależnych podmiotów rządzących się świeckimi zasadami rozstrzygania sporów. Dopiero w następstwie tego odejścia od czysto religijnego rozumienia istoty prawa mogły pojawić się zręby prawnej osobowości podmiotów nie będących tworami żywymi. To rzecz unikalna w skali wszystkich wielkich kultur świata, odróżniająca Zachód od całej reszty.

            W geograficznym i politycznym znaczeniu Europa, jako wyróżniający się kompleks państw i narodów pojawiła się dopiero w połowie epoki Średniowiecza. Ujawniła też swoją głęboką odmienność polegającą na przywiązywaniu coraz większego znaczenia do tożsamości etnicznej w miejsce samego tylko poziomu religijności. Pojawiły się też zręby uznawania etnicznej wspólnoty narodowej za bardziej wiążącą, niż wspólnota religijna. Jest pewnym fenomenem, że upowszechnienie się rzymskiej odmiany chrześcijaństwa nie stanęło na przeszkodzie dla powstania odrębnych narodowości posiadających wyrazistą tożsamość nie związaną z religijnym wyznaniem.

Europejskie średniowiecze odegrało w historii Zachodu rolę szczególną. Warto zwrócić uwagę na często niedostrzegany fakt, że pojęcie Wieków Średnich, zwanych też Wiekami Ciemności, miało znaczenie wybitnie regionalne. Nazwanie ich „czymś pośrednim” pomiędzy upadkiem Zachodniego Rzymu a „czasami nowożytnymi” nadało samym Wiekom Średnim pewien odcień negatywny. Rzym był synonimem wielkiej kultury łacińskiej. Odrodzenie stało się symbolem jej ponownej ekspansji tyle, że – tym razem – już bez konieczności podtrzymywania samej łaciny, skoro inne języki europejskie zaczerpnęły z niej wystarczająco wiele, by stać się niezależnymi nośnikami wartości. Dopiero współczesne, globalne podejście do wydarzeń światowych zmusza do uświadomienia, że zarówno grecko-łacińska starożytność, samo Średniowiecze, jak i Odrodzenie stanowiło globalną wyłączność zachodniej Europy i nic podobnego nie wydarzyło się w żadnym innym zakątku świata. Nie pojawiło się tam również wyraźne rozgraniczenie pomiędzy jakiegoś rodzaju starożytnością, a czasami współczesnymi. Zabrakło więc też i miejsca dla ich odpowiednika w postaci Średniowiecza. To jedynie w stosunku do historii Zachodu można dokonać tak wyraźnego rozgraniczenia epok, by stały się nie tylko początkiem współczesnej Europy, ale również źródłem istnienia najbardziej ekspansywnej cywilizacji świata.

Z tego punktu widzenia, prawdziwą istotą procesu nie był tylko odmienny rodzaj religijności odziedziczony po Rzymie Konstantyna Wielkiego, ani też łacińskość sama w sobie, lecz ukształtowanie się pojęcia etniczności, prowadzącej do upodmiotowienia wspólnoty narodowej. W chrześcijańsko-łacińskim uniwersalizmie pojawiła się oto szczelina, która umożliwiła to, że – inaczej niż w całej reszcie świata – identyfikacja mieszkańca Europy wiązała się z określenia jego narodowości etnicznej. Ta natomiast, jest zarówno następstwem języka, jakim się on posługuje, jak też i – co niemniej ważne – jego własnej świadomości. Inaczej mówiąc, tylko w Europie pojawiła się sytuacja, w której jednostka ludzka mogła w znacznie większym stopniu niż gdziekolwiek indziej sama określać swoją tożsamość oraz przynależność do większej społeczności przez dokonanie samodzielnej identyfikacji.

Spoleczna efektywnosc kultur             Pozostaje nam jeszcze skonfrontować pozycję Europy sprzed tysiąca lat z jej obrazem w ramach globalnej formuły dzisiejszego Zachodu. Porównanie liczb z poprzednich tabel skomponowanych tak, by odtworzyć obraz ewolucji wielkich kultur w ostatnim tysiącleciu nie przynosi wielkiego zaskoczenia. Jest w tym jednak pewien wyjątek, czyli ich zderzenie z sąsiedztwem świata islamu. W naszej klasyfikacji, tylko ta jedna wielka kultura i do tego jako absolutny wyjątek, zapisała się wartością ujemną jeśli idzie o porównanie jej pozycji dzisiejszej z tą sprzed tysiąca lat. Zakres tej „ujemności” okazuje się sprawą tak poważną, że skłania do osobnej refleksji. Cywilizacja muzułmanów przesunęła się z niegdysiejszej pozycji lidera, jaką miała w końcu pierwszego tysiąclecia w absolutnego outsidera, przy czym spadek wartości jej „kulturowych punktów” jest uderzający. Być może, to właśnie ten fakt stał się przyczyną głębokiej frustracji muzułmanów, przekształcającej się w niektórych przypadkach w furię ślepego terroryzmu.

Dynamika przemian kulturowychIslam, z którym Europa wchodzi właśnie w najpoważniejszy w dziejach konflikt, okazał się też jedynym systemem społecznym, co do którego może rodzić się wrażenie, że całe ubiegłe tysiąclecie było procesem marnowania nie tylko jego dawnego sukcesu i niegdysiejszych triumfów, ale stało się też przyczyną jego nieprzystosowania do ewolucji w jakim podąża współczesny świat. Nie tylko wróży to źle samemu wojującemu islamowi, lecz również naraża na niebezpieczeństwo jego bardziej koncyliacyjną resztę, ponieważ grozi tym, że w istocie rzeczy możliwość pokojowej absorbcji tej cywilizacji przez pozostałą resztę okaże się niemożliwa. Oznacza to również, że proces globalizacji naszego świata będzie przebiegać nie tylko w formie kulturowej wojny, ale możliwe, że i gorącej, a atak afrykańskich imigrantów na Europę to dopiero początek znacznie poważniejszego  procesu śmiertelnego zderzania się największych cywilizacji współczesności.

Tradycyjny już do pewnego sposób patrzenia na fenomen cywilizacji ludzi przyjmuje za punkt wyjścia znane od ćwierćwiecza rozumowanie Samuela Huntingtona szeregujące ludzkość w obrębie dziewięciu wielkich, ale i równych sobie pod względem mentalnej głębi tworów kulturowych. Wszystkie miałyby mieć cechy wspólne w postaci „Boga” i „Cesarza”, które miałyby być również tworzywem każdej z nich, tyle, że wszędzie pojawiające się z odmiennym nasileniem oraz oraz innych proporcjach. Wedle tego rodzaju matrycy, bez tych wyraźnie określonych znamion, żadna wielka kultura nie mogłaby powstać. W naszym podejściu do zagadnienie odchodzimy jednak od jego przekonania o prostej dwubiegunowości wielkich kultur, ponieważ właśnie ten rodzaj wartościowania okazuje się kluczem tak bardzo uproszczonym, że uniemożliwiaja dojście do istoty zróżnicowania świata oraz zrozumienie prawdziwego biegu dziejów. Pozostawiliśmy więc sobie do analizy pole o innych wymiarach – najpierw w ramach sześciu, a teraz dziewięciu cech ich tożsamości, opartych na odmiennym poziomie dającej się oszacować efektywności. Interesuje nas przy tym nie tyle ogólny „wygląd” każdej z wielkich cywilizacji, ile również ich efektywność mającą kluczowe znaczenie dla ich przyszłości. Rzecz jednak nie sporwadza się tylko do odmienności samych tylko płaszczyzn porównywania społeczeństw różnych cywilizacji oraz na zmianie liczby odróżniających je czynników – z dwóch, jak u Huntingtona, do sześciu, czy na koniec – dziewięciu. Kryje się za tym inna fundamentalna rożnica. Wedle modelu tego ostatniego, w ramach wszystkich wielkich kultur ludzie są w gruncie rzeczy mentalnie podobni, różnią się tylko proporcjami uznawania za ważne tego, co świeckie w relacji do tego, co duchowe. W naszym modelu jest zupełnie inaczej, ponieważ dopuszczamy myśl, że każda z sześciu podstawowych cech istotnie wpływa na samych mieszkanców, a działając w długich, sekularnych okresach, kształtuje ich samych i to na odmienny sposób. To więc nie tylko ludzie o innym spojrzeniu na świat, to przede wszystkim inni ludzie o daleko niejednakowym postrzeganiu siebie samych w relacji do otaczającego ich świata. Tylko tą drogą możemy zrozumieć pogardę dla życia wykazywaną przez ortodoksyjnych muzułmanów dla siebie samych, jak i w relacji życia innych ludzi w porównaniu z hedonistycznym spojrzeniem ludzi Zachodu. Ci pierwsi potrafią z radością działać na rzecz swojej samobójczej śmierci pod warunkiem, że spowodują hekatombę ofiar ze strony innych ludzi zupełnie nie związanych z ich wlasnymi przekonaniami. Tym drugim nie tylko jest to trudno zrozumieć, ale taka wizja świata zewnętrznego napawa ich wstrętem i oburzeniem. Tego rodzaju różnica, to nie efekt innego sposobu wierzenia w Boga, to następstwo zupełnie innego ukształtowania osobowości. Nie da się tego uczynić przez różne zestawienie wiary w świat nadprzyrodzony w relacji do postrzegania świata ludzi, lecz wymaga wielu społecznych narzędzi kształtujących odmienną treść calego ich społecznego otoczenia. To zaś wymaga szczególnego kierunku kulturowej ewolucji, z którą statystyki poziomu religijności nie mają większego związku.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *