NARODOWA TOŻSAMOŚĆ. CZY MIAŁ W NIEJ UDZIAŁ FRANK, MESJASZ Z PODOLA?

Jakub FrankTytułowa kwestia wciąż mnie drąży i nadal nie znajduję odpowiedzi na pytanie: co się właściwie w Polsce dzieje i na czym polegają nagle ujawnione podziały tak głębokie, że aż trudne do zrozumienia? Merytoryczne różnice pomiędzy tymi, którzy do władzy właśnie doszli, a od niej odsuniętymi nie są przecież aż tak istotne, aby wyjaśnić gwałtowność odwzajemnianej nienawiści. O co w tym wszystkim idzie i jakie jest prawdziwe tło sprzeczności? Odpowiedź na pytanie pomogłaby nam zrozumieć nagłą zmianę oblicza Polski wobec zachodniej Europy i ewolucję atmosfery w polityce wewnętrznej. Nie idzie o formalne zmiany polityczne, które są naturalnym następstwem partyjnej praktyki, ale o coraz lepiej widoczne przemiany świadomości wyborców, szczególnie w tych przestrzeniach, które nie sprawiają wrażenia konfliktu ideologicznego, lecz pojawiają się jako zwykły efekt konkurencji w dążeniu do władzy. Tym razem jednak idzie też o sprawy „godnościowe”, ponieważ ci, którzy od niej właśnie odeszli, mają się wciąż za inteligentów prawdziwych, czyli za obywateli lepszego rodzaju, a ci, którzy ją zdobyli są przez nich uważani za sort pośredni, by nie powiedzieć: za „zwykłych chamów” władzy niegodnych. Odejście od oficjalnie panującej doktryny liberalnego antynacjonalizmu na rzecz większej przestrzeni dla regionalizmu i koncentracji na interesach narodowych w miejsce europejskich ma więc podwójne tło: gospodarczo-strategiczne i kulturowo-intelektualne. Daje się już odczuć w wielu przekrojach życia społecznego, tak jak dawała się zauważyć poprzednia, internacjonalna dominanta, uznająca tak zwane „wartości narodowe” za rodzaj wstecznictwa i mentalnego zacofania. Postępowy był tylko supranacjonalizm, a ten narodowy i lokalny był uznawany za przebrzmiałe wstecznictwo. Społeczeństwo się jednak nie zmieniło, zmienił się tylko sposób jego postrzegania pośród elit. Najbardziej rzuca się w oczy odchodzenie od panującej dotąd zasady, że oto prawdziwa wizja historii może być tylko jedna i do tego taka, która ma „imprimatur” aktualnie rządzących w kraju oraz ich zagranicznych przyjaciół. Przykładów tego, że idzie nowe jest wiele. Wydawnictwa wracają do publikowania dzieł przedwojennych autorów wcześniej okupujących ławki cenzury. Mam na myśli prace Feliksa Konecznego i Tadeusza Jeske-Choińskiego. Obydwaj trafili na cenzorską listę po wojnie, zaraz po powstaniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Urząd uległ likwidacji w roku 1990, jednak, co zastanawiające, cenzura nieformalna pozostała, obydwaj autorzy nie zostali z niej uwolnieni i nikt nie ośmielał się oficjalnie drukować ich dzieł. Dlaczego tak się stało, skoro obu autorów łączy tylko jedno: ich prace naukowe dotyczyły tak zwanej kwestii żydowskiej? W rezultacie, książki Konecznego pojawiały się tylko jako niskiej jakości reprinty, a najważniejsze opracowanie Jeske-Choińskiego o dziejach szczególnego odłamu „nowych” chrześcijan nazywanych frankistami musiało czekać aż do ostatniej zmiany władzy i ukazując się w obrocie dopiero niedawno. Obydwu autorom internetowa Wikipedia zarzuca zresztą antysemityzm, posługując się przy tym bardzo szczególną definicją pojęcia. Dzieli go na trzy rodzaje: „zwyczajny”, „żydożerstwo” oraz „antysemityzm ekstremalny”. Pierwszy, to postawa wyrażająca uprzedzenie, niechęć, wrogość i dyskryminację wobec Żydów oraz osób pochodzenia żydowskiego i postrzeganych jako odrębna grupa religijna, etniczna lub rasowa. Tego rodzaju uprzedzenie wspierane jest również powodami religijnymi, gospodarczymi lub politycznymi. Jest tu też miejsce dla wyższego poziomu antysemityzmu określonego jako „żydożerstwo”, które jest w tym ujęciu przeciwieństwem filosemityzmu. Ekstremalny antysemityzm głosiła ideologia niemieckiego nazizmu, doprowadzając do próby wyniszczenia narodu żydowskiego w okupowanej Europie. Żadna definicja nie wyjaśnia jednak innego zjawiska. Żydzi, to przecież jeden z najstarszych  narodów świata, którego historia sięga trzech tysięcy lat. Dlaczego, od początku istnienia, zawsze i wszędzie bez wyjątku wywoływali raczej negatywne niż pozytywne emocje. Nie ma „anygermanizmu”, „antyanglizmu” czy nawet „antyislamizmu” w zakresie w jakikolwiek sposób porównywalnym ze zjawiskiem antysemityzmu. Gdzie kryje się tajemnica i fenomenu przyczyna? Continue reading