ETNOS, CZYLI COŚ, CO RZĄDZI I O ZDANIE NIE PYTA.

            Każdy z nas ma przekonanie, że wypowiada się klarownie i zrozumiale, a sam również doskonale rozumie, co chce przekazać innym. To przyczyna wielu nieporozumień, zwanych „towarzyskimi”. W rzeczywistości, każdy z nas często się myli, ponieważ opiera swoje wypowiedzi na własnej wiedzy i własnym aparacie myślowym, a inni, posiadający inny zasób wiedzy i odmienny schemat myślenia, niekoniecznie akceptują ten rodzaj rozumowania. Istotą publikowanych rozważań, jest przekonanie, że istnieje obiektywna wiedza o rzeczach i procesach, których istnienie należy przyjąć do wiadomości i uznać, że codzienne odkrywanie prawd nowych jest może i atrakcyjne dla mediów, ale zupełnie nieatrakcyjne dla samej prawdy, której wyjaśnienie i utrwalenie w umysłach jest kluczem do bezpiecznej codzienności. Dla mediów najważniejszy jest czas bieżący i zaspokojenie codziennego zainteresowania publiczności, nie są nim prawdziwe i zwykle bardzo złożone źródła aktualnych wydarzeń, wymagające czasem przeprowadzenia trudnego dowodu. W ramach naszych rozważań, interesuje nas jednak sama istota sprawy, nie zaś powierzchowne komentarze.

Continue reading

ZŁOGI PO „WIELIKOJ ROSSIJI”, CZYLI NIEDŹWIEDZI PRZEDMIOT POŻĄDANIA.

Republic-of-Novorossiya

„Rusofobia” związana jest brzmieniem i znaczeniem ze słowem „ksenofobia”, opinią powstającą na podłożu lęku wobec obcych i przesadnej do nich niechęci. Rusofob, to w opinii medialnej do pewnego stopnia człowiek psychicznie niezrównoważony, niepotrafiący właściwie ocenić rzeczywistości, w której uczestniczy, niewiedzący o tym, że strach jest niebezpieczniejszy, niż jego brak. Okazuje się, że problem ma wymiar społeczny i nie ogranicza się do publicystyki. Politolog i rosjoznawca prof. St. Bieleń uważa, że Polacy są klinicznym przykładem rusofobii i orzeka: „Pod wpływem ‘gorączki ukraińskiej’ i antyrosyjskiej histerii, mamy do czynienia z niezwykle wypaczonym obrazem Rosji i samego Putina”. Ekspert, w wywiadzie dla Onet.pl stwierdza, że Polacy w sferze mentalnej nadal pozostają „niewolnikami archaicznych, stereotypowych, często surrealistycznych i skrajnie uproszczonych wyobrażeń o Rosji. W pełni usprawiedliwia postępowanie samego Putina tym, że „rozpad radzieckiego mocarstwa wywołał u wielu Rosjan nie tylko głęboką traumę w sensie psychologicznym, ale naraził miliony ludzi na dramatyczne przeżycia”. „On jest – ocenia profesor – przecież dla nich ‘carem-odnowicielem’ i ‘wielkim reanimatorem’!”. Inaczej mówiąc, upadek Związku Radzieckiego, to nie radość wyzwolonych narodów, ale wielka trauma dla Rosjan, tak wielka, że każdy z nich powinien być przedmiotem współczucia i wysiłku dla ponownego uzyskania przez Rosję imperialnej pozycji. Rusofobem i człowiekiem bez sumienia staje się w tym kontekście sam Ronald Reagan, kiedy określił kiedyś sowieckie państwo mianem Imperium Zła (The Evil Empire). Z logiki wyjaśnień Bielenia wyłania się jednak zupełnie inny obraz: Związek Radziecki był tworem pozytywnym, skoro za nim Rosjanie tęsknią. Mają za czym tęsknić – dysponowali przecież armią zdolną do szachowania połowy świata, płacąc niskim standardem i prymitywnością życia codziennego. Wedlug tej logiki to, za czym Rosjanie tęsknią, to tylko taka ich mała przywara w postaci czerpania przyjemności z panowania na innymi i możności ich upokorzania.Więcej, wynika z tego, że świat w swej wyrozumiałości, powinien ten problem nie tyle może uznać za swój własny, ale przynajmniej nie przeszkadzać w odbudowie imperium kosztem sąsiadów. Nie jest tylko zrozumiałe, dlaczego to świat powinien współczuć Rosjanom z powodu utraty imperium, a wcale nie musi współczuć Polakom utraty wielkiej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a Austriakom rozpadu imperium Habsburgów. Z niejasnych przyczyn, wielu ludzi wydaje się być tak mocno zdeklarowanymi przyjaciółmi Rosji, że są gotowi uznać założenie, że tej ostatniej nie ima się żadne prawo historii, ani też prawo międzynarodowe. Uznają, chociaż trudno to im racjonalnie uzasadnić, że Rosja jest krajem, który musi być traktowawany odmiennie niż cała reszta, a świat powienien akceptować specjalne dla niej prawa, nawet te bardzo kosztowne dla własnego spokoju. Continue reading

TRÓJKĄT BERLIŃSKI. CZY GROZI NAM „GROSS DEUTCHLAND” I ”WIELIKA ROSSIJA?”

Tym razem, to tekst „szybki”, napisany pod wrażeniem niedzielnego spotkania „Trojki” z Ukrainą w Berlinie. Mogę się więc mylić. A może jednak się nie mylę i przewidywania się sprawdzą?

             Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na to, że także i współczesne kraje, nawet te najnowocześniejsze, ulegają presji swojej własnej społecznej matrycy. Politycy, których głównym przesłaniem jest chęć dalszego utrzymywania się przy władzy, muszą zawsze brać pod uwagę nie tylko bieżące społeczne nastroje, ale również i siłę drzemiącej pod nimi trwałej matrycy często nieuświadamianych odruchów i poglądów. Zauważył to rosyjski historyk, jednak – nie znając jeszcze wtedy dzisiejszego stanu rzeczy – odniósł tę zasadę do Rosji z I połowy XIX wieku. „Powstanie, które wybuchło w Królestwie Polskim w styczniu 1861 roku” – pisał Michaił Heller – „zjednoczyło społeczeństwo rosyjskie wokół władzy. Aleksander Hercen, który wystąpił w obronie Polaków i podchwycił ich hasło ‘Za waszą wolność i naszą’, stracił natychmiast wpływy w Rosji”. Dzisiaj, sytuacja jest niemal identyczna, tyle, że dotyczy Ukrainy. Kto ośmieli się przyznać jakiekolwiek racje stronie przez nich atakowanej, natychmiast traci szacunek Rosjan. Bo i do tego właśnie sprowadza się rosyjska matryca kulturowa. Wyjątkowo prosta, by nie powiedzieć – prostacka. W tej interpretacji obrazu świata, nie istnieją żadne racje obiektywne, są tylko racje rosyjskie. Wniosek? Nikt nie ma prawa do własnych racji, jeśli stają w sprzeczności z racją rosyjską. Dla Polaków, żyjących w cieniu rosyjskiego giganta przez ostatnie trzy stulecia, to żadna nowina. Jednak pojawiająca się w zachodniej części Europy tendencja, do przyznawania rosyjskim racjom statusu wyjątkowości, które stają ponad racjami innych narodów, powinna włączyć w naszej świadomości dzwonek alarmowy. Alarm dotyczy nie tylko naszego własnego bezpieczeństwa, ale również, a może przede wszystkim, przyszłości samej Unii Europejskiej. Zbyt długo, bo całe pokolenie, znajdowaliśmy się w błogim przekonaniu, że oto wszystkie „złe moce” są już uśpione na stałe i że cywilizowany świat jest wolny od pokusy uznawania gwałtu za normę międzynarodowych wydarzeń, a sama Unia jest trwałą i niezniszczalną siłą.

Continue reading

Приходите? Не вводите? Так человечество на русском.

WEJDĄ? NIE WEJDĄ? CZYLI HUMANITARYZM PO ROSYJSKU.

„Wejdą? Nie wejdą? Wejdą? Nie wejdą?” Piosenka z takim refrenem rozbawiła kiedyś do łez sopocką publiczność. Był rok 1981 i szło wtedy o to, czy nastąpi sowiecka interwencja wojskowa w reakcji na szybko rosnące poparcie Polaków dla „Solidarności”. Rosjanie nie weszli, ale zastąpił ich dzielny „generał-patriota”, który w porę wprowadził stan wojenny, z którego to kraj obudził się na dobre po dziesięciu latach wraz z wyborami 1990 roku. Teraz, to samo pytanie dotyczy Ukrainy, ale w znacznie bardziej dramatycznych okolicznościach. Wydarzenia dziejące się na wschodzie tego kraju w niczym już nie przypominają kabaretu, który można byłoby skwitować refrenem dowcipnej piosenki. Tam ludzie giną naprawdę. Continue reading

„NIECH NA CAŁYM ŚWIECIE WOJNA”, CZYLI ZACHÓD UDERZA PIĘŚCIĄ W STÓŁ

Rosja wywołała międzynarodowy szok bezceremonialnym postępowaniem w sprawie przyłączenia Krymu i krwawymi awanturami w Doniecku, Odessie i Ługańsku. Jest nam jednak trudno oceniać ją z europejskiego punktu widzenia, nie tylko z tej przyczyny, że krajem europejskim nigdy nie była, ale przede wszystkim dlatego, że nie trzymają się jej żadne kategorie racjonalności, uznawane przez Zachód za obowiązujące i zgodne z istotą ‘ratio’, czyli ludzkiego rozumu powszechnie uważanego za przynależny ludziom z samej istoty ich człowieczeństwa. To założenie nigdy nie obowiązywało na terenie imperialnej Rosji, jakkolwiek by ją definiować. Michaił Sperański, jeden z najbliższych doradców cara Aleksandra, panującego w I połowie XIX wieku, kąśliwie zauważył, że w „żadnym kraju słowa polityków nie stoją w takiej sprzeczności z rzeczywistością jak w Rosji”. Madame de Staȅl, żyjąca w tym samym okresie powieściopisarka i publicystka francuska, użyła jeszcze mocniejszych słów zauważając, że „rządy w Rosji, to samowładztwo ograniczane uduszeniem”. Jedno i drugie określenie zwraca uwagę na niezmienne cechy rosyjskiego życia politycznego. Nie miało ono nigdy wiele wspólnego z odzwierciedlaniem otaczającego ją realnego świata, a jego aktorzy wykazywali niezmienną tendencję do dożywotniego sprawowania władzy. To, co się zmieniło, to tylko techniczna strona zjawiska. Continue reading

ROSYJSKIE GOSUDARSTWO, CZYLI IMPERIALNA CZKAWKA

Sytuacja rozwija się szybko i nie pozwala porzucić problemów związanych z Rosją i nagłym odrodzeniem się jej agresywności. Agresywności, bo nie imperialności, która jest już tylko historią. Problem w tym, że jest ona naszym najbliższym sąsiadem i kierunek ewolucji tej agresywności nie jest ani Polsce, ani Europie obojętny. Rosja, po dwudziestu latach od zniknięcia Związku Radzieckiego, niespodziewanie znalazła się w niezrozumiałym dla siebie rozkroku. Cała jej historia, to dzieje ekspansjonizmu, podbijania i rabowania innych. Nigdy, w żadnym okresie, nie potrafiła być „normalnym” krajem, dążącym bardziej do bogacenia się pracowitością własnych obywateli, niż karmieniem ich imperialnej dumy strachem sąsiadów. Ta sytuacja powoduje, że postępowanie Putina staje się dla świata zewnętrznego coraz mniej zrozumiałe i nieprzewidywalne. Nie jest nawet pewne, czy jest wystarczająco zrozumiałe dla niego samego. Były kagiebista nie potrafi zapewne wyrwać swych emocji z kręgu narzędzi przemocy i kontrprzemocy, bo na bezpieczniackich kursach mechanizmów społeczno-gospodarczych nie uczono. Uderzające jest jednak to, że jego działania wobec Ukrainy cieszą się społecznym poparciem, co też oznacza, że świat ma problem nie tyle z Putinem, ile z samą Rosją. Continue reading

CZY PUTIN ODESSIE UKRAINIE ODESSĘ? CZYLI DEWIACJA TYPU „MACHO”.

Wiele wskazuje na to, że spełnia się scenariusz podziału Ukrainy według granic oznaczonych na mapie zamieszczonej dwa tygodnie temu („Pięć Ukrain i zachodni bełkot”).5 Ukrain Nie będzie to, sugerowane przez media, proste rozdarcie na jej część prorosyjską i proukraińską, bo taka granica w rzeczywistości nie istnieje. To tylko wymysł rosyjskiej propagandy. Ukraina, jak wskazuje jej nazwa, jest krajem pogranicza. Określenie jest sugestywne, ale wymaga pogłębienia o pytanie, czego właściwie jest pograniczem? A tu rodzą się komplikacje. Sama nazwa pojawiła się w okresie, gdy Ukraina nazywana była również Kozaczyzną – niewielką strefą przejściową pomiędzy ówczesną Rzeczpospolitą Polski i Litwy a tatarskim stepem na południu i moskiewską tajgą od północnej strony. To jednak tylko wrażenie lokalne. Ukraina jest w gruncie rzeczy ilustracją zjawiska szerszego – pograniczności pomiędzy rolniczą Europą i koczowniczą częścią Azji, czyli jej ogromnym obszarem rozłożonym pomiędzy Morzem Kaspijskim i północnymi granicami Persji, Indii oraz Chin a arktycznym Oceanem Lodowatym. Geograficznej Europy tu mało (formalnie tylko do Uralu), a kulturowej nie ma wcale.

Continue reading

SCHRÖDERROSJA,CZYLI MIEJSCE NIEMIEC W EUROPIE

Niemcy są wspólnej Europy siłą i słabością zarazem. Wzmacniają integrację siłą swojej gospodarki, lecz osłabiają niemocą politycznego uwiądu. Ukraiński kryzys uświadomił Europie, że niemieckie przywództwo jest przysłowiową piętą achillesową całej Wspólnoty, co też uniemożliwia zajęcie stanowczej pozycji w tej kwestii. Dopóki największa gospodarka nie będzie potrafiła sformułować klarownej polityki zagranicznej, dopóty Unia Europejska będzie dryfować jako twór politycznie niedokończony. Wynika to głównie z tego, że w tradycji politycznej Niemiec ich stosunek do Rosji był zawsze dwoisty: poszukiwały możliwości poszerzenia swej „przestrzeni zyciowej”, a ta znajdowała się tylko na wschodzie, nigdy na zachodzie kontynentu i takie jest źródło obu światowych wojen. Niemieckie nabytki w naszej części Europy nie byłyby możłiwe, gdyby Berlin nie dzielił się nimi z Petersburgiem. Jednocześnie ten sam Berlin, nigdy nie czuł się miastem zachodnioeuropejskim, lecz jakiegoś rodzaju hybrydą i pozostałością po państwie pruskim, wyrosłym na eksterminacji żywiołu słowiańskiego. To, z kolei, nigdy nie stałoby się regionalnym mocarstwem bez konsekwentnej współpracy z Rosją w dzieleniu wschodniej Europy. Polska doświadczyła tego w postaci rozbiorów i ponad stuletniej niewoli. Europejskość Berlina przy tym zawsze pozostawiała wiele do życzenia, a same Prusy były od początku istnienia swoistym wzorcem kraju pogranicza – między europejskim wschodem i zachodem. Stało się to również i wzorcem dla późniejszej niemieckości, już po zjednoczeniu Rzeszy pod pruskim przywództwem. Continue reading

PIĘĆ UKRAIN I ZACHODNI BEŁKOT, CZYLI POLSKA Z RĘKĄ W NOCNIKU

Bełkot w sprawie ukraińskiej, dominujący w europejskich komentarzach po genewskim niby-porozumieniu, to woda na młyn Putina i dowód braku podstawowej wiedzy polityków Zachodu (nie wyłączając polskich), o prawdziwych problemach Ukraińców z ich własną tożsamością. Putin znacznie lepiej rozumie istotę zagadnienia, niż ci ostatni i równo kiwa wszystkich. Tymczasem to, jak potoczy się sprawa ukraińska może zdecydować o kształcie Europy i międzynarodowej pozycji Polski na pokolenia. Za to dyskusja, która się wokół sprawy toczy, przypomina debatę pierwszoklasistów. Wynika z niej tylko jedno: ani strona polska, ani też Zachód nie ma nie tylko koncepcji rozwiązania ukraińskiej kwestii, ale też wystarczającej wiedzy, by taka koncepcja mogła powstać. To, że nie mają jej władze polskie, jest o tyle niebezpieczne, że sprawa może zostać przez Rosjan tak rozegrana, że na kolejne sto lat zostaniemy z ręką w przysłowiowym nocniku i obudzimy się na granicy nowej edycji Sowieckiego Związku. Zabieranie się do rozwiązania sprawy, o której nie ma się większego pojęcia, to prosta droga do kompromitacji i utraty historycznej szansy.
Continue reading

2014-1215=799, CZYLI POTĘGA STANU UMYSŁU (2).

Zajmowaliśmy się fenomenem Rosji z tej również racji, że jest to jedyna z wielkich formacji społecznych współczesnego świata, dla której trudno jest znaleźć właściwe miejsce, zdefiniować kulturową treść i odrębną dojrzałość. Kultura, to nie tylko przedmiot zainteresowania kulturoznawców, ale coś znacznie poważniejszego – to obraz stanu umysłów jej społeczeństwa. To on, a nie czyny jednostek, decyduje w ostatecznym rachunku o rozwoju kraju lub jego stagnacji oraz o rozwiązaniach, które naród wybiera w decydujących momentach historii. Wedle teorii wielkich cywilizacji opartej na definicji Huntingtona („cywilizacja, to najwyższy poziom wspólnoty kulturowej”), jest ich na ziemskim globie dziewięć i jednej z nich przewodzić miałaby właśnie Rosja. Kryterium wyodrębnienia, jakie zastosował amerykański uczony było proste, ale nieprzekonujące. Każdej przypisał określoną dominantę religijną i uznał ją za najważniejszy wyróżnik. Autor argumentował, że najbardziej „europejską” jest cywilizacja Zachodu, którą określił jako obszar działania (ale nie współdziałania) dwóch odmian chrześcijaństwa – katolicyzmu i różnych odmian protestantyzmu. Za drugą i Zachodowi pokrewną, uznał tę, która zbudowała największe na świecie państwo, a większość ludności wyznaje prawosławie. Z perspektywy Waszyngtonu i Nowego Jorku, Moskwa końca XX wieku wydawała się być oczywistym centrum prawosławia, a domena tego ostatniego sięgać by miała od greckich Aten i bałkańskiej Macedonii – po „odwiecznie rosyjski” Władywostok. Zauważyć trzeba, że – inaczej niż ma to miejsce poza Rosją – prawo uznaje tam za równie rosyjskie, nie tylko prawosławną odmianę chrześcijaństwa, lecz również luteranizm, buddyzm oraz judaizm. Za żadną cenę nie zamierza przyznać tej rangi religii katolickiej, uważając ją za zrodzoną z nienawiści do Rosji. Wszystko wskazuje na to, że atawistyczna niechęć Rosji do wszystkiego, co zachodnie z wyjątkiem protestanckiej niemieckości, ma źródła mentalne, a nie materialne i racjonalne. Aleksander Dugin, uważany za mózg Putina, mówi to bez ogródek: „Trzeba rozkładac katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie. Katolicyzm nie może być wchłonięty przez naszą tradycję chyba, że zostanie głęboko przeorientowany w kierunku nacjonalistycznym i antypapieskim”. Continue reading