JAKA PRZYSZŁOŚĆ UKRAINY? CZYLI „JA WAS PRZEPRASZAM, PANOWIE!”

Jaka przyszlosc UkrainySądząc z pozorów, obecna próba rozwiązania „kwestii ukraińskiej” znajduje się w gestii „oddelegowanej” do sprawy grupy państw – Niemiec, Francji, Rosji i samej Ukrainy. To jednak tylko pozory, albowiem jej skład świadczy o tym, że strony sporu – Rosja i przedstawiciele Unii Europejskiej wcale nie zamierzają go rozwiązać, ale oczekują jakiegoś rodzaju samoczynnego finału, którego kształtu same nie potrafią się domyślić. Dzisiaj, może trudno to jeszcze dostrzec, ale w gruncie rzeczy, sprawa jest najbardziej groźna dla samej Rosji, ponieważ utrzymanie przez Ukrainę większości posiadanych terytoriów oznaczałoby pogłębienie rosyjskiej „azjatyckości” i ugruntowanie europejskiej opcji Ukrainy jako liczącego się na kontynencie kraju oraz ostateczne wypchnięcie kraju Putina poza nawias państw uznawanych za cywilizowane na europejski sposób. Temu ostatniemu nie zależy na zakończeniu konfliktu, ponieważ póki on trwa, jego rząd może w rosyjskim społeczeństwie podtrzymywać stałe napięcie i dobre samopoczucie związane z nadzieją na powrót do dawnej, imperialnej pozycji. Kraje Zachodu są nawet gotowe udawać, że w ten propagandowy obraz wierzą, a to z tej przyczyny, że Rosja jest dla nich dużo większym i atrakcyjniejszym partnerem w interesach niż „samostiejna Ukraina”. Tyle, że przedłużanie się konfliktu w nieskończoność nie tylko osłabia gospodarkę Rosji, odcinając od zachodnich banków, ale może też ją trwale izolować od reszty świata. Rosja znalazła się w sytuacji, w której każde wyjście jest złe – zakończenie konfliktu bez unicestwienia Ukrainy będzie odczuwane jako niepowodzenie w przywracaniu imperium, ale jego eskalacja najwyraźniej prowadzi do nikąd. Z braku koncepcji zakończenia konfliktu, należy raczej przygotować się na jego „bezkoncepcyjne” trwanie. Mało kto zdaje sobie przy tym sprawę z tego, że w ostatecznym rozrachunku, o kształcie i losie tego kraju zadecydują stosunki polsko-ukraińskie, a nie relacje Ukrainy z szeroko pojętym Zachodem, czy nawet z samą tylko Unią. Continue reading

MARZENIA ROSJAN, CZYLI IMPERIUM NA HOLZGAS

Duma Rosji          Dzisiejsza Rosja do zjawisko nietypowe, a z punktu widzenia powszechnie uznawanych zasad racjonalności postępowania – niezrozumiałe. Widziana z perspektywy historycznej, była taka zawsze, ale świat jest gotów bardziej pamiętać okresy jej mocarstwowej chwały, niż nadchodzące z równą regularności czasy głębokich załamań, nazywane tam smutą. Jednak pytanie, jakie rodzi się z okazji moskiewskiej parady wojskowej w związku z 70-tą rocznicą zwycięstwa na hitlerowskimi Niemcami, dotyczy tego, czy jest dowodem na kolejny nawrót imperialności w skali globalnej, czy też raczej świadczy o ostatecznym jej kryzysie. Jak łatwo wyczytać z załączonej mapy, rosyjskiej sieci dróg szybkiego ruchu, to jej wielkość terytorialna w żadnym razie nie może przenieść się na poziom gospodarczej czy kulturowej potęgi. Wynika z niej bowiem, że w swej istocie, Rosja kończy się, tak jak kiedyś, na linii Wołgi i Uralu, a cała reszta, czyli trzy czwarte jej ogromnego terytorium to tylko atrapa pozornej potęgi. To rzekomo wielkie, nie do pokonania imperium, od dwustu lat nie może rozwiązać problemu efektywnej komunikacji Moskwy i Petersburga z Syberią i Dalekim Wschodem. Pod tym względem porównanie z krajami równie wielkimi i położnymi podobnie – Stanami Zjednoczonymi i Kanadą – wypada katastrofalnie. Przykłady tego rodzaju sytuacji nie są tylko częścią dawnej historii Rosji, lecz stanowią element trwałości i są aktualne do dzisiaj. Jej istotą jest brak tradycji skutecznego rozwiązywania problemów wewnętrznych przy wykazywaniu sprawności w dokonywaniu interwencji skierowanych na zewnątrz kraju. Jak wspomnieliśmy, cechą Rosji była od samych jej początków piorunująca szybkość terytorialnego rozwoju, za czym nigdy nie nadążała infrastruktura. W 1898 roku, w okresie największych zdobyczy terytorialnych, kiedy to granice rosyjskich rządów oparły się o Chiński Mur, wydzierżawiony został od Państwa Środka jego wojenny port – Lüshun, położony daleko na południe od zamarzającego zimą Władywostoku. Tym sposobem zrealizowane zostało stare rosyjskie marzenie o dotarciu do ciepłego oceanu. W siedem lat później, już jako rosyjski Port Artur, został jednak zajęty przez Japonię, cała rosyjska flota Pacyfiku zatopiona, a w ślad za nią – płynąca z pomocą Flota Bałtycka, a z dwudziestu znajdujących się w jej składzie jednostek cało wyszły zaledwie trzy najmniejsze. Bezpośrednią przyczyną klęski był brak infastruktury łączącej ludną, europejską część kraju z zupełnie odludną azjatycką częścią, pozostającą dawniej w naturalnej orbicie cesarskich Chin. Piorunujący sukces terytorialny w żadnym razie nie przełożył się jednak na potęgę realną. Kolejowa linia transsyberyjska nie była w pełni przejezdna aż do 1916 roku i nie mogła prowadzić sprawnego zaopatrzenia. Innej drogi lądowej nie było wcale, a Flota Bałtycka, zanim dotarła na miejsce morskiej bitwy, przedzierała się przez trzy oceany przez ponad pół roku. Continue reading

IDÈE FIXE A LA RUSSE, CZYLI ROZPAD JAKO PRZEZNACZENIE

Wiara Czyni CudaPowiadają, że „wiara czyni cuda”. Tak jest w istocie, ale tylko w tym znaczeniu, że jej cudownym darem jest przywilej uwolnienia umysłu od rygorów logiki i zezwolenie na dowolne fantazyjne oczekiwania. Do chłodnej oceny zdarzeń z pogardą odnosił się nasz narodowy wieszcz, orzekając oto romantycznie, że „czucie i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”. Trudno się temu dziwić, skoro „szkiełko i oko” wymaga wysiłku, dyscypliny i umiejętności zdobywania realnej wiedzy, a także zrozumienia sekwencji wydarzeń, podczas gdy „czucie i wiara’ nie wymaga wysiłku żadnego, dając przy tym przyjemną świadomość uwolnienia od obowiązków dnia codziennego i poczucie ulotnego, ale trwałego powiązania z Wiecznością. Pewien czytelnik z melancholią zauważył, że owo szkiełko i oko, czyli naukowe podejście do rzeczywistości, to zjawisko jakoś smutne i zupełnie nieciekawe, bo tylko głęboka wiara może oddać prawdziwą głębię naszych przeżyć. Ale wiara w co? Każda wiara? Na pytanie o to, czy dotyczy to właśnie każdego rodzaju wiary, więc wiary jako takiej, również tej mającej zastąpić racjonalną ocenę rzeczywsitości, czy tylko tej jednej, autoryzowanej przez jakieś autorytety, odpowiedzi doczekać się jednak nie mogę. Continue reading

ZAJĘCZA SKÓRKO! EUROPO, ZBUDŹ SIĘ!

Flaga wojenna Rosji            Po niedawnym ataku islamistów na parlament w Tunisie i śmierci kilkunastu Boga ducha winnych turystów, Unia Europejska stanęła przed poważnym wyzwaniem: musi mianowicie spojrzeć w lustro i jak ten kot z obrazka, nie tylko dojrzeć w sobie lwa, ale też i lwem się stać. Jeśli tego nie zrobi, nie tylko jej rozpad jest nieunikniony, ale i to, co pozostanie po niej, nie będzie niczym innym, jak tylko tchórzliwym chaosem. Kraje członkowskie żyły dotąd w błogim przeświadczeniu, że narastająca agresywność ze strony ich wschodniego, euroazjatyckiego sąsiada oraz nadchodzące zagrożenia ze świata islamu z za Morza Śródziemnego, dotyczy odległych obrzeży Europy, zaś prawdziwy rdzeń może sobie nadal żyć w świętym spokoju i błogim dobrobycie. Pojawia się jednak pytanie, co to właściwie jest tym prawdziwie europejskim rdzeniem, który może w dzisiejszym świecie czuć się na tyle bezpiecznie, że nowe zagrożenia go nie dotyczą? Gdyby uznać, że są nim „stare” kraje Unii – Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania, to niebezpieczeństwa, jakie się dla nich w dzisiejszym świecie kryją nie dotyczą wszystkich jednakowo. Całkiem bezpieczne są na przykład Niemcy, największa gospodarka Unii, otaczana zresztą przez Rosję od stuleci niekłamanym szacunkiem i podziwem. Nic więc im z jej strony nie grozi, a ten brak zagrożenia przekształca się w rodzaj specjalnych stosunków. Nic nie grozi Beneluksowi – federacji trzech małych państw przyklejonych do Morza Północnego i wciśniętych pomiędzy Niemcy i Francję. Dopóki między tymi ostatnimi nie ma stanu wojny, mogą żyć jak u Pana Boga za piecem. Nic wreszcie nie grozi Wielkiej Brytanii, zawsze bezpiecznej w obrębie swego wyspiarskiego dobrobytu. Zagrożony jest natomiast spokój i bezpieczeństwo tej części Europy, która przez morze graniczy ze światem islamu i sama posiada znaczne enklawy islamizmu. Tyle, że to jednostronne niebezpieczeństwo i ma miejsce tylko w rejonie Morza Śródziemnego. To jednak, nie zagraża w większym stopniu ani odległej Skandynawii, ani też Europie Wschodniej. Ta ostatnia obawia się Rosji, ale dla zachodniej części kontynentu wydaje się ona być tylko zagrożeniem pozornym i to ze strony odległego i nieco romantycznego niedźwiedzia. Europa nie pamięta już XVI-wiecznej przestrogi barona von Hebersteina, że oto moskiewski car „władzą, w stosunku do swych poddanych przewyższa wszystkich monarchów świata”. Od pięciuset lat, nic się pod tym względem nie zmieniło, także i to, że „szczególnie podatny grunt do ukształtowania się jedynowładztwa tworzyły masy plebejskie, które nie miały czasu myśleć o żadnych prawach ani swobodach, troszcząc sie o chleb powszedni i własne życie”. Continue reading

RURYK RURYKOWICZ PUTIN, CZYLI EURO-ROSYJSKA ZABAWA W STRACHY

Ruryk RurykowiczPutin i Merkel w wojennej grze

Rosjanie uważają swój kraj nie tylko za światową potęgę, ale i za twór tak bardzo wyjątkowy, święty i doskonały, że nie poczuwają sie do solidarności z innymi. To prawda udowadniana całą historią tego kraju, od początku jego istnienia, czyli od czasów cara Iwana, nazwanego z powodu ograniczonej poczytalności Groźnym. Z perspektywy historii, nie powinno być w tym niczego dziwnego, a jednak w obliczu nawrotu antyzachodniej retoryki Rosji, dla wielu stało się zaskoczeniem. Obserwatorzy nie odczuwają do niej ani agresji, ani też zazdrości, lecz tylko obawę o granice poczytalności czynów. Ograniczają się do biernej obserwacji, nie ośmielając się wyciągać głębszych wniosków. Do tego trzeba mieć nie tylko odwagę, ale też i większą wiedzę, aniżeli ta, którą niesie spoglądanie z dystansu na bieg wydarzeń. Ten, przestaje być zaskoczeniem, jeśli tylko sięgnie się do przeszłości i zrozumie odwieczną historyczną i kulturową inność Rosji od innych krajów świata oraz – co ważniejsze – jej brak perspektyw w warunkach dzisiejszego świata. Skoro jednak posiada ona jakiś dający się odczytać mechanizm własnej tożsamości, oznacza to też, że jest tworem do pewnego stopnia przewidywalnym. Nie oznacza tylko, jak zdaje się to mniemać Barack Obama, że to kraj europejski jak inne, tyle, że od innych większy i w związku z tymi rozmiarami odrobinę dziwny. Amerykański prezydent wydaje się być przekonanym, że przyjdzie oto chwila, kiedy wszystko powróci jakoś do „normy”, jakkolwiek by ją rozumieć. Otóż, nie powróci i na tym polega odmienność Rosji od innych krajów świata oraz istota mechanizmu jej funkcjonowania. Ten, się właśnie na naszych oczach wyczerpuje, a Rosja jest znacznie bardziej śmiertelna od innych krajów świata. Wszystkie mają przed sobą jakąś przyszłość i określoną ścieżkę ewolucji. Rosja taka, jaką znamy, nie posiada ani jednej, ani drugiej. Amerykański prezydent, jak i większość polityków Zachodu myli się w tej kwestii głęboko, nie zdając sobie sprawy z tego, że jego sposób postrzegania fenomenu jest jałowy i nie prowadzi do wniosków co do tego, jak wobec Rosji postępować. Tymczasem, tylko zrozumienie istoty rzeczy oraz rosyjskiej tożsamości może doprowadzić do zrozumienia przyszłych losów całego regionu. Continue reading

ROSJA I UNIA EUROPEJSKA, CZYLI ROZGRYWAŁ ŚLEPY KULAWEGO

Putin Merkel Hollande„Każdy kraj, który nie uszanuje porozumień z Mińska mających na celu uregulowanie kryzysu na Ukrainie, stanie w obliczu sankcji” – oświadczył prezydent Francji, François Hollande na wspólnej z Angelą Merkel konferencji prasowej w Paryżu sprawiając wrażenie, że było to ustalenie na miarę epoki. Holland wygląda na doświadczonego polityka, a robienie dobrej miny do złej gry nie jest w tej branży niczym nowym. Rzecz w tym, że ukraiński konflikt, który wchodzi już w drugi rok istnienia dowiódł, że wszelkie porozumienia z Rosjanami są bez wartości. O co więc właściwie w tej grze chodzi? Komu Holland i dlaczego, zamierzał robić wodę z mózgu? Trudno to pojąć, skoro wszystko wskazuje na to, że strony – rosyjska i europejska czynią całkiem odmienne figury, lecz wcale nie jest wiadomo jakie jest tego sporu sedno, skoro z całą pewnością nie idzie o interesy Ukrainy? Czy istotnie pragną ze sobą się spierać w obronie imponderabiliów, czy to tylko tej walki markowanie, a porozumiewają się tajemne gdzieś pod konferencyjnym stołem? Continue reading

ROSYJSKA TOLERANCJA, CZYLI „JAK ZACHOCZE, TAK HAJ I BUDE!”

Trzech MuszkieterowZmarły przed dwudziestu laty rosyjski historyk i eurazjata Lew Gumiłow, lubił eksponować przykłady wrodzonej rzekomo Rosji tolerancyjności wobec innych kultur. Na tę okoliczność przytoczył nawet zdarzenie mające o tym świadczyć i posłużył się tradycją stosunków rosyjsko-ukraińskich. Oto do historii przeszło to, jak tolerancyjność rozumiał kozacko-ukraiński hrabia Bezborodko, pełniący przy carycy Katarzynie funkcję kanclerza. Ubrał to w powtarzaną później często frazę: „Jak matuszka-caryca zachocze, tak haj i bude”, czyli „jak matuszka caryca zechce, tak i będzie”. Historyk, zdarzenie podał jako przykład rosyjskiej otwartości i tolerancyjności w relacjach z innymi narodami, albowiem Bezborodko wypowiedział wiernopoddańcze słowa po ukraińsku, nie zaś po rosyjsku i nikt mu tego nie wypomniał, ani też nie zwolnił z z państwowej funkcji. W ślad za nim, Putin jako dzisiejszy car Rosji, daje nam do zrozumienia, że we wschodniej Europie pokój nastanie dopiero wtedy, kiedy wszystko będzie tak, jak on sam „zachocze”, a państwo ukraińskie pozostanie w objęciach Rosji w formie, jaką on mu nada. Rosyjska szkoła tolerancji polega na tym, że wszyscy, którzy godzą się być Rosjanami, otrzymują również prawo do uciskania innych. Reszta pozostaje tylko uciskana i bez prawa do odczuwania radości z  panowania nad nie-Rosjanami . Continue reading

UNIJNY ENFANT TERRRIBLE, CZYLI UDAWANIE GREKA

Udawanie Greka            Najpewniejszym kryterium właściwej odpowiedzi na pytanie o to, czy kraj należy do cywilizacji zachodniej, czy też nie, jest poziom jego gospodarczego rozwoju. Jeśli jest to państwo dobrobytu wypracowanego rękami obywateli, a nie złożami ropy naftowej lub innym dobrodziejstwem nie wymagającym zorganizowanej wytwórczości, z całą pewnością jest też częścią szeroko pojętego Zachodu. Poza wszystkim, żeby być częścią Zachodu trzeba tego chcieć, nie zaś oczekiwać, że stanie się to z jakichś powodów samo. Polska, jak się wydaje, znajduje się już na dobrej drodze do uzyskania miana pełnoprawnego członka zachodniej części świata. Grecja przeciwnie, daje dowody na to, że w ramach zachodnich struktur znalazła się w gruncie rzeczy przypadkowo i na udział w tej przestrzeni na dłuższą metę nie zasługuje. Jej gospodarka znajduje się niemal ode dekady w stanie daleko posuniętego rozkładu, do którego jej rządy doprowadziły z własnej woli i bez udziału – co zdają się dzisiaj sugerować Grecy – obcego imperializmu zawłaszczającego ich dokonania. Wielosetmiliardowa pomoc ze strony europejskiej wspólnoty będzie zapewne zmarnowana, a nowych źródeł pomocy nie widać. Tymczasem, Rosji udającej chęć podania dłoni, na taką pomoc po prostu nie stać, bo też i sama boryka się z konsekwencjami własnej „trzecioświatowości”. A jednak, Grecy wybrali. Z zazdrości o dokonania innych i ze złości na brak dokonań własnych, za rząd wzięli sobie antyeuropejską skrajną lewicę, a za przyjaciela i zagraniczną podporę tę właśnie putinowską Rosję. Jan Rokita wyraził nawet całkiem racjonalne przekonanie, że nowa grecka koalicja rządowa może się okazać moskiewską agenturą działającą na rzecz rozkładu i osłabienia samej Unii. Continue reading

MOSKWA NIE LEŻY W EUROPIE, CZYLI FINIS ROSSIAE ET ORIGO RUTHENIAE

            Nowy Rok sprzyja nowemu spojrzenia na otaczający nas świat. Historycy rozwijają różnego rodzaju koncepcje w kwestii ustalenia rytmu jego dziejów. Najbardziej znanym, choć nie jedynym, rezultatem tego myślenia, jest podział historii ludzkości na starożytność, średniowiecze i czasy nowożytne. Ten jednak, był dokonywany nie tylko z zachodniego punktu widzenia, ale miał do tego charakter czysto formalny i w gruncie rzeczy nie wyjaśniający niczego. A gdyby tak podzielić historię nie według formalnych przedziałów czasowych, ale wedle nasilenia ludzkiej żądzy władzy i samej tylko formy i mechanizmu jej sprawowania? Wtedy okazałoby się, że jest ona jednocześnie historią egoizmów grupowo-warstwowych, manii wielkości jednych i krzywd drugich, jest także swoistym konkursem na to, w jaki sposób jednostki silniejsze mogą eksploatować i wykorzystywać słabsze. Tylko szkolni nauczyciele mają swoisty komfort i możliwości przekonywania uczniów, że istotą dziejów jest ludzki altruizm i patriotyczne myślenie w interesie ogółu. Prawdę mówiąc, szkoda dzieci i szkoda ich późniejszych frustracji, kiedy muszą zderzyć się z rzeczywistością. A ta jest przecież zupełnie inna, niż szkolna historia i sprowadza się do ponadczasowej prawdy, że oto „moja chata z kraja”, zupełnie niezależnie od tego, w jakiej części świata ta chata się znajduje… Continue reading

WOJNA O UKRAINĘ, CZYLI PUTINA ZEW KRWI

Kot i Putin

            Władimirem Putinem, dzisiejszym władcą Rosji, nie rządzi rozum, lecz tylko głęboko zakorzenione kulturowe atawizmy. W przypadku jego kraju, mają one o tyle bardziej destrukcyjny charakter, że obejmują wraz z nim całą jedną piątą powierzchni globu, co jednak nie powoduje, że mieszczą się choćby w calu logiki przemian współczesnego świata. Uważni analitycy postępowania Rosji nie zadają już więc sobie pytania o to, czy wojna Rosji o Ukrainę na pełną skalę wybuchnie, lecz starają się tylko odgadnąć datę tej operacji. Wszyscy mają przy tym  świadomość jej irracjonalności. Używam przy tym sformułowania „wojna o Ukrainę”, a nie „wojna z Ukrainą”, albowiem strona rosyjska nie uważa tej ostatniej w ogóle za podmiot i godnego siebie przeciwnika, lecz tylko za przedmiot ewentualnego podziału z sąsiadami, przy czym największa jej część miałaby przypaść zwycięskiej Rosji. Z oceny obserwatorów wydarzeń wynika jednak, że Putin i rządząca z nim dzisiaj elita znalazła się właściwie w pułapce bez wyjścia, z której uratować ją może tylko ucieczka do przodu, niezależnie od przyszłych tego kosztów. Kierunek tej ucieczki może być dwojaki: pełna i niczym już nie kamuflowana inwazja na wschodnią i południową Ukrainę dla ukazania olśniewającego triumfu imperialnego oręża Rosji, albo też wywołanie – co znacznie mniej prawdopodobne, bo trzeba też ją skutecznie wygrać – wewnętrznej „totalnej wojny z korupcją”, aby wkrótce potem ogłosić jako jako kolejny epokowy triumf rosyjskości. Tak przynajmniej twierdzi emigracyjny białoruski analityk  – Paweł Szeremet, na którego opinię powołuje się Paul Goble z amerykańskiego periodyku The Interpreter. Cytuje na tę okoliczność znane kiedyś powiedzenie Oswalda Spenglera, wypowiedziane w 1914 roku w przededniu wybuchu Wielkiej Wojny, że „w dzisiejszych czasach optymizm, to tylko tchórzostwo”. Autor nawołuje do odwagi spojrzenia prawdzie w oczy i do przygotowania się na najgorsze, czyli wybuchu wojny o trudnych do przewidzenia konsekwencjach.

Continue reading