DŻIHAD, TO ISLAMU TREŚĆ PRAWDZIWA

DzihadW dwóch zamachach terrorystycznych w Brukseli zginęły co najmniej trzydzieści cztery osoby, a ponad dwieście zostało rannych. Władze mówią o czarnym dniu i ogłosiły narodową żałobę. Z całego świata płyną głosy potępienia sprawców i wyrazy współczucia dla rodzin ofiar. Czy jednak politycy powiedzą coś więcej? Czy może wskażą nie tylko na bezpośrednich sprawców, ale także na mechanizm coraz częściej powtarzających się ataków zwanych terrorystycznymi, lecz okazujących nieograniczoność możliwości zarówno co do czasu, miejsca jak i rodzaju ofiar? Piszemy „tak zwanych”, ponieważ ich sprawcami nie są terroryści jako tacy, czyli miłośnicy zabijania dla osiągnięcia drogiego im celu, lecz ludzie przekonani, że czynią po prostu dobro, a nie zło i do tego są mili sercu Boga. Im więcej zabitych, tym jest Mu przyjemniej i tym więcej ma dla swych wiernych uczucia miłości. Tego rodzaju terrorystami są ludzie przekonani, że  istnieje tylko jedna racja ludzi głęboko wierzących w Allacha i szczęście w życiu pozagrobowym. Rzecz w tym, że takich, którzy kochają go wedle takiego wzorca jest na świecie półtora miliarda, przy czym zdarza się nawet, że są – z formalnego punktu widzenia – Europejczykami i to w trzecim pokoleniu. Jak ich przekonać, że zabijanie przypadkowych ludzi jest najwyższym rodzajem zła i że może nadszedł czas, by zastanowić się nad istotą tej morderczej agresywności, a także nad samym mechanizmem zjawiska i związaną z nim definicją europejskości? A może oni wcale Europejczykami nie są, skoro tych ostatnich mają za nieprzyjaciół godnych zabijania w imię przynależności do obszaru innych wartości? A może jest jeszcze inaczej i jest to przykład systemu zrodzonego z psychiczną skazą uniemożliwiającą trwałe współżycie z innymi? Inaczej mówiąc, podejrzenie idzie w kierunku psychopatyczności całego systemu i ludzi w nim żyjących, a nie jego „zwyczajnej” zbrodniczości. Continue reading

MY, NARÓD: LE PEUPLE CZY LA NATION? WIĘC WŁAŚCIWIE KTO?

My narod            Jest jakiegoś rodzaju prawidłowością, że najważniejsze decyzje polityczne skrywają zarodek fundamentalnego nieporozumienia. Angela Merkel uzasadniała niedawno decyzję wspierania przez Berlin imigracji z krajów Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki do Europy, chociaż zjawisko gołym okiem sprawia wrażenie „zderzenia cywilizacji”, nie zaś procesu pokojowej koegzystencji. „Liban – orzekła – przyjął półtora miliona inigrantów, chociaż sam ma zaledwie pięć milionów mieszkańców. Dla nas ta imigracja, to wciąż są liczby śladowe”. Mówiąc to albo kłamała, albo też nic nie rozumie z tego, co mówi. Problem przecież w tym, że Liban – w przeciwieństwie do Niemiec – jest w większości muzułmański, a językiem jego codzienności jest koraniczna arabszczyzna, nie zaś indoeuropejska mowa niemiecka. Napływający imigranci także mówią po arabsku i są podobnymi im muzułmanami, więc problem bariery kulturowej nie jest w  Libanie istotny. Można też przywołać przykład niedalekiej Bejrutowi Jordanii, by zrozumieć istotę problemu jaki się za tym kryje. W obrazie tego ostatniego kraju uderzają dwa czynniki. Po pierwsze, jest zamieszkany przez ludność arabską i napływają do niego również Arabowie. Po drugie, że od pojawienia się jordańskiego królestwa na bliskowschodniej mapie przed niemal stuleciem, jego zaludnienie rosło w tempie zupełnie  niezwykłym, żeby nie rzec – eksperymentalnym. W dniu powstania było to jakieś dwieście tysięcy koczowniczej ludności, a jedyny ośrodek miejski – Amman był tylko swoistym centrum namiotowym wielbłądników zamieszkałym przez zaledwie dwa tysiące ludzi. Dzisiaj, to nowoczesna, z górą milionowa metropolia, a sam kraj ma ludności prawie czterdzieści (!) razy więcej niż miało to miejsce w dniu jego powstania. Obecne szacunki określają tę liczbę na ponad dziewięć i pół miliiona.[Cóż, powie ktoś, arabska rozrodczość w odróżnieniu od europejskiej jest fenomenalna. Rzecz jednak w tym, że zaludnienie Jordanii rosło nie tyle wskutek przyrostu naturalnego, ile dokładnie selekcjonowanej zgody rządu na imigrację z krajów ościennych. Być może, Angela Merkel tak się zapatrzyła w jordański wzorzec demograficzny, że zapragnęła uzyskać dla Niemiec zastrzyk nowej krwi w podobny sposób, czyli z sąsiadujących z Ammanem krajów. Pani kanclerz nie dostrzegła tylko tego, że oto rdzenna ludność niemiecka – inaczej niż Jordania – używa na codzień języka do arabszczyzny niepodobnego i jest zakorzeniona w chrześcijańskiej tradycji Europy, a nie w świecie bliskowschodniego islamu. Może ją więc tłumaczyć tylko to, iż uległa przekonaniu, iż jednak „wiara czyni cuda”. Continue reading

SAMOBÓJCZA POPRAWNOŚĆ, CZYLI ZNAJ PROPORCJE MOCIUM PANIE!

Zderzenie kultur            Na koniec poprzednich rozważań zapowiedzieliśmy dalszą analizę miejsca Polski w zmieniającej się Europie. Jednak niedawne wydarzenia w Kolonii i innych miastach zachodniej Europy zmuszają do odłożenia kwestii na później. Trzeba bowiem skomentować szok jaki przeżyli własnie Niemcy od dziesięcioleci uczeni, że ich obowiązkiem jako sprawców II wojny światowej jest manifestowanie politycznej poprawności. Teraz, okazało się, że może to stać się przyczyną rewolty groźnej nie tylko dla niemieckiego społeczeństwa, lecz i dla całej Europy. Niektórzy komentatorzy zadają bowiem pytanie o to, jak by się ułożył bieg wypadków, gdyby Niemcom puściły wszystkie hamulce i mieli ochotę powrócić do niegdysiejszych form swojej tożsamości. Groźba odrodzenia agresywnego germanizmu, to jednak w dzisiejszej Europie bajka i straszak, co jednak nie ułatwia im rozwiązania problemu. Warto wiedzieć, że najgorętsi zwolennicy politycznej poprawności nie wywodzą się wcale z notorycznych antyfaszystów, czy też środowisk głęboko demokratycznych, lecz z kręgów rozmaitego rodzaju mniejszości – seksualnych, religijnych i politykujących wyłącznie w lewicowy sposób. Ilustracją zagadnienia moga być regularne manifestacje mniejszości seksualnych. Nie idzie o ich treść, ostatecznie w nowoczesnym kraju każdy powinien mieć prawo do wypowiadania poglądów, ale dlaczego ma się to przejawiać w ostentacyjnym manifestowaniu erotycznej inności za pośrednictwem stroju (czy jego braku), makijażu i głośnej werbalizacji odmienności, skoro dla większości ta akurat sfera jako w sposób naturalny czymś bardzo osobistym i nie nadającym się do ulicznych manifestacji? Czy nie zastanawia, że nikt nie manifestuje atencji do tradycyjnego związku małżeńskiego, czy też nie czyni ostantacji z uznawania „normalności” związków męsko-damskich wobec męsko-męskich, czy damsko-damskich? Dlaczego więc dla większości ludzi ta sfera mieści się w przestrzeni intymności, a tylko w niektórych środowiskach staje się obiektem publicznej ostentacji? Jedną sprawą jest prawo do ujawniania swojej inności, a inną domaganie się uznania swojego sposobu życia za i nie odbiegający od normy, chociaż wszyscy wiedzą, że od niej odbiega. To nie tylko nie fair, ale staje się to również sposobem działania przeciwskutecznym spokojnemu osiąganiu celów przez samą tę mniejszość budząc czasem opór a niekiedy i złość.     Continue reading

CZY TO JUŻ KONIEC ZNANEJ NAM EUROPY?

Koniec Europy            Końcówka starego i początek nowego roku skłania do refleksji. Po raz pierwszy w czasach pokoju, w stolicy Francji w obawie przed terrorystami zakazano hucznego obchodzenia Nowego Roku. W naszym kraju także pojawia się wrażenie, że znalazł się oto na zakręcie. Dla jednych, rzecz wygląda groźnie i ponuro, dla drugich przeciwnie – jest wyzwaniem nadziei. Dopiero co zakończony rok 2015 sprawia jednak wrażenie, że był wyjątkowy z wielu przyczyn tak, jakby stał się znamieniem końca pewnej epoki a także tego, że sama Europa nie będzie już nigdy taka, jaką znaliśmy. W głowie mieszkańca dzisiejszej Unii może pojawić się natrętne skojarzenie z myślą niegdysiejszego ideologa socjalizmu, że oto „widmo krąży po Europie, widmo dekadencji”, bo też i nasz kontynent coraz gorzej radzi sobie z sobą samym. Dla tych, którzy pamiętają początki europejskiej idei: te dumne emblematy EU przyklejane do szyb samochodów, te unijne gwiazdki na błękitnym tle i tę wspólnotową euforię w oczekiwaniu świetlanej przyszłości, nadchodzi czas przemyśleń. Czy Europa stała się za duża, za płytka, za mało zunifikowana, czy też w tle zjawiska tej swoistej dekadencji jest coś zupełnie innego? Miała być Stanami Zjednoczonymi Europy, lecz tworem mniej egoistycznym, mniej zaprawionym prywatą kapitalizmu, więcej wolnością, indywidualizmem i politycznym liberalizmem. Co z tego zostało? Europejski kapitalizm nie daje widocznych efektów, nacjonalizmu jest coraz więcej, a indywidualizmu mniej, bo przykrywa go strach przed terroryzmem i jego niezrozumiałym mechanizmem. A co z liberalizmem? Poświęcimy rozważania temu zagadnieniu z tej przyczyny, że w pogłębiającej się inflacji liberalnych i liberalnopodobnych idei wydaje się tkwić też jedno ze źródeł europejskiego kryzysu. Podkreślmy tylko, że nie idzie o społeczną pożyteczność i filozoficzną treść liberalnych idei, lecz o ich narastającą inflację i związane z tym tanienie wolnościowych emocji. To zaś nigdy nie przydaje pożytku. Continue reading

KONIEC MULTIKULTI, CZYLI OD GETTA DO POLITYCZNEJ POPRAWNOŚCI

Mahomet            Formuła wygłoszona przez Mahometa w kwestii relacji między płciami symbolizuje granice obszarów wzajemnej tolerancji ludzi, jak też i pojawianie się barier dla rozwijania się tak popieranej przez zachodnie rządy idei wielokulturowości. Miała ona doprowadzić do tego, że wszyscy ludzie na świecie, niezależnie od cywilizacyjnego modelu ich społeczeństw będą jednakowi we wszystkim i jedyne co im by pozostało, to przyjaźnić się wzajemnie. Tyle, że wydarzenia ostatnich lat nie tylko podważają tę nadzieję, ale więcej – dowodzą o jej nieracjonalności. Przeszkodą dla widzenia świata we właściwych proporcjach stało się powszechnie stosowane pojęcie politycznej poprawności zwane w skrócie multikulti. Skąd się wzięło i jaka jest jego myśl przewodnia? Czy idzie o to, aby tylko być towarzysko grzecznym i nie urażać nikogo, kto jest odmienny, lecz pragnie uchodzić za takiego samego? To nawet eleganckie, ale jaka jest tego społeczna cena i czy warto ją płacić? Continue reading

PARANOIA W SKALI MAKRO, CZYLI QUOUSQUE TANDEM ABUTERE JIHADI JOHN’IE?

„Nie jest celem islamu zmuszanie ludzi do wierzenia,
Islam nie jest po prostu wierzeniem, jest zapowiedzią
uwolnienia człowieka od zniewolenia przez innych ludzi”
(Said Qutb, założyciel Bractwa Muzułmańskiego)
„Dobry muzułmanin, to martwy muzułmanin”
(coraz częstszy pogląd niemuzułmanów na islam)

ParyzQuousque tandem abutere, Catilina, patientia nostra? Quamdiu etiam furor iste tuus nos eludet?” „Jak długo, Katylino, będziesz nadużywał naszej cierpliwości? Dokąd będzie nas pętać to twoje szaleństwo”? Tak wołał Cyceron, konsul rzymskiej republiki w oskarżycielskiej mowie wygłoszonej w senacie przeciwko Lucjuszowi Katylinie, po odkryciu przygotowywanego przezeń spisku przygotowywanego dla dokonania zamachu stanu. Powstaje nieodparte wrażenie, że w globalizującym się świecie współczesności rolę Katyliny przejął Jihadi John, bezwzględny islamsko-europejski morderca, lecz nie pojawił się jeszcze ktoś tak odważny, kto wygłosiłby przed własną publicznością, jak Cycero, oskarżycielską mowę przeciwko systemowi, który go zrodził. Bo też i muzułmański terroryzm nie jest jednostkowym szaleństwem, ani też zjawiskiem dającym się wyjaśnić poglądami pojedyńczych ludzi. Jest szaleństwem społecznym, które objęło umysły wielkiej cywilizacji rozciągającej się na przestrzeni dwóch tysięcy kilometrów europejskiego pogranicza. Islam bowiem, to nie – jak Rosja – „zwykła” cywilizacja zła, lecz cywilizacja zła zbudowanego na systemowym zakazie racjonalnego myślenia. Continue reading

ZALEJĄ NAS, CZY DADZĄ PRZETRWAĆ? CO CZYNIĆ Z NAJAZDEM INNOŚCI?

 

Przyslosc            Ilustracje obrazują świat przyszłości tak, jak go sobie wyobrażali żyjący wtedy ludzie. Są dowodem, że ludzka imaginacja nie tylko jest niedoskonała, lecz ulegać może automanipulacji. Na pierwszym z rysunków poprowadziła wyobraźnię ku wielkiej liczbie poruszających się przedmiotów mających zapełniać go w 2000 roku aż po horyzont, bo też i napędzane płynnym paliwem pojazdy były zgodne z wyobrażoną symboliką nowoczesności. Wygląd kosmicznego osiedla według rysunku sporządzonego siedemdziesiąt lat później również nie wróżył przekształcenia się w stan faktyczny. Rychła budowa orbitalnych osiedli, okazała się tylko wytworem wyobraźni ludzi zafascynowanych misjami Apollo. Continue reading

MULTIKULTI (3), TO JUŻ NIE TYLKO POPRAWNOŚĆ, TO ZMOWA

Multikulti 3Po europejskiej naradzie w sprawie inwazji muzułmańskich imigrantów, z Brukseli wyziera bezradność pokrywana polityczną poprawnością. Tak już jest, że propaganda z łatwością wyprzedza prawdę. Pierwsza, jest wygodnym instrumentem realizacji własnych interesów, druga – trudnym zobowiązaniem. Ta pierwsza może być dodatkiem do drugiej, ale nie może jej zastąpić. Zadziwiające, że w naszym kraju propagandowa otoczka migracyjnego kryzysu przekształciła się w pean na cześć kulturowej inności, szlachetnie zastępującej rzekomo szkodliwą i nieciekawą narodowościową jednolitość. Postulatem mainstreamowych mediów stało się marzenie o polskości wymieszanej z muzułmańskością. Sprawiać to może wrażenie, że powojenna stablizacja Polski jako kraju jednonarodowego i pozbawionego konfliktów na tle narodowościowym była krokiem wstecz wobec „bardziej postępowej” sytuacji Polski przedwojennej, czy też rzeczywistości starej Rzeczypospolitej szlacheckiej, w której polski żywioł etniczny nie przekraczał czterdziestu procent ludności.   Continue reading

EXODUS MUZUŁMANÓW, CZYLI ROZKOSZE MULTIKULTI (1)

Multikulti           Problem, jaki mamy do rozważenia jest poważny. To społeczne i polityczne następstwa masowego napływu muzułmańskiej ludności z terenów Bliskiego Wschodu i Afryki. Źle się dzieje, jeśli kwestia o tak licznych i wielostronnych skutkach jest rozważana w kategoriach politycznej poprawności oraz moralnego obowiązku należnego ludziom, tylko dlatego, że znaleźli się w potrzebie. Europa Wschodnia, w tym Polska, są poddane krytyce za rzekomy narodowy egoizm i brak serca. To śmieszne, ponieważ cała sprawa, to nie kwestia sumienia, ale część ogromnego procesu globalnego. Globalizacja, to nie puste hasło. Niesie ze sobą bardzo konkretną treść. To między innymi, proces wyrównywania poziomów życia w całym świecie. Rzecz w tym, że może on przybierać dwoistą formę: przyspieszonego rozwoju krajów dotąd zacofanych oraz masowej migracji z miejsc zabiedzonych do bogatych. Pierwsza jest stosunkowo łagodna, ale potrzebuje czasu na absorbcję nowych wartości, druga – gwałtowna w naturalny sposób wzbudzająca konflikty i rodząca uprzedzenia. Osobny problem, to polityczna stronniczość. Niemcy odgrywają rolę dobrego, Polska i wschód Europy – złego luda. Nieuczciwość niemieckiego stanowiska polega na tym, że ich starzejące się społeczeństwo potrzebuje imigrantów, by podtrzymać pozycje pierwszej gospodarczej potęgi kontynentu, ale inne kraje tego nie potrzebują. W tej sytuacji niemieckie powoływanie się na argumenty moralne i historię innych krajów jest pozbawione podstaw i nieuczciwe. Więcej, prostym następstwem takiej polityki będzie pogłebiający się rozłam wśród państw członkowskie europejskiej wspólnoty. Pozostało przecież tylko niepełne pięć lat pomocy dla uboższych krajów członkowskich. Nie mam w tej sytuacji wątpliwości, że ich polityka sprowadzi się do przeczekania tego okresu, a potem, w obliczu niewątpliwego nasilania się imigracyjnego kryzysu, odwrócenie się do Niemiec tyłem, co już czyni Wielka Brytania. A wtedy – żegnaj Europo! Ktoś powie, że taki scenariusz jest szkodliwy, ponieważ osłabi pozycję Europy wobec agresywności Rosji. Ten ktoś musi sobie zdać sprawę, że procesy samodzielnie nie myślą, tylko się dzieją i wpływ na ich przebieg mamy bardzo ograniczony. Continue reading